PRENUMERATA
"PRZEGLĄDU POLSKIEGO"
W WERSJI PDF:

 

 

Przegląd Polski 29 października 2004


Marek Kusiba

Żabką przez Atlantyk

Nowy Jork albo śmierć

Kilkumiesięczny pobyt w Polsce nawet średnio pojętnemu obserwatorowi pozwala dojść do zatrważających wniosków na temat kondycji naszego narodu. Bardziej wyrafinowany obserwator zauważy rzeczy bardziej śmieszne niż straszne, ale ten średnio spostrzegawczy - a do takich się zaliczam - nie na żarty się przerazi. No i wyjedzie, jak większość, lub umrze; innej drogi ponoć nie ma. Tak mi mówią uczniowie klasy maturalnej w moim starym liceum. Próbowałem im uświadamiać przewagi własnego, choć ciasnego kraju nad obcym, choć pojemnym. Dane statystyczne też znów biją na trwogę: zdecydowana większość młodych Polaków nie widzi dla siebie miejsca w Polsce. Jedyną szansę na sukces w życiu upatrują w długotrwałym wyjeździe na Zachód. Najlepiej do Ameryki, a konkretnie do Nowego Jorku. Tłumaczą, że pozostawanie nad Wisłą, Wisłokiem czy Wisłoką to "masakra". Takiego używają określenia: życie we współczesnej Polsce to totalna masakra.

Młodzież z Polski chce wyjeżdżać i wyjeżdża niezupełnie świadoma powodu pragnienia opuszczenia ojczyzny ukochanej. Otóż głównym dla niej powodem są jej ukochani rodzice, spod których toksycznej kurateli chce się wyrwać ta młodzież w świat i życie. Rodzice, i szerzej dorośli, jakby nie dorośli do akceptowania młodości; próbują wciskać i upychać szumną młodość w stare, wytarte korytka, szufladki, schematy i szach-maty, czyli szantaże miłością. No bo przecież my ciebie tak kochamy. Ale życia za mnie nie przeżyjecie. Nie, ale ci nie pozwolimy rozkwasić sobie pięknego naszego noska, nosunia, noseczka na rafach dorosłości. Trzymacie mnie pod korcem dzieckowatości, a ja chcę żyć na własny rachunek. Trzymamy, ale ile dla ciebie robimy, jak się poświęcamy, i co z tego mamy? - niewdzięcznica, bezbożnica, ten facet z Ameryki ci w głowie namieszał, ani chybi. Takie i inne toczą się w polskich rodzinach rozmowy, które znam z pierwszej ręki, bo z przekazów uczniów klasy maturalnej w moim "Koperniku".

Młodzi rodacy mają swoje racje w kwestii wyjazdu. Nie wszyscy, na szczęście, ale wielu z nich chce opuścić ojczyznę Miłosza i Mickiewicza, Norwida i Wierzyńskiego, Lechonia i Tuwima, Wańkowicza i Wittlina, Gombrowicza i Mrożka, Zagajewskiego i Karpowicza, Krasińskiego i Słowackiego, Chopina i Paderewskiego, Słonimskiego i Pankowskiego (rany boskie, toż to wszyscy emigranci lub byli emigranci, a to dopiero czubek góry lodowej!) - dlaczego? W czasach odzyskanej wolności? Może dlatego, że gołym okiem widać, iż władze kraju o nazwie Polska toczą bezpardonowy bój z resztkami wykształconych Polaków, którzy jeszcze nie wyjechali lub nie wymarli. Nie wszystkie władze, i nie wszędzie, ale jednak większość, skoro zewsząd nadchodzą podobne sygnały.

Jest to wojna populistyczno-inteligencka (mówiąc najogólniej i bardzo nieprecyzyjnie). Przybiera różne maski, formy oraz fronty i zbiera coraz obfitsze żniwo. Gdzie nie spojrzeć, trwa zacięta walka starych z młodymi, głupich z mądrymi, nieuków z wykształconymi. Trup ściele się gęsto, i jest to, niestety, trup młodych, mądrych i wykształconych. U bardzo licznych sterów dryfującej w tej chwili w niewiadomym kierunku krypy o nazwie Rzeczpospolita stoją mocarne chłopy, co to za każdej władzy doiły polską krowę. Największym im wrogiem inteligencja polska, zwłaszcza młoda, wychowana na internecie, naukach księdza Tischnera oraz poezji księdza Twardowskiego. Jedyną nadzieją spadkobierców starych reżimów jest więc fizyczne lub statystyczne wytępienie tejże inteligencji - na przykład drogą konkursów.

