[an error occurred while processing this directive]
 
[an error occurred while processing this directive]

PRENUMERATA
"PRZEGLĄDU POLSKIEGO"
W WERSJI PDF:

 

 

Przeglad Polski (12 grudnia 2003)


EWA BERBERYUSZ

Kartki
ze skazonej strefy


Obejrzalam film Szeregowiec Ryan i pomyslalam: skad u Amerykanow tyle zapieklosci wobec Niemcow w czasie drugiej wojny swiatowej? Rozumiem emocje wobec Japonczykow, ktorzy urzadzili im Pearl Harbor, ale do Niemcow? Niezagrazajacych im ani z ladu, ani z morza, ani z powietrza? W dalekiej Europie, ktorej mozaiki panstw do dzis nie rozrozniaja. Dla ktorych do dzis Poland czy Holland to jedno.

Podczas ladowania w Normandii bili sie jak lwy, tonac i palac sie tlumnie. Zamknieci szczelnie w barkach transportowych, bali sie. Wymiotowali, odmawiali zdrowaski, calowali krzyzyki na piersi, niektorym wyrywal sie z ust szept "mamo". Ale gdy otworzyly sie klapy, parli naprzod jak burza. Jakby od zdobycia tej francuskiej plazy zalezaly losy Ameryki. Biore poprawke na fakt, ze rezyser przesolil z patriotyzmem, zgodnie z amerykanska moda. Niemniej nie da sie zaprzeczyc, ze podczas drugiej wojny Amerykanie, obojetnie, skad pochodzili, z miast czy z prowincji, z Nowego Jorku czy z Nevady badz Ohio, inteligenci czy ludzie prosci - mieli w sercu osobista nienawisc do Hitlera i nazizmu. Bili sie z zajadloscia, jakby to im hitlerowcy wymordowali rodziny.

Podkreslam: nie tylko na Pacyfiku, co wobec zagrozenia kraju zrozumiale, ale w calkiem im obcej kulturowo Europie.

Podobnie zachowywali sie w Korei i w czasie dlugoletniej wojny w Wietnamie. Niebo usiane bylo ich helikopterami, ktore grzezly w tamtejszych trzesawiskach jak muchy, a oni z uporem zwiekszali ich liczbe. (Jednie kiedy Pol Pot uprawial doslowne ludobojstwo w Kambodzy, nie przyszli z pomoca zabijanej ludnosci. Rozkazu nie bylo).

Rozumiem cynizm politykow: wkraczamy wtedy, kiedy interesy materialne czy imperialne zagrozone. Ale nie rozumiem zolnierzy, ktorzy na rozkaz daja z siebie flaki wypruwac. Utarlo sie, ze Niemcy maja we krwi, iz na rozkaz zrobia wszystko. Tak zreszta, z miedzianym czolem, bezwstydnie tlumaczyli na procesie w Norymberdze swoje zbrodnie. Ale Amerykanie? Wysoko ceniacy wolnosc jednostki i godnosc ludzka.

Teraz na rozkaz gina karnie w Iraku, choc dzialania stricte wojenne skonczone. W Ameryce manifestacje za ich powrotem do domu watlutkie, mimo naplywu trumien. Nie daja sie porownac z wrzawa przeciwko obecnosci w Iraku wojsk koalicji w takich krajach, jak Niemcy czy Francja, chociaz ani Niemcow, ani Francuzow w Iraku nie ma. Nam zginal major Hieronim Kupczyk i zaraz larum, zeby wycofac kontyngent. Nie wiem, co to bedzie, gdy pomnozy sie liczba poleglych. A prezydent Bush nadal ma w USA poparcie. Zjadl z zolnierzami w Iraