PRENUMERATA
"PRZEGLĄDU POLSKIEGO"
W WERSJI PDF:

 

 

Przegląd Polski 8 lipca 2005


ELŻBIETA SITEK

Mała ojczyzna
Jana Nowaka-Jeziorańskiego

90 obrazów, rysunków, akwarel, miniatur i gwaszy; pasy słuckie, szable szlacheckie, zegary wygrywające patriotyczne melodie, monety, meble, dokumenty, a nawet osobiste pamiątki, takie jak rodzinne zdjęcia i małżeńskie obrączki Jadwigi i Zdzisława - małe, prywatne muzeum polskości Zdzisława Jeziorańskiego, znanego bardziej jako Jan Nowak-Jeziorański - znalazło się w zbiorach Zakładu Narodowego im. Ossolińskich we Wrocławiu. Wszystkie te przedmioty eksponowane są na specjalnej wystawie zatytułowanej "Dar Jana Nowaka-Jeziorańskiego dla Ossolineum".

Mówi się we Wrocławiu, że nie byłoby tego daru i tej wystawy, gdyby nie spotkanie przy ognisku kończące pierwszy pobyt Pana Jana - jak nazywali go wrocławscy przyjaciele i współpracownicy. To był rok 1990. Nowo mianowany dyrektor Ossolineum Adolf Juzwenko zaproponował "Kurierowi z Warszawy" obejrzenie bezcennych rękopisów. Spotkali się nazajutrz, wczesnym rankiem. Gość ze wzruszeniem oglądał rękopis Pana Tadeusza Adama Mickiewicza, własnoręczne napisane wiersze i szkice rysunkowe Słowackiego, rękopisy komedii Fredry, powieści Sienkiewicza, Żeromskiego, Reymonta, Konopnickiej. Ktoś przypomniał, że w kolekcji są także pisma... Nowaka-Jeziorańskiego. Obiecał wówczas, że wzbogaci ten zbiór.

Ale tak naprawdę wszystko zaczęło się w 1995 roku, kiedy został jednym z kuratorów Zakładu Narodowego im. Ossolińskich. - Jego skłonność do bibliotek, które mają tradycje, znana jest od bardzo dawna - mówi wicedyrektor Ossolineum dr Dobrosława Platt. - Kiedy pracował w Radiu Wolna Europa, był przede wszystkim historykiem i publicystą historycznym, w związku z tym często sięgał do źródeł, a Kurier z Warszawy opowiadał nie tylko jego historię. Już po napisaniu książki oboje z żoną Jadwigą sprawdzali w Studium Polski Podziemnej, czy przywołane z pamięci wydarzenia zgadzają się z tymi w dokumentach. Zgadzały się w najdrobniejszych szczegółach.

Kiedy w Radiu Wolna Europa prowadził audycje historyczne, często kontaktował się z Biblioteką Polską w Paryżu, z Instytutem Sikorskiego w Londynie, a kiedy Janusz Morkowski postanowił odrodzić Muzeum Polskie w Rapperswilu - także i z tą placówką.

- Nowak-Jeziorański po prostu lubił instytucje z ideą - mówi Dobrosława Platt - i takie właśnie było Ossolineum. Ustawa o przywróceniu statusu fundacji z 1995 roku dawała, po latach przynależenia do Polskiej Akademii Nauk, podstawę do powrotu tej instytucji do jej lwowskich korzeni, do tamtej tradycji.

Jako człowiek bardzo aktywny, już jako kurator Ossolineum angażował się przede wszystkim w akcje odzyskania zbiorów ze Lwowa i przyłączenia wydawnictwa, które w założeniu fundatora Maksymiliana hrabiego Ossolińskiego było integralną częścią fundacji, a nadal jest przedsiębiorstwem państwowym należącym do PAN-u. Był jeszcze drugi powód skłaniający Jana Nowaka-Jeziorańskiego do podjęcia decyzji o przekazaniu daru dla Ossolineum.

- Jest listopad 1998 roku. Po południu dzwoni do mnie z Waszyngtonu Jan Nowak-Jeziorański - wspomina Dobrosława Platt. - "Proszę natychmiast do mnie przyjechać. Sąsiadowi pękła rura i zalało mu piwnicę, a ja mam swoje najcenniejsze archiwum Radia Wolna Europa właśnie w piwnicy i musi to pani natychmiast zabrać, żebym miał spokój". To był rzeczywiście trudny dla niego czas: żona była w szpitalu, on sam w domu.

