PRENUMERATA
"PRZEGLĄDU POLSKIEGO"
W WERSJI PDF:

 

 

Przegląd Polski 22 października 2004


CZESŁAW KARKOWSKI

Nowojorska
kronika kulturalna (sztuki plastyczne)


W Taller Boricula Gallery (1680 Lexington Ave., Manhattan) czynna jest wystawa prac Tadeusza Mysłowskiego, polskiego artysty mieszkającego od ponad trzydziestu lat w Nowym Jorku. Uwagę przyciąga jego Towards Organic Geometry - na dwóch prostopadle do siebie ustawionych ścianach duże, czarno-białe, efektowne dzieło składające się ze 170 kwadratowych plansz ułożonych w rzędy i tworzących w sumie rodzaj abstrakcyjnego zapisu w nieznanym języku lub swoistej partytury muzycznej.

Dzieło to bierze początek od zdjęcia Manhattanu z lotu ptaka i od tej lotnej perspektywy zaczynają się intelektualne i twórcze dociekania Mysłowskiego na temat współczesnego metropolis, a nasza, widzów, artystyczna przygoda z jego dziełem.

Od przyjazdu do Nowego Jorku zafascynowany wielowarstwową strukturą tego miasta, Mysłowski zadaje pytanie: czym jest Manhattan? Czym jest wielkie współczesne miasto z jego kratownicą ulic i przestrzenią wypełnioną wysokimi budynkami, ruchem, ludźmi? Czym więc jest w ogóle współczesna cywilizacja, której najwyższym wykwitem jest właśnie miasto, a jego najwyższym wcieleniem - Nowy Jork?

Niewątpliwie pobrzmiewają w tym dawne zainteresowania wszystkich konstruktywistów, streszczone w sloganie "miasto-masa-maszyna". Ale w twórczych poszukiwaniach Mysłowski poszedł znacznie dalej od swych poprzedników z początku XX stulecia. Wprawdzie zaliczany jest (i słusznie) do współczesnych polskich neokonstruktywistów, ale jest to formuła bardzo pojemna, obejmuje twórców tak odmiennych, że właściwie w praktyce niewiele znaczy. Sygnalizuje natomiast fascynację współczesną cywilizacją, to ruch artystyczny, w którym dzieło sztuki pojmowane jest jako konstrukt intelektualny przede wszystkim; gdzie uprawia się swoisty antyestetyzm wynikający z przekonania, że w dziele najważniejsza jest jego budowa, struktura, ukazanie elementów składowych stanowiących o jego pięknie i objawienie sprawnie funkcjonującego intelektu, celowego namysłu, rozwagi, planowania. Tak jak uważano, że studiowanie fizyki czy chemii daje wgląd w Boski plan stworzenia rzeczywistości, podobnie nasz artysta jest przekonany, że analiza dzieła cywilizacji da pojęcie o twórczym intelekcie rządzącym we wszechświecie.

Piękno w tradycyjnym sensie tego słowa, piękno naturalne, jest zjawiskiem obojętnym, dodatkowym z punktu widzenia twórczego rozumu zainteresowanego konstrukcją, strukturą, systemem, a nie "ozdobnikami". Dzieło Mysłowskiego poraża brakiem jakichkolwiek upiększeń, z eliminacją koloru włącznie. Pod tym względem jest surowym, sprowadzonym do najniezbędniejszych elementów organizmem.

W tak szerokim sensie rozumiana, nowa, otwarta forma konstruktywizmu pozwala zaliczyć Mysłowskiego do ruchu mającego przecież świetne polskie tradycje. Nic tedy dziwnego, że koło Cannes na południu Francji, gdzie od końca października do początku przyszłego roku prezentowane będą dokonania polskiej awangardy, Mysłowski będzie wystawiał swoje prace obok Romana Opałki, Stanisława Dróżdża, Jarosława Flicińskiego i Moniki Sosnowskiej.

"W stronę geometrii organicznej" stanowi znaczący krok w artystycznych dociekaniach Mysłowskiego. W poszukiwaniu właściwego języka wyrazu, jego elementów składowych, czyli alfabetu wszelkiej sztuki, artysta odnajduje go w tym, co trwałe pod zmiennymi wyglądami rzeczy. A trwałym, niezmiennym i wiecznym jest "piękno rozumu", by użyć platońskiego określenia. Mysłowski właściwie nie tworzy więc dzieł sztuki w tradycyjnym sensie tego słowa.

