PRENUMERATA
"PRZEGLĄDU POLSKIEGO"
W WERSJI PDF:

 

 

Przegląd Polski 17 grudnia 2004


ANDRZEJ JÓZEF DĄBROWSKI

Zbigniewa Zapasiewicza
przewodnik po sobie samym


W polskich księgarniach przybywa książek o aktorach. Cieszą się one sporym zainteresowaniem czytelników, którzy sięgając po nie pragną bliżej poznać swych ulubieńców ze sceny i ekranu. Na półki i do witryn trafiły już "dzieła" Gustawa Holoubka, Andrzeja Łapickiego, Janusza Gajosa, Jerzego Stuhra i Andrzeja Seweryna, by rozpocząć od tuzów, oraz Krystyny Jandy, Joanny Szczepkowskiej, Magdaleny Zawadzkiej, by nie pominąć gwiazd, a także - Hanki Bielickiej i Ireny Kwiatkowskiej jako mistrzyń powojennej komedii. Bezsprzeczną wartością tych książek jest to, że do ogólnej wiedzy o człowieku i świecie ich autorzy wnoszą spostrzeżenia inne od spostrzeżeń zawodowych literatów, socjologów i psychologów. Z reguły lepiej łapią specyficzne cechy konkretnych ludzi, których potrafią określić celniej i dosadniej niż niejeden pisarz. Zdarza się też, że protagoniści sceny i ekranu przejawiają talent literacki objawiający się wyczarowywaniem całych obrazów z przeszłości, przekazywanych kunsztownymi frazami i z powściąganym po męsku wzruszeniem. W tym względzie palma pierwszeństwa należy się Gustawowi Holoubkowi, który we Wspomnieniach z niepamięci, pokazał swe niemałe możliwości pisarskie. O uzdolnieniach literackich można mówić także w przypadku Krystyny Jandy i Joanny Szczepkowskiej, które okazały się bystrymi obserwatorkami otoczenia oraz nierzadko humorystycznych lub wręcz absurdalnych sytuacji. W dziedzinie automitologizacji największe triumfy święci ciągle Nina Andrycz, kreując się na królową polskiej sceny i przemilczając swoją rolę królowej Polski Ludowej, jaką przez wiele lat pełniła jako premierowa Cyrankiewiczowa.

Ostatnio do grona autorów spod znaku Melpomeny dołączył Zbigniew Zapasiewicz, jeden z naszych najwybitniejszych aktorów współczesnych. Wydawnictwo Prószyński i S-ka wydało jego książkę pt. Zapasowe maski. Napisałem "jego" zgodnie z nazwiskiem autora podanym na okładce, ale gwoli prawdy trzeba od razu wspomnieć o współautorach - Katarzynie Leżeńskiej i Dariuszu Wołodźce, którzy odpytali "Zapasa" (jak się nań mówi w środowisku teatralnym i w warszawskiej Akademii Teatralnej) z dotychczasowego życia i zredagowali jego odpowiedzi. Nie była to mała robota, zważywszy, że mistrz ukończył już 70 lat i przez 5 minionych dekad zagrał dziesiątki ról na scenie, w filmie i Teatrze Telewizji, nie licząc dokonań reżyserskich i pracy pedagogicznej. Przestrzegając biograficznej chronologii, Leżeńska i Wołodźko nie poprzestawali na odpowiedziach na zadawane pytania i dociekali wielu rzeczy, takich jak istota zawodu aktora, współpraca z najsławniejszymi reżyserami, różnica między sceną a planem filmowym lub telewizyjnym. Interesowały ich nie tylko role mistrza, ale jego postrzeganie świata, ludzi, wydarzeń politycznych, zmian społecznych itp. Nie brakuje pytań o nauczycieli z warszawskiej PWST, o zespoły teatralne i filmowe, o kolegów. Oni też zredagowali wypowiedzi o Zapasiewiczu jego kolegów oraz kilku krytyków, ułożyli curriculum dopełnione fragmentami recenzji z najgłośniejszych ról i pracowicie spisali nagrody i wyróżnienia, jakie mistrz otrzymał. Dzięki ich kompetencji czytelnik może poznać drogę artystyczną Zapasiewicza od debiutu do końca 2003 roku. Ułatwione zadanie będzie miał też przyszły biograf aktora, albowiem dostaje do rąk solidne i autoryzowane kompendium.

