TERESA SIEDLAR-KOŁYSZKO
Śródpuszczańskie
sanktuarium
Przenajświętsza
Matko Syna, obrono nasza jedyna.
Do ciebie się uciekamy!
Tyś obrała miejsce w Budzie, byś cieszyła nędzne ludzie.
Starą polską pieśń o Matce Bożej w obrazie budsławskim słyszałam
dużo wcześniej, zanim pojechałam do sławnej Budy na rubieżach
międzywojennej II Rzeczypospolitej. A droga tam daleka. Jadąc z Grodna,
dwukrotnie przekraczaliśmy Wilię. Bo Wilia, która hen daleko w Kownie
na Litwie "ginie w ukochanym Niemnie", wypływa w tych okolicach, na dzisiejszej
Białorusi, choć Bogiem a prawdą to wszystko przecież Wielkie Księstwo
Litewskie. W Wilejce nasza Wilia była jeszcze sporą rzeczką, ale drugi
raz już tylko rzeczułką, prawie strumykiem. Mijaliśmy znane, zapisane
w świadomości miejscowości: Wołożyn, Wilejkę, Mołodeczno, Kurzyniec.
Cel naszej podróży - Budsław, a właściwie sanktuarium w Budsławiu
ze słynącą cudami Matką Bożą Budsławską, leżał przed
wojną tuż nad granicą, było to niewielkie miasteczko skryte wśród
ogromnych lasów. Nasza droga do niego prowadziła głównie lasami, dosyć
długo jechaliśmy obrzeżem Puszczy Nalibockiej.
Choć obecny Budsław w żaden sposób nie przypomina miasteczka, to
przecież Wielki Słownik Królestwa Polskiego Litwy i Rusi podaje, że
"Budsław, miasteczko powiatu wilejskiego, nad rzeką Serwecz, założone
przez Aleksandra Jagiellończyka w 1504 roku i darowane bernardynom wileńskim".
Zmieniły się granice, wniwecz poszło tysiące zabytków, ale sanktuarium
Matki Bożej Budsławskiej i bernardyni, jej strażnicy, ocaleli.
Duża to radość dla oczu, kiedy spośród zieleni i ponad tą soczystą,
deszczami użyźnianą zielenią wyłoni się potężna bryła
kościoła w Budsławiu. W świeżo wzniesionym budyneczku nieopodal
świątyni, czyli w maleńkim klasztorze tutejszych Bernardynów, znajdujemy
nie tylko dach nad głową, ale i łazienkę i gorącą herbatę, a przede
wszystkim czeka już też na nas młody ojciec Sławomir Wetługin,
z którym, choć jesteśmy po całodziennej pełnej wrażeń podróży,
czym prędzej podążamy do kościoła, pokłonić się Matce Bożej
Budsławskiej, zwiedzić świątynię i zapoznać się z jej ciekawymi
dziejami.
"Historia Budsławia rozpoczyna się w 1504 roku, a więc będziemy mieli
jubileusz 500-lecia". Tymi słowy ojciec bernardyn rozpoczął oprowadzanie
po świątyni. "Wtedy to Aleksander Jagiellończyk dał kawał lasu tu
w tym miejscu bernardynom wileńskim. Bracia przybyli, by ten las ścinać
i rzeką Serwecz, a później Wilią dostarczyć do Wilna na potrzeby
klasztoru. Pobudowali tutaj dla siebie proste domki, coś jak szałasy pastusze,
które nazywali budami, i stąd wzięła się nazwa miejscowości: najpierw
Buda, a potem sławna Buda-Budsław. Na tę sławę miejscowości wpłynęły
dwa ważne wydarzenia. W 1588 roku w święto Chrztu Pańskiego ukazała
się na niebie wielka jasność, zakonnicy pobiegli po przełożonych,
którzy nakazali modły i post, po jakimś czasie ukazała się bernardynom
Matka Boża z dzieciątkiem na rękach w otoczeniu aniołów i powiedziała,
że na wieki wybrała to miejsce, by tutaj jednać ludzi z Bogiem".
W następnym roku na miejscu objawienia zakonnicy zbudowali drewniany kościół.