W dziele wystawionym w Taller Boricula Gallery artysta dąży do odtworzenia struktury miasta, jakim jest Nowy Jork, a nie do przedstawienia Nowego Jorku jeszcze inaczej, oryginalniej, "od innej strony". Jego dzieło jest śmiałą próbą podzielenia miasta na jego elementy składowe, poszczególne cząstki dalej już nierozkładalne. Mysłowski lubi mówić w tym kontekście o "architektonicznym DNA". Wydaje się, że równie dobrze pasuje tu określenie "partytura miasta" - rozpisanie Manhattanu na poszczególne elementy, które jak zapis nutowy (a na tę analogię pozwalają czarne plamy, znaki na białym tle), jeśli czytany przez kogoś, kto zna ów kod, da w efekcie "symfonię miasta", "muzykę sfer" - według dawnej koncepcji poszukiwania doskonałego porządku pod chaosem przypadkowych, przemijających zdarzeń, odsłaniającego znakomicie urządzony wszechświat. Przejawem tej perfekcji będzie właśnie owa muzyka sfer. Według tego przekonania zasady, podług których miasto jest zorganizowane, są identyczne ze strukturą i porządkiem całego uniwersum, stąd wszelką rzeczywistość da się zapisać przy pomocy tego samego kodu.

Zrozumiałe tedy, że dążąc tym dawnym tropem Mysłowski przekracza barierę konwencji artystycznej i nawiązuje współpracę z kompozytorami, aby oba dzieła - muzyczne i plastyczne - stały się wzajemnie przekładalne; aby można było "zobaczyć" muzykę oraz "usłyszeć" obraz. Podług tej osobliwej partytury muzykę do jego "symfonii metropolis" skomponuje Zygmunt Kranz, a przy wielu innych projektach artysta współpracuje ze Zbigniewem Bargielskim, polskim muzykiem z Wiednia.

Na wystawie czynnej do 6 listopada Tadeusz Mysłowski zaprezentował także swoiste uzupełnienie do tego dzieła - eksperymentalne 12-minutowe wideo Cross Over, zrealizowane wraz z Jac Avila Vermeerem, boliwijskim artystą multimedialnym. Film przedstawia wagony nowojorskiego metra przesuwające się po torach zawieszonych wysoko nad ziemią na strzelistych słupach. Ruch pociągu, zgrzyt kół na zakrętach, pisk hamulców, kratownica wzajemnie się wspierających stalowych konstrukcji tworzy ekspresjonistyczną wizję miasta-molocha, bezludnego miasta-maszyny funkcjonującego dla siebie samego. Ten nieludzki krajobraz wywołuje uczucie niepokoju, wręcz strachu spotęgowanego przez przemieszanie widoków metra z obrazami przesuwających się pasków z podartych bądź pociętych stron dwóch ksiąg zawierających portfolio artysty, zniszczonych przez Mysłowskiego po zamachu terrorystycznym 11 września 2001 r. Powstał w sumie ni to dokument, ni to animowany czarno-biały film - komentarz do Organicznej geometrii i jej uzupełnienie zarazem, wyrażone w jeszcze innym medium sztuki. Księgi, o których mowa, świadectwo zniszczenia, również wystawiono w galerii.

Przejmującą prezentację dopełniają plansze z projektem pomnika ku czci ofiar 11 września i pamięci zburzonego World Trade Center, opracowanego na ogłoszony wówczas konkurs przez dwójkę artystów: Tadeusza Mysłowskiego i Irenę Hochman oraz architektów Wojciecha i Agnieszkę Kołodyńskich. Istota skomplikowanego i wieloznacznego pomysłu polega na połączeniu wznoszących się schodów zawieszonych w "niemożliwej" pozycji między niebem a ziemią oraz ażurowej wieży świateł.

Bardzo polecam obejrzenie tej świetnej, oryginalnej wystawy.

*

Dahesh Museum of Art przy 580 Madison Ave. na Manhattanie, poświęcone europejskiej sztuce akademickiej XIX wieku, wystąpiło z kolejną, oryginalną wystawą "etnograficznych" rzeźb francuskiego artysty Charles'a Cordiera (1827-1905). Zdumiewa inwencja kuratorów muzeum, którzy z tego zdawałoby się martwego okresu w sztuce (z punktu widzenia późniejszego rozwoju wydarzeń) są w stanie wydobyć tak wiele interesujących wątków, ciekawych twórców i frapujących tematów. Nie inna też jest obecna wystawa przypominająca zupełnie niemal zapomnianego rzeźbiarza nie tylko ciekawego z punktu widzenia jego twórczych fascynacji, ale i godnego uwagi z punktu widzenia niebanalnych rozwiązań artystycznych. Jako jeden z nielicznych rzeźbiarzy, Cordier łączył różne materiały - zwykle marmur i onyks, emalię i brąz. Daje to jego pracom różne kolory i odmienne, wspaniale zharmonizowane faktury.

Charles'a Cordiera jako początkującego rzeźbiarza zainteresowało odkrycie uczonych, iż starożytni Grecy malowali posągi na rozmaite kolory. Klasyczna rzeźba nie miała więc marmurowej, nieskazitelnej bieli, a starożytni mistrzowie nie koncentrowali się tylko i wyłącznie na formie, kształcie, układzie sylwetek. Były to rzeźby pstrokate, barwne, kolorowe. Naśladując ich, Cordier nie poszedł tym tropem, nie użył farb, ale przestawił innowacyjne rozwiązane polegające właśnie na łączeniu różnych materiałów.

