[an error occurred while processing this directive]
 
[an error occurred while processing this directive]

PRENUMERATA
"PRZEGLĄDU POLSKIEGO"
W WERSJI PDF:

 

 

Przeglad Polski (19 grudnia 2003)


JAN ZIELINSKI

Wirtuoz

Zacznijmy od malej lekcji przegladowej poezji polskiej ostatniego polwiecza, powiedzmy od smierci Galczynskiego, ktorej 50. rocznica minela wlasnie 6 grudnia. W tym celu chcialbym najpierw przypomniec kilka wierszy, znamiennych dla roznych kierunkow poetyckich. Na poczatek, z polowy lat 50., wiersz charakterystyczny dla Mirona Bialoszewskiego, piewcy zwyczajnych przedmiotow, ktore w jego wyobrazni odgrywaly niezwykle role. W Czterech piosenkach o przedmiotach codziennego uzytku pojawia sie emaliowany durszlak, wiszacy w kuchni na haku. Poeta wzywa:

Wyrwij zebami z muru
ten hak noca ponura,
taka chwila kazdego nawiedza;
i zdejm durszlak z przyswistem|
[...]
lecz przecedzaj [...].

Inna czesc cyklu opiewa:

Zelazko,
elektryczne i zlowrogie!

W kolejnej "piosence", o maszynce do miesa, ktora jest dla poety "chluba biblioteki", mamy charakterystyczne dla poezji lingwistycznej manipulowanie fonemami, rozdrabnianie slow na czastki (bardzo stosowne, zwazywszy temat wiersza...), ktore kontrastuje z naturalna, jakby podsluchana na malomiasteczkowym jarmarku spiewnoscia:

Maszynko ma-a-a-a,
ty mi sluzysz wciaz znakomicie,
ity ija-a-a-a
zawsze razem plyniemy przez zycie.

Polowe lat 60. reprezentowac bedzie w tym zwiezlym przegladzie jakis bard mlodego pokolenia, powiedzmy Edward Stachura, wedrujacy z niewielkim plecakiem po drogach prowincjonalnej Polski i spiewajacy wlasne ballady, piesni drogi, w ktorych tak czesto pojawia sie motyw buddyjskiej nicosci. Oto charakterystyczny przyklad:

Ej, po szerokiej drodze, sam jeden, sam jeden z harmonia -
to znowu nie jest tak zle...
[...]
Piosenke, ktora ukladasz, wrzuc w ksiezyc jak w skrzynke pocztowa,
Mozart otrzyma list.
Reszte juz w niebie zalatwia. A reszta w te noc majowa
nie znaczy nic.

Z drugiej polowy lat 70. wezmy poete katolickiego, tym razem moze bez konkretnego nazwiska. Sprecyzujmy moment historyczny: konklawe po naglej smierci Jana Pawla I. Polski poeta swa Modlitwe za pomyslny wybor papieza rozpoczyna od nawiazania do tradycji, powoluje sie na tego sposrod polskich poetow, ktory za swego zycia cieszyl sie prawdziwie wielka europejska slawa:

Domu Zlotego, Arki i Niebieskiej
Bramy i Gwiazdy! - grzmie slowami litanii,
bo tak sie ongis praszczur w Watykanie
modlil Sarbiewski.

Dalej nastepuje wezwanie do Matki Boskiej, krolowej "polskiej Korony", by stosownie natchnela kardynalow. Ostatnia strofa ma charakter wprost proroczy:

O to, Krolowo, schodzac w serca glebie,
blagam, sluchajac, co mowi duch Bozy:
nowe papiestwo jak dab sie rozlozy
przy polskim debie.

Z konca lat 80. proponuje wybrac cos z pokolenia BruLionu, ktore podwazalo patriotyczne trybuty, wazne w okresie stanu wojennego, i stawialo na prywatnosc, nie unikajac przy tym dziwacznej obscenicznosci. Oto na przyklad urywek z wiersza o czekoladowych zajaczkach, ktore staja sie elementami seksualnej perwersji:

Nie mowiac o skandalu nic-nic,
jak trzy zajaczki weszly pod prysznic,
a pod prysznicem stala poetka,
zrazu blondynka, nagle brunetka;
bo sie zajaczki rozpuscily,
goraca woda, rozumiecie,
a maz juz nie mial wiecej sily
i sie rozpuscil w innym sensie.

