PRENUMERATA
"PRZEGLĄDU POLSKIEGO"
W WERSJI PDF:

 

 

Przegląd Polski 19 sierpnia 2005


GRAŻYNA DRABIK

Nowojorska kronika
(teatr)


Są książki, które pamięta się przede wszystkim jako własne przeżycie. Uciekło w niebyt zapomnienia imię głównego bohatera. Zanikł wątek i przesłanie, czasem nawet nazwisko autora. Pozostał smak wzruszeń. Fascynacja. Poczucie odkrywania nowego terytorium możliwych doznań.

Dla mnie jednym z takich momentów było spotkanie w młodości z japońskim pisarzem Yukio Mishimą. Realia jego powieści były mi zupełnie obce. Obce i trudne do zapamiętania były imiona osób i nazwy miejsc. Obce zakręty fabuły i szczegóły wątków. Ale mocno pulsowały w jego powieściach całkiem zrozumiałe dramaty uczuć. Odzew wywoływał ciemny rytm zakazanego pożądania, obsesji i wielkich pasji. Zdumiewająco rozpoznawalny był surowy kod honoru, niebezpieczeństwo łamania tego kodu, jak i niebezpieczeństwo podporządkowania się jego wymogom.

Nie wiem, czy był to dobry, czy zły zachwyt, pozytywna otwartość na "inność" czy młodzieńcza przekora w zachłyśnięciu się czymś odmiennym. Może Mishima apelował do ponadkulturowej warstwy czystych emocji. Może, przeciwnie, łatwość, z jaką odpowiadałam na jego wezwanie, wywodziła się z pokrętnego wspólnictwa dziedzictwa polskiego i japońskiego romantyzmu. Z rozpoznawalnej przez obie kultury rycerskiej potrzeby sprawdzianu odwagi. Z przyzwolenia czy gotowości na śmierć w imię wyższych wartości - miłości, patriotyzmu, wiary.

Wiem, że jego wyrazista proza dostarczyła mi ważnych a skomplikowanych przeżyć. Jego zaś tragiczna śmierć w 1970 r. zamknęła logicznym, lecz brutalnym gestem życie w równym stopniu wywołujące podziw, jak protest. W imię wartości kultury samurajów Mishima popełnił samobójstwo, tradycyjne seppuku, po nieudanej próbie wywołania rewolty przeciw nowym "baronom przemysłu" i wpływom Zachodu, a szczególnie obecności Stanów Zjednoczonych w Japonii.

Rozdarcie brzucha samurajskim mieczem było gestem spójnym z jego twórczością i życiem. I jak ta twórczość i życie - niełatwym do interpretacji. Może bowiem wyrażać rezygnację wobec potężnych sił i prądów nieuchronnej "nowoczesności". Lecz i bohaterską niezgodę, nawet wobec oczywistej przegranej. Pozytywną identyfikację z tradycją. Lecz i niszczycielską siłę zbytniej wierności wobec tradycji. Wyrachowanie gestu teatralnej błazenady. Wiarę w symboliczną nośność jednego, indywidualnego czynu...

Rozpisałam się o pisarzu, bo wydaje mi się, że dramat życia i śmierci Yukio Mishimy nadaje szczególnego znaczenia jego krótkiej wizycie w Nowym Jorku. Ściślej mówiąc, wizycie zespołu Ninagawa z Tokio, który w czasie Lincoln Center Festival przedstawił dwie jego jednoaktówki Sotoba Komachi oraz Yoroboshi pod wspólnym tytułem Nowoczesne sztuki nõ.

jest teatrem wysoce stylizowanym i obwarowanym szeregiem zastrzeżeń, które bardzo surowo wyznaczają, co jest możliwe, dozwolone i pożądane. Przede wszystkim trzeba podkreślić, że w swym "całościowym" podejściu zbliża się do opery, bowiem efekt przedstawienia zależy w dużo większej mierze niż w europejskim teatrze od połączenia tekstu z muzyką, tańcem i śpiewem. Wymaga to wszechstronnego przygotowania aktorów, wśród których najwybitniejsi zdobywają podziw widzów, dokonując metamorfozy na scenie poprzez pełne ekspresji użycie głosu i ruchu ciała.

Kunszt ten mogliśmy podziwiać w precyzyjnej grze aktorów z zespołu Ninagawa. Szczególnie uderzająca była sztuka Haruhiko Jo, który - bez zmiany kostiumu, bez gier świateł, a nawet bez specjalnego przestawiania tonacji głosu z męskiego na kobiecy - stwarza na naszych oczach iluzję obecności brzydkiej staruchy w łachmanach, by potem przywołać wizję jej w młodości, pięknej dziewczyny Komachi, podziwianej przez niezliczonych adoratorów. Tak widzi ją młody poeta spotkany przypadkowo w parku (romantyczny Yo Takahashi). Tak widzimy ją my, zaczarowani przekonującym słowem i gestem aktora.

Bardzo ciekawa była także gra Mari Natsuki, jedynej kobiety w głównej roli w teatrze, który do niedawna był wyłączną domeną mężczyzn. Jej prosta i wstrzemięźliwa gra punktowała operowe ekscesy Tatsuya Fujiwara w roli Toshinori, chłopca, który został rozdzielony z rodzicami w czasie wojny i oślepł podczas bombardowania. Jako sędzia w cywilnym sądzie, Natsuki musi podjąć salomonową decyzję, komu przyznać prawa rodzicielskie: rodzicom biologicznym, którzy po latach poszukiwań odnaleźli wreszcie zagubionego syna, czy rodzicom przybranym, którzy go znaleźli w nieszczęściu i wychowali.

Od początków XX wieku, a szczególnie po II wojnie światowej, toczy się w Japonii burzliwa dyskusja, na ile można i należy modernizować tradycyjną japońską sztukę. Niezależnie od pytań i odpowiedzi uczestników debaty coraz to nowe pokolenia artystów pracują w konwencji teatru nõ, przyjmując niektóre jego elementy, modyfikując inne i próbując je łączyć z wymogami europejskiego realizmu. Yukio Ninagawa, urodzony przed wojną, jest jednym z czołowych reżyserów poruszających się swobodnie w obu światach: "tradycji" i "nowoczesności". Z punktem odniesienia w Tokio, ale też stale obecny w szerokim obiegu festiwalowym. Japończyk i obywatel świata.

Mishima pisząc 10 jednoaktówek dla teatru wziął po swojemu udział w tym twórczym procesie kształtowania kultury, jej przemian i ciągłości. Udział przewrotny. W obu sztukach odnosi się do tradycyjnych, ponadczasowych opowieści i mitów, od siedmiuset lat stanowiących bazę repertuaru japońskiego teatru. Umieszcza je jednak we współczesnych realiach, rozkładając odmiennie akcenty i podważając ustalone znaczenia. Jak jego powieści i życie, sztuki Mishimy są skomplikowanymi zagadkami: wyraziste w fabule, dwuznaczne w wymowie, pełne sugestii raczej niż z jasnym przesłaniem.

Jako doznanie estetyczne, Modern Noh Plays w inscenizacji i wykonaniu The Ninagawa Company było fascynującym widowiskiem, przygotowanym z prawdziwie operowym rozmachem i kunsztem. Lecz w swoim pozaestetycznym wymiarze miało jeszcze inną, wstrząsającą wymowę. Opowieść o starej, zgorzkniałej babie, wrogiej życiu i obojętnej na wszystko poza własnymi wspomnieniami, może być odczytana jako parabola fascynacji pustą kulturą Zachodu, zatruwająca duszę. Każdy, kto uzna mnie za piękną, powiada Komachi przy dźwiękach Vocalise Rachmaninowa, musi umrzeć. Młody poeta, nie mogąc się oprzeć iluzjom, kona u jej stóp.

Yoroboshi kończy się arią bólu i przekleństw rzucanych przez oślepłego w czasie wojny Toshinori. Wyrósł na człowieka zdolnego tylko do nienawiści, zastygłego w jednym okrutnym momencie przeszłości. Ani razu nie pada nazwa Hiroszima. Lecz czuje się powiew fali rozchodzącej się z punktu zero tej symbolicznej, a brutalnie rzeczywistej bomby. I z każdego wojennego zniszczenia.

Na inwektywy ślepego mężczyzny Ninagawa nałożył nagranie wypowiedzi Yukio Mishimy, dokonane tuż przed jego samobójstwem. Scenę rozświetlił jaskrawy zachód słońca. Głos Mishimy zwracał się do nas, gorąco o czymś przekonując - ni to krzyk protestu, ni prośba. Głos, już nam wiadomo, z zaświatów. Z jakimś bolesnym a niezrozumiałym apelem.

*

Sierpień, najsuchszy jeśli chodzi o nowości w "zwykłych" teatrach, stał się od paru lat okazją do uczty dla dramaturgów, alternatywnych zespołów, początkujących aktorów, eksperymentujących reżyserów i w ogóle dla wszelkiej maści rzeszy teatralnych artystów czy artystów in spe. Przy bogatym stole The New York International Fringe Festival, rozstawionym w najróżniejszych salach i salkach na dole miasta - w West Village, w Greenwich i East Village, w SoHo, Tribece i na Lower East Side - można pokosztować prawie wszystkiego: monodramów i z rozmachem przygotowanych musicali, intymnych jednoaktówek i cyrkowo hałaśliwych przedstawień, żonglerki słownej i popisów tanecznych.

Przymiotnik o międzynarodowości w nazwie festiwalu na razie wyraża raczej ambicje organizatorów, ale ambicje idące we właściwym kierunku i coraz bardziej się sprawdzające. W tym roku wśród uczestników znajduje się parę "przecieków" z bardzo już znanego Edinburgh Festival Fringe. I choć przeważająca większość artystów jest nadal lokalna, nowojorska, ciekawe nuty mogą dodać przybysze z amerykańskich "prowincji" - Kalifornii, Chicago i Michigan, jak i parę zespołów z zagranicy. Ponadto, jak dobrze wiadomo, wszystko, co "nowojorskie", już z samej swej natury zyskuje szeroki międzynarodowy wymiar.

W sposób oczywisty taki plebejski bazar w środku lata bije pokłony przede wszystkim przed różnymi licami bóstwa Komedii, od absurdu poprzez kabaret i satyrę do wodewilu i najzwyklejszej burleski. Ale można też znaleźć - wśród prawie dwustu zgłoszonych przedstawień! - dramaty obyczajowe, adaptacje poetyckie i ambitne zamierzenia o wydźwięku politycznym. Będzie okazja, ryzykując stosunkowo niewysoką opłatę 15 dol. za bilet, by zobaczyć Animal Farm George'a Orwella przygotowaną przez grupę Sang Sang z Korei lub Johnny Got His Gun Daltona Trumbo, inscenizację tekstów Franza Kafki, adaptację poezji Edny St. Vincent Millay czy Elizabeth Barrett Browning. Znajdziemy tu też polonika: Chicago Trap Door Theatre przywozi inscenizację dramatu Witkacego The Crazy Locomotive w reżyserii Beaty Pilch. Życzę miłych, samodzielnych eksploracji (The New York International Fringe Festival, 12-28 sierpnia. Informacja: 212-279-4488 oraz 1.888.FRINGENYC, www.fringenyc.org).

---------------------------------------------

The Ninagawa Company, Modern Noh Plays: Sotoba Komachi oraz Yoroboshi, Yukio Mishima. Reżyseria: Yukio Ninegawa, scenografia: Kaoru Kanamori, kostiumy: Lily Komine, oświetlenie: Tamotsu Harada, dźwięk: Madahiro Inoue, choreografia: Uran Hirosaki. Występują: Tatsuya Fujiwara (Toshinori), Haruhiko Jo (Old Woman), Mari Natsuki (Shinako Sakurama), Yo Takahashi (Poet). Lincoln Center Festival 2005, 28-30 lipca, Rose Theater.


komentarze, opinie, sugestie - kliknij tutaj aby wysłać e-mail