PRENUMERATA
"PRZEGLĄDU POLSKIEGO"
W WERSJI PDF:

 

 

Przegląd Polski 10 września 2004


Marek Kusiba

Żabką przez Atlantyk

Porażki
nad bzdurą

Zmarły 10 września 1974 roku... - kto widział tak rozpoczynać felieton, toż to przecież nie klepsydra. A zatem: Melchior Wańkowicz uważał, że "pożyteczniej mieć pretensję do siebie niż do innych". Jest to zdanie, z którym ludność współczesnej Polski kategorycznie się nie zgadza. Przez Polskę, niczym w pamiętnym wrześniu, przetaczają się potyczki nad wielką i przerażającą bzdurą. Wiedziony geniuszem Antoni Słonimski już w 1932 r. napisał Moje walki nad Bzdurą. Bitwa z Niemcami nad Bzurą generała Kutrzeby czy angielsko-francuska bitwa z Niemcami nad Marną sprzed 90. lat zakończyły się klęską tych, którzy mieli rację, oraz klęską tych, którzy racji nie mieli. Dzisiaj nie chodzi o racje, a o kasę, czyli szmal, czyli władzę. A wszyscy, przegrani i wygrani, mają pretensje wyłącznie do innych, nigdy do siebie.

Złodziej Andrzej Sz., który obdarł ze skóry członków własnej spółdzielni mieszkaniowej w Poznaniu, skarży media o naruszenie jego dobrego imienia. Dziwi się, jak można mu zarzucać mataczenie, a potem majaczenie o chęci pomocy okradzionym przez niego niedoszłym lokatorom. Andrzej Sz. postąpił jak najbardziej szlachetnie, zabierając ludziom pieniądze, przecież mógł postąpić mniej szlachetnie i zabrać im życie. Wynajęcie mordercy w Polsce kosztuje dziś mniej, niż wynajęcie np. zakładu pogrzebowego. Wiem coś o tym, bo wynajmowałem (zakład). Fakty ujawniane w programie "Sprawa dla reportera" porażają banalnością polskiego zła. W każdym innym w miarę cywilizowanym kraju Andrzej Sz. siedziałby za kratkami, a razem z nim zarządy jego licznych "spółdzielni". W demokratycznej Polsce Andrzej Sz. może bezkarnie zakładać kolejne spółdzielnie i kolejne sprawy sądowe przeciwko dziennikarzom, którzy odważą się napisać o jego dobroczynnej działalności.

Nabrani ludzie płacą tymczasem, od kilku już lat, za mieszkania, nie mieszkając w nieistniejących domach. Polski mortgage to też pożyczka bankowa, ale jak najbardziej celnie wywodzi się od mort. Pana Sz. w telewizji nie pokazali, bo nie przyjął zaproszenia przed kamery. Doprawdy, dziwię mu się. Państwowa telewizja roi się od "twarzowców", przypominając "Zajazd pod Zajobem" (jest taki!); reklamowana od tygodnia "nowa" ramówka to mieszanka morderstw, muzyki i głupotek, a prezenterzy sprawiają wrażenie ludzi ciężko obrażonych na motłoch, do którego jeszcze z łaski, choć niegramatycznie, coś bełkoczą bez ładu, składu i dykcji.

"Rysiu, nie pracuj dla telewizji, to jest jak siusianie do rzeki" - przestrzegał kiedyś Kapuścińskiego amerykański dziennikarz. Najwybitniejszy polski dziennikarz z zasady unika pokazywania się w telewizorni, bo szanuje własną twarz. Pozostawia pole Monice Olejnik czy Jackowi Żakowskiemu, do których dołączyła Krystyna Janda z własnym "szołem". Aktorka chyba za bardzo polubiła rolę dziennikarki z Człowieka z marmuru. We współczesnej Polsce wszystko jest na sprzedaż i na niby, dlatego aktorka może grać dziennikarkę, a dziennikarka aktorkę. Monika Olejnik ma już przydomek Brunner, bo groźnie łypie na nas chmurnym okiem, a przecież mogłaby się uśmiechnąć i zarobić na wdzięczny pseudonim Kapitan Kloss.