*

Wszystkie zacytowane fragmenty wierszy, tak rozne w swej poetyce i tak latwo dajace sie umiescic w poszczegolnych dziesiecioleciach minionego polwiecza, maja jedna ceche wspolna. Te mianowicie, ze wszystkie wyszly spod piora jednego poety, ktorego rocznice smierci wlasnie obchodzimy... Cztery piosenki o przedmiotach codziennego uzytku pochodza z roku 1949, z repertuaru Teatrzyku Zielona Ges. W tym samym roku powstalo, drukowane w Przekroju, Ostrzezenie przed czekoladowymi zajaczkami. Natomiast prorocza Modlitwa za pomyslny wybor papieza to wiersz przedwojenny, opublikowany w Prosto z mostu w roku 1939! Az dziw, ze nie przedrukowywano go po czasopismach 25 lat temu, obok wczesniejszego wiersza Slowackiego o slowianskim papiezu.

*

Zdumiewa latwosc, z jaka Galczynski przez swa poezje nawiazuje dialog z pozniejszymi poetami, nawet tymi, ktorzy, jak tworcy pokolenia BruLionu, urodzili sie po jego smierci. Rownie swobodnie porozumiewal sie ze swymi poprzednikami. Kilka przykladow. Tum z roku 1924 z niezwyklym obrazem rodzenia sie wspolnej modlitwy w starej katedrze, tworzonym z elementow tak niepochwytnych, jak dzwiek organow i szalony wzrok swietych na starych obrazach ("cos, co wargi nie zmowia, dusza nie wywzdycha,/ lzy nigdy nie wyplacza, ale to ukryte/ piac sie bedzie strzeliste w drogi gwiazdolite/ i wznosic jako dlonie kazacego mnicha"). Obraz jakze bliski duchowosci Rilkego z okresu Ksiegi godzin; wspolbrzmi z nim takze zakonczenie napisanego w tym samym roku 1924 wiersza Pomysly:

prawda jest, ze w nas mieszka Bog-Tworca wspanialy,
lecz i nedzarz, lkajacy wiecznie o jalmuzne.

"Rilkeanskie" wiersze Galczynskiego dokumentuja jedna strone jego poezji, okreslmy ja roboczo strona wznioslosci. Ale u autora Balu u Salomona wznioslosc nader czesto graniczy z przyziemnoscia, a nawet z rubasznoscia.

Rubasznosc Galczynskiego ma swa specyfike w tym, ze nie sluzy jedynie epatowaniu i odwolywaniu sie do gminnych gustow; przeciwnie: jest przesycona wyrafinowanymi odwolaniami kulturowymi. Drobny przyklad. Przedwojenny wiersz Straszny dwor opisuje, jak o polnocy z portretu schodzi stary Miecznik, szuka najpierw nerwowo swiecy, potem ustronnego miejsca. Tam pochyla plecy, az was znajdzie sie tuz nad kolanami:

Miecznik jak brat Kalotus czyni przykucniecia.

Brat Kalotus to dzis juz malo czytelna aluzja do zakonnika tego imienia (frZre Calotus) z rownie rubasznego wiersza Rimbauda pod stosownym tytulem Accroupissements (Przykucniecia, 1871 r.). Aluzja, ktora sprawia, ze wiersz o Mieczniku wpisuje sie w dluga, siegajaca Francois Rabelais tradycje skatologiczna.

*

Tu mala dygresja na temat motywu zywych portretow. Dwa lata przed Strasznym dworem powstal wiersz Opetanie, znany z pocietego przez cenzure druku w wydawanym przez mlodziez Wolnej Wszechnicy efemerycznym pisemku Smok. Tytul wskazuje, ze jest to wizja, opis nocnej zjawy. Naprzeciw lozka cierpiacego na omamy narratora "wisi czarna, przerazliwa Matka Boska". W nastepnej zwrotce cenzura wyciela dwa slowa, mysle jednak, ze mozna, uwaznie analizujac wiersz, pokusic sie o ich odtworzenie:

Idzie, plynie, sunie wolno ruchem weza,
[do lazienki] po omacku sie przekrada,
nad mym lozem pozniej staje, trupioblada,
moje cialo przerazliwym lekiem steza.

