PRENUMERATA
"PRZEGLĄDU POLSKIEGO"
W WERSJI PDF:

 

 

Przegląd Polski 17 września 2004


GRAŻYNA DRABIK

Nowojorska
kronika kulturalna (teatr)


Właściwie wszystko, co można by sobie wymyślić, dzieje się tu, na scenie. Cyrkowe popisy zjadliwie zielonych żab skaczących pod sufit na bungee? Są. Hałaśliwy chór amfibiotycznych stworzonek, mieszkańców Hadesu czy Amazonek? A jakże, często i gęsto. Pluton w fioletach, królewskim gestem zapraszający do swego królestwa niespodziewanych gości? Jest, choć bardziej superkrólowa Podziemi niż superkról. Łódka Charona spektakularnie spływająca z niebios na fale rzeki Styks? A jakże. Odpowiednio wielki olbrzym w roli Herkulesa? Proszę bardzo, mamy, i to z maczugą na miarę olbrzyma w dłoni i w malowniczej lwiej skórze. Postawne panny ubrane w goliznę i przesadne pióropusze? Pewnie, i to w różnych odcieniach gołej skóry i w różnych wygibasach. Nathan Lane w powłóczystych prześcieradłach, robiących za szaty Dionizosa? Jest, w prześcieradłach, i w lwiej skórze, i w laurowym wieńcu.

Nathana Lane'a w nowej inscenizacji Żab jest zresztą pełno wszędzie - jako autora nowej adaptacji (jeszcze bardziej "unowocześniającej" kopami gagów i politycznych złośliwostek i tak już "nowoczesną" adaptację przygotowaną ćwierć wieku temu przez Burta Shevelove'a) oraz jako aktora, który pozostaje w centrum uwagi w każdej prawie scenie. Cóż, prawo gwiazdora. Szkoda jednak, że jego komiczne talenta rozmijają się z rolą, jaką sobie wybrał.

Natchniony, mistyczny, groźnie rozpustny grecki bóg wina i dramatu, przedstawia nam się jako dość smętny Bachus, z dekadenckiego już okresu cesarstwa rzymskiego, satyr szafujący szerokim gestem i słowem, lecz małego ducha. Trudno rozpoznać w nim Dionizosa Arystofanesa, który w trosce o moralne i artystyczne odrodzenie Aten schodzi do Hadesu, by wśród cieni odnaleźć poetę, którego słowo miałoby moc tak wielką, że lepiej, by powrócił między żywych.

Skomplikowana, gorzko-ironiczna komedia sprzed 2400 lat posłużyła tu przede wszystkim jako okazja do taneczno-chóralnych popisów przesadnie licznego zespołu. Wszyscy starają się jak mogą. piewają głośno. Tańczą dużo. Skaczą wysoko. Schodzą po schodach dobitnie. Wylatują przez drzwi z pośpiechem. Przepływają przez Styks powoli. Szafują złośliwostkami i żartami. Tylko komedii - sztuki mądrego śmiechu - mało. I Dionizosa brak.

Aristofanes, The Frogs w adaptacji Burta Shevelove'a i Nathana Lane'a, z muzyką Stephena Sondheima. Reżyseria i choreografia: Susan Stroman, scenografia: Giles Cadle, kostiumy: William Ivey Long, oświetlenie: Kenneth Posner, dźwięk: Scott Lehrer. Występują: Roger Bart (Xanthias), Peter Barlett (Pluto), John Byner (Charon/Aeakos), Daniel Davis (G. B. Shaw), Pia C. Glenn (Virilla, Amazonka), Nathan Lane (Dionysos), Burke Moses (Herakles), Michael Siberry (Shakespeare), Kathy Voytko (Ariadne). Przedstawienia do 10 października, Vivian Beaumont Theater, Lincoln Center, Broadway przy 65 St.

*

W Vivian Beaumont Theater uwodzono nas hałasem i rozpustą technicznych możliwości. Roman Pasek, w poetycko-filozoficznym przedstawieniu Dead Puppet Talk, uwodzi nas ciszą. W ciszy wyraziście zabrzmi głos bluesowego śpiewaka. Taneczny rytm stóp lalkarzy. Oszczędne dźwięki oryginalnej muzyki.

W ciemnym pomieszczeniu "pudełka magika", w jakie przemienia się sala, promień reflektorów punktuje prostą dekorację: sześć stolików, pokrytych jakby zieloną trawą, rozmieszczonych w symetrycznym porządku po bokach sceny. Dokładnie w środku - niska platforma, również z zielonym blatem. Blat stolika czy platformy zmienia się w małą scenę, miejsce akcji, gdy spocznie na niej kukła przenoszona przez lalkarza. Stolik jednak może też przeobrazić się w walizeczkę, gdy podniesiony blat odsłoni szufladę, w której lalkarz umieszcza swoją bluzę czy roboczy fartuch.

W głębi sceny, pod ścianą, gdzie otwiera się ku nam wąska droga przez sosnowy las, stoi długa ława, na której siedzą drewniane lalki, przybrane w oszczędne, białe szaty. Siedzą tak pod lasem, w niedbałym porządku, jak żywe, wspierając się ręką (zwykłym kawałkiem ciosanego drewna?), pochylając nieco w lewo czy w prawo, zamarłe w niebycie bezruchu. Czekają na swą kolej "ożywienia"ręką i tchem lalkarza? Niemi obserwatorzy? Goście z innej rzeczywistości? wiadkowie czy uczestnicy misterium? Tacy sami jak my i zupełnie inni?