Oczywiście i jego czeka niemała praca, bowiem Zapasowe maski są głównie owym wywiadem-rzeką, wyciskającym z rozmówcy wiele, tak wiele, na ile pozwala takt i szacunek dla mistrza, ale nie są pełną jego biografią. Mimo wielu szczerych wyznań zbyt mało jest w nich strefy prywatnej; nie ma Zapasiewicza domowego, Zapasiewicza w oczach najbliższych. Oczywiście nie chodzi o plotki, sensacje i tropienie tego, co ukryte, ale obiektywne dotarcie do pełnego człowieka. W Maskach bowiem to on przez cały czas jest panem sytuacji i odnosi się wrażenie, że sam reżyseruje zarówno kolejne odpowiedzi, jak i całość materiału. Słowo "reżyseruje" należy w tym przypadku rozumieć nie jako manipulację czy narzucanie, tylko jako próbę naprowadzania rozmówców na to, co samemu uważa się w swojej osobowości za najważniejsze, z pominięciem tego, co się chce pominąć. Z punktu widzenia samego zainteresowanego jego strefa prywatna jest stosunkowo nikła, co bywa powodem samokrytyki. Niemniej czuje się, że jest tu kilka niedopowiedzeń i zamaskowań, które przyszły biograf będzie musiał jakoś rozpoznać.

Pytania zadawane Zapasiewiczowi mają charakter inspirujący i porządkujący, zaś jego odpowiedzi są w gruncie rzeczy opowieścią o sobie. Może nawet nie tyle opowieścią, ile - by zaczerpnąć od Gustawa Herlinga-Grudzińskiego - "przewodnikiem po samym sobie". I powiedzmy od razu - przewodnikiem fascynującym pod względem merytorycznym, układającym się w logiczną całość, przejrzyście skomponowanym i poddanym odgórnie takiej dyscyplinie intelektualnej, jakiej poddane są role artysty. Tej dyscyplinie, dodajmy, która jest jednym z podstawowych wyróżników jego aktorstwa, a może nawet jego siłą największą. "Przewodnik" rozpoczyna się wspomnieniem rodzinnego domu (niestety bez ojca, który zmarł, kiedy Zapasiewicz miał trzy lata), relacji z braćmi matki: Jerzym Kreczmarem - wybitnym reżyserem teatralnym i literaturoznawcą, Janem Kreczmarem - równie wybitnym aktorem i pedagogiem, wieloletnim rektorem wspomnianej PWST, oraz Erwinem Axerem ożenionym z kuzynką matki - Bronisławą Kreczmarówną. Tłem tych wspomnień jest okupowana Warszawa, powojenny Żoliborz jako bastion lewicującej inteligencji i Polska przechodząca przez kolejne zawirowania polityczne. Przewijają się w nich tradycje nauczycielskie rodziny Kreczmarów, odziedziczone po matce zdolności do matematyki i umiejętność ścisłego myślenia, wielce przydatna najpierw na studiach chemicznych na Politechnice Warszawskiej, a później - po porzuceniu tejże uczelni - na studiach aktorskich. We wspomnieniach przewijają się także fascynacje z czasu młodości i mistrzowie ze szkoły teatralnej, spośród których szczególną estymą "Zapas" darzył Mariana Wyrzykowskiego, nauczyciela zawodu z prawdziwego zdarzenia, tyleż w sensie artystycznym, ile etycznym. Spod jego ręki wyszli później m.in. Piotr Fronczewski i Andrzej Seweryn.

