PRENUMERATA
"PRZEGLĄDU POLSKIEGO"
W WERSJI PDF:

 

 

Przegląd Polski 22 października 2004


Marek Kusiba

Żabką przez Atlantyk

Piękne dwudziestoletnie

Od kilku miesięcy jestem w Polsce. A co znaczy to zdanie dla człowieka piszącego, i w dodatku mieszkającego na Zachodzie, nie muszę wyjaśniać ludziom piszącym. Może jednak przybliżę jego znaczenie osobom czytającym. Albo i czytającym, i piszącym, bo znam kilka takich osób, co to i czytają, i piszą, i naprawdę nie chodzi tu o donosy. Otóż dłuższe przebywanie w Polsce osoby piszącej przeważnie po polsku, a mieszkającej na Zachodzie, powoduje przede wszystkim stan zamroczenia językiem polskim. Mieszkanie w Nowym Jorku, Chicago czy Toronto daje zawsze azyl w postaci wieży Babel - wystarczy wyjść z dusznych oparów polszczyzny spotkania autorskiego w polskiej szkole, sali parafialnej czy organizacji polonijnej, by zanurzyć opuchniętą głowę w ożywczym, rwącym nurcie językowej magmy północnoamerykańskiej ulicy. I zaraz czujesz się lepiej, słuchając prostych a konkretnych zdań-komunikatów. Słuchając współczesnej polszczyzny obcujesz z zarzucaną na twoją głowę gęstą siecią zdań-zagadek i nie pomaga już nawet tubylec, a nawet tubylczyni, by przegryźć się do miąższu zrozumienia. Połowa tych zdań zawiera neologizmy, gwarę uczniowską i więzienną, poprzekręcane anglicyzmy i inne -izmy, ale nie polonizmy. Co to, to nie.

Posługiwanie się w Polsce literackim językiem polskim jest dziwactwem, by nie powiedzieć prowokacją. Mieszkańcy kraju Mieszka w większości mówią tak, jak żyją, a żyją nad wyraz kwieciście. Ich życie ma także swoje negatywne strony, ale pokrywają je papką słów wyjętych z poradnika początkującego szalikowca. Podam pierwszy z brzegu przykład. Reporterka Aneta Barbara Leśniak została zaatakowana w tak zwany biały dzień w środku Rzeszowa przez rodaka dzierżącego w ręku butelkę Chopina, czyli najwyraźniej znajdującego się pod zgubnym wpływem obcowania z kulturą polską. Dusił jej giętką szyję jej własnym, kolorowym szalikiem, ciągnął ją za kruczoczarne włosy, sięgające poniżej poziomu tylnych kieszeni jej spodni, by nie powiedzieć pośladków, a mijający tę minigrupę Laookona liczni koneserzy sztuki antycznej, wolności i demokracji w męskich spodniach i bardzo męskich marynarkach wyniośle odwracali oczy, wprowadzając tym samym w czyn zachodnią zasadę nieingerowania w sprawy bliźnich.

Kilka dni wcześniej zbierałem razem ze wspomnianą Anetą materiał do reportażu o zabójstwie kobiety. I tu także napotkaliśmy budujące przykłady postępującej demokracji, podług najlepszych, zachodnich źródeł. Oto konkubin tłukł konkubinę przez wiele lat tak skutecznie, że w końcu ją zatłukł na śmierć. Przepytywani na tę okoliczność sąsiedzi zgodnym chórem odpowiadali nam, że, owszem, wszystko słyszeli i widzieli, ale nie szli kobiecie z odsieczą tudzież nie powiadamiali organów, gdyż naruszałoby to uświęconą w cywilizowanym świecie zasadę niewtykania nosa w cudze sprawy. Dramat rozegrał się przy ulicy księdza Jerzego Popiełuszki, dokładnie w 20. rocznicę zamordowania duszpasterza. Sąsiedzi zgładzonej w podobny sposób co ksiądz kobiety nawet nie wiedzieli, kim był ksiądz Jerzy. Przypominam, że od kilku miesięcy znajduję się w najbardziej chrześcijańskim kraju Europy.