Jest cicho i tajemniczo, atmosfera pełna obietnic. Przedmioty mają własne życie. Stolik może stać się walizeczką. Krajobraz na ścianie przemienia się w ekran - biały i pusty, lub ożywiony ruchliwą twarzą aktora. Bill Irwin wita nas formalnym wywodem. Tłumaczy, dlaczego nie aktorów, lecz lalki obserwujemy dzisiaj na scenie. Wywód jest logiczny i ciekawy, kusi, by go słuchać uważnie. Wije się przezeń nitka pytań o naturę teatru, o rolę aktora w stwarzaniu iluzji, o odmienną rolę lalki - martwej rzeczy, przedmiotu, a jednak z wyrazistym, bo fizycznym bytem, a więc konkretnym i rzeczywistym.

Dykcja i ruchliwa mimika twarzy Irwina podważają jednak powagę słów. Argument wydaje się zmierzać ku absurdom, konkluzje przeczyć logice. A może oczy i usta żyją jakimś swoim niezależnym życiem. Słowa przecież nie należą do aktora, choć to jego głos je ożywia. Słuchamy zresztą tylko fragmentów wywodu, bo oto lalki nabierają życia i komponują jedną scenę, następną. Odgrywają niejasną tragedię zazdrości, zdrady, straconego i odzyskanego wzroku, straconego i przemienionego życia.

Wszystko odbywa się na naszych oczach, bez ukrytych mechanizmów, bez udawania, że coś przedstawia coś innego. Wiemy przecież, że lalka to kawałek drewna. Widzimy, jak lalkarz nią manipuluje. A jednak kiedy czerwona opaska powoli, powoli zsuwa się z oczu lalki, kiedy podnosi swoją drewnianą rękę, by osłonić oczy przed światłem, i nas razi blask. Kiedy skłania się w zachwycie czy wzdryga ze strachu, i w nas rozpoznajemy echo tego zachwytu czy niespokojne drgnięcie lęku. Magia. Piękna tajemnica tworzenia wzruszeń i uczuć.

Roman Paska we współpracy z Donną Zakowską, Dead Puppet Talk. Reżyseria: Roman Paska, oświetlenie: Stephen Strawbridge with S. Ryan Schmidt, muzyka: Richard Termini, wideo: Vladan Nikolic & Surla Films, Inc., lalki: Roman Paska. Z udziałem Uty Begert, Gabriela Hermand-Priqueta, Philippe'a Rodrigueza-Jordy (lalkarze) oraz Billa Irwina (wideo). Przedstawienia 9-18 września, The Kitchen, 512 W. 19 St., Chelsea.

*

Niewielki zespół 33 Fainting Spells z Seattle przywiózł do Dance Theater Workshop imponująco ambitne, wielomedialne i wielopoziomowe przedstawienie - fuzję tańca, dramatycznego słowa, muzyki i filmowego obrazu. Daynie Hanson i Gaelen Hanson, tancerkom z Zachodniego Wybrzeża (mimo tego samego nazwiska nie są ze sobą spokrewinione), we współpracy z nowojorskim artystą Linasem Phillipsem, udało się w programie Nasz promyk słońca połączyć dwie radykalnie odmienne wizje oraz zrealizować rozbieżne, wręcz sprzeczne cele. Nie lada to osiągnięcie.

Jako punkt wyjścia artystki wzięły na kanwę wczesną a niewdzięcznie smętną sztukę Czechowa Iwanow. Decyzja zderzenia tego tekstu z fragmentami wspomnień astronautów wydaje się absurdalna, a okazuje natchniona. Słowa Czechowa krążą wokół irracjonalnych drgnień pożądania, konfliktów serca i rozumu, wewnętrznych rozdarć i niemocy woli. Pulsują rozpaczą, poddając się cieniom bezradności i śmierci. Słowa ludzi, którzy opuścili orbitę ziemską i stanęli na Księżycu, którzy patrzyli na nas z tak wielkiego dystansu, tchną zaś optymizmem i wzmożoną radością.

Praca nad Iwanowem jest pochyleniem się nad słabością człowieka i mizerią losu. Wszystko tu jest skomplikowane, trudne, zaklęte niemocą. Proste, nawet prozaiczne obserwacje astronautów przywracają szerszą perspektywę. Przypominają, jakim cudem jest życie samo w sobie - nieprawdopodobne i wspaniałe. Na tej niebieskiej kuli krążącej w kosmosie.

Artyści odsłaniają przed nami jednocześnie rezultaty swej pracy i sam proces tworzenia przedstawienia, dokonując dekonstrukcji tekstów, kwestionując reguły gry budowania scenicznej iluzji. Wymaga to od nich - i od nas - równoczesnego poruszania się w dwóch płaszczyznach: "wewnątrz" sztuki Czechowa czy wspomnień astronautów i "zewnątrz", obserwując z dystansu, jak rozbieżne elementy komponują całość. Rezultat jednak jest wyjątkowo przekonujący, bowiem jak rzadko w wypadku podobnych eksperymentów przynosi nie tylko intelektualną, lecz i emocjonalną radość. Sztuka, ludzki wysiłek nadania wyrazistej formy chaosowi wrażeń i pytań, staje się afirmacją życia, z całym jego absurdem i ryzykiem.

I tylko obserwując sugestywny, mocny w wymowie taniec Gaelen Hanson, odtwarzającej stan ducha żony Iwanowa, żal było, że w przedstawieniu nie znalazło się więcej miejsca dla popisów tej pełnej gracji i siły tancerki.

Występy zespołu 33 Fainting Spells już się skończyły. Warto jednak spojrzeć na bogaty program, jaki DThW przygotował na jesienny sezon. W eleganckiej sali tego świetnego centrum tańca może nas spotkać wiele miłych zaskoczeń.

Our Little Sunbeam, 8-11 września, Dance Theater Workshop, 219 W. 19th St.


komentarze, opinie, sugestie - kliknij tu aby wysłać e-mail