PRENUMERATA
"PRZEGLĄDU POLSKIEGO"
W WERSJI PDF:

 

 

Przegląd Polski 31 grudnia 2004


MACIEJ WIERZYŃSKI

Wakacje
z agentem


Tomasz Łubieński w ostatnich kilku miesiącach wydał dwie ważne książki. Pierwsza jest opowieścią o szanowanym adwokacie z radzieckiego Wilna, człowieku eleganckim, ubierającym się z zachodnim szykiem, co w tamtych czasach stanowiło rzadkość, ale i manifestację liberalnych poglądów, który - jak wyszło na jaw gdy upadł komunizm - był od wczesnej młodości związany z aparatem bezpieczeństwa. Najpierw jako żołnierz NKWD, a następnie agent KGB. Kapryśny los sprawił, że ów człowiek był również szwagrem Łubieńskiego. Stąd tytuł Wszystko w rodzinie.

Druga, to zbiór szkiców o Powstaniu Warszawskim Ani triumf, ani zgon. O tej drugiej nie będę pisał, ale wspominam ją, dlatego że poza bliską datą publikacji łączy te książki gatunek. Są to eseje-opowieści napisane z charakterystyczną dla autora, wysmakowaną swobodą, starannością i elegancją stylu, zrodzone ze sceptycznego podejścia do ogólnie obowiązujących opinii, stadnych odruchów myślenia, schematycznych sądów.

Eks, bohater opowieści Wszystko w rodzinie, jako młodzieniec chciał służyć w radzieckim lotnictwie, ale na komisji poborowej zapadła decyzja, że ze względu na znajomość języków obcych zostanie lepiej wykorzystany w wojskach NKWD. Okres wojny spędza na Kaukazie, gdzie uczestniczy w pacyfikowaniu tamtejszych ludów, a kiedy front przesuwa się na zachód, trafia na Litwę. Tam także pomaga w ustanawianiu władzy radzieckiej. Następnie zaś - znów dzięki znajomości języków obcych - bierze udział w ściganiu litewskich uciekinierów politycznych na terenie okupowanych Niemiec. Prawdopodobnie z powodu jakichś drobnych przewinień odchodzi do cywila, kończy studia prawnicze i zaczyna karierę adwokacką. Adwokatura zapewnia mu wygodne, a nawet dostatnie - jak na warunki w ZSRR - życie, a walory towarzyskie wysoką pozycję wśród inteligencji Wilna. "Piękni, szczęśliwi, trzydziestoletni, adwokat Eks i jego Bella, lekarka o kilka lat młodsza, są, zdaniem wielu poważnych ludzi, pierwszą parą Wilna. Wymowny Eks jest gwiazdą, jego Bella ozdobą kompanii. Adwokaci, literaci, artyści teatru, opery i baletu, wszyscy kogo warto poznać w Wilnie" - pisze Łubieński

I otóż ten właśnie Eks, człowiek europejski, dowcipny i zdystansowany, zwierza się autorowi niejako mimochodem, że służył przed laty w NKWD. "Powiedział mi o swoim NKWD i nic się oczywiście między nami nie zmieniło". Były to wczesne lata siedemdziesiąte, może trochę później. Dziś, w czasach radykalizacji sądów, taka pobłażliwość, może się wydawać - zwłaszcza ludziom młodym, a surowym - wysoce niewłaściwa, bliska zdrady, stawia tego, co pobłaża, na równi z tym, który czynił zło. Ale wówczas... Działo się to w innych przecież czasach. Ich atmosferę opisuje Łubieński barwnie, ironicznie i prawdziwie.

Pierwsza część Wszystko w rodzinie, zatytułowana 1963, jest w dużej części syntetycznym sprawozdaniem z licznych podróży do Wilna przede wszystkim, ale połączonych z wypadami w głąb Związku Radzieckiego. Sprawozdanie to wzbogacone jest o refleksje przenikliwego obserwatora z Polski, opisującego nie tylko odwiedzany kraj, ale i swoje na to, co widzi, reakcje. Dotyczą one wielkich spraw historii, literatury i sztuki, nie omijają jednak wyniośle realiów, wśród których wędrówki się odbywały. A jednym z nieusuwalnych składników tych podróży była obawa i upokorzenie, o których tak łatwo się zapomina: "Ile strachu, ulgi, przekleństw, szeptanych modlitw, pustego śmiechu, poranionej godności naiwnych podstępów podróżowało tymi wagonami przez całe lata... Ileż łez, uderzeń krwi do głowy, sercobicia, zimnych potów, niedowierzania własnemu nieszczęściu i szczęściu przekraczało tę granicę w obie strony... Cała ogromnie szczegółowa, pograniczna i celna rzeczywistość, zakazów, nakazów, obejść i naruszeń zaciera się, blednie w pamięci ludzkiej, nawet wyobraźnia jej nie ogarnia". Dzisiaj w modzie jest narzekać na upokarzające kontrole wprowadzone na lotniskach po zamachach 11 września 2001 roku. Blednąca pamięć sprawiła, że do kategorii granicznego horroru awansowało wymaganie zdejmowania butów albo niewinne i pozbawione konsekwencji zabieranie nożyczek. W tamtych czasach głupią książką pozbawioną debitu można było zarobić na utratę paszportu albo zgoła trafić do aresztu. Jest wielką zasługą Łubieńskiego, że o realnym socjalizmie, owym pomieszaniu wesołego cwaniactwa, lęku, absurdu i upokorzenia, pisze precyzyjnie, bez histerii. Nie padają słowa o zbrodni, terrorze, deptaniu ludzkiej godności i przemocy, a przecież czytelnik inteligentny i wrażliwy odnajduje w tym opisie podróży z Warszawy do Wilna szarość, wisielczy humorek i rezygnację składające się na atmosferę epoki. To był rok 1963.