W kraju tym postępuje, a nawet się nasila amerykanizacja - w tempie nadspodziewanie żwawym. Wszyscy mają komórki przy uszach, ale na widok napadu nikt nie zadzwoni na policję, z dwóch powodów: za drogie impulsy, poza tym nikt nie chce być współpracownikiem władz bezpieczeństwa - a nuż mu teczkę założą? W niewielkiej redakcji lokalnego tygodnika przeprowadziłem minisondę. Trzy na cztery osoby były świadkami przemocy w miejscach publicznych, a dzielny naród polski w osobach postawnych i bardzo męskich Słowian odwracał zgodnie głowy od napastowanych staruszek, dzieci czy kobiet. Co się stało z dzielnym narodem polskim? Gdzie są obrońcy podstawowych praw człowieka, w tym prawa do bycia niebitym i nierabowanym? Ani chybi zaprowadzają demokrację.

Przybysz z odległych krain, będący Polakiem z odzysku, słyszy w Polsce język polski, ale go nie rozumie, bo język polski zmienia się szybciej niż mentalność jego użytkowników, do których zaliczyć należy także przybyszów z krajów osiedlenia, zwanych zagadkowo "Polonią". Ale przebywanie w Polsce pozwala za to poznać nowe prawidła języka angielskiego. Telewizja publiczna kreuje nową postać tego języka, audycje typu "Biznes Perspektywy" czy "Sport Telegram" przypominają co prawda i język polski, i angielski, ale nazwy nie są poprawne w żadnym z nich. Nazwanie w polskiej telewizji po polsku audycji "Perspektywy biznesowe" czy "Telegram sportowy" byłoby nietaktem dla zamerykanizowanej ludności nadwiślańskiej. Poza tym Polacy nie gęsi i języki obce znają. Długie nocne Polaków rozmowy też nastręczają niemałych trudności osobom znającym język polski ze szkolnych czytanek, który wychodzi wyraźnie z użycia. Powitanie starego znajomego zwykłym "jak się masz?" może zostać dwuznacznie odebrane. Lepiej od razu zasunąć: "Hauaja?". Na co usłyszysz niechybnie: "Amfajna".

Są pewne niekonsekwencje. Obejmowanie nieznajomych pań przy powitaniu nie spotyka się ze zdziwieniem i oskarżeniem o sexual harrasment, a wręcz przeciwnie, występują objawy zachęty do ponownych, równie wylewnych powitań, łącznie z zaproszeniami na indywidualne wieczory autorskie przy świecach w odległych od skupisk ludzkich schroniskach górskich.

Polska jest także krajem głodujących kobiet, zwłaszcza młodych. Podczas gdy w Ameryce widzimy przeważnie kobiety należycie odżywione, na ulicach polskich miast widać wyłącznie tyczki do fasoli przyobleczone w kuse stroje, powodowane niedoborami materiałów. W większości są to kobiety młode, na oko dwudziestoletnie, no i piękne jak boginie. Zjawiskowo piękne, a wyraźnie niedojadające dziewczęta występują też masowo w redakcjach, na lekcjach polskiego oraz na spotkaniach literackich. Piszą niezwykłe wiersze, ubrane jak z żurnala nie pozują do żadnych zdjęć, a sprzedają w sklepie z obuwiem. Czasami mówią mądre rzeczy, ale słabym głosikiem, spowodowanym niedojadaniem.

Piękne dwudziestoletnie, posiadające nieco więcej skumulowanej energii, śpiewają na festiwalach. Pierwsze pięć nagród na 40. Festiwalu Piosenki Studenckiej w Krakowie skosiły oczywiście studentki. Zachwycająco piękna Beata Lerach wzbudziła moją platoniczną miłość od pierwszego wejrzenia w ekran po zaśpiewaniu pierwszej linijki wiersza Bolesława Leśmiana Dwoje ludzieńków. Wzorem Maryli Rodowicz, laureatka na co dzień studiuje turystykę i rekreację. Jest jednak zasadnicza różnica między tymi piosenkarkami. Nie powiem, jaka, posłużę się cytatem z Mariusza Wilka, odwiedzającego w podobnym do mnie czasie kochaną ojczyznę: "Na ulicach Warszawy oszołomiły mnie tłumy dorodnych rodaków. Ależ się poprawili w ostatnich latach!". Jako i Polska cała.

 

komentarze, opinie, sugestie - kliknij tu aby wysłać e-mail