GRAŻYNA DRABIK
Nowojorska
kronika kulturalna (teatr)
Już jesień w mieście huczącym od premier, podejmującym licznych gości z zagranicy, obiecującym coraz to nowe przedstawienia, festiwale i inne kulturalne pokusy. Proszę bardzo, pokrótce więc smak pierwszych jesiennych plonów. Posypały się przedstawienia bogato i różnorodnie, balansując symetrycznie parami: udane - nieudane; świetne - do niczego; kulejące, lecz ciekawe - precyzyjne lecz nudne i błahe... Rzadko bawię się w błyskawiczne rozdzielanie ocen, tu pozwalam sobie na początek sezonu, by zachęcić do dalszych, także własnych eksploracji.
Zaczniemy patriotycznie: goście z Polski. A jakże, znowu zawitali do LaMaMy. (Ellen Stuart, kierownik artystyczny tej przychylnej nam sceny, powinna otrzymać nie jedno, lecz kopę odznaczeń i błogosławieństw za wytrwałe promowanie polskich artystów!). W ramach Festiwalu Teatrów Kukiełkowych, odbywającego się pod patronatem Fundacji Jima Hensona, w połowie września wystąpił w La MaMie Opolski Teatr Lalki i Aktora im. Alojzego Smolki, a w pierwszych dniach października Wrocławski Teatr Lalki.
Trudno, oto twarde realia i prawo prawdopodobieństwa: nie wszyscy goście z Polski mają nam coś ciekawego do zaoferowania. Opolskie widowisko ...i odsłoniłam noc, według scenariusza Zbigniewa Bitka i Krystiana Kobyłki na podstawie opowiadania Hansa Christiana Andersena, o rozpaczającej po śmierci dziecka matce, było wizualnie wtórne, sentymentalne w treści, banalne w przesłaniu. Fakt, że się bawimy w lalki, nie zwalnia od wysiłku twórczego. Przeciwnie, wymaga więcej polotu i dyscypliny od zespołu. Nie starcza sama bajka-przypowieść. Nie starcza parę ciosanych kukiełek, pusta drewniana kołyska i malowniczo stłumione światło w głębokiej ciemności, by robić teatr - kukiełkowy czy aktorski. Monotonne powtarzanie tych samych chwytów i obrazów, nawet w rytmie indiańskiej grzechotki do wywoływania deszczu czy smętnych zawodzeń, pozostaje monotonnym powtarzaniem, bez większego znaczenia, bez estetycznej przyjemności.
Z niespodziewaną za to gracją popisywali się artyści z Wrocławia. Z niespodziewaną, bo wybrali sobie trudną prozę Brunona Schulza. Pod sprawną ręką Aleksandra Maksymiaka niewielki zespół stworzył - z prostych środków i świetnie dobranych fragmentów powieści Schulza - krótkie, lecz bogate przedstawienie. Rozwijająca się przed naszymi oczami poetycka opowieść o beznadziejnym zagubieniu i beznadziejnych poszukiwaniach Józefa, malowana szybkim gestem oraz grą świateł i cieni, jest zwarta i sugestywna. Przed czym Józef tak ucieka? Za czym tak goni? Czego naprawdę szuka - ojca, który umarł? Pogodzenia się z nieubłagalnością upływającego czasu? Zrozumienia swych przewin i obsesji? Zwolnienia od poczucia winy?
Klaustrofobiczny pokój w sanatorium, w którym Józef się znajdzie w czasie swej wędrówki, jest pułapką-więzieniem, lecz także bramą do innej rzeczywistości. Czas cofa się, wczoraj nakłada się na lata temu, przeszłość nabiera znamion teraźniejszości. Sen i majaki nocne mieszają się z dniem codziennym. W The Last Escape udało się wrocławskiemu zespołowi uchwycić obsesyjną intensywność wizji Schulza, ale także jego podskórny humor. Gorzki smak dręczących obsesji, jak i wyzwalającą umiejętność podśmiewywania się z nich. Jego ryzykowne a dzielne granie na nosie samotności i śmierci.
I następna para gości: w połowie października zawitał do City Center Teatr Narodowy Grecji, a w tym samym czasie londyński zespół Cheek by Jowl otworzył The Next Wave Festival w Brooklyn Academy of Music. Program festiwalu jest nadzwyczaj urozmaicony; przedstawienia teatralne przeplatają się z tanecznymi oraz z eksperymentalnymi koncertami, do BAM sprowadzono czołowych (czy choćby modnych) artystów ze świata. Oto kilka wydarzeń wartych uwagi: 13-16 października występuje Teatr Rozmaitości z Warszawy z głośnym już Dybukiem w reżyserii Krzysztofa Warlikowskiego. Londyński Shared Experience pokaże adaptację powieści E. M. Forstera A Passsage to India (2-6 listopada), berliński Schaubühne am Lehniner Platz Norę Ibsena w reżyserii Thomasa Ostermeiera (9-13 listopada), a Teatro de Arena z Meksyku oraz John Jesurun skomplikowany, multimedialny spektakl pt. Faust/How I Rose (16-20 listopada). Z wydarzeń tanecznych kusi Ralph Lemon (Come Home Charley Patton, 26-30 października), Pina Bausch (Für die Kinder von Gestern, 16-10 listopada) oraz David Gordon, zawsze zgrabnie wplatający w swe przedstawienia swój szczególny humor (adaptacja Krzeseł Ionesco, 1-4 grudnia).
Ale wróćmy do gości, którzy już byli i już wyjechali. Lysistrata Teatru Narodowego Grecji niewiele miała wspólnego z ironiczną wymową niebezpiecznych igraszek Arystofanesa. To znaczy tekst, podobno, był tłumaczeniem tekstu wielkiego komediopisarza sprzed 2300 lat. Efekt jednak widowiska - bardzo kolorowego, hałaśliwego i swawolnego - przywoływał raczej pogodnie bezmyślny nastrój festynu ludowego. Głównym punktem reklamowym był zresztą fakt, że Lysistrata była jednym z głównych punktów programu otwarcia igrzysk olimpijskich w Atenach. Może tam było jej właściwe miejsce, a nie w teatrze. Jasnym punktem była tu tylko wdzięczna buzia i dźwięczny głos ślicznej Lydii Koniordou. Kiedy jaśniała na scenie, łatwiej było przebaczyć operetkowo-farsowe ekscesy reżysera Kostasa Tsianosa i zespołu.
Za to Othello w BAM w wykonaniu Cheek by Jowl, w reżyserii Declana Donnellana i w oprawie Nicka Ormeroda! Rzadko zdarza się tak przejrzyste, konsekwentne i atrakcyjne przedstawienie. Przedstawienie-kolubryna - ponad trzy godziny szybkiej, rytmicznej recytacji i ruchu. Minimalistyczne w użyciu rekwizytów i kostiumów, a jednocześnie mocne wizualnie. Dalekie od perfekcji, z błędami (przedziwne, karykaturalne ustawienie roli Bianki; przesadna niekiedy bieganina postawnego Otella, zbyt mechaniczne czasem recytacje Jago) - ale co z tego; podobne błędy mogłabym jeść codziennie, gdyby przychodziły razem z tak silnym w ogólnej wymowie i przekonującym w interpretacji przedstawieniu.
Gra aktorów przykuwała uwagę: świetny był chłodny, opanowany Michael Gardiner jako Książę Wenecji. Nadzwyczaj atrakcyjna Desdemona w interpretacji Caroline Martin - inteligentna, o silnej woli, niezależna, głęboko kochająca i okrutnie przegrana. Ciekawie wielostrunowy był wreszcie Otello Nonso Anoziego - silny i słaby jednocześnie, łatwowierny i podatny truciźnie nieufności, omotany pajęczyną własnych słabości. Wszyscy zresztą byli odpowiedzialni za swój los, a jednocześnie beznadziejnie uwikłani w dramacie, na który nie mieli żadnego wpływu. Wspaniałe kadencje wiersza Szekspira spływały wartko. Gorzko, gorzko. Tekst jaśniał i przejmował do głębi.
Słowo o parze przedstawień w kategorii "kulejące, lecz ciekawe - precyzyjne, lecz nudne i błahe". W Nine Parts of Desire aktorka i pisarka Heather Raffo przedstawia w Manhattan Ensemble Theater dramatyczny monodram (czy może raczej "wielogłos") przygotowany na podstawie zbieranych przez lata materiałów, wywiadów, które przeprowadzała z kobietami wśród uchodźców z Iraku w Londynie, wśród emigrantów w Nowym Jorku, w samym Iraku, jeszcze w czasach Saddama i już pod rządami wojsk amerykańskich.
Nie wszystko udawało mi się uchwycić; czasem nie mogłam się zorientować, która z reprezentowanych przez nią na scenie w danym momencie kobiet "mówi" do mnie, czasem gubiłam wątek, ale wachlarz przywoływanych głosów był nadzwyczaj ciekawy i poruszający. Raffo stworzył okazję spojrzenia na świat oczami Innego, kogoś, kto pozostaje nam zwykle zupełnie obcy i ukryty w milczeniu.
Natomiast String of Pearls (tekst Michele Lowe, reżyseria Ericsa Simonsona) w Primary Stages jest niefortunnym przykładem, jak można zgrabnie skonstruować z wielu, wielu słów - opowiastek o podarowanym i przekazywanym dalej naszyjniku - rzecz niewiele w sumie mówiącą. Więc nie będę już dodawać jeszcze swoich na tak złudnie błyszczące świecidełko.
Zaznaczyć natomiast muszę - na lżejszą nutę i w dwójnasób pochwalnie - świetnie rozwijający się sezon w New York City Opera. Rzadko wystawiane opery Daphne Richarda Straussa i Platée Rameau zwracają uwagę na konsekwentną politykę odświeżania repertuaru i robienie wycieczek na ryzykowne pobocza. Oba przedstawienia szczycą się ambitną inscenizacją i bardzo dobrą obsadą.
William Shakespeare, Othello. Reżyseria:
Declan Donnellan, scenografia i kostiumy: Nick Ormerod, oświetlenie:
Judith Greenwood, choreografia ruchu: Jane Gibson, muzyka:
Catherine Jayes. Występują: Nonso Anozie (Othello), Kirsty
Besterman (Bianca), Mathew Douglas (Roderigo), Michael Gardiner
(Duke of Venice, Lodovico), Jaye Griffiths (Emilia), Ryan
Kiggell (Cassio), Caroline Martin (Desdemona) oraz Jonny Phillips
(Iago). Cheek by Jowl w The Brooklyn Academy of Music, 5-9
października.
Aristophanes, Lysistrata. Reżyseria:
Kostas Tsianos, scenografia i kostiumy: Rena Georgiadou, muzyka:
Christos Leontis, choreografia: Fokas Evaggelinos, oświetlenie:
Spyros Kardaris. Występują: Vasso Iatropoulou (Myrrhine),
Maria Kantife (Lambito), Eleni Kastani (Cleonice), Lydia Koniordou
(Lysistrata). Narodowy Teatr Grecji w The City Center, 6-10
października.
Heather Raffo, Nine Parts of Desire.
Reżyseria: Joanna Settle, scenografia: Antje Ellermann, kostiumy:
Mattie Ullrich, oświetlenie: Peter West, dźwięk i muzyka:
Obadiah Eaves. Występuje Heather Raffo. Premiera 9 października,
przedstawienia do 13 listopada, Manhattan Ensemble Theater
55 Mercer St. (przy Broome St.), SoHo.
|