Skoro o Klossie, czyli czasach wojennych: Maria Dąbrowska wspomniała w Przygodach człowieka myślącego o okupacyjnej etyce złodziejskiej. Złodzieje torebek odsyłali okradzionym dokumenty, wiedząc, że brak dokumentów oznaczał śmierć albo Oświęcim. Dzisiaj złodziej odeśle co najwyżej "propozycję biznesową" - wykupienia od niego skradzionego nam samochodu, razem z dokumentami. Ludzie na to idą, bo to taniej niż ściganie albo kupowanie nowego auta. Przestrzegałbym jednak przed wyciąganiem zbyt pochopnych wniosków. Sytuacja w Polsce Anno Domini 2004 przypomina bardziej Lot nad kukułczym gniazdem Milosza Formana niż Kanał Andrzeja Wajdy, choć wpuszczonych w kanał i wykukanych przybywa lawinowo, niczym chorych psychicznie. Paranoiczne przepisy prawa wytrzymują tylko najsilniejsi. "Tobie to dobrze, bo masz kanadyjski paszport, ale co my mamy zrobić"? - pytają znajomi. "Kraść torebki tak długo, aż ukradniecie komuś kanadyjski paszport" - odpowiadam. "Nie żartuj" - mówią niepewnie. "Wcale nie żartuję". "No nie wygłupiaj się" - proszą. "Wcale się nie wygłupiam" - mówię głupio i chowam głowę pod wodę szampańskiego basenu. Ale o tym za chwilę.

Na niemądre pytania nie ma mądrych odpowiedzi. Przyjechałem do Polski z nadzieją odnalezienia zarośniętej być może chwastami, ale jednak przystani na resztę życia, a oni chcą się ze mną zamieniać rolami, choć mają taki piękny kraj. Zachwycająco piękny i miejscami przerażająco straszny zarazem. To taka polska specjalność, łączenie przeciwieństw. Olśniewająca uroda, ale jak otworzy buzię, to aż boli słuchać. Z zewnątrz waląca się rudera, odrapany wrak na podjeździe, ale jak wejdziesz do środka, salony, lampiony, fortepian i młodziutki Juliusz Słowacki patrzący z okładki książki wciśniętej w róg skórzanej kanapy. Obok Julian Tuwim. Na stoliku Witkacy. "Pani tyle czyta?" - pytam zaniepokojony. "Żeby zaraz czytać, to nie za bardzo, ale powyciągałam, tak dla gości" - wyjaśnia. Żona mego szkolnego kolegi czytać nie ma czasu, jak większość Polaków, ale książki, i owszem, posiada. Dobre i to. Swoim gościom przypomina o wrześniowych rocznicach, a rocznice, jak wiadomo, w Polsce najważniejsze: 195. urodzin Słowackiego, 110. urodzin Tuwima, 65. śmierci Witkacego.

Właścicielka książek idzie pławić się w basenie z lampką szampana w ręku, szczelnie odcięta od świata murem brzydoty. Wymawiam się brakiem kąpielówek. "Nam to nie przeszkadza" - zapewnia jej mąż. W wodzie, z szampanem, pytam o powody obudowania posiadłości wsią potiomkinowską. "Ten zdezelowany polonez przed domem to kamuflaż, w garażu mamy mercedesa" - zapewnia mój szkolny kolega, świeżo upieczony rencista. Nie mówi, co mu dolega, ale od powrotu z wakacji na Korsyce boli go stopa. Chyba życiowa? Wrzesień w Polsce przypomina jednak okupację: wszędzie pełna konspiracja. Ponoć jedyna gwarancja bezpieczeństwa. Najnowsza specjalność Polaków to rola żebraka. Połowa zdrowej populacji w wieku produkcyjnym wegetuje na rentach i zasiłkach. Ale większość ma domy i samochody, jest opalona i wyluzowana. Najlepiej wyglądają kobiety, zawsze zadbane, szykowne i zwyczajnie ładne. Bez względu na wiek. "Po co wam Kanada, wy tu macie Kanadę" - mówię. Ale oni, jak to oni, nie wierzą, będą szukać złotego runa, bo srebrne im nie wystarcza.

Zmarły przed trzydziestu laty Melchior Wańkowicz tropił na Mazurach Smętka. Kto dziś wie, co to lub kto to był Smętek? Dzisiaj mało kto pamięta nazwisko Wańkowicza, bitwę o Monte Cassino mylą z bijatyką na "Monciaku". W ogólnym rumorze potyczek nad żałosną bzdurą współczesności polskiej góruje jeszcze tylko wyjątkowo łaskawe dla Polaków, jak to we wrześniu, słońce.

 

komentarze, opinie, sugestie - kliknij tu aby wysłać e-mail