W ciągu trzech dni udało się, dzięki pozyskaniu polonijnych sponsorów, spisać, uporządkować, spakować i przewieźć do Polski 200 segregatorów zawierających bezcenne archiwum.

- Jan Nowak-Jeziorański był człowiekiem niezwykle skrupulatnym - dodaje dyr. Platt - i jego zapis obwarowany był pewnymi warunkami. Zastrzegł, żeby teksty zostały możliwie szybko opracowane i wydane, a korespondencja przejrzana i ta, która tego wymaga - zastrzeżona, i że ja jestem za to odpowiedzialna. Tak więc listy przeniosłam do domu i tu pracowałam, a koledzy z Działu Rękopisów spisywali scenariusze audycji RWE, wystąpienia Nowaka-Jeziorańskiego, jego memoranda do szefów amerykańskiej administracji.

Podczas tej "domowej pracy" Dobrosława Platt trafiła na niezwykłą korespondencję z Jerzym Giedroyciem z lat 1952-1998 i ten właśnie zbiór znalazł się w I tomie z archiwum Jana Nowaka-Jeziorańskiego.

- Wydanie tej korespondencji było swoistym egzaminem, czy wywiążemy się z postawionych przed nami zadań - mówi dyr. Platt. - I kiedy tekst był już gotowy do druku, Pan Jan ponownie wezwał mnie do Waszyngtonu, żeby porozmawiać o testamencie. To był rok 2000. Zapisał nam swoje archiwum, a ja zapytałam nieśmiało o te muzealia, w które wyposażone było jego mieszkanie. Powiedział, że przeznaczone są do Rapperswilu. Jednak po pewnym czasie zmienił decyzję... i testament. To było wzruszające i najważniejsze wydarzenie w moim życiu zawodowym, że miałam okazję uczestniczyć w przekazaniu tak wielkiego daru, największego w powojennej historii Ossolineum.

W ręcznie napisanym upoważnieniu, datowanym 25 marca 2002 roku, darczyńca zobowiązuje dr Dobrosławę Platt "... aby w wypadku mojej śmierci i zgodnie z moją wolą możliwie szybko, po uzgodnieniu terminu z wykonawcami mojego testamentu, zabrała wszystkie dokumenty i teczki z dokumentami oraz wszystkie obrazy i dzieła sztuki z wyjątkiem obrazu Cieślewskiego i sreber przeznaczonych dla innych osób".

Jan Nowak-Jeziorański zmarł w Warszawie 21 stycznia 2005 roku.

Cenna kolekcja dzieł sztuki i pamiątek historycznych, po długiej wędrówce z jej właścicielami - od Monachium, na krótko do Pass Thurn w Austrii, następnie na dłużej do Annandale koło Waszyngtonu i w lipcu 2002 roku do warszawskiego mieszkania przy ul. Czerniakowskiej, nieopodal przedwojennego mieszkania rodziców - trafiła na koniec do Wrocławia, do Ossolineum. Ta instytucja, jak już wcześniej dla Mickiewicza, Słowackiego, Fredry, Żeromskiego, Reymonta, Sienkiewicza i wielu innych wybitnych Polaków - stała się więc również "domem" Jana Nowaka-Jeziorańskiego.

