PRENUMERATA
"PRZEGLĄDU POLSKIEGO"
W WERSJI PDF:

 

 

Przegląd Polski 1 lipca 2005


Marek Kusiba

Żabką przez Atlantyk

Obrona
Obłomowa

Rosyjski człowiek bez właściwości, Obłomow, chodzi po ulicach polskich miast, biernie przygląda się kolorowym okładkom magazynów na wystawach, informujących go o życiu ułatwionym, apatycznie wypatruje na przystankach autobusów, do których nie wsiada, bo nie ma dokąd jechać. Nie wycofał się z wyścigu szczurów, bo nigdy nie brał w nim udziału. Kapitalizm zastał go w stanie marazmu z poprzedniej epoki i przy tym sennym marazmie już pozostał. To, że wstał z łóżka i wyszedł na ulicę, mogło oznaczać próbę użebrania kilku papierosów, którymi przepędza głód. Jeśli siedzi w mieszkaniu to dlatego, że nie wie, gdzie z niego wyjść i po co. Gdy włącza telewizor to po to, by jego apatyczną samotność wypełniała przez cały dzień żona prezydenta, walcząca jak lwica o nieujawnianie nazwisk swych darczyńców. Gdyby nasz Obłomow czytał książki, które przestały go obchodzić z powodu wycofania się z życia, nawet zmyślonego, dostrzegłby na wystawie księgarni nową powieść Stefana Chwina Żona prezydenta. Ale nawet i Chwin nie udziela odpowiedzi na pytanie, dlaczego literacka, ale jakoś dziwnie realistyczna szefowa fundacji Serce Bez Granic zataja nazwiska dobroczyńców, jakby dawanie pieniędzy na chore dzieci było w Polsce przestępstwem.

Życie jest gdzie indziej - zdaje się mówić bohater powieści Iwana Gonczarowa z połowy XIX wieku. W postaci tej zmieścił autor obraz postawy rosyjskiej inteligencji, która izoluje się od problemów. Podobnie jest i teraz, i tu, w Polsce: ze stanu wycofania się z życia polski Obłomow czyni prywatną filozofię odmowy, udzielanej rzeczywistości widzianej na ekranach telewizorów, na partyjnych konwentyklach, na publicznym biciu się w piersi podatników. Nie chce uczestniczyć w debatach o teczkach, agentach, łapówkach, generałach-Wallenrodach i generałach-zdrajcach, o plotkach, przeciekach, pedofilach, orlenach. Nie chce być na imieninach u Wałęsy ani nawet u Giertycha, zakochanego (bez wzajemności) w Putinie. Nie chce mieć racji ani jej nie mieć. Ma dość. Ma także sposób na kraj kilku osób, wymieniających się miejscami i twarzami w zarządach, aferach, komisjach sejmowych, na ekranach i pierwszych stronach gazet.

Takim sposobem jest współczesna obłomowszczyzna. Niech zatem żyje gnuśność i bezczynność! Innym sposobem jest bieda, osiągająca w tej chwili stan plagi społecznej. Niech zatem żyje bieda! Niech żyje i nie znika z ulic polskich miast, po których chodzi już tysiące głodnych ludzi, popatrujących tęsknie na siedzących przy stolikach kawiarni i restauracji. Ci przy stolikach na pewno myślą, że tamci sami sobie winni, bo wybrali taki, a nie inny, los. Głodni niczego nie wybierali, wybierają odpadki z koszy na śmieci. Wczoraj wychudzony chłopczyk poprosił mnie o bułkę; za jego plecami kryła się chuda, umorusana dziewczynka. Dwoje małych, głodnych dzieci, a w tle ogródek restauracji o nazwie Między Nami.

Między nami mówiąc, Polska zbliżyła się do granicy ubóstwa całych, wielkich grup społecznych, ubóstwa właściwego krajom Trzeciego Świata. Nikt z tego nie robi problemu, nie podnosi alarmu, gazety zapowiadają wejście do Polski Wal-Martu. Tylko co z tego, skoro do tego Wal-Martu wejdzie na zakupy zaledwie kilka, a nie kilkadziesiąt procent polskiego społeczeństwa. Polska obłomowszczyzna przejawia się na przykład powszechnym wycofaniem się ludzi z ulic polskich miast, zwłaszcza w weekendy. Ulice pustoszeją nie dlatego, że ludzie wyjeżdżają poza miasto. Siedzą w domach, bo nie stać ich na siedzenie w kawiarniach, kinach, na koncertach. Bywam w różnych polskich domach, najczęściej są to domy inteligencji, nie zawsze pracującej. Nie ma już w nich tradycyjnego kiedyś alkoholu, kawy, często brakuje herbaty. Przezornie przynoszę ze sobą ciasto i alkohole oraz obowiązkowo wodę gazowaną. Kiedyś "zapomniałem" u przyjaciół tubkę pasty o zębów. Innym razem "zapomniałem" zabrać szampon, bo właścicielki pięknych włosów nie było nań zwyczajnie stać (mnie, jak widać na załączonym obrazku, szampon niepotrzebny).

Bieda tysięcy ludzi, widoczna gołym okiem na ulicach polskich miast nie jest przedmiotem żadnych debat telewizyjnych czy sejmowych, bo to by oznaczało przyznanie się do totalnej klęski rządzącej nadal formacji politycznej. Apatia ludzi jest postrzegana jako wybór, a nie wynik zwykłego, codziennego niedożywienia, braku witamin, wypoczynku, wakacji. Gazety alarmują ukradkiem, nieśmiało, wręcz wstydliwie, że znów mniej dzieci wyjeżdża w tym roku na wakacje, bo ich rodziców na wakacje nie stać. Polską obłomowszyzną jednak nie zajmuje się nikt, a jest to zjawisko społeczne na niespotykaną wcześniej skalę. Miliony ludzi, którzy w Polsce wycofali się z nowego świata (i Nowego Światu, dziwnie pustego, choć zamienionego w deptak) nosi w sobie poczucie klęski, a rosnące poczucie przegranej nabrzmiewa do rozmiarów społecznej katastrofy. Nieliczni spośród współczesnych Obłomowów wycofali się świadomie, dworując sobie z zabieganych przyjaciół, których przez to stracili, bo uważają, iż dążenie do posiadania pieniędzy oddala człowieka od życia.

Bezczynność, gnuśność, nicnieróbstwo, przepędzanie kolejnych dni jak intruzów spod własnych drzwi - to stan, w jakim trwa rosnąca z każdym dniem ogromna armia Polaków. Jest to temat dla reportera, ba - tysiąca reporterów. Tymczasem w Polsce mamy reporterów kilkunastu, bo reportaż nikomu, podobno, nie jest potrzebny, a pierwsze strony gazet zajmują roztrząsania życiorysów i dramatów ludzi, którzy nie chcą się z życia wycofać, choć powodowali przez lata PRL-u tę społeczną plagę dręczącą teraz Polaków. Klasycznym przykładem jest generał Jaruzelski. Ten anty-Obłomow w ciemnych okularach znów straszy z okładek i ekranów. Antybohater jednych, bohater innych, jest smutnym cieniem przeszłości, którego nie sposób wymazać z polskiej teraźniejszości. (Cdn.)

 

komentarze, opinie, sugestie - kliknij tu aby wyslac e-mail