[an error occurred while processing this directive]
 
[an error occurred while processing this directive]

PRENUMERATA
"PRZEGLĄDU POLSKIEGO"
W WERSJI PDF:

 

 

Przeglad Polski (12 grudnia 2003)


IZABELA JOANNA BOZEK

Zawsze pamiec,
ciagle pamiec


Poeta wraca do Miasta. Po miesiacach, latach. Po wiecznosci. Gazety rozpisuja sie o powrocie, ukazuja sie wywiady i wszyscy zadaja pytanie "dlaczego?". Potem ukazuje sie tomik poezji, nazwany skromnie i cicho: Powrot.

29 nowych wierszy Adama Zagajewskiego, opublikowanych przez Wydawnictwo Znak, to osobisty dziennik poety, to wyznanie uczynione przede wszystkim samemu sobie. Takze zapis intymnej rozmowy z wlasnym "ja", rozmowy pelnej zalow, zastanowien, wspomnien i rozwazan i pytan, na ktore niekoniecznie trzeba dawac odpowiedz.

Mozna sie zastanawiac, kto jest bardziej bohaterem Powrotu - ow powracajacy z dalekiej drogi (ktorego oczywiscie utozsamiamy z Zagajewskim) czy tez miejsce, do ktorego wraca; miasto, nazwane na wiele sposobow, okreslone wieloma nazwami, wsrod ktorych najwazniejsza wydaje sie byc zaimek dzierzawczy "moje":

Poznym wieczorem wjezdzasz do swojego miasta,
Do ciemnych ulic, do czarnych plam okien (..).
I jeszcze nie wiesz, czy to miasto jest nieobecne,
Czy to jest miasto plagi albo miasto cieni (...)
Wieczorem

Miasto to oczywiscie Krakow; nie mityczne niedookreslone miejsce, w ktorego opisie symbole zastepuja konkretne miejsca. Krakow, rozpoznany, choc nigdy nie nazwany, jest w Powrocie oddychajacym konkretem, miejscem pieknym i brzydkim zarazem, niechetnym i czulym, znanym i obcym jednoczesnie. Jest jak czlowiek, ktorego sie opuscilo i do ktorego sie wraca, nie wiedzac, jak tez porzucony rozumie owo niegdysiejsze odejscie. Czy jako mlodziencza niefrasobliwa zdrade, czy jako koniecznosc nieuchronnego losu, czy jako wyprawe po doswiadczenie, na ktora wyruszalo sie z radoscia, a z ktorej wraca sie ze smutkiem. Na ile miasto, ktore kocham podejrzliwa miloscia/ i ktoremu nic nie moge ofiarowac, zrozumie, ze "powrot" jest nastepstwem "odjazdu", ze najpierw trzeba zdobyc sie na trudny gest pozegnania, wyruszyc w poszukiwaniu siebie, by moc wrocic i probowac zrozumiec, ile sie zyskalo, ile sie stracilo.

Czytelnik Powrotu wedruje razem z bohaterem przez Karmelicka, gdzie (...) niebieski tramwaj, slonce (...), przez Urzednicza [(...) cicha ulica, ulica milczenia (...) ulica-myslnik, ulica mysia,] przez Pilsudskiego wreszcie [Jedna z tych ulic, ktore zmieniaja nazwy/ posluszne kaprysom dyktatorow]. Wszystko jest znajome, budzi dreszcz przypomnienia, wzruszenie. Ulice zostaly, sa prawie takie same, moze drzewa zestarzaly sie nieco i nie ma juz ludzi spotykanych dawniej: urzednikow w szarych garniturach, ubranego na czarno Tadeusza Kantora i niemego marszu bezsilnych zalobnikow - kolegow Stanislawa Pyjasa, zamordowanego studenta.

