[an error occurred while processing this directive]
 
[an error occurred while processing this directive]

PRENUMERATA
"PRZEGLĄDU POLSKIEGO"
W WERSJI PDF:

 

 

Przeglad Polski (19 grudnia 2003)


Marek Kusiba

Zabka przez Atlantyk

Hymny pochwalne

Oto tekst wystapienia, jakie przygotowalem na Kongres Proznosci i Tworczego Narcyzmu, ktory nie doszedl do skutku z powodu ucieczki sluchaczy z sali; problemy, jakie poruszam, moga wszak zainteresowac Szanownych Czytelnikow tej rubryki.

Publiczne pianie hymnow pochwalnych pod wlasnym adresem oraz usilne domaganie sie od otoczenia ich oklaskiwania - pod grozba wykluczenia z towarzystwa - wydaje sie byc coraz bardziej powszechna forma zycia intelektualnego emigracji. Dyskusje nad ksiazka, sztuka czy obrazem sprowadzaja sie na ogol do kadzenia ich autorom lub krytykowania krytykow tychze, czyli tych nieostroznych czytelnikow, ktorzy odwazyli sie ksiazke nie tylko przeczytac, ale takze podzielic sie publicznie krytycznymi uwagami z tymi, ktorzy ksiazki nie przeczytali, bedac jednak jej chwalcami (zwanymi nie wiadomo dlaczego recenzentami). Tego rodzaju dyskusje, znane z posiedzen kol mlodych Zwiazku Literatow Polskich, zyskaly na emigracji nowe zycie. Na szczescie udalo sie tu przeniesc, ocalic i utrwalic dla potomnosci wazny element kultury umyslowej PRL.

Osoby wynoszace wlasna osobe pod niebiosa nie sa bynajmniej kabotynami. Popychaja nasze zycie umyslowe do przodu, jak ostrzyciel nozy popycha swoj skrzypiacy wozek. Uparcie dazac do zaznaczenia wlasnego istnienia komplementami, kierowanymi juz to bezposrednio lub posrednio pod wlasnym adresem, juz to do najblizszych przyjaciol i wspolpracownikow, oczekuja w zamian piania przez pochwalonych dziekczynnych, pochwalnych adresow zwrotnych. A to przeciez rozwija zycie umyslowe, pozwala sie ludziom wypowiadac na najlepiej znany im temat, czyli wlasny. Poniewaz kraj ma nas generalnie w nosie, zmuszeni jestesmy kisic sie we wlasnym sosie. Kraj kisi sie w swoim, my w swoim. Przez co nie lezym, a stoim.

Kazdy z nas, tak zwanych tworcow kultury, to narcyz, niekoniecznie polonijny. Rodzi sie on na jalowej glebie niedocenienia, zapomnienia i kompleksow i wyrasta w spolecznosci chorej na przerost samozadowolenia, samorealizacji i autopromocji. Pompuje ten prozny balon niezdrowo wybujale ego, spowodowane czesto nieznajomoscia angielskiego, poczytywana za ekstremalne podejscie do zagadnienia pielegnowania jezyka ojczystego w warunkach zagrozenia zalewem jezykow obcych.

Najciekawsze jest to, ze my wszyscy, czyli tak zwany narcyz polonijny, uprawiamy swoj proceder z pelna aprobata tego samego srodowiska, ktore niegdys wygwizdywalo i wywozilo na taczkach podobnych samochwalcow, probujacych zawlaszczyc czastke pospolnej zaslugi. Na emigracji daje sie najwyrazniej odczuc brak taczki jednosladowej, rzadza tez inne prawa, z prawem wolnego handlu, zwanego wolnoamerykanka, na czele. Prawo to zaklada, ze kazdego da sie albo utopic lub zadeptac, albo kupic lub pozyskac, w gre wchodzi tylko suma pieniedzy lub publicznych poklepan po znuzonych a zasluzonych wielce plecach. Instytucje niegdys niszczace samochwale, jak i kulture, staja sie teraz w jego-naszych kwiecistych trelach krzewicielami tejze, no jak jej tam, kultury oraz jej dobroczyncami. Gazetki niegdys cenzurujace wybijajace sie nazwiska zbiorowego, polonijnego narcyza urastaja teraz do rangi paryskiej Kultury, ba - calego Instytutu Literackiego.