Kariera artysty zdawała się rozwijać całkiem dobrze w typowy dla tamtych czasów sposób: poprzez prace dla prywatnych klientów i zdobywanie rządowych zamówień na większe monumenty, kiedy w 1848 r. zetknął się w pracowni swego mistrza z pozującym tam zawodowym modelem, byłym niewolnikiem z Sudanu Seidem Enkessem. Jego popiersie wyrzeźbione przez Cordiera i pokazane na Salonie 1848 r. stało się nie tylko artystyczną, ale kulturową sensacją. Jednocześnie ukierunkowało artystę, który zainteresował się przedstawianiem przez swą sztukę ludzi różnych ras.

W tamtych czasach rasę rozumiano bardziej jako typ kulturowy z charakterystycznym sposobem ubioru i zachowania, nie zaś w dzisiejszych, antropologicznych terminach. Stąd też Cordier, który dużo podróżował do północnej Afryki, ale także do Turcji, Grecji i Włoch, rzeźbił kobiety różnych prowincji włoskich, z Grecji i Malty. Stworzył mnóstwo interesujących rzeźb, w których realizm przedstawienia, dbałość o szczegóły liczyły się do tego stopnia, że bardzo wiele jego dzieł znalazło się we Francuskim Towarzystwie Antropologicznym z siedzibą w Paryżu.

W Museum Dahesha obejrzeć można ponad 60 eksponatów - nie tylko rzeźby, ale także fotografie i litografie korespondujące z ówczesnym zainteresowaniem w Europie innymi narodami, odmiennymi kulturami i typami ludzkimi.

*

Prace Ryszarda Semki rzadko możemy oglądać na polskich imprezach plastycznych, toteż Kurierowi Plus winniśmy wdzięczność za zorganizowanie wystawy jego dzieł. Wielu z nas miało okazję odkryć interesującego artystę, oryginalnego malarza o ciekawej wyobraźni i dużej dyscyplinie. Jest to twórca niezmiernie oszczędny w środkach wyrazu, o skąpej kolorystyce i monotematycznej, rzec można, treści. Ale to tylko z pozoru.

Jeśli rozejrzeć się po Galerii Kuriera Plus, wszędzie widać jeden tylko obraz w najrozmaitszych wariantach: twarz artysty, malowana sprawnie na kartkach papieru, na gipsie, na płótnie, na innych powierzchniach. Duże i małe wizerunki, czarno-białe i jednokolorowe, na rozmaitej barwy i rodzaju tłach. Na przykład jedno z ogromnych dzieł składa się z 25 małych portrecików ułożonych w kwadrat przeciwstawiony figurze tych samych rozmiarów z jednym wielkim obliczem; inne stanowi coś w rodzaju ikony, na której centralne miejsce zajmuje portret artysty, a wokół jego głowy półkoliście, w rodzaju nimbu ułożone, a jakże, małe główki artysty.

Romantyczne w duchu malarstwo Semki stanowi afirmację artysty jako jednostki szczególnej, wyróżnionej, zajmującej uprzywilejowane miejsce w rzeczywistości. To przez niego płynie strumień energii wszechświata, on jest tą centralną postacią, która także tę energię (by użyć najogólniejszego terminu; równie dobrze to może być élan vital, informacja, dusza itp.) z siebie wydziela. W wyniku zwrotnego procesu następuje swoiste zjednoczenie z kosmosem. Tę wymianę sygnalizują małe białe kwadraciki i prostokąciki, dla ich podkreślenia zaznaczone na czerwonym tle, rodzaj pyłu płynącego ku oku (wnętrzu) artysty i stamtąd wydostające się w świat.

Semko mówi o buddyjskiej wizji świata w swojej twórczości. Ale także można jego prace interpretować podług prostszych zasad romantycznej koncepcji właśnie. Jeśli wszystko, co artysta tworzy, jest jego emanacją, jego sposobem widzenia rzeczywistości, jego podejściem do tematu, jeśli tedy nacisk położony jest nie na zewnętrzną rzeczywistość, ale na niego, artystę, który widzi i czuje, myśli i interpretuje, przeto on właśnie, twórca, jest w istocie centralnym przedmiotem każdej sztuki. Zza każdego tematu wyłania się przecież twarz artysty.

Ryszard Semko jest twórcą bardzo ciekawym. Szkoda, że wystawa jego prac w galerii trwała krótko. Miłośnicy sztuki winni zapamiętać to nazwisko i przy nadarzającej się okazji obejrzeć jego dzieła.


komentarze, opinie, sugestie - kliknij tu aby wysłać e-mail