W kolejnej strofce zjawa bierze glowe opetanego w "zakrzywionych palcow kleszcze", wbija wen swe "oczy piorunowe" i wsacza w niego "spazmatyczne swoje dreszcze".

Nastepna zwrotka zostala mocno przez cenzure okaleczona:

Rozedrgana w spazmatycznym kolysaniu
..........
krwawe kwiaty krwawa fala plyna za nia.

Czytajac inne wiersze Galczynskiego z lat 20., mozemy sie wszakze pokusic o probe przyblizonego wypelnienia wykropkowanych miejsc. Dosc czesto mianowicie pojawia sie wowczas w jego poezji motyw zjadania ust, zastepujacy niejako akt erotycznego zespolenia. Oto piekna miniatura Lakomstwo:

Chlodne sloje o barwie zielonych konfitur,
wieczorem czarnej mory hypnotyczna slodycz.
I miod, kiedy nie patrza. Zakazane gody.
I wargi niespokojne od zmierzchu do switu.

Ten sam splot lakomstwa na slodycze, stopionego w jedno z poszukiwaniem potajemnej slodyczy milosnej, pojawia sie w Zareczynach Johna Keatsa:

my tortu jesc nie bedziemy, my sie bedziem zywic ustami.
A kiedy wszyscy pojda, to w wielkim, ponurym holu
usta Johna i Fanny jak zwierzeta sie rozswawola;
usta z ustami zlaczone, z dlonmi splecione dlonie.

Nastepny wiersz, Canticum canticorum, konczy sie trzykrotnie powtorzonym magicznym wezwaniem "Pocaluj w usta Rimbauda". Z kolei w wierszu Do Stanislawa Marii (Salinskiego) czytamy:

Ustami do ust dotykasz,
jak smyczek dotyka struny.

Dodajmy, ze wiersz o demonicznej Madonnie, schodzacej z obrazu i wpijajacej sie namietnie w usta poety, dedykowany jest przyjacielowi Galczynskiego, Stanislawowi Salinskiemu. Zeby w pelni zrozumiec jego wymowe, trzeba odwolac sie do obrazu bardzo podowczas glosnego (spopularyzowanego w Polsce przez Stanislawa Przybyszewskiego), a mianowicie do Madonny Edvarda Muncha. Majac w pamieci obraz Muncha, przedstawiajacy nagi kobiecy tors w milosnym zapamietaniu, jakby wyryty pod powiekami malarza i przeniesiony na plotno, pojmujemy ambiwalencje ostatniej strofy wiersza Galczynskiego. Jego Madonna odchodzi od lozka "krokiem wolnej sarabandy" i powraca w ramy obrazu:

I z obrazu patrzy na mnie trupio-chora
Matka Boza - tajemnica przeotchlanna,
Matka Boza, moich nocy straszna zmora,
Matka Boza, Przenajswietsza Czysta Panna...

Dwuznaczny motyw lakomego calowania i pozerania ust ukonkretnia pod koniec lat 20. (czy nie w zwiazku z poznaniem Natalii Awalow, przyszlej zony i muzy?) fascynacja innym atrybutem kobiecosci. W balladzie O zalosnym krolu Stoleczku i o wszetecznej krolewnie Madlence (opatrzonej, wzorem Boya, dopiskiem "tylko dla doroslych") mamy "piersi lakomstwodajne", w wierszu Zoo "Piersi kochanki" przemawiaja wprost:

Rozkosz lakomych poetow,
nas nie opisac piorem,
jestesmy dwie - jak dwie gwiazdy
pod suknia wschodzimy wieczorem.

*

Galczynski mial co najmniej kilku poetyckich mistrzow. Z poetow polskich naleza tu: Kochanowski, Slowacki, Norwid, Mickiewicz. Watek wielkiego poprzednika najczesciej jednak traktowany jest polserio, w trybie warunkowym. Jak w przedwojennym wierszu Boje sie zostac wieszczem, w ktorym Galczynski stawia sie na miejscu "zdyffamowanego" przez Boya Mickiewicza:

Wtedy ja, na pomniku
[...]
reke do serca ladnie
przylozywszy, bezradnie
lac bede lzy rzesiste
na spodnie z brazu.