Druga część książki, którą otwiera rok 1981, skupia się już niemal całkowicie na analizie zjawiska inteligent-konfident służby bezpieczeństwa. Prowadzący podwójne życie liberalnego, beztroskiego salonowca i chłodnego, a nawet oddanego pracownika - jak to się dziś mówi - służb. Dominuje w tej części analityczny opis zawiłego systemu usprawiedliwień, a może nawet światopoglądu, który pozwala Eksowi pełnić służbę w zgodzie ze swym sumieniem. Nawet więcej, w poczuciu wyższości wywiedzionym z przynależności do organizacji, która na oko - ale musi to być oko człowieka naiwnego - jest niczym więcej niż policją służącą do wymuszania na narodzie posłuszeństwa, ale w której umysły bardziej wyrafinowane, a do takich należał Eks, dostrzegą skarbnicę wyższej, chociaż często gorzkiej wiedzy o skomplikowanych mechanizmach świata. Według tej wiedzy na przykład ruch Solidarności nie był niosącym nadzieję przebudzeniem tłumionego pragnienia swobody, ale jeszcze jednym szkodliwym kaprysem ludzi, którym zachciewa się za dużo i walczą z ustrojem z dziecinnej przekory. A tacy, podpowiada mądrość i doświadczenie służb, to albo naiwni pomyleńcy, albo spryciarze liczący na pieniądze z Zachodu.

Łubieński tak odtwarza wileńskie rozmowy z lata 1981 roku: "Wy, Polacy, ciągle czegoś wam za mało, zadzieracie nosa niemożliwie, taka wasza natura. Ale my tutaj, zwłaszcza na Litwie, a także w Moskwie czy Leningradzie zdajemy sobie sprawę, w jakim żyjemy świecie, i dlatego nie chcemy cierpieć przez wasze fochy i zachcianki. To przez was u nas podnoszą głowę komuniści-reakcjoniści i tępią nasze wysiłki, żeby żyć bardziej po ludzku". "Nasze", czyli światłej części aparatu władzy, której bez wątpienia przewodzi pozbawiona ideologicznych złudzeń, pragmatyczna, reformatorsko nastawiona służba bezpieczeństwa.

Ale standardowa formuła o zmienianiu systemu od środka nie wystarcza Eksowi. W poszukiwaniach uzasadnień dla swojej działalności idzie dalej.

Dzięki staraniom polskiego szwagra, czyli autora, spotyka mądrego księdza. Prowadzi z nim rozmowę o odpowiedzialności za współpracę z tajną policją i ten mówi: "... kto ma czynić zło, a czyni dobro, jest usprawiedliwiony". Eksowi to wystarcza , bo przecież każdy pracownik bezpieki był przekonany, że czynił dobro.

I jest wreszcie trzecia część tej opowieści. Rozgrywa się w roku 1999, kiedy Łubieński drogą rozmaitych zbiegów okoliczności dowiaduje się, że jego szwagier nie tylko służył w młodości w wojskach NKWD, do czego się przecież z rozbrajającą nonszalancją przyznał, ale agentem pozostał do końca istnienia KGB. Spotykają się w Bad Godesberg. Dlaczego właśnie tam? Bo Eks, kiedy Litwa odzyskała wolność, wyemigrował do Niemiec. Wygnała go obawa przed ujawnieniem tajemnic jego podwójnego życia, ukrytych w aktach KGB, a dziś ogólnie dostępnych. I wtedy właśnie, w roku 1999, w idyllicznej i nieco sennej scenerii starego niemieckiego uzdrowiska autor wysłuchuje spowiedzi swego byłego szwagra, jego własnej wersji skomplikowanego życiorysu.

"Ważne są pytania: co z życia Eksa wynika? dla niego samego? po której, tak naprawdę, w sumie, gdyby dało się podliczyć, stawał stronie? co, gdzie, kiedy dla niego, według niego, było prawdą, co kłamstwem? jak to rozdzielić, czy to jest możliwe? (...) jak sam o sobie wobec siebie myśli?". Tymi pytaniami, na które w książce nie ma odpowiedzi, kończy się historia tajnego współpracownika, napisana z rozmachem, skonstruowana kunsztownie. W epoce lustracyjnych sporów i zacietrzewień, kiedy przekonanie, że dziś z zaglądania do ubeckich teczek nic już wyniknąć nie może, ściera się ze skłonnością do szybkich, bezwzględnych oskarżeń i wyroków, Łubieński poprzez historię szwagra-agenta namalował wielowymiarowy obraz epoki. Jedną z jej właściwości, trudnych dziś do opisania, była szarość, brak jasnych rozgraniczeń, także rozgraniczeń między złem i dobrem, oporem i kolaboracją, opozycją i salonem władzy. Wszystko w rodzinie pomaga lepiej zrozumieć - jeśli ktoś chce - ten okres dziejów naszej części świata, który nazywano realnym socjalizmem.

------------------------

Tomasz Łubieński, Wszystko w rodzinie, Świat Książki, Warszawa 2004, s. 158, cena 17 dol. plus 6,50 dol. porto w przypadku zamówienia z wysyłką (do nabycia w Księgarni Nowego Dziennika).


komentarze, opinie, sugestie - kliknij tu aby wysłać e-mail