Marek Kusiba
Żabką przez Atlantyk
I Rzeczniepospolita
To był prawdziwie polski weekend; zaczął się i zakończył triumfem
tradycyjnych wartości: wygraną Rafała Blechacza w konkursie chopinowskim,
a potem Lecha Kaczyńskiego w konkursie prezydenckim. Różnica taka, że
Blechacza wybrali muzycy, a Kaczyńskiego rolnicy. I natychmiast ogłoszono
w Polsce żałobę narodową. Jedni mówią, że to po III RP, inni,
że po PO. Wypowiedzi publicystów przypominają ponure wystąpienie generała
Jaruzelskiego ogłaszającego stan wojenny. Portale internetowe zaroiły
się wypowiedziami w stylu: "Rzeczpospolita Obojga Kaczorów z twarzą Rydzyka
i Leppera to za dużo jak dla mnie...". W kraju wrze. Od czasów przygód
Hansa Klossa telewizja nie była tak fascynującym medium. "Trwa sPiSianie
Polski" - mówi "platformer" Rokita. Dla innych "sPiSianie" Polski jest sPiSywaniem
III RP na straty i tworzeniem "IV Rzeczpospolitej". Pawłowi Śpiewakowi,
twórcy hasła, dedykuję nową nazwę: I Rzeczniepospolita.
PiS, obiecujący odskrobanie kraju z narośli postkomuny, zapomniał chyba,
że czerwony wilk nigdy nie będzie syty, a solidarnościowa owca ukontentowana.
I wilk, i owca są już za starzy na miłość. Oboje są już zmęczeni,
tak jak i społeczeństwo, w którym do głosu wciąż nie mogą dojść
młodzi. Jednak czym innym są i prawo, i sprawiedliwość dla młodych,
a czym innym dla starszych. A Prawo i Sprawiedliwość chce mieć wszystkie
resorty siłowe w swoich rękach, by dopełnić obiecanej lustracji, rozliczyć
komu- i postkomunistów, postawić przed trybunałem Kwaśniewskiego za
Orlen i zamknąć tych, co trzeba. Teoretycznie dobrze. Praktycznie - źle.
"W tym Kaczolandzie wszystkie kaczątka będą wolne, a inne ptactwo pójdzie
na rzeź" - napisał Jogi na Onecie. Nie podoba mu się, że bliźniacy
zabliźniaczają kraj.
Co począć, misiu Jogi, nie udała się operacja rozdzielenia braci bliźniaków
przez Tuska, więc zgarnęli całą władzę. Prezydenta wybrała Polska
B, czyli "ściana wschodnia", tereny uważane przez Polskę A za ciemnogród.
Na Podkarpaciu padł nawet rekord kraju poparcia dla Lecha Kaczyńskiego -
ponad 75 procent. Mapy poparcia dzielą kraj dokładnie na połowę, po
osiem województw, więc żartownisie nawołują do secesji i podziału
Polski na zachodnią, liberalną Tuskolandię i wschodnią, socjalną,
ba - socjalistyczną Kaczolandię.
Pisałem już, co śpiewali Jacek i Placek w filmie według powieści
Kornela Makuszyńskiego O dwóch takich, co ukradli księżyc:
"My dwaj, my dwaj zdobędziemy cały kraj". Okładka ósmego wydania książki
Makuszyńskiego, wznowionej w stanie wojennym, miała cechy wizjonerskie:
przedstawia walącą się chatę, rozwalony płot i dwóch chłopców
z workiem na plecach. Książkę wydało Wydawnictwo Lubelskie, czyli
już wtedy "ściana wschodnia" wiodła prym w promocji obu braci. Ale okładka
to małe piwo w porównaniu z tytułami rozdziałów.
"Rozdział pierwszy, w którym ujrzymy miasto rodzinne Jacka i Placka", jest
jeszcze neutralny. W powieści jest nim Zapiecek. Jak pisze Makuszyński,
"jest to nazwa skromna, bo skromni w tym mieście mieszkali ludzie", o których
"nikt nigdy nie słyszał ani nikt się o nich nie troszczył". Zupełnie
jak w III RP. W drugim rozdziale "Jacek i Placek napełniają struchlały
świat krzykiem i trwogą". No, rzeczywiście. Trudno przewidzieć, jak
wielu młodych podjęło już decyzję o wyjeździe z kraju, ale
dyskusja na forum Onetu jest utrzymana w tonacji: "Ratuj się, kto może,
zaraz zacznie Kaczor rozliczać Polaków za dziadów i pradziadów, i do
kamieniołomów. Ale wstyd i plama przed Europą i światem" itd. Nowy exodus
z Polski koresponduje z tytułem rozdziału piątego, "w którym Jacek i
Placek rozpoczynają poszukiwania takiego kraju, w którym ludzie nie pracują".
Nie wiem, czy Makuszyński miał widzenie pisząc rozdział siódmy, w
którym "ludzie i zwierzęta starają się nadaremnie puste głowy Jacka
i Placka napełnić olejem mądrości". Nie wiem też, co ma znaczyć
profetyzm Makuszyńskiego w rozdziale dziewiątym, "w którym Jacek i Placek
zdobywają wielką nagrodę i jeszcze większe lanie". Rozdział dziesiąty
jest całkowicie trafiony, bo w nim "przez drogę Jacka i Placka przesuwa
się cień matki". Seniorowa Kaczyńska, osoba wielkiej kultury, ma taką
osobowość, że synowie znajdują się całkowicie w jej cieniu. W
rozdziale jedenastym nasi bohaterowie spotykają, uwaga - "złotych ludzi
i dowiadują się dziwnych rzeczy o chlebie powszednim". W dziejach III Rzeczpospolitej
byłoby to ewenementem, gdyby elita zajrzała do misek maluczkich, bo zawsze
żyła jak na księżycu, skąd Polska wygląda tak samo egzotycznie
jak w filmie Batorego.
Jest kilka innych profetycznych rozdziałów u Makuszyńskiego, ale (w trzynastym
ujrzeli "wielkie serce", a w czternastym "budują wieżę"...), ale przeraża
rozdział szesnasty, "w którym Jacek i Placek dostają się w ręce straszliwych
zbójów, których my wszyscy doskonale znamy". Ciekawe, kto to może
być? Może Lepper?
|
|