Najciekawiej chyba watek przesmiewczego utozsamiania sie z wielkimi poprzednikami wypadl w poznym wierszu, z roku 1953, zaczynajacym sie od slow "Popatrzyla na niego...". Poeta wychodzi z wanny, gdy w kapieli stlukly mu sie okulary; zona mowi do niego: "Tak, tak, ty jestes Norwid, Norwid najnorwidszy". I proponuje (rym do "najnorwidszy"): "Lzy wytrzyj". Ostatnia strofa jest przykladem wirtuozerii Galczynskiego w nasladowaniu i stylu Norwida, i jego autoironii:

Albo nie, nie wycieraj. Wsacz w butelke wartko
i zakorkuj, i lza ta przetrwa jak twe dzielo,
a butelka w gablotce z odpowiednia kartka
stac bedzie w Narodowym Muzeum.

*

Wsrod odwolan do roznych dziedzin kultury pokazne miejsce zajmuja u Galczynskiego aluzje do dziel sztuki. W niektorych wierszach poeta zwraca sie wprost do bohaterow ulubionych obrazow czy rzezb (Do Saskii), w innych napomyka o nich mimochodem, acz bardzo konkretnie: "podlani pieniedzmi zebracy usmiechaja sie jak swiete Klary pana Giotto" (Pelargonie podlewa sie woda, 1948 r.). Czasem obserwuje, jak namalowane postacie wychodza z ram obrazow, czasem, przeciwnie, w ogladany w towarzystwie historyka sztuki Juliusza Starzynskiego i pewnej "muzy" portret Krystyny Dunskiej, malowany przez Holbeina, wpisuje niejako wizerunek swojej Natalii ("lokcie podobnie smieszne, uszy z drogiego kamienia", Na dlonie Krystyny...).

*

Ale jeszcze silniej niz w swiecie obrazow jest ta poezja zanurzona w muzyce. Sposrod kompozytorow patronuja jej przede wszystkim: Bach, Mozart, Beethoven i Chopin. Ze wspolczesnych - Szymanowski, Panufnik i Bartok. I znow, jak w przypadku malarstwa, najciekawsze sa tu miejsca, w ktorych materia poezji splata sie z materia dzwiekowa. Oto dwa przyklady. Czytajac w Wielkiejnocy Jana Sebastiana Bacha wers "Nie czas mnie, ale ja go wzialem na kowadlo" automatycznie naciskamy palcami stosowne klawisze, wystukujac te 13 tonow. Podobnie w (propagandowym) wierszu Przez swiat idace wolanie... krytyczne pytanie pod adresem wegierskiego kompozytora wyrazone jest w ksztalcie muzycznym:

Bela Bartok, tys sie pomylil w koncercie,
to nie tak, to nie tak, to nie tak -
ten najwyzszy, przerazliwy ton w kwincie,
gdzie on jest?
gdzies go zagubil, Bela Bartok?

*

Slowo "propagandowy" musialo predzej czy pozniej pasc, bo bylby sklamany artykul rocznicowy o Galczynskim, pomijajacy ten aspekt. Nie zamierzam wybielac poety, wielu jego utworow, napisanych na przelomie lat 40. i 50. nie da sie dzis czytac bez uczucia zazenowania i niesmaku. Wspolczesni wydawcy maja problem, co z tymi tekstami robic. Czeslaw Milosz oburzal sie niedawno ("Kto to byl Truman?", Tygodnik Powszechny z 13 sierpnia), ze w niedawnym czytelnikowskim trzytomowym wydaniu Dziel wybranych Galczynskiego pominieto koncowe strofy Poematu dla zdrajcy, zlosliwego, podlego utworu napisanego po wyjezdzie Milosza i porzuceniu przez niego sluzby dyplomatycznej. Klopot z tym utworem mieli juz wydawcy popazdziernikowej edycji Dziel w pieciu tomach (Czytelnik, 1957 r.), wskazujac w objasnieniach, iz ("poza trescia moralno-polityczna") wiersz ma geneze nastepujaca: "Galczynski kochal malarstwo bizantyjskie, czesto czytal prace prof. Wiktora Lazariewa i ogladal fotografie mozaik i ikon. Szczegolnie lubil jedna, przedstawiajaca dwoch aniolow jako moce niebianskie. Mowil, ze chcialby napisac utwor jak ta ikona - wyraznie w dwoch tonacjach: jasnej i ciemnej. Jasna tonacja jest ´szara wiklinaª, ´sianokosy i sniegiª, slowem ojczyzna, ciemna - zdrajca". Poniewaz przypisy do tej edycji opracowal Andrzej Stawar w porozumieniu z wdowa po poecie, mozna domniemywac, ze fakty sie zgadzaja. Ale niewatpliwa jest tez intencja zamacenia, zatarcia sladow niewygodnego po Pazdzierniku politycznego ostrza wiersza. Dlatego trzeba o tych mrocznych i metnych aspektach przypominac. Takze z okazji rocznicy.