Druga rzecz, która wpłynęła na to, że Buda stała się sławna,
był obraz Matki Bożej. W 1598 roku miński wojewoda Jan Pac, który
był kalwinem, a później przyjął wiarę katolicką, odbył pielgrzymkę
do Rzymu i był przyjęty na audiencji przez papieża Klemensa VIII. Papież
sprezentował mu obraz Matki Bożej. W 1610 roku Pac umiera, a obraz zabiera
jego kapelan, który pracował w Dołginowie (niedaleko stąd) i w 1613
roku ofiarował obraz do drewnianego kościoła w Budsławiu. Po kilku latach
już od 1617 roku zaczynają się cuda. Coraz więcej ludzi przybywa na
to miejsce. Kiedy w 1633 roku na miejscu drewnianego kościoła zaczęli
budować ten kamienny i rozbierali drewniany, to całe jego ściany były
oklejone jak tapetami świadectwami łask rozlicznych i uzdrowień. Budowa
nowej świątyni i klasztoru trwała dziesięć lat. W tym czasie również
powstał ten ołtarz. Jest to jeden z najwcześniejszych drewnianych ołtarzy,
jakie zachowały się na obecnej Białorusi, niezwykle cenny jako dzieło
sztuki sakralnej. W 1624 roku Batista Montana wydał książkę, w której
zawarł projekty różnych świątyń, a w nich ołtarzy w perspektywie
i pod wpływem tej księgi zrobił projekt tego ołtarza. To jest jeden
z najwcześniejszych ołtarzy, jakie zostały wybudowane w Europie.
Ale też trzeba pamiętać, że było to w Wielkim Księstwie Litewskim,
w Wielkiej Królewskiej Rzeczypospolitej, gdzie dzięki hojności wielkich
mecenasów powstawały wspaniałe, podziwiane dziś zabytki architektury
i że artyści włoscy byli częstymi gośćmi w Rzeczypospolitej, a
niejeden osiedlił się w Polsce, zwłaszcza w Krakowie. Stąd nasze przepiękne
baroki krakowskie, wileńskie, a także te zachowane i te zrujnowane na
Podolu, Polesiu, Wołyniu.
Kościół, w którym jesteśmy, a w którym jest ołtarz, starszy,
okazał się za mały, więc w XVIII wieku dobudowano większy, czyli obecną
bazylikę. Zaprojektował go Józef Fontana, architekt króla Stanisława
Augusta. On również projektował ołtarz w tym większym kościele.
Jak widać, stary i nowszy, wszystko razem stanowi piękną, harmonijną
całość.
I na szczęście wszystko to przetrwało.
"Tak, do 1939 roku tu była Polska, w okresie pierwszej sowieckiej okupacji,
kiedy wojska niemieckie podchodziły pod Budsław, Sowieci chcieli wysadzić
w powietrze kościół i klasztor. Był już podłożony ładunek,
na szczęście niemieckie wojska doszły błyskawicznie i nie zdążono
go odpalić. Niemcy zamalowali kościół na zielono, bo jako ogromna biała
bryła był znakomitym celem i punktem rozpoznawczym, Sowieci, kiedy tu znów
wrócili, już nie niszczyli kościoła i tak ostał cały. Był czas,
że sowiecka władza go zamykała, zwłaszcza na 2 lipca, kiedy tutaj
był odpust, ale ludzie wszystko jedno - przyjeżdżali i modlili się
pod kościołem".
Z dalszej rozmowy dowiaduję się, że z Budsławiem związany jest
też najsławniejszy kresowy bernardyn, ojciec Martynian Darzycki, więzień
łagrów i Kołymy. Po powrocie z nieludzkiej ziemi chciał on bowiem tu
pracować, ale mu nie pozwolono, więc pojechał na Ukrainę, gdzie w maleńkiej
Miastkówce jest do dzisiaj
"Początkowo jak bracia przyszli w 1504 roku, było ich trzech, czterech,
ale potem pobudowano duży klasztor, to był jeden z największych klasztorów
w Wielkim Księstwie Litewskim. W 1858 roku car kasuje klasztor za postawę
patriotyczną zakonników, za nawoływanie do powstań. W tym momencie pracowało
tutaj 25 zakonników. Prowadzili szkołę muzyczną, szkołę retoryki
i zwyczajną szkołę. W 1839 roku przy kościele w zespole muzycznym były
42 instrumenty. Po zamknięciu i wypędzeniu zakonników został tylko jeden
ksiądz diecezjalny. Na kult Budsławia wpłynęło to bardzo negatywnie.
Może dlatego Budsław nie jest tak znany, popularny, sławny na cały
nasz świat, jak na to zasługiwał. Ale wiemy na przykład, że w 1939
roku, ostatnim za Polski, były tu na placu wielkie uroczystości, mamy takie
historyczne zdjęcia, że ten ogromny plac był pełen pielgrzymów,
zapewne nie tylko z naszej wtedy Wileńszczyzny, ale z całej Polski. W naszym
klasztorze była też duża księga, która została wywieziona przez
komunistów, tak ogromna, że cztery osoby ją wynosiły. Ale mamy jeszcze
na szczęście kronikę z 1792 roku, proszę spojrzeć - różne pisma,
kaligrafie, różne daty, wiele ciekawego się z niej można dowiedzieć.
Przepisane, zanotowane są w niej wszystkie dokumenty cara, papieży, wszystko,
co przychodziło, to było przepisywane do tej księgi. Kto przyjeżdża,
to się zachwyca. A co do klasztoru, to po zamknięciu w 1858 roku zajęły
go na koszary carskie wojska, a potem uległ zniszczeniu i dziś nie mamy
klasztoru, ale ocalał wspaniały kościół, z tym że przecież
nas, bernardynów, nie było tutaj prawie 150 lat. Dopiero w 1996 roku kardynał
znowu nas zaprosił".
"Mamy parafię i tysiąc trzystu wiernych w dwudziestu kilku wioskach. Przychodzą
piechotą, przyjeżdżają końmi, rowerami, samochodami. Dojeżdżamy
do wielu wiosek. Odwiedzają nas też pielgrzymki z całej Białorusi,
szczególnie 1 i 2 lipca. To kiedyś było święto Nawiedzenia Matki Bożej
i był odpust, a teraz to już jest nasze święto Matki Bożej Budsławskiej.
Na odpust przychodzi do nas 20 do 25 tysięcy pątników. Są ogromne uroczystości,
nocna procesja ze świecami wokół kościoła, o północy msza święta.
Uroczystą mszę świętą odprawia ksiądz kardynał Świątek wraz
z całym episkopatem".
"Zanim wyjdziemy z kościoła, warto zwrócić uwagę na oryginalną
dekorację świątyni, stwarzającą iluzję, że w prezbiterium głównym
ołtarz otoczony jest rzędami kolumn. W rzeczywistości przy użyciu
farb w odcieniach brązu artysta malarz z Mińska Kazimierz Antoszewski w
roku 1783 roku zbudował bogate, kolumnadą zdobione prezbiterium".
Uległam temu złudzeniu, i dopiero po założeniu okularów i dłuższej
obserwacji uświadamiam sobie, że jest to tylko ogromne szarobrązowe
malowidło, na gładkim, bez żadnych załamań murze świątyni. Po
dokładnym zwiedzeniu całego kościoła widzę, że nie tylko prezbiterium,
a cały kościół został tak pomalowany, stwarzając złudzenie kolumnady
i powiększając znacznie wizualnie wnętrze świątyni. Drugą ciekawostką
we wnętrzu wspaniałej budsławskiej bazyliki był skromnie z boku wiszący
obraz Matki Bożej. Ksiądz Sławomir wspiął się na ławkę, zdjął
go i opowiedział ciekawą historię.
"Na tym miejscu wisiał obraz drugą stroną odwrócony. Szczerze mówiąc
on mi się nie za bardzo podobał. Widać, że artysta oszczędzał
farby, to jest miejscowy artysta, gdzieś jest podpisany, a namalował go
w 1944 roku! Ale dwa lata temu przed porządkami wielkanocnymi pomyślałem,
że trzeba obejrzeć obrazy wiszące u nas z dwóch stron, bo jest kilka,
które są dwustronne. Byłem bardzo zdziwiony i uradowany, kiedy zdjąłem
ten obraz i zobaczyłem przepiękną kopię Matki Bożej Budsławskiej
namalowaną w 1804 roku. W tle namalowana jest scena objawienia Matki Bożej.
Matka Boża z Dzieciątkiem, aniołowie zakonnicy, Buda".