Oto przykład konkursu na dyrektora centrum kultury. Ogłoszenia w prasie zachęcają do brania udziału, gra idzie o duże pieniądze, częściowo unijne, poszukują najlepszych kandydatów, z najciekawszymi pomysłami, bo przecież mamy nowy świat, nową Polskę, nową, jednoczącą się Europę i temu podobne androny. Zgłasza się jeden jedyny kandydat: wykształcony, światły, ze znakomitym pomysłem. Ma tylko zasadnicze wady: nie bierze i nie daje, a poza tym nie pije. A taki w Polsce, jak wiemy, długo nie pożyje. Komisja konkursowa wkłada więc cały swój intelektualny potencjał na wynalezienie pretekstu, by jedynego kandydata skasować i pieniądze dać swojemu, któremu oczywiście zabroniono stawania do konkursu, bo by przegrał. Rozmowa jest taka: ty se tu spoko poczekaj, my tego inteligencika, taka jego owaka, wnet załatwimy i tobie posadkę ciepłą damy. A potem się policzymy, no wiesz, bratku, jakie jest życie.

Tak też i robią. Wkładają cały swój potencjał w wynalezienie kruczka prawnego w celu skasowania Innego, bo niepijącego, niekradnącego, nieintrygującego, czyli nieswojego. Kierują do niego pisemko informujące, że na wielki ten konkurs wpłynęło jedno, czyli jego podanie, ale wielka komisja doszukała się uchybienia w papierkach zainteresowanego, a konkretnie braku zaświadczenia, powiedzmy, o niekaralności, w związku z czym szanowna komisja postanawia nie dopuścić kandydata do dalszych etapów konkursu. Tak napisali: "nie dopuścić do dalszych etapów konkursu". Dalszych etapów być nie może, bo konkursu nie ma, skoro jest jeden kandydat.

Inteligent nie wytrzymuje napięcia i ląduje w szpitalu. Tak się przejął jawną niesprawiedliwością tudzież łamaniem demokracji przez plutokrację pieniądza i powiązań z upadłym reżimem, że wylądował w szpitalu w stanie ciężkim, mniejsza o chorobę, ale to fakt tak zwany autentyczny. W stanie wojennym spędził kilka miesięcy w internacie, teraz czeka go kilkumiesięczna rekonwalescencja z podobnych przyczyn i powodów: chciał poprawiać Polskę. I wtedy, i teraz dostał po łapach dokładnie od tych samych, ulizanych, śliskich i płaskich, którymi dekorowane są od dziesiątków lat w tym kraju trybuny, urzędy i pierwsze rzędy na akademiach, otwarcia szkół i programy TV. Towarzystwo byłych towarzyszy trzyma się mocno, walczy o swoje bez pardonu i broni się stadnie. Na przedpolach ich bojów trup młodych, zdolnych i wykształconych ściele się, jak napisałem, gęsto. Niechętni wojowaniu ustawiają się w kolejki do zachodnich konsulatów. Ameryka znów rzuciła dla polskiej młodzieży swoje koło ratunkowe o nazwie loteria wizowa. Jak Polska długa i szeroka otwierane są punkty pisania podań i robienia zdjęć formatu dwa cale na dwa cale. Za jedne 15 złotych od podania, od razu po angielsku, młody Polak zyskuje życiową szansę. Jak z niej nie skorzysta albo mu się nie uda trafić na tej loterii, przegrywa, to znaczy zostaje w swym rodzinnym kraju.

Mój znajomy, niedoszły dyrektor ośrodka kultury, leży na intensywnej terapii i ledwo zipie. Tymczasem kondycja polskiego społeczeństwa poprawia się z dnia na dzień: ubywa z kraju młodych, zdolnych i przebojowych, a należne im miejsca okupują ci sami mierni, bierni, ale wierni. Wierni idei kraju kolesiów, co to innym zabiorą, a sobie dadzą, i z nikim się nie podzielą "wadzą".

 

komentarze, opinie, sugestie - kliknij tu aby wysłać e-mail