Dla potrzeb wystawy prezentującej dar wielka aula biblioteki została tak przystosowana, by choć trochę przypominać salon, kuchnię-pracownię i sypialnię ofiarodawcy. Wyobraźmy sobie zatem, że jesteśmy gośćmi w domu państwa Jeziorańskich. Na ścianach w salonie wiszą obrazy polskich malarzy: Portret kobiety Rafała Hadziewicza, Róże Leona Wyczółkowskiego, Portret syna Jana Matejki namalowany przez Kazimierza Pochwalskiego i Jana Matejki Utopiona w Bosforze. Dalej - Antoniego Piotrkowskiego Scena z Powstania Styczniowego, szkic olejny Józefa Brandta Wesołe kwaterowanie, olej Aleksandra Orłowskiego Chłop rosyjski na koniu; pasy słuckie przewieszono na etażerkach, a szable, m.in. tzw. batorówki, na głównej ścianie, na buczackich makatach. Zbiór militariów to także buzdygany, halabarda, inkrustowany czekan, partyzana gwardii szlacheckiej Augusta II, szyszaki... Ozdobą kolekcji jest porcelanowa kolumna barska z drewnianym orłem białym, wykonana w jednym egzemplarzu w berlińskiej manufakturze na specjalne zamówienie ostatniego króla Polski Stanisława Augusta Poniatowskiego. Przeznaczona była dla ówczesnego ambasadora Królestwa Wielkiej Brytanii Mr. Wilsona. Po 150 latach spadkobiercy, dla których półmetrowy symbol konfederacji barskiej był tylko bibelotem, postanowili przerobić ją na lampę. Londyński antykwariusz, znajomy Nowaka-Jeziorańskiego, dowiedział się o tym i zawiadomił kolekcjonera; ten - za pośrednictwem Włady Majewskiej, kierującej sekcją polską RWE w Londynie - kupił unikat. I wreszcie zegary, które uwielbiał nakręcać i słuchać ich melodyjek. Szczególnie ważny był zegar z kurantem, dzieło tarnowskiego mistrza, grający Marsyliankę i Marsz koronacyjny Napoleona. Kiedy późną jesienią 2003 roku odwiedziłam z operatorem Jana Nowaka-Jeziorańskiego w jego warszawskim mieszkaniu, aby dla Telewizji Polskiej nagrać rozmowę-wspomnienie o przyjaciołach z Gimnazjum im. Adama Mickiewicza w Warszawie (Jan Kott - późniejszy wybitny krytyk literacki i teatralny; Jan Kwiatkowski - syn Eugeniusza, twórcy Gdyni, zginął w kampanii wrześniowej; Jerzy Lenczowski - po wojnie profesor Uniwersytetu w Berkeley, i prof. Ryszard Matuszewski - historyk literatury polskiej, autor wielu podręczników) - chcieliśmy, jak to jest w zwyczaju ekip telewizyjnych, przesunąć nieco ów zegar, aby był lepiej widoczny. Uprzejmy i serdeczny do tej pory Pan Jan gwałtownie zaprotestował i później uważnie śledził każdy nasz ruch. To były jego zegary i tylko on mógł ich dotykać!

Rzadko kiedy pokazywał swoje nabytki numizmatyczne, medale, odznaczenia, a miał ich - i to niezwykle cennych - około tysiąca. Są wśród nich m.in. denar Bolesława Krzywoustego, kwartnik ruski Władysława Opolczyka, ort gdański Zygmunta III, talar koronny Poniatowskiego, talar Księstwa Warszawskiego, banknot kościuszkowski i wiele innych monet.

W ossolińskim "salonie" stanęły: jego biurko, fotele, lampy, skrzynia, którą konserwowała jego ukochana żona Jadwiga (trzymał w niej obrazy Nikifora, za którym nie przepadał), na stoliku radio nadające audycje RWE; w serwantkach stare szkło i porcelana, a na komodach figurki przedstawiające Józefa Poniatowskiego i Tadeusza Kościuszkę na koniu.

W "przedpokoju" - panoramy Warszawy. Nie mógł odżałować, że nie ma wszystkich trzech widoków Warszawy Canaletta, które kupił dr Tomasz Niewodniczański, mieszkający w niemieckim Bitburgu najbardziej chyba znany na świecie kolekcjoner polskiego pochodzenia (ofiarował Ossolineum m.in. zbiór ponad 200 map Śląska i widoków miast śląskich). Obaj panowie znali się, przyjaźnili i... rywalizowali. Bogaty zbiór kartograficzny Jana Nowaka-Jeziorańskiego przekazany został do muzeum w Rapperswilu.

W "sypialni" stanęło łóżko z domku na alpejskiej przełęczy, gdzie pisał Kuriera z Warszawy.

- Jan Nowak-Jeziorański wydawał się człowiekiem szalenie pragmatycznym, praktycznym ekonomistą - ale wiara była dla niego niezwykle ważna, choć nie obnosił się ze swoim katolicyzmem - mówi Dobrosława Platt. - Jego sypialnia była jedynym miejscem w domu, gdzie wisiały te emblematy. To bardzo ważne miejsce, bo pokazuje zupełnie innego Pana Jana. Wielką wagę przywiązywał do modlitwy. Na wystawie eksponujemy obraz Madonny z drugiej połowy XVII wieku anonimowego autora kupiony w Taorminie we Włoszech. Ta sypialnia jest zupełnie inna niż pozostałe zakątki mieszkania i wydaje się być istotna dla zrozumienia jego biografii. Bardzo religijna była jego matka, którą bardzo kochał...

Dlaczego zbierał różne polonika, otaczał się nimi, wydawał na nie niemałe pieniądze, chwalił się przed gośćmi odwiedzającymi jego domy, że oto wywodzi się z narodu, który potrafi tworzyć takie arcydzieła?