Nacieszywszy oczy i serce niezwykłością budsławskiej bazyliki, schroniliśmy
się z księdzem Sławomirem na plebanii, by wreszcie trochę porozmawiać
o nim, o młodym proboszczu, kustoszu sławnej świątyni.
A więc księże kustoszu, gdzie się ksiądz urodził?
"W Czeczelniku na Ukrainie. Czeczelnik to nieduża miejscowość, jakieś
dziesięć tysięcy ludzi, wtedy była tam tylko kaplica na cmentarzu i
msze odprawiał ksiądz Martynian Darzycki, ale że ludzie nie mieścili
się w środku, to ksiądz odprawiał za kratkami i takie było moje pierwsze
wspomnienie z dzieciństwa, msza święta zza kratek. Pamiętam też
z tego wczesnego dzieciństwa, że on przyjeżdżał dosyć rzadko,
bo miał wiele parafii, a do tego chorował i wtedy były takie msze święte,
że wynosili ornat, mszał i śpiewali wszystkie części mszy świętej
bez księdza, takie mam wspomnienia z dzieciństwa. Wtedy właśnie chciałem
zostać kapłanem, żeby księdzu pomóc albo go zastąpić. Potem
ewangelię czytałem, jak już miałem 14 lat, a nie było komu czytać.
Tylko czytałem z chóru, żeby nikt nie widział, bo radziecka władza
nie pozwalała dzieciom chodzić do kościoła. Polskiego jakoś tak sam
się nauczyłem, nikt mnie przecież specjalnie nie uczył. Pierwszą
książkę polską przeczytałem, kiedy miałem 13 lat, 'W pustyni i
puszczy', i już za porządkiem przeczytałem wszystko Sienkiewicza, potem
znów mnóstwo książek Kraszewskiego, zdążyłem to przeczytać,
jak jeszcze chodziłem do szkoły. Kiedy pojechałem do Polski, a w Polsce
polszczyzna jest teraz taka zamerykanizowana, to ja się wyróżniałem
ze swoją czystą sienkiewiczowską, polską mową".
Wróćmy do tej niełatwej drogi, by być księdzem, jak ksiądz do tego
doszedł?
"Zawsze chciałem być księdzem, ale dopiero w 90 roku udało mi się
pójść do seminarium do Grodna, właśnie wtedy zostało otwarte. Prawdę
powiedziawszy, uciekłem z domu... Nie żałuję, opłaciło się stokrotnie.
Po pierwszym roku udało się już wyrobić paszport i wyjechałem do
zakonnego seminarium, a na drugim roku byłem w Krakowie!".
Jest ksiądz już tutaj cztery lata, pochodzi z Podola. A teraz zaszył
się ksiądz w puszczy. Ta ziemia taka inna od tamtej.
W chwilę później kościół napełnia się wiernymi. Kobiety
zaczęły już dużo wcześniej modlitwy i śpiewy, rzecz jasna po
polsku, "Zdrowaś Maryjo", "Pod Twoją Obronę", "Ojcze Nasz", stare znane
od kołyski modlitwy brzmią jasno i dźwięcznie ze ślicznym kresowym
zaśpiewem. A pieśni, tego nie sposób opowiedzieć, to trzeba przeżyć,
jeszcze teraz, jeszcze kiedy prawie po roku piszę o tym, przeżywam wzruszenie
i słyszę, wyraźnie słyszę starą po polsku śpiewaną pieśń,
modlitwę do Matki Bożej Budsławskiej.
Odprawiana po polsku msza święta rozbrzmiewa w kościele.
Niosą się pod sklepienie tej ogromnej świątyni czysto jasno wyraźnie
wypowiadane przez lud Boży słowa: "Spowiadam się Bogu wszechmogącemu".
Wielkie, głębokie wzruszenie ściska za gardło, któryż to już
raz doznaję tego uczucia, wędrując po dalekich Kresach Rzeczypospolitej.
To tu, w obcym dziś kraju, zdajemy sobie szczególnie sprawę z wielkości
Rzeczypospolitej, czujemy się autentycznie Polakami związanymi z naszą
przeszłością, naszą historią i naszą kulturą, która te wszystkie
cuda przez wieki "tam" budowała i one, i ten lud Boży, śpiewający
po tylu latach po polsku, daje dowody, że i tu w dalekiej puszczańskiej
okolicy była przed wiekami Rzeczpospolita.
|