PRENUMERATA
"PRZEGLĄDU POLSKIEGO"
W WERSJI PDF:

 

 

Przegląd Polski 1 października 2004


MARIA SZONERT-BINIENDA

Bohaterowie i kryminaliści

Przeżyć
Sachsenhausen


Profesora Jerzego Pinderę poznałam pod koniec lat 90. w czasie wyprawy jachtem po kanadyjskich jeziorach. Wysoki, szczupły, był zapalonym żeglarzem, zupełnie niezważającym na ograniczenia fizyczne, wynikające z podeszłego wieku. Chodził sprężystym żołnierskim krokiem, był żądny czynu i pełen energii. Jego postać owiana była legendą straszliwych przeżyć wojennych. Poważnie raniony we wrześniu 1939 roku, do końca burzliwego i pracowitego życia zmagał się z niesprawnością ręki. Zmarł w 2001 roku w kanadyjskim mieście Waterloo.

Wiosną br. ukazały się drukiem wspomnienia wojenne Jerzego Pindery. Skromnie wydana, cienka książeczka pod tytułem Liebe Mutti; One Man's Struggle to Survive in KZ Sachsenhausen, 1939-1945, została przygotowana do druku i opatrzona komentarzem historycznym przez panią profesor Lynne Taylor z Uniwersytetu Waterloo w Kanadzie.

Liebe Mutti to kolejne ważne świadectwo ludobójstwa dokonanego na narodzie polskim. W momencie wybuchu wojny Pindera był studentem wydziału lotnictwa Politechniki Warszawskiej. W kampanii wrześniowej brał udział w stopniu oficera, po załamaniu się pierwszej linii obrony przedzierał się ze swoim oddziałem za Bug z nadzieją na przegrupowanie i kontrofensywę. Inwazja sowiecka zastała go w okolicach rodzinnego miasta Chełma.

Początkowo misja wojsk sowieckich wkraczających do Polski nie była jasna. Wkrótce jednak sowieckie ulotki wyjaśniły sytuację. Pindera przytacza dwie takie ulotki. Jedna mówiła, że "dwaj najwspanialsi ludzie w historii, Stalin i Hitler, postanowili zakończyć egzystencję burżuazyjnego Państwa Polskiego (...) oraz zniszczyć aparat przemocy Państwa Polskiego". Druga ulotka nawoływała Ukraińców do walki z Polakami, aby zniszczyć polską administrację i zlikwidować polską ludność.

Sowieci błyskawicznie otoczyli wojsko polskie, odcinając drogę powrotną ku Warszawie. Nie jest to jednak przeszkodą dla adepta sztuki lotniczej. Pindera porywa sowiecki samolot i zmierza ku stolicy. Po drodze zostaje zestrzelony przez Wehrmacht i ciężko raniony. Po zaleczeniu ran rwie się do dalszej walki. Ucieka ze szpitala, aby wkrótce zostać ponownie złapanym. Tym razem wpada w ręce gestapo.

Tu rozpoczyna się pięcioletnia gehenna Pindery, gehenna na pograniczu bytu i niebytu. Straszliwe sceny z przesłuchań na gestapo prowadzą Pinderę do przewartościowania jego stosunku do Niemców. Stwierdza, że nie byli to już ci sami ludzie, których znał z literatury, poezji, z nauk ścisłych, książek inżynierskich i osobistych kontaktów. Byli to wąsko ukierunkowani na osiągniecie celu pragmatycy, którzy przedkładali oportunizm polityczny nad wszelkie zasady, poddając własny system wartości woli Führera. Ich ślepe dążenie do zapewnienia wielkości narodowi niemieckiemu za każdą cenę i przy użyciu wszelkich możliwych środków wzbudzało odrazę.

W sierpniu 1940 roku Pindera przekracza bramę obozu koncentracyjnego KZ Sachsenhausen witany hasłem "Arbeit macht frei". Na "powitanie" SS-Oberscharführer Wilhelm Schubert wyjaśnił, że w obozie koncentracyjnym nie ma chorych. Są jedynie żywi lub ci, co już zmarli. Podkreślił też, że z obozu wiedzie tylko jedna droga - przez komin krematorium. Schubert naprawdę lubił swoją pracę. Mówiąc o więźniach, zawsze podkreślał, że nie są to ludzie - to tylko więźniowie!

We wspomnieniach z Sachsenhausen Pindera zawiera wiele cennych szczegółów odnośnie warunków życia w obozie koncentracyjnym i relacji międzyludzkich w ekstremalnych warunkach. Wnikliwa obserwacja życia obozu doprowadza go do wniosku, że był to precyzyjnie zaplanowany, sadystyczny system, którego zadaniem było łamać ludzi, łamać ich ducha, niszczyć ich nadzieje. Do kierowania obozem koncentracyjnym Niemcy starannie dobrali ludzi. Ich zadaniem było stworzenie poczucia zagrożenia przypadkowym terrorem. Nie był to jednak terror przypadkowy, ale dokładnie przemyślany. Mordowanie więźniów było zaplanowanym eliminowaniem niepokornych lub słabszych jednostek.

Liebe Mutti to praca porównywalna z klasyczną pozycją literatury holocaustu Przeżyć Oświęcim Primo Leviego. Wprawdzie w swych wspomnieniach Pindera kładzie nacisk na opis faktów i zdarzeń, jednak wielokrotnie wypowiada się z wielka mocą na temat duchowego, emocjonalnego i moralnego aspektem tego doświadczenia.

Opisom straszliwych katorg, jakim zostawali poddawani więźniowie Sachsenhausen, przyświeca zawsze ta sama myśl: Pindera uważa, że przeżył Sachsenhausen dzięki temu, że trzymał się wiernie swych zasad moralnych. Głębokie poczucie, że musi zachować człowieczeństwo nawet w obliczu zagrożenia życia, spowodowało, że przestał bać się śmierci. Godność przedkładał nad życie. Taka właśnie nieugięta postawa powodowała, że nigdy nie czuł się pokonany. Wręcz przeciwnie, zawsze zachowywał poczucie zwycięzcy. Uważał, że ofiary to tylko ludzie załamani, a on do nich nie będzie należał, nigdy nie straci swego człowieczeństwa, nawet za cenę życia.

Najważniejszy fragment wspomnień zawarty jest w epilogu. W ostatnich dniach wojny, gdy cały obóz przygotowywał się do ewakuacji przed nadciągającymi wojskami sowieckimi, trzej młodzi oficerowie SS zatrzymali Pinderę na osobności i zwrócili się do niego per "Panie Pindera". Następnie jeden z nich powiedział: "Chcemy, żebyś wiedział, dlaczego robiliśmy to, co robiliśmy, i że teraz rozumiemy i widzimy nasz błąd".

Tu autor wspomnień relacjonuje ich zwierzenia. Wszyscy trzej wywodzili się z szeregów Hitlerjugend, organizacji młodzieżowej Narodowosocjalistycznej Niemieckiej Partii Robotników, gdzie lojalność przedkładano nad honor. Po uroczystym rozdaniu dyplomów komendant wezwał ich na rozmowę. "Czekają was zadania, które nie mieszczą się w normach, jakie obowiązywały w Rzeszy okresu przedwojennego - mówił komendant. - Ze względu na wagę tych zadań, które pozostaną na wieki w pamięci, tylko wyselekcjonowane jednostki mogą je podjąć. Będą to zadania trudne i nieprzyjemne. Jedynie ludzie o najwyższym harcie ducha będą w stanie je wykonać. Ale będą oni musieli zdławić w sobie swoje zasady etyczne, odizolować się od tego, czego nauczyli się od swych rodziców i nauczycieli, i będą musieli poświęcić się dla dobra ojczyzny. Ich indywidualne czyny i poświęcenie mogą być zapomniane, ale rezultaty ich działania pozwolą narodowi niemieckiemu rządzić światem".

Ci młodzi, pełni patriotyzmu Niemcy poczuli się wówczas uhonorowani i zaszczyceni ofertą komendanta. Pięć lat później zaczęli dostrzegać pułapkę, w jakiej się znaleźli. "Chcemy, abyś wiedział - kończył oficer SS - że teraz zdajemy sobie sprawę, że zostaliśmy oszukani. Mówiono nam, że będziemy bohaterami, a okazało się, że staliśmy się kryminalistami. Może spotkamy się w Warszawie - dodali na koniec żartobliwie - tylko w odmiennych rolach: my jako robotnicy odbudowujący zniszczone miasto".

"Odeszli, ale nie mogłem im przebaczyć - pisze Pindera. - Ani wtedy nie mogłem, ani teraz nie mogę" - dodaje. Ci ludzie stłumili w sobie wszelkie zasady moralne i osobiste poczucie honoru, zastępując je absolutnym poczuciem obowiązku i lojalności. W ten sposób, zdradzając wszelkie normy cywilizacji, dali się wpędzić w pułapkę. Zamiast bohaterami stali się kryminalistami.

Największą jednak winą obarcza Pindera tych, którzy wykorzystując patriotyczny idealizm młodych Niemców nakłaniali ich do straszliwych zbrodni. Gloryfikując lojalność, nazywając systematyczne, sadystyczne mordy bezbronnych ludzi bohaterstwem, oraz nagradzając bestialstwo,stworzyli oni system zachęcający do coraz większego zwyrodnienia. To przywódcy niemieccy są odpowiedzialni za stworzenie społecznego klimatu strachu, nienawiści i żądzy dominacji nad światem, w którym zbrodnie ludobójstwa zostały podniesione do rangi bohaterstwa.

----------------------

Jerzy Pindera, Liebe Mutti. One Man's Struggle to Survive in KZ Sachsenhausen, 1939-1945. Edited by Lynne Taylor, University Press of America, 2004.


komentarze, opinie, sugestie - kliknij tu aby wysłać e-mail