*

Jesli istnieje osobne niebo poetow, na jednej szali leza w nim stalinowskie wiersze Galczynskiego. Nie mam jednak najmniejszych watpliwosci, ze znacznie wiecej wazy druga szala. Znalazly sie na niej zapewne blyskotliwe, skrzace sie wiersze absurdalno-groteskowe, przed- i powojenne. Ale przede wszystkim - wiersze liryczne. Juz kocham cie tyle lat (1938 r.), niesmiertelna Rozmowa liryczna (1950 r.):

 

- Powiedz mi, jak mnie kochasz.
- Powiem.
- Wiec?
- Kocham cie w sloncu.
I przy blasku swiec.

Nie, tego naprawde nie trzeba cytowac, zna ten dialog kazdy, kto byl (lub jest) zakochany. Mniej natomiast znany, a godzien upowszechnienia jest niepublikowany za zycia poety madry wiersz bez tytulu, z roku 1932:

Powoli otwierajmy brame,
powoli idzmy po schodach,
wolno stapajmy po korytarzu
do drzwi, do drzwi ostatecznych.
Brame rok otwierajmy,
po schodach idzmy dwa lata,
a drzwi na swoje otwarcie
niech czekaja cala wiecznosc.
Bo tam za tymi drzwiami,
calowana dwoma oknami,
stoi roza w wazonie...

Powolne, coraz bardziej paralizowane lekiem zblizanie sie do drzwi smierci kulminuje w kameralnym widoku, w martwej (jakze zlowrogo brzmi tu ten przymiotnik) naturze. Jedno niepozorne slowo - imieslow "calowana" - sprawia, ze wiersz zawiazuje sie w wezel, w ktorym jest i smierc, i milosc.

*

W takich obrazach, splatanych lekko, jakby od niechcenia i mimochodem, tkwi wirtuozeria Konstantego Ildefonsa Galczynskiego. Pisalem o jego ulubionych kompozytorach, ale na koniec zostawilem tego, ktory sposrod muzykow byl mu chyba najblizszy: Paganiniego. W wielu wierszach pojawiaja sie wzmianki swiadczace, ze Galczynski studiowal biografie wloskiego wirtuoza skrzypiec. Juz przed wojna Jozef Czechowicz nazwal poete Paganinim groteskopisarstwa. Slad tego pozostal w poemacie Kobieta w szarym kapeluszu (1951 r.), gdzie czytamy:

Mnie tez wymyslali. I roznie mi szlo.
Woz skrzypial. I trakt sie mylil.
Ze to. Ze tamto. Ze cholera wie co.
Ze Nicolo Paganini.

Jedna czesc tego "obrazu poetyckiego w szesciu czesciach" (zakonczona zupelnie niepotrzebna wzmianka o Zwiazku Mlodziezy Polskiej) rozwija temat Paganiniego w skrzypcowej formie scherza i marsza. Pojawia sie tam znamienna, maksymalnie prosta formula: "Tresc i forma". I chyba w tym wlasnie kryje sie sekret niezwyklej wirtuozerii Mistrza Ildefonsa. W lekkim, brawurowym spiewie, w ktorym te dwa elementy stapiaja sie w jedno, niosac nas, urzeczonych, w zaczarowanej dorozce ku ksiezycowi.

Gdy graja skrzypce.

komentarze, opinie, sugestie - kliknij tu aby wysłać e-mail