Następne rozdziały tegoż "przewodnika" to pobyty w kolejnych teatrach warszawskich, wśród których najlepsze lata upłynęły Zapasiewiczowi we Współczesnym, Dramatycznym i Powszechnym, gdzie stworzył najwybitniejsze role pod batutą m.in. Erwina Axera, Ludwika René, Jerzego Jarockiego, Zygmunta Hübnera. Wymieńmy niektóre z nich, zostawiając troskę o hierarchię przyszłemu biografowi - Andrzej Prozorow w Trzech siostrach Czechowa, Staruszek w Śmiesznym staruszku i Laurenty w Na czworakach Różewicza, Pijak w Ślubie Gombrowicza, Paganini-Rzeźnik w Rzeźni Mrożka, tytułowy Kubuś Fatalista Diderota, Hrabia Kentu w Królu Learze Szekspira, Ojciec w Pieszo Mrożka, tytułowy Ksiądz Marek Słowackiego, Andersen w Z życia glist Enquista, Pan Cogito w Pan Cogito szuka rady Herberta, Sir w Garderobianym Harwooda, Łomow, Smirnow i Chyrin w 33 omdleniach według Czechowa, tytułowy Ambasador Mrożka i wreszcie tytułowa rola w Królu Learze. Równolegle z tymi wiekopomnymi rolami idą kreacje w Teatrze Telewizji i filmowe, jak Docent w Za ścianą i Barwach ochronnych Zanussiego, Adam w Ocaleniu Żebrowskiego, Rygier w Szpitalu Przemienienia tegoż reżysera czy Tomasz w Życiu jako śmiertelnej chorobie przenoszonej drogą płciową Zanussiego. Udane role Zapasiewicza można by wymieniać jeszcze długo, zwłaszcza że wszystkie były godne uwagi. Jeśli nawet trafiały mu się słabsze, to i tak były istotnymi propozycjami interpretacyjnymi. Aktor ten bowiem nie tworzy rzeczy nieistotnych. W najgorszym razie z błahostki tworzy "li tylko" zabawę. Jest to oczywiście zabawa na najwyższym poziomie, będąca zawsze prezentacją jakiejś nowej formy aktorstwa. Zapasiewicz nie lubi powielania samego siebie i nie boi się nowych masek. Zupełnie nie przeszkadza mu, że gra przeciw przyzwyczajeniom i oczekiwaniom publiczności. Prawdę postaci i poszerzanie swoich możliwości przedkłada ponad poklask i uwielbienie widzów. Wbrew pozorom niewielu jest takich twórców. Gustaw Holoubek wypowiadając się o aktorstwie Zapasiewicza, podkreślał kunszt słowa i żelazną logikę, z jaką przygotowuje on każdą rolę. Mówiąc o jego Królu Learze, zauważył, że w pełni sprawdza się konsekwencja, dzięki której "Zapas" stworzył na scenie człowieka, "którego mózg trzasnął, pękł w momencie, gdy przestał pojmować logikę postępowania innych ludzi, kiedy zetknął się z obrazem świata, który nie poddaje się żadnej racjonalnej analizie, jest po prostu dziełem przypadku, niczego więcej".

Aktorstwo jest dla Zapasiewicza zawodem, który dorasta wraz z człowiekiem. Polega na tworzeniu postaci, której racji trzeba bronić. Nie można pokazywać w roli, że się myśli inaczej niż postać. Szkoda czasu i życia, jeśli się nie poznaje w sobie nowego człowieka - zauważa mówiąc o Tadeuszu Łomnickim i przypominając, iż aktorstwo jest szukaniem odpowiedniej maski. Odpowiadając na pytanie, dlaczego rzadko występował w repertuarze romantycznym, powiedział: "Jestem przeciwnikiem poglądu Mickiewicza: ´Miej serce i patrzaj w serceª, bo serce jest organem pozbawionym nerwów. W sercu się nic nie rodzi, ono odpowiada na bodziec z mózgu. Nie odwrotnie. W tym sensie jestem ´intelektualnyª. Może więc chodzi o to, że skoro jestem zdyscyplinowany umysłowo, nie zagram tego wzlotu romantycznego, czy - jak to określam - ogólnego rozemocjonowania, które mnie nie interesuje. U nas obiegowo romantyzm znaczy coś uwznioślonego, coś w sferze ducha - a nie myśli. A przecież dopiero myśl rodzi emocję".