Poeta obserwuje (podglada?) znane sobie miejsca; gdzies po drodze napotyka na pijakow o sinych twarzach, wstepuje do antykwariatow gdzie zebraly sie zapomniane ksiazki, zahacza o Kazimierz, rozpoznaje smukly milorzab u progu ogrodu botanicznego (milorzab jest, rosnie, istnieje - w tym samym znanym miejscu, gramatyka czasu przeszlego nie ima sie drzew). Odnajduje dawne sprawy wazne, te, ktore go ksztaltowaly, i te, ktore po tylu latach stanowia tylko anegdote. A przeciez tej mozaice krakowskich detali, spacerom, odwiedzinom towarzyszy element nowy: pamiec miejsc obcych. Krakow juz nie jest "miejscem jedynym". Trawa i glina, domy i koscioly, kolor nieba, dachow staly sie porownywalne z innymi miejscami na swiecie. Moga w czulej pamieci pozostawac jako jedyne i niepowtarzalne, ale prawda jest okrutna: wedrowiec, podrozny nie potrafi i nie moze zachowac niewinnej pamieci o najdrozszym nawet miejscu. Wraz z podroza przychodzi skazenie. Pamiec wzbogaca sie o nowe elementy, ale tez traci swa dziewiczosc, rezygnuje z wylacznosci, ktora dawala jednemu tylko miejscu. Dokonujac porownan, pamiec dokonuje zdrady.

Kiedy w wierszach tomu Powrot pojawia cien francuskich katedr, greckich drzew oliwnych, osniezonych Alp i chybotliwych skrzydel samolotu nad Seattle, wiemy, ze chodzi o ustepstwo na rzecz samego siebie, o probe wytlumaczenia sie: "oto wzbogacilem sie, wiem, widzialem, czulem o tyle wiecej". Ale odpowiedz na pytanie: czy warto bylo czekac w konsulatach (...) czy warto bylo odjechac i wrocic, czy warto brzmi: tak nie tak nie - /nic nie skreslic. Rozumiemy zatem, ze odpowiedzi jednoznacznej nie ma i nie bedzie. Ze zaden bilans nie jest mozliwy, ze jakakolwiek proba zsumowania nie ma zadnego sensu. Jest tylko jedna niezaprzeczalna konkluzja; ta, ktora mowi o poezji:

Poezja jest poszukiwaniem blasku.
Poezja jest krolewska droga,
Ktora prowadzi nas najdalej (...)

Moze zatem trzeba dac sie prowadzic jak najdalej. Dla poezji.

*

Czytam wiersze z tomu Powrot po wielekroc. Najwiecej czasu poswiecam im w pociagu linii E wiozacym mnie co dzien z Queensu na Manhattan. Jesli nie ma tloku i mam siedzace miejsce, wyjmuje olowek i robie na marginesach notatki. Podkreslam bolace mnie miejsca: o mlodosci, ktora nie chciala na mnie czekac i zgasla, o tym, ze jestesmy niemal zawsze w obcym miescie. Wczytuje sie w psalmy pochwalne Zagajewskiego, ozdobione koronka detalu, kolorem, szczegolem architektonicznym. Napawam sie balansem opisu materii i odczucia. Czasem trace oddech, nie moge nadazyc za rytmem wiersza (tym samym, ktory zachwycil mnie wiele lat temu w Jechac do Lwowa), za naglymi zmianami glosu - od silnego tonu prawdy niezaprzeczalnej do cichego wstydliwego wyznania. Czuje radosc czytajac frazy, takie jak Ale po poludniu miasto spalo/ z otwartymi ustami, jak dziecko w wozku, albo dominikanie i norbertanki wymieniaja telegramy. Bawi mnie ironia na temat dam, ktore troche mdlaly.

Czasami czuje sie zawstydzona, bo mysle, ze wkraczam w rejony zbyt intymne, osobiste.

Poznaje dziewczyne, ktorej sukienka otwierala sie jak okladki neoplatonskiego traktatu, i mlodzienca w za dlugim plaszczu wojskowym. Wkraczam przez brame owych 29 wierszy w cudza pamiec, w cudze zycie. Zarazem czuje sie tych wierszy uzurpatorska wspolwlascicielka; nie zamierzam ich nikomu oddawac, nie chce sie nimi z nikim dzielic.

Wracam tym samym pociagiem, w nie wiem juz ktorym miescie mojego zycia. I mojego takze czola dotknela reka wladcy zegarow i cieni. Zazdroszcze Zagajewskiemu jego Powrotu.

-------------------

Adam Zagajewski, Powrot, Wydawnictwo Znak, Krakow 2003, s. 43, cena 9 dol. plus 8,625% NY tax i 6,50 dol. porto w przypadku zamowienia z wysylka (do nabycia w Ksiegarni Nowego Dziennika).


komentarze, opinie, sugestie - kliknij tu aby wysłać e-mail