PRENUMERATA
"PRZEGLĄDU POLSKIEGO"
W WERSJI PDF:

 

 

Przegląd Polski 7 października 2005


TERESA SIEDLAR-KOŁYSZKO

Śródpuszczańskie
sanktuarium


Przenajświętsza Matko Syna, obrono nasza jedyna.
Do ciebie się uciekamy!
Tyś obrała miejsce w Budzie, byś cieszyła nędzne ludzie.

Starą polską pieśń o Matce Bożej w obrazie budsławskim słyszałam dużo wcześniej, zanim pojechałam do sławnej Budy na rubieżach międzywojennej II Rzeczypospolitej. A droga tam daleka. Jadąc z Grodna, dwukrotnie przekraczaliśmy Wilię. Bo Wilia, która hen daleko w Kownie na Litwie "ginie w ukochanym Niemnie", wypływa w tych okolicach, na dzisiejszej Białorusi, choć Bogiem a prawdą to wszystko przecież Wielkie Księstwo Litewskie. W Wilejce nasza Wilia była jeszcze sporą rzeczką, ale drugi raz już tylko rzeczułką, prawie strumykiem. Mijaliśmy znane, zapisane w świadomości miejscowości: Wołożyn, Wilejkę, Mołodeczno, Kurzyniec. Cel naszej podróży - Budsław, a właściwie sanktuarium w Budsławiu ze słynącą cudami Matką Bożą Budsławską, leżał przed wojną tuż nad granicą, było to niewielkie miasteczko skryte wśród ogromnych lasów. Nasza droga do niego prowadziła głównie lasami, dosyć długo jechaliśmy obrzeżem Puszczy Nalibockiej.

Choć obecny Budsław w żaden sposób nie przypomina miasteczka, to przecież Wielki Słownik Królestwa Polskiego Litwy i Rusi podaje, że "Budsław, miasteczko powiatu wilejskiego, nad rzeką Serwecz, założone przez Aleksandra Jagiellończyka w 1504 roku i darowane bernardynom wileńskim". Zmieniły się granice, wniwecz poszło tysiące zabytków, ale sanktuarium Matki Bożej Budsławskiej i bernardyni, jej strażnicy, ocaleli.

Duża to radość dla oczu, kiedy spośród zieleni i ponad tą soczystą, deszczami użyźnianą zielenią wyłoni się potężna bryła kościoła w Budsławiu. W świeżo wzniesionym budyneczku nieopodal świątyni, czyli w maleńkim klasztorze tutejszych Bernardynów, znajdujemy nie tylko dach nad głową, ale i łazienkę i gorącą herbatę, a przede wszystkim czeka już też na nas młody ojciec Sławomir Wetługin, z którym, choć jesteśmy po całodziennej pełnej wrażeń podróży, czym prędzej podążamy do kościoła, pokłonić się Matce Bożej Budsławskiej, zwiedzić świątynię i zapoznać się z jej ciekawymi dziejami.

"Historia Budsławia rozpoczyna się w 1504 roku, a więc będziemy mieli jubileusz 500-lecia". Tymi słowy ojciec bernardyn rozpoczął oprowadzanie po świątyni. "Wtedy to Aleksander Jagiellończyk dał kawał lasu tu w tym miejscu bernardynom wileńskim. Bracia przybyli, by ten las ścinać i rzeką Serwecz, a później Wilią dostarczyć do Wilna na potrzeby klasztoru. Pobudowali tutaj dla siebie proste domki, coś jak szałasy pastusze, które nazywali budami, i stąd wzięła się nazwa miejscowości: najpierw Buda, a potem sławna Buda-Budsław. Na tę sławę miejscowości wpłynęły dwa ważne wydarzenia. W 1588 roku w święto Chrztu Pańskiego ukazała się na niebie wielka jasność, zakonnicy pobiegli po przełożonych, którzy nakazali modły i post, po jakimś czasie ukazała się bernardynom Matka Boża z dzieciątkiem na rękach w otoczeniu aniołów i powiedziała, że na wieki wybrała to miejsce, by tutaj jednać ludzi z Bogiem".

W następnym roku na miejscu objawienia zakonnicy zbudowali drewniany kościół. Druga rzecz, która wpłynęła na to, że Buda stała się sławna, był obraz Matki Bożej. W 1598 roku miński wojewoda Jan Pac, który był kalwinem, a później przyjął wiarę katolicką, odbył pielgrzymkę do Rzymu i był przyjęty na audiencji przez papieża Klemensa VIII. Papież sprezentował mu obraz Matki Bożej. W 1610 roku Pac umiera, a obraz zabiera jego kapelan, który pracował w Dołginowie (niedaleko stąd) i w 1613 roku ofiarował obraz do drewnianego kościoła w Budsławiu. Po kilku latach już od 1617 roku zaczynają się cuda. Coraz więcej ludzi przybywa na to miejsce. Kiedy w 1633 roku na miejscu drewnianego kościoła zaczęli budować ten kamienny i rozbierali drewniany, to całe jego ściany były oklejone jak tapetami świadectwami łask rozlicznych i uzdrowień. Budowa nowej świątyni i klasztoru trwała dziesięć lat. W tym czasie również powstał ten ołtarz. Jest to jeden z najwcześniejszych drewnianych ołtarzy, jakie zachowały się na obecnej Białorusi, niezwykle cenny jako dzieło sztuki sakralnej. W 1624 roku Batista Montana wydał książkę, w której zawarł projekty różnych świątyń, a w nich ołtarzy w perspektywie i pod wpływem tej księgi zrobił projekt tego ołtarza. To jest jeden z najwcześniejszych ołtarzy, jakie zostały wybudowane w Europie.

Ale też trzeba pamiętać, że było to w Wielkim Księstwie Litewskim, w Wielkiej Królewskiej Rzeczypospolitej, gdzie dzięki hojności wielkich mecenasów powstawały wspaniałe, podziwiane dziś zabytki architektury i że artyści włoscy byli częstymi gośćmi w Rzeczypospolitej, a niejeden osiedlił się w Polsce, zwłaszcza w Krakowie. Stąd nasze przepiękne baroki krakowskie, wileńskie, a także te zachowane i te zrujnowane na Podolu, Polesiu, Wołyniu.

Kościół, w którym jesteśmy, a w którym jest ołtarz, starszy, okazał się za mały, więc w XVIII wieku dobudowano większy, czyli obecną bazylikę. Zaprojektował go Józef Fontana, architekt króla Stanisława Augusta. On również projektował ołtarz w tym większym kościele. Jak widać, stary i nowszy, wszystko razem stanowi piękną, harmonijną całość.

I na szczęście wszystko to przetrwało.

"Tak, do 1939 roku tu była Polska, w okresie pierwszej sowieckiej okupacji, kiedy wojska niemieckie podchodziły pod Budsław, Sowieci chcieli wysadzić w powietrze kościół i klasztor. Był już podłożony ładunek, na szczęście niemieckie wojska doszły błyskawicznie i nie zdążono go odpalić. Niemcy zamalowali kościół na zielono, bo jako ogromna biała bryła był znakomitym celem i punktem rozpoznawczym, Sowieci, kiedy tu znów wrócili, już nie niszczyli kościoła i tak ostał cały. Był czas, że sowiecka władza go zamykała, zwłaszcza na 2 lipca, kiedy tutaj był odpust, ale ludzie wszystko jedno - przyjeżdżali i modlili się pod kościołem".

Z dalszej rozmowy dowiaduję się, że z Budsławiem związany jest też najsławniejszy kresowy bernardyn, ojciec Martynian Darzycki, więzień łagrów i Kołymy. Po powrocie z nieludzkiej ziemi chciał on bowiem tu pracować, ale mu nie pozwolono, więc pojechał na Ukrainę, gdzie w maleńkiej Miastkówce jest do dzisiaj

"Początkowo jak bracia przyszli w 1504 roku, było ich trzech, czterech, ale potem pobudowano duży klasztor, to był jeden z największych klasztorów w Wielkim Księstwie Litewskim. W 1858 roku car kasuje klasztor za postawę patriotyczną zakonników, za nawoływanie do powstań. W tym momencie pracowało tutaj 25 zakonników. Prowadzili szkołę muzyczną, szkołę retoryki i zwyczajną szkołę. W 1839 roku przy kościele w zespole muzycznym były 42 instrumenty. Po zamknięciu i wypędzeniu zakonników został tylko jeden ksiądz diecezjalny. Na kult Budsławia wpłynęło to bardzo negatywnie. Może dlatego Budsław nie jest tak znany, popularny, sławny na cały nasz świat, jak na to zasługiwał. Ale wiemy na przykład, że w 1939 roku, ostatnim za Polski, były tu na placu wielkie uroczystości, mamy takie historyczne zdjęcia, że ten ogromny plac był pełen pielgrzymów, zapewne nie tylko z naszej wtedy Wileńszczyzny, ale z całej Polski. W naszym klasztorze była też duża księga, która została wywieziona przez komunistów, tak ogromna, że cztery osoby ją wynosiły. Ale mamy jeszcze na szczęście kronikę z 1792 roku, proszę spojrzeć - różne pisma, kaligrafie, różne daty, wiele ciekawego się z niej można dowiedzieć. Przepisane, zanotowane są w niej wszystkie dokumenty cara, papieży, wszystko, co przychodziło, to było przepisywane do tej księgi. Kto przyjeżdża, to się zachwyca. A co do klasztoru, to po zamknięciu w 1858 roku zajęły go na koszary carskie wojska, a potem uległ zniszczeniu i dziś nie mamy klasztoru, ale ocalał wspaniały kościół, z tym że przecież nas, bernardynów, nie było tutaj prawie 150 lat. Dopiero w 1996 roku kardynał znowu nas zaprosił".

"Mamy parafię i tysiąc trzystu wiernych w dwudziestu kilku wioskach. Przychodzą piechotą, przyjeżdżają końmi, rowerami, samochodami. Dojeżdżamy do wielu wiosek. Odwiedzają nas też pielgrzymki z całej Białorusi, szczególnie 1 i 2 lipca. To kiedyś było święto Nawiedzenia Matki Bożej i był odpust, a teraz to już jest nasze święto Matki Bożej Budsławskiej. Na odpust przychodzi do nas 20 do 25 tysięcy pątników. Są ogromne uroczystości, nocna procesja ze świecami wokół kościoła, o północy msza święta. Uroczystą mszę świętą odprawia ksiądz kardynał Świątek wraz z całym episkopatem".

"Zanim wyjdziemy z kościoła, warto zwrócić uwagę na oryginalną dekorację świątyni, stwarzającą iluzję, że w prezbiterium głównym ołtarz otoczony jest rzędami kolumn. W rzeczywistości przy użyciu farb w odcieniach brązu artysta malarz z Mińska Kazimierz Antoszewski w roku 1783 roku zbudował bogate, kolumnadą zdobione prezbiterium".

Uległam temu złudzeniu, i dopiero po założeniu okularów i dłuższej obserwacji uświadamiam sobie, że jest to tylko ogromne szarobrązowe malowidło, na gładkim, bez żadnych załamań murze świątyni. Po dokładnym zwiedzeniu całego kościoła widzę, że nie tylko prezbiterium, a cały kościół został tak pomalowany, stwarzając złudzenie kolumnady i powiększając znacznie wizualnie wnętrze świątyni. Drugą ciekawostką we wnętrzu wspaniałej budsławskiej bazyliki był skromnie z boku wiszący obraz Matki Bożej. Ksiądz Sławomir wspiął się na ławkę, zdjął go i opowiedział ciekawą historię.

"Na tym miejscu wisiał obraz drugą stroną odwrócony. Szczerze mówiąc on mi się nie za bardzo podobał. Widać, że artysta oszczędzał farby, to jest miejscowy artysta, gdzieś jest podpisany, a namalował go w 1944 roku! Ale dwa lata temu przed porządkami wielkanocnymi pomyślałem, że trzeba obejrzeć obrazy wiszące u nas z dwóch stron, bo jest kilka, które są dwustronne. Byłem bardzo zdziwiony i uradowany, kiedy zdjąłem ten obraz i zobaczyłem przepiękną kopię Matki Bożej Budsławskiej namalowaną w 1804 roku. W tle namalowana jest scena objawienia Matki Bożej. Matka Boża z Dzieciątkiem, aniołowie zakonnicy, Buda".

Nacieszywszy oczy i serce niezwykłością budsławskiej bazyliki, schroniliśmy się z księdzem Sławomirem na plebanii, by wreszcie trochę porozmawiać o nim, o młodym proboszczu, kustoszu sławnej świątyni.

A więc księże kustoszu, gdzie się ksiądz urodził?

"W Czeczelniku na Ukrainie. Czeczelnik to nieduża miejscowość, jakieś dziesięć tysięcy ludzi, wtedy była tam tylko kaplica na cmentarzu i msze odprawiał ksiądz Martynian Darzycki, ale że ludzie nie mieścili się w środku, to ksiądz odprawiał za kratkami i takie było moje pierwsze wspomnienie z dzieciństwa, msza święta zza kratek. Pamiętam też z tego wczesnego dzieciństwa, że on przyjeżdżał dosyć rzadko, bo miał wiele parafii, a do tego chorował i wtedy były takie msze święte, że wynosili ornat, mszał i śpiewali wszystkie części mszy świętej bez księdza, takie mam wspomnienia z dzieciństwa. Wtedy właśnie chciałem zostać kapłanem, żeby księdzu pomóc albo go zastąpić. Potem ewangelię czytałem, jak już miałem 14 lat, a nie było komu czytać. Tylko czytałem z chóru, żeby nikt nie widział, bo radziecka władza nie pozwalała dzieciom chodzić do kościoła. Polskiego jakoś tak sam się nauczyłem, nikt mnie przecież specjalnie nie uczył. Pierwszą książkę polską przeczytałem, kiedy miałem 13 lat, 'W pustyni i puszczy', i już za porządkiem przeczytałem wszystko Sienkiewicza, potem znów mnóstwo książek Kraszewskiego, zdążyłem to przeczytać, jak jeszcze chodziłem do szkoły. Kiedy pojechałem do Polski, a w Polsce polszczyzna jest teraz taka zamerykanizowana, to ja się wyróżniałem ze swoją czystą sienkiewiczowską, polską mową".

Wróćmy do tej niełatwej drogi, by być księdzem, jak ksiądz do tego doszedł?

"Zawsze chciałem być księdzem, ale dopiero w 90 roku udało mi się pójść do seminarium do Grodna, właśnie wtedy zostało otwarte. Prawdę powiedziawszy, uciekłem z domu... Nie żałuję, opłaciło się stokrotnie. Po pierwszym roku udało się już wyrobić paszport i wyjechałem do zakonnego seminarium, a na drugim roku byłem w Krakowie!".

Jest ksiądz już tutaj cztery lata, pochodzi z Podola. A teraz zaszył się ksiądz w puszczy. Ta ziemia taka inna od tamtej.

W chwilę później kościół napełnia się wiernymi. Kobiety zaczęły już dużo wcześniej modlitwy i śpiewy, rzecz jasna po polsku, "Zdrowaś Maryjo", "Pod Twoją Obronę", "Ojcze Nasz", stare znane od kołyski modlitwy brzmią jasno i dźwięcznie ze ślicznym kresowym zaśpiewem. A pieśni, tego nie sposób opowiedzieć, to trzeba przeżyć, jeszcze teraz, jeszcze kiedy prawie po roku piszę o tym, przeżywam wzruszenie i słyszę, wyraźnie słyszę starą po polsku śpiewaną pieśń, modlitwę do Matki Bożej Budsławskiej.

Odprawiana po polsku msza święta rozbrzmiewa w kościele.

Niosą się pod sklepienie tej ogromnej świątyni czysto jasno wyraźnie wypowiadane przez lud Boży słowa: "Spowiadam się Bogu wszechmogącemu". Wielkie, głębokie wzruszenie ściska za gardło, któryż to już raz doznaję tego uczucia, wędrując po dalekich Kresach Rzeczypospolitej. To tu, w obcym dziś kraju, zdajemy sobie szczególnie sprawę z wielkości Rzeczypospolitej, czujemy się autentycznie Polakami związanymi z naszą przeszłością, naszą historią i naszą kulturą, która te wszystkie cuda przez wieki "tam" budowała i one, i ten lud Boży, śpiewający po tylu latach po polsku, daje dowody, że i tu w dalekiej puszczańskiej okolicy była przed wiekami Rzeczpospolita.

 

 


komentarze, opinie, sugestie - kliknij tutaj aby wysłać e-mail