Rozważając o sztuce teatru w dobie obecnej, Zapasiewicz zauważa ze smutkiem, że jeszcze w latach 60. i 70. wzorami aktorstwa byli Laurence Olivier, Paul Scofield, John Gielgud, Glenda Jackson - aktorzy teatralni. To właśnie oni, a nie popularne gwiazdy filmowe, byli prawdziwymi wzorcami. Dziś sztuką aktorską rządzi film i telewizja i człowiek, który chce się poświęcić teatrowi, "skazuje się na izolację". Jest znamienne, że mówi to artysta, który znakomicie sprawdził się i w filmie, i telewizji; dzięki nim właśnie zdobył sławę ogólnopolską. Mówiąc o swej pracy pedagogicznej, Zapasiewicz nie kryje goryczy, iż teraz coraz częściej rozmija się ze studentami w pojmowaniu rzeczy podstawowych.

Wśród wypowiedzi o mistrzu jego kolegów ze sceny i ekranu, m.in. Erwina Axera, Krzysztofa Zanussiego, Mai Komorowskiej, Krystyny Jandy, Jana Englerta czy cytowanego już Gustawa Holoubka, pomieszczonych w drugiej części książki, najbardziej trafia do przekonania spostrzeżenie Axera o smutku Zapasiewicza wynikającym z rozpoznania obecnego czasu, który okazał się czasem "marnym". Rzutuje to na sposób grania postaci, które są u niego z reguły smutne. Tak smutne - jak smutny był Herbert i jego Pan Cogito. Temu spostrzeżeniu wtóruje wypowiedź Jerzego Koeniga, znakomitego znawcy teatru, który zauważył osamotnienie mentalne Zapasiewicza w dzisiejszym teatrze, gdyż nie ma już do kogo adresować swojej sztuki. Nie ma już bowiem mentalności przedwojennego Żoliborza ani inteligenckiego etosu, w jakim wzrastał. Koenig zauważa również, że dziś coraz rzadziej zdarzają się autorzy godni talentu Zapasiewicza i reżyserzy, którzy mogliby być dlań partnerami.

A on sam w ostatnim akapicie wyznań stwierdził, iż wartości, którym hołdował, stały się dziś nieakceptowane, nieczytelne i nieatrakcyjne. Wierność zasadom daje poczucie ładu, przypomina, nie licząc już na to, że kogoś poruszy. W konkluzji stwierdza z wielką goryczą: "Wybrałem ten zawód [aktora - przyp. AJD], aby nauczyć się i twórczo w sobie przetworzyć to, co umieli moi poprzednicy. Ta sfera zawodu zgasła i teraz jest przykro i boleśnie. Umarły wartości, dla których zacząłem to robić. Gdybym wiedział, że tak się stanie, tobym się temu nie poświęcił". Zaiste przygnębiająca konstatacja. Zaiste trudno z nią polemizować, kiedy gdzie okiem nie sięgnąć, tam niekompetencja, nijakość i samozadowolenie graniczące z narcyzmem. Miejmy jednak nadzieję, że świętowany niedawno jubileusz 50-lecia pracy artystycznej pozwolił mistrzowi zauważyć już nie tylko szacunek, ale i uwielbienie, jakim wciąż - mimo owego "marnego czasu" - obdarza go wielu widzów zarówno teatralnych, jak i filmowych. Oni czekają na dalsze jego role. Oni wciąż chodzą "na Zapasiewicza". I niech to mu będzie najlepszą pociechą.

------------------

Zbigniew Zapasiewicz, Zapasowe maski, Wydawnictwo Prószyński i S-ka, Warszawa 2003. s. 186 plus indeks, cena 17 dol. plus 6,50 dol. w przypadku zamówienia z wysyłką (do nabycia w Księgarni Nowego Dziennika).


komentarze, opinie, sugestie - kliknij tu aby wysłać e-mail