My-narcyz polonijny zeruje na tym do przesytu. Zalicza sie jednak do elit, a statusu raz sobie przypisanego bronic bedzie jak kura na grzedzie wlasnych robakow. Z uczuciem wyzszosci patrzy na rodakow. Popisuje sie zaslugami kolegow, przypisujac je w calosci sobie. W samochwalstwie nie cofa sie przed samooszustwem, choc wie, ze autorzy prac siedza na sali. I niczym kura w kurniku potrafi zagarniac pod siebie ziarna przez innych rzucone, i gotow jest wydziobac oczy kazdemu, kto mu sie sprzeciwi. Siega tez po terror patriotyczny, nie ucieka sie przed pomowieniem, donosem i wytupaniem osoby prezentujacej niewygodne mu poglady. Jak alkoholik lub narkoman zrobi wszystko, lacznie z utrata przyjaciol, by zaspokoic glod bycia kims jedynym i niezastapionym. Oraz nieprzerwanie chwalonym.

Nasz zbiorowy narcyz polonijny dazy wiec uparcie do osiagniecia swego celu, awansujac do roli jedynych i niezastapionych przyjaciol niedawnych wrogow, ktorzy nie tylko komplikuja zycie jego bylym, choc wiernym mu nadal kolegom, ale i jemu samemu nie przestali zle zyczyc, a nawet czynic. Oplaca im sie jednak chwilowo skorzystac z jego namietnosci do nadmuchiwania swego ego. Takie dmuchanie powoduje bowiem rozpalanie zarzacych sie konfliktow w lonach konajacych organizacji, a takie pseudokonflikty stanowia najlepsza zaslone dymna dla prawdziwych przekretow.

Niespelnienie zawodowe i tworcze, przywiezione z Polski stanu wojennego, z biegiem lat, uplywajacych nie tyle na emigracji, co w polonijnym getcie, powoduje agresje, polaczona z niepohamowana zadza zemsty. Nasza-jego agresja, nie mogac dosiegnac prawdziwych sprawcow naszego-jego nieszczescia, zwanego wyjazdem z kraju, kieruje sie na kolegow moze nawet mniej zdolnych, ale bardziej pracowitych, ktorym udaje sie wykorzystac zalety emigracji i robic swoje - zamiast bic piane. Nasz zbiorowy fiol, narcyz polonijny od bicia wiec piany przechodzi nie tyle do bicia po usmiechu kogos bardziej postawnego niz kobieta jego zycia - na to nie pozwala mu brak odwagi cywilnej - ale do eliminacji tych bardziej pracowitych, choc moze i mniej zdolnych, ktorych on sie panicznie boi. Kazdy ich maly sukces czy udany wystep okupuje zawiscia graniczaca z zapascia.

Podejmuje sie zatem dzialan samoniszczacych, majacych zadanie zniszczenia innych. Wie on przeciez doskonale, ze jak zniszczy sie wszystkich, lacznie z soba, przestanie istniec problem, zagrazajacy jego-naszemu dobremu samopoczuciu. Oczywiscie nasz polonijny narcyz, drzemiacy we wszystkich emigrantach i ludziach w ogole, skarzyc sie bedzie nadal na zawistnikow, probujacych ponoc niszczyc wszystkich, ktorzy cos znacza, oraz na kraj osiedlenia, ktory go przygarnal, gdy kraj wlasny go wygarnal. Jego-nasza zbiorowa milosc wlasna nie pozwoli mu-nam dostrzec powszechnej raczej niecheci tutejszych rzadow, w wiekszosci anglosaskich, do nauczenia sie jezyka polskiego w celu porozumienia sie z nim-nami, dumnymi Polakami. Narcyz bedzie nas zatruwal podejrzeniem, ze rzady owe nie ucza sie polskiego z poduszczenia moskiewskiego.

Zal mi polonijnego narcyza, drzemiacego w kazdym z nas piszacych, grajacych i gloszacych, lacznie z nizej podpisanym. W okresie poprzedzajacym swieta ogolnej lagodnosci i tolerancji pragne jednak zapewnic moich Czytelnikow, ze pronarcystyczna postawa tworcow emigracyjnych, w nowym, poorwellowskim roku zaplonie jeszcze mocniejszym plomykiem w skwierczacym piskami zachwytow kominku naszej proznosci i rozpaczy. Gdyz z powodu bezpowrotnej straty placzacej wierzby zaden z nas nie uda sie ponownie na emigracje.

Dziekuje za owacje.


 

komentarze, opinie, sugestie - kliknij tu aby wysłać e-mail