PRENUMERATA
"PRZEGLĄDU POLSKIEGO"
W WERSJI PDF:

 

 

Przegląd Polski 23 września 2005


JAN KRAWIEC

Era Rozmarka

W imieniu sześciu milionów Amerykanów polskiego pochodzenia przemawiali przywódcy Polonii podczas drugiej wojny światowej. Jest to także tytuł książki Joanny Wojdon, historyka z Wrocławia. Podtytuł wyjaśnia, że tematem książki jest historia Kongresu Polonii Amerykańskiej w latach 1944-1968.

Nie popełnię błędu twierdząc, że nikt dotąd nie pokusił się o całościowe opracowanie działalności "politycznego ramienia" Polonii amerykańskiej, jakim był KPA. Fragmenty historii tej organizacji można znaleźć w opracowaniach o Polonii, zarówno w języku polskim, jak i angielskim. W angielskim na wyróżnienie zasługuje For Your Freedom through Ours prof. Donalda Pienkosia, historyka z Milwaukee, Wisconsin. Na przeszło 600 stronach druku i kilkudziesięciu stronach zdjęć przedstawił wysiłki Polonii na rzecz Polski od 1863 do 1991 r. Dużą wartość mają prace Mieczysława Haimana (szczególnie do historii Zjednoczenia Polskiego Rzymsko-Katolickiego) i późniejsze prof. Stanisława Blejwasa.

Joanna Wojdon wybrała krótszy okres, bo niespełna ćwierć wieku "ery Rozmarka". Na podziw zasługuje benedyktyńska pracowitość i skrupulatność autorki, która przewertowała i skopiowała tysiące stron memoriałów, oświadczeń, przemówień, rezolucji, listów, relacji prasowych itp., zgromadzonych w Immigration History Research Center przy Uniwersytecie Minnesota w Minneapolis, Centralnym Archiwum Polonii w Orchard Lake, Michigan, Instytucie Piłsudskiego i Polskim Instytucie Naukowym w Nowym Jorku oraz prywatnych zbiorach. Kilkumiesięczny pobyt w Ameryce zawdzięczała Fundacji Kościuszkowskiej.

Rezultatem jest praca, w której przypisy podające źródła informacji lub cytatów zajmują nierzadko pół strony, co wskazuje, że autorka starała się być bezstronna i szukała prawdy. Cel osiągnęła. Jej książka przedstawia wszechstronny obraz życia Polonii, która nie była i nie jest monolitem, lecz społecznością zróżnicowaną zawodowo i majątkowo, pod względem wykształcenia i wyrobienia organizacyjnego, rozrzuconą na ogromnym obszarze i w różnym stopniu wtopioną w amerykańskie życie.

W tym czasie najsilniej dzieliła Polonię polityka. Na jednym biegunie znalazł się KNAPP (Komitet Narodowy Amerykanów Polskiego Pochodzenia) założony przez wybitnych piłsudczyków (Ignacy Matuszewski, Wacław Jędrzejewicz, Florian Rajchman), których katastrofa wrześniowa wyrzuciła na amerykański brzeg. KNAPP głosił konieczność utworzenia naczelnej organizacji politycznej Polonii, a od 1941 r. krytykował rząd emigracyjny gen. Władysława Sikorskiego, potem Stanisława Mikołajczyka za zbytnią uległość wobec żądań Stalina. Przywódcy KNAPP-u rozumieli jednak, że sami nie osiągną wiele. Tylko obywatele Stanów Zjednoczonych, głosujący w wyborach, mogą mieć wpływ na rząd w Waszyngtonie. Dla idei powołania politycznej organizacji Polonii zjednali wydawców i redaktorów dzienników: Maksymiliana Węgrzynka w Nowym Jorku i Franciszka Januszewskiego w Detroit. Obydwa dzienniki miały czytelników wśród członków bratnich organizacji. Trzy największe: Związek Narodowy Polski, Zjednoczenie Polskie Rzymsko-Katolickie i Związek Polek, mający siedziby w Chicago.

Na przeciwnym biegunie byli polscy komuniści i zwolennicy porozumienia ze Związkiem Sowieckim. Stalin i jego dworacy mieli długie doświadczenie w dzieleniu przeciwników i rzucaniu jednej grupy do walki z drugą. Gdy Polonia łączyła się do walki o niepodległość Polski, zagrożoną przez Sowiety, Stalin zaprosił do Moskwy ks. Stanisława Orlemańskiego i prof. Oskara Langego. Obaj po powrocie byli gorliwymi propagatorami polityki sowieckiej. Nie zyskali wielu zwolenników wśród Polonii, ale mieli poparcie większości amerykańskiej prasy i polityków, ogłupionych kłamstwami komunistycznej propagandy. Do jej skuteczności przyczyniał się w dużym stopniu podziw dla zwycięstwa Armii Czerwonej.

Między tymi dwoma biegunami była większość Polonii z niepokojem patrząca na uległość aliantów wobec żądań Stalina, uznająca rząd emigracyjny w Londynie za reprezentację narodu polskiego i pragnąca mu pomóc. Jej przywódcy działali w trudnych warunkach wojennych, nie znali tajnych postanowień "wielkiej trójki" koalicyjnej. Kierowali się dobrem Polski i przekonaniem, że naród polski ma prawo decydowania o swoim losie. Będąc obywatelami Stanów Zjednoczonych, dźwigali razem z innymi ciężar wojny z Niemcami i Japonią. Mimo że tysiące synów Polonii walczyło pod gwiaździstym sztandarem na wszystkich frontach, przywódców Polonii spotykały zarzuty, iż stawiają dobro Polski przed dobrem Ameryki. Wyraził to m.in. wpływowy Washington Post (5 maja 1944 r.) w artykule Hyphenated Americans, zarzucając organizatorom sejmu Polonii w Buffalo, że chcą wciągnąć Stany Zjednoczone w europejskie spory graniczne, a uczestnikom obrad narzucić poglądy Polaków w Londynie (str. 47).

Szukając wyjścia z trudnej sytuacji sięgano po doświadczenia z pierwszej wojny światowej, gdy Ignacy Paderewski zjednywał prezydenta Wilsona i opinię amerykańską dla niepodległości Polski. Z jego inicjatywy powstał Centralny Komitet Polski, z którego wyłonił się Wydział Narodowy Polski, sprawujący opiekę nad utworzoną z ochotników armią polską we Francji, nad którą w październiku 1918 r. objął dowództwo przybyły z Polski gen. Józef Haller.

Od kilku lat działała Rada Polonii, niosąca pomoc polskim uchodźcom w różnych częściach świata. Część funduszy Rada otrzymywała od rządu federalnego. Jako organizacja charytatywna nie mogła zajmować się polityką. Prezes Rady Polonii Franciszek Świetlik (dziekan Uniwersytetu Wisconsin, później sędzia) obawiał się, że utworzenie organizacji politycznej Polonii utrudni, może nawet uniemożliwi otrzymywanie funduszy federalnych.

Większość Polonii zrzeszona w organizacjach bratniej pomocy coraz silniej wierzyła, że musi stanąć w obronie Polski. Jej przywódcy znaleźli wspólny język z KNAPP-em i na wielkim sejmie Polonii w Buffalo w czerwcu 1944 r., w którym wzięło udział 2,5 tysiąca delegatów i delegatek różnych organizacji, powołano do życia Kongres Polonii Amerykańskiej. Zadaniem nowej organizacji miało być wpływanie na rząd Stanów Zjednoczonych, by prowadził politykę korzystną dla narodu polskiego i przekonywanie opinii publicznej, że obrona niepodległości Polski jest zgodna z amerykańską racją stanu.

Na prezesa KPA został wybrany Karol Rozmarek, od 1939 r. prezes największej organizacji bratniej pomocy - Związku Narodowego Polskiego. Rozmarek był pierwszym prezesem ZNP urodzonym w Ameryce (w Wilkes Barre, Pensylwania). Po krótkiej praktyce adwokackiej został asystentem prokuratora powiatowego. Władał dobrze angielskim i polskim, znał także hiszpański, lubił historię. Od młodości brał żywy udział w działalności ZNP.

W atmosferze panującej wówczas w Ameryce, słuszne postulaty Polonii czynniki decydujące uważały za szkodliwe dla wysiłku wojennego. Rozmarek zaraz po sejmie w Buffalo rozpoczął starania o przyjęcie go przez prezydenta Franklina D. Roosevelta. Odpowiadano mu odmownie. Dopiero w październiku, wobec zbliżających się wyborów, w których Roosevelt kandydował na bezprecedensową czwartą kadencję, doszło do wizyty delegacji KPA w Białym Domu. Mapa przedwojennej Polski na ścianie za biurkiem prezydenta miała sugerować, że Roosevelt uznaje wschodnie granice Polski. Wkrótce potem Roosevelt zaprosił Rozmarka na rozmowę w swoim pociągu kampanijnym, który zatrzymał się w Chicago. Rozmarek poparł kandydaturę Roosevelta. Gdy w kilka miesięcy później dotarły wiadomości o decyzjach w Jałcie, poparcie Roosevelta przed wyborami nie przysporzyło popularności Rozmarkowi. W cztery lata później poparł republikańskiego kandydata Thomasa Deweya, który przegrał wybory, i Rozmarek nie był mile widziany w Białym Domu prezydenta Harry'ego Trumana.

Na uwagę zasługuje trafny komentarz autorki o spotkaniach Rozmarka z Rooseveltem. "Pisma amerykańskie podkreślały powściągliwość prezydenta Roosevelta. Prasa polonijna kładła nacisk na sam fakt, że do spotkania doszło, że panowała tam serdeczna atmosfera, zaś wiszącą na ścianie mapę interpretowano niemal jako gwarancję przyszłych polskich granic. Nie był to jedyny przypadek, gdy gazety polskojęzyczne wyolbrzymiały rolę spotkań przywódców Kongresu z kolejnymi prezydentami oraz ich wyniki" (str. 124).

Praktyczną działalność wyznaczały wydarzenia na arenie międzynarodowej. KPA osiągnął częściowy sukces, gdy dzięki jego perswazjom następca Roosevelta prezydent Truman nie zgodził się, ażeby reżim komunistyczny reprezentował Polskę na zgromadzeniu założycielskim Organizacji Narodów Zjednoczonych w San Francisco, ale nie udało mu się przekonać Waszyngtonu, by Polskę reprezentował rząd emigracyjny w Londynie. Delegacja KPA z Rozmarkiem na czele w San Francisco spotkała się z przedstawicielami kilkunastu państw, przedstawiając im tragiczną sytuację narodu polskiego pod sowiecką okupacją. Polska, choć pierwsza powiedziała Hitlerowi "nie", była nieobecna na zgromadzeniu ONZ w San Francisco. Przypomniał ją wielki pianista Artur Rubinstein odegraniem polskiego hymnu narodowego.

Z Europy nadchodziły wiadomości o ciężkim położeniu polskich uchodźców w obozach w Niemczech. Prezes Rady Polonii Franciszek Świetlik po powrocie z Europy apelował do Polonii o zwiększenie dotacji dla Rady Polonii. Niezależnie od niego podróż do Europy odbyła wiceprezeska ZNP Fr. Dymek, potwierdzając wiadomości Świetlika. W sierpniu 1946 r. delegacja KPA (Rozmarek i wiceprezesi: Nurkiewicz i Januszewski, oraz rzecznik prasowy Karol Burke) przybyła do Paryża na konferencję "pokojową", by za kulisami bronić Polski. Po fiasku konferencji delegacja odwiedziła obozy polskich uchodźców w Niemczech (z ramienia Syndykatu Dziennikarzy Polskich. W Niemczech towarzyszyłem delegacji KPA w strefie amerykańskiej i pisałem sprawozdania dla PAT-a w Londynie).

Owocem podróży była akcja KPA w Kongresie Stanów Zjednoczonych, która doprowadziła do uchwalenia Displaced Persons Act w 1948 r., zezwalający na przyjazd do USA 150 tysięcy polskich uchodźców, później 25 tysięcy żołnierzy Polskich Sił Zbrojnych na Zachodzie.

Z rozpoczęciem zimnej wojny zmienił się stosunek władz i opinii publicznej do KPA. Uznano go za wewnętrznego sprzymierzeńca. Pojawiły się jednak nowe trudności: podjazdowa akcja reżimu komunistycznego w Warszawie i rozbicie w "polskim" Londynie. Powstanie Rady Trzech, nieuznającej prezydenta Augusta Zaleskiego, doprowadziło do podziału wśród nowych imigrantów, najsilniej popierających KPA. Rozbicie miało także dodatnie strony. Zmusiło KPA do usamodzielnienia się od "polskiego" Londynu i szukania własnych dróg.

Patrząc z perspektywy lat, KPA był głosem zniewolonego narodu polskiego. Potępiał układy w Jałcie nie tylko dlatego, że były niekorzystne dla Polski, lecz także sprzeczne z Kartą Atlantycką, duchem i dobrem Ameryki, żądał uznania przez rząd Stanów Zjednoczonych granicy na Odrze i Nysie Łużyckiej oraz ukarania sowieckich sprawców zbrodni w Katyniu. Pochłonięty polityką zagraniczną, zaniedbywał umacnianie swej pozycji w amerykańskim życiu. A przecież od tej pozycji zależała skuteczność akcji KPA w Waszyngtonie.

Autorka trafnie zauważyła, że "podstawowym atutem polskiej grupy etnicznej była jej liczebność" (str. 299). Polonia zamieszkiwała zwarcie dzielnice wielkich miast lub stanowiła większość niektórych miasteczek. Łatwo więc było sprawdzić, na kogo głosowała, co dawało jej przywódcom argument w rozmowach z politykami. Kongres Polonii Amerykańskiej był pierwszym zorganizowanym polonijnym lobby. Ale w tym czasie Polonia zaczęła się rozpraszać. Coraz trudniej było liczyć polonijne głosy i posługiwać się nimi w targach z politykami. Nowoczesne lobby może osiągnąć swoje cele, jeżeli kierują nimi ludzie znający dogłębnie politykę i dysponujący funduszami na dotacje dla kandydatów na kampanię wyborczą. Nie znaczy to, że "kupują" polityków (nie każdego można "kupić"), ale dotacje na kampanię wyborczą dają dostęp do polityka, a to umożliwia przedstawienie mu żądań.

Wnikliwi krytycy mogą znaleźć w książce pominięcia lub nie zgodzą się z opinią autorki o głównym bohaterze książki czy innych działaczach. Nie będą jednak mogli zaprzeczyć wielkiej wartości książki. Autorka zgromadziła niezliczoną ilość faktów, opinii różnych ludzi, przypomniała setki patriotycznych działaczy i działaczek poświęcających czas, siły, a nawet pieniądze dla sprawy. Historyk lub publicysta piszący o Polonii nie może pominąć pionierskiej i solidnie wykonanej pracy Joanny Wojdon. Polonijni działacze i działaczki (nawet ci, którzy wszystko wiedzą) powinni sięgać po tę książkę, by uczyć się, jak można osiągnąć cele polityczne i czego należy unikać.

 


komentarze, opinie, sugestie - kliknij tutaj aby wysłać e-mail