Jak mówią jedni - dla relaksu po stresującej pracy dziennikarza, radiowca, polityka; inni - aby stworzyć sobie, emigrantowi - namiastkę ojczyzny we własnym domu, aby uchronić dzieła sztuki wywiezione z Polski podczas wojny.

- Tworzył prywatne muzeum, ten "kawałek Polski" był dla niego, wygnańca, taką "małą ojczyzną" - mówi dyrektor Ossolineum dr Adolf Juzwenko. - Po przeanalizowaniu jego biografii można poznać motywy, które skłoniły go do zapisania tego Zakładowi Narodowemu im. Ossolińskich, instytucji, która jest także swoistą "emigrantką", tak też jest postrzegana przez liczne pokolenia wygnańców z Polski. Zbierał polskie ślady, aby móc ocalić tę Polskę w sobie - dodaje dr Juzwenko.

Na pytanie, który z eksponowanych przedmiotów budzi największe zainteresowanie zwiedzających, Dobrosława Platt odpowiada: - Materiały z procesu w Kolonii, który odbył się z wniosku Jana Nowaka-Jeziorańskiego, kiedy w Reichen Mercur Joachim Gerlich ogłosił artykuł, w którym zacytował wypowiedź polskiego szpiega, kapitana Czechowicza, o rzekomej kolaboracji "Kuriera z Warszawy" z hitlerowcami. Oskarżenie oparte na fałszywkach do dziś niestety funkcjonuje w niektórych kręgach. Na wystawie pokazujemy m.in. oświadczenia przełożonych Nowaka-Jeziorańskiego zaprzeczające tym insynuacjom. Przypomnę - rzecz dotyczy pracy Jeziorańskiego w Zarządzie Nieruchomości, który był wtedy w gestii hitlerowskich władz Warszawy. On robił to na polecenie przełożonych z AK, zarabiając w ten sposób na prowadzenie Akcji N. Mówiąc najkrócej, akcja ta miała na celu poprzez wydawanie broszur, ulotek, plakatów przygotowywanych w konspiracyjnych drukarniach i dostarczanych później przez kurierów w różne miejsca - obniżać morale niemieckich żołnierzy. A to przecież kosztowało!.

Na pytanie, co dla niej, kuratora wystawy, jest najciekawsze, mówi: - Metryka Zdzisława Jeziorańskiego. Byłam przekonana, że jej w ogóle nie ma. Pan Jan skrupulatnie ukrywał swoją datę urodzenia dlatego, że pierwszym, który ją sfałszował był jego ojciec. Wielki patriota nie chciał, żeby dowiedziano się, że jego syn urodził się w Berlinie 2 października 1914 roku. W kraju wroga, podczas wojny! Po powrocie do Warszawy w kościele św. Aleksandra w księdze parafialnej zapisano inną datę: 15 maja 1913 roku. Potem Nowak-Jeziorański sam miał kłopoty z ustaleniem poprawnej daty. Kiedy w latach 70. pracował w RWE, w liście do matki pytał: "... napisz proszę, kiedy się urodziłem - 2 czy 3..."; ta odpisała: "... 2 października w nocy", co znowu było dla niego problemem, której nocy? Uznał więc, że 3 października i tak już zostało; data zbliżona, choć nadal nieprawdziwa.

Na wystawie zobaczyć można zdjęcia przedstawiające rodziców, fotografie prywatne Jadwigi i Zdzisława Jeziorańskich, różne dokumenty, listy - czyli wszystko to, co towarzyszy człowiekowi podczas całego życia, a także to, czym się otacza. To najlepszy sposób poznania osoby, dotknięcia jej intymności.

- Jeszcze nie wiem, gdzie po wystawie znajdą się pamiątki po Janie Nowaku-Jeziorańskim - mówi dyrektor Ossolineum Adolf Juzwenko. - Otrzymaliśmy od władz miejskich Wrocławia barokową kamienicę w Rynku. Chciałbym, po remoncie, przenieść tam wszystkie rzeczy; stworzyć coś w rodzaju małego Muzeum Jana Nowaka-Jeziorańskiego. Mamy przecież obowiązek udostępniania tych pamiątek, a gdzie, jak w nie centrum miasta wszyscy będą mogli je zobaczyć?

A na razie, do końca wakacji, w auli Biblioteki Ossolineum we Wrocławiu można odwiedzić legendarnego "Kuriera z Warszawy" w jego "mieszkaniu", poznać różne tajemnice, pobyć z nim.


komentarze, opinie, sugestie - kliknij tu aby wyslac e-mail