PRENUMERATA
"PRZEGLĄDU POLSKIEGO"
W WERSJI PDF:

 

 

Przegląd Polski 29 lipca 2005


61. rocznica powstania warszawskiego

Czas na Walkę Cywilną

Z Zofią Korbońską rozmawia Aleksandra Ziółkowska-Boehm

Aleksandra Ziółkowska-Boehm: - Jakie były Pani wrażenia z uroczystości 60-lecia powstania warszawskiego, na które pojechała Pani do stolicy w ubiegłym roku?

Zofia Korbońska: - Byłam do głębi przejęta. Sam widok Warszawy tonącej w powodzi symboli patriotycznych, ogarniętej falą wspomnień o powstaniu, o czasach walki z okupantem, jedności w walce i świadomości celu - sam widok tej dawnej Warszawy wzruszał do łez.

- Pogoda podobno także sprzyjała, było dużo słońca i sierpniowy upał...

- Pogoda rzeczywiście odpowiadała prawdzie historycznej. Taka sama jak w sierpniu 1944 roku - bez chmurki. Tylko wtedy klęliśmy ją, bo ułatwiała naloty i bombardowania. Ale wygląd Warszawy to nie wszystko, co budzi wspomnienia. Najważniejszy jest nastrój w moim ukochanym mieście, które nareszcie po 60 latach poniewierki doczekało się należnego hołdu i jawnie uczciło swoich obrońców, jeszcze do niedawna nazywanych przez Rosję bandytami. Można było wyjść na ulicę, paść sobie w objęcia i zbratać się na nowo.

- Jak to było możliwe?

- Stało się to za sprawą prezydenta m.st. Warszawy Lecha Kaczyńskiego. Dokonał on prawdziwego cudu. Przywrócił Warszawie jej dawne oblicze, obudził w niej dawnego ducha. Działał w natchnieniu, zapalił płomyczek, który może stać się zarzewiem wielkich zmian w Polsce.

- Pani w to wierzy w dzisiejszych czasach? W człowieka, w ideę?

- Wierzę głęboko w ideę, a także w człowieka, który nigdy nie był komunistą, który zachowuje nieugiętą postawę i hołduje podstawowym wartościom. Ma charakter, ma zasady i ma wizję takiej Polski, o jaką żeśmy walczyli. No i ma również przy sobie grono doradców, gorących patriotów, a przede wszystkim brata Jarosława, świetną głowę i najbliższego przyjaciela. W polityce (i nie tylko) to nieoceniony skarb. Szydercy nie potrafią ocenić tego faktu, gdyż przechodzi to ich wyobraźnię. Oni nie wiedzą, co to jest przyjaźń. W sowieckiej szkole myślenia nauczyli się tylko kartotek. Ale szyderstwo to zdradliwa broń - wyszydzić można każdego, ale budować na szyderstwie nie można.

- W jaki sposób organizatorzy powzięli myśl o rocznicowym święcie?

- Myślę, że wyczuli historyczną chwilę i potrzebę. Jest w Polakach pragnienie słów prawdy, choć usilnie tłumione przez manipulatorów i fałszerzy historii. To dlatego doszło do spontanicznej manifestacji uczuć narodowych i solidarności w rodzaju tych, jakie miały miejsce w czasach okupacji. Źródeł ich, jak pisał mój mąż, należy szukać gdzieś na drodze duszy polskiej, tak skłonnej do wybuchu, gdy ktoś lub coś naciśnie właściwą, gdzieś tam głęboko ukrytą sprężynę.

- A jakie wrażenie zrobiło na Pani samo Muzeum Powstania Warszawskiego?

- Patetyczne! To chyba najlepsze określenie. Będzie jeszcze długo budowane i przypuszczalnie zwalczane przez wrogów, ale to ciąg dalszy samego powstania. Już teraz jednak spełnia swą rolę - rolę strażnika pamięci o najwznioślejszych uczuciach ludzkich i sentymentach narodowych. Rzecz nieoceniona w dzisiejszych czasach miernoty, małości, cynizmu i fałszu.

- Inaczej odbiera to dzisiejsza większość...

- Proszę pani, kto nie był w konspiracji w czasie wojny i nie był w powstaniu, ten nie jest w stanie pojąć ani należycie ocenić nastroju, jaki panował wówczas w społeczeństwie. Nie rozumie tej postawy, która decydowała o wszystkim, a wyraziła się wolą walki do tradycyjnej ostatniej kropli krwi. Ci, którzy negują sens powstania, nie myślą logicznie, gdyż w ten sposób negują w ogóle sens całej wojennej walki z okupantem. Powstanie było tylko punktem szczytowym tej codziennej, kilkuletniej walki. Taki symbol może o tym świadczyć: PW (Polska Walcząca) PW (Powstanie Warszawskie). Sprawa ta będzie zawsze kontrowersyjna, ale co z tego? W Ameryce wojna domowa jest do dziś przedmiotem kontrowersji i tematem niezliczonych prac historycznych. Niby wszystko "idzie we właściwym kierunku" od wojny secesyjnej w latach 1861-65, ale jątrząca rana otwiera się za każdym wstrząsem. Takie rany są nieuniknione w życiu każdego narodu, a cóż dopiero takiego, jak polski, który musi się bronić pazurami (dosłownie) przed takimi sąsiadami jak Rosja i Niemcy.

- To porównanie z Ameryką nie jest jednak może akuratne...

- Naturalnie, że nie. Bo my za ranę powstania otrzymujemy Virtuti Militari, podczas gdy Amerykanie muszą ciągle jeszcze bić się w piersi w powodu niewolnictwa Murzynów.

- Czy ma Pani jakieś uwagi co do urządzenia muzeum?

- Największe wrażenie zrobiła na mnie ściana-pomnik z nazwiskami poległych powstańców. Zajmuje wielki bok dziedzińca przed gmachem Muzeum, falując jak wstęga na wieńcu pogrzebowym, albo - jak to udramatyzował któryś z mówców - jak rzeka krwi przelanej za "naszą i waszą wolność". W centrum "flagi" - dzwon generała "Montera" [Antoniego Chruściela - przyp. red.], jak serce bijące na alarm. Ta wstęga nazwisk, ten pomnik będzie żył, pulsował własnym życiem. Ludzie przychodzą tam już teraz - żeby się pomodlić, powspominać, spotkać, pocieszyć i posmucić. Młodsi - żeby się czegoś nauczyć. Nieznajomi wymieniają uściski, patrzą sobie w oczy i widzą w nich odbicie dawnych przeżyć. Łączy ich nierozerwalna więź.

- Wydaje się, że ten pomnik wzorowany jest na waszyngtońskim pomniku poświęconym poległym w Wietnamie...

- Tak, ale w Warszawie na tle tamtejszego obrazu miasta, na tle widocznych zawsze śladów zniszczeń, ruin i okrutnych przeżyć okupacji, pomnik ten robi zupełnie inne wrażenie niż w eleganckim, nietkniętym wojną Waszyngtonie. Jest dzwonem alarmowym.

- Czy sądzi Pani, że "alarm dla miasta Warszawy" jest nadal aktualny?

- Tak, z wielu powodów, ale to praca dla zawodowych historyków. Notabene, zwróciło moją uwagę to, że nie widziałam ich na otwarciu Muzeum Powstania Warszawskiego w sierpniu 2004 r. Spodziewałam się, że wystąpią całą grupa, wydadzą jakieś orędzie, wygłoszą przemówienia dodające ducha itp. A ich po prostu nie było. Bo oni wiedzą lepiej, oni mają już z góry namalowany obraz Polski - wygody dla siebie samych. Takie uroczystości, jak otwarcie Muzeum Powstania Warszawskiego, ich nie interesują. Oni nawet może sporo wiedzą, ale nic nie rozumieją.

- Wróćmy do tytułu naszej rozmowy: "Czas na Walkę Cywilną".

- Podsumowując moje wrażenia z obchodów 60. rocznicy powstania warszawskiego z bólem serca stwierdziłam, że zaprezentowana była tylko jedna połowa obrazu Podziemia: obrazu bohaterstwa Polaków, ich poświęcenia dla ojczyzny i patriotyzmu. Innymi słowy, obrazu wszystkich cnót, w jakie obfitowała dawna Polska, a przynajmniej Polska mojego pokolenia, wychowanego na idei niepodległości.

Powstała z tego legenda Polski męczeńskiej, walczącej "za naszą i waszą wolność". Słusznie i zasłużenie, i tak być powinno, Ale to tylko jeden rozdział. Rozdział drugi to fakt historyczny, że polskie podziemie wojenne składało się z dwóch członów: wojskowego i cywilnego. Fakt ten był do roku 1975 wręcz pomijany. Nie było w druku opracowania obejmującego całość Podziemia. Pierwszą książką poświęconą temu tematowi stała się Polskie Państwo Podziemne - przewodnik po Podziemiu z lat 1934-1945 pióra Stefana Korbońskiego, szefa Kierownictwa Walki Cywilnej, wydany przez Antoniego Gładysza, założyciela firmy wydawniczej "Promyk". Każdy z 27 rozdziałów tej książki zawiera właściwie temat zasługujący na odrębny tom. Dalsze traktowanie tego podstawowego faktu historycznego, jakim była struktura Podziemia, lekceważąco, bez należytego zrozumienia jego znaczenia politycznego i społecznego, jest grzechem wobec prawdy historycznej.

- Na czym polegała walka cywilna? Co to było i jak to zdefiniować?

- W dwóch słowach - była walką narodu. Gdy Polska znalazła się pod okupacją niemiecką i sowiecką, w społeczeństwie obudziła się wola przepędzenia najeźdźców i odzyskania wolności. Było to zjawisko powszechne i dominujące. Postawa ogólna. Chcieli walczyć wszyscy, ale tylko część znalazła się w organizacjach prowadzących walkę zbrojną. Reszta narodu czekała na instrukcje i tu właśnie wkraczały władze cywilne, które ujęły w swoje ręce ster rządów i starały się zapewnić porządek wewnętrzny w okupowanym kraju. Jak w normalnym państwie. I na tym polegał ten cud, że społeczeństwo poddało się jednomyślnie instrukcjom rozpowszechnianym przez radio i prasę podziemną, i stosowało do wydawanych przepisów.

- Wyjaśnienie tej roli władz cywilnych jest konieczne dziś, po długich latach, jakie upłynęły od tamtych czasów.

- Z pewnością tak. Dziś bardzo nieliczni tylko potrafią określić rolę Kierownictwa Walki Cywilnej. Każdy wie, co to jest pułkownik czy generał, ale wymieni tylko "delegata na kraj" i już jest zgubiony i zaczyna się plątać. Nikomu prawie - prócz specjalistów - nie przyjdzie na myśl najprostsza odpowiedź: odpowiednik wicepremiera (premier w Londynie, a jego delegat, wicepremier - w rządzie podziemnym w Polsce). Do tego potrzebna już jest znajomość struktury Polski podziemnej, świadomość ważnego faktu historycznego, że Podziemie składało się z dwóch części: wojskowej i cywilnej. Całe dzieje okupacji wykazały, że to właśnie przesądzało o wyjątkowości polskiego Podziemia, nadając mu cechy fenomenu drugiej wojny światowej. Czegoś takiego nie było nigdy przedtem. Odtworzenie państwa w warunkach okrutnego terroru niemieckiego i sowieckiego było dowodem, że jesteśmy nie tylko męczennikami, którzy giną z rąk oprawców z uśmiechem na twarzy, lecz również wspaniałymi organizatorami. Nie tylko potrafimy bić się bez broni, lecz również organizować bez komputerów, o których wtedy jeszcze nikomu się nie śniło.

- Jaką akcję Kierownictwa Walki Cywilnej uważa Pani za najważniejszą?

- Wydanie "Kodeksu praw i obowiązków Polaka pod okupacją", regulującego stosunek do okupanta. Zorganizowanie sądownictwa podziemnego, zorganizowanie tajnej łączności radiowej władz cywilnych z Londynem.

- Radiostacja "Świt"?

- Tak jest. Radiostacja "Świt", która kilka razy dziennie dostarczała informacji o życiu w okupowanym kraju, co miało wpływ na kształtowanie wydarzeń politycznych. Wątpię, czy Stanisław Mikołajczyk zostałby premierem, gdyby nie to, że otrzymywał od nas codzienne informacje. Podejmowane były akcje przeciwko przymusowi pracy, kontyngentom rolnym, kinom i loterii, a także różne akcje manifestacyjne.

- Specjalną rolę odegrało Kierownictwo Walki Cywilnej w informowaniu świata o losach Żydów.

- Informowaliśmy Londyn od samego początku do samego końca o ich losie. Pierwszą depeszę o likwidacji getta warszawskiego, którą sama szyfrowałam, wysłała nasza radiostacja "Świt". Obecnie odnaleźliśmy ją w dokumentach przechowywanych w Londynie.

- Proszę Pani, czy ma Pani jakieś pomysły, jak przypomnieć o tych sprawach ludziom w Polsce i w świecie?

- Wydaje mi się, że - jak to stwierdza tytuł naszego wywiadu - czas na Walkę Cywilną przyszedł automatycznie z "czasem na prawdę". Chciałabym, żeby władze cywilne uczczone były tak wspaniale, jak to sprawił prezydent Lech Kaczyński z władzami wojskowymi. Chciałabym wyciągnąć z lamusa nazwiska współtwórców Polskiego Państwa Podziemnego, dzięki którym okupacja stała się okazją do społecznego i politycznego zreformowania kraju. Nazwiska Macieja Rataja, Mieczysława Niedziałkowskiego, Stefana Korbońskiego, Aleksandra Dębskiego, Stanisława Dubois, Kazimierza Pużaka i innych. Może wtedy mniej będziemy odczuwać brak przywódców.

... Droga pani Aleksandro, ten wywiad jest tylko początkiem wielkiej pracy, którą powinni wykonać historycy, żeby przedstawić światu reformy społeczne i polityczne, jakie dokonały się podczas okupacji. A także plany budowy nowej powojennej Polski przez najwybitniejszych polskich specjalistów.

Archiwum Kierownictwa Walki Cywilnej zaginęło w tajemniczych okolicznościach, ale żyją wciąż ludzie, którzy coś na ten temat wiedzą. Zagubił się jednak, na razie przynajmniej, mózg konspiracji. Ten wywiad, pani Aleksandro, jest moim okrzykiem wzywającym do dalszych badań nad jednym z najciekawszych i najwspanialszych okresów dziejów Polski.


komentarze, opinie, sugestie - kliknij tutaj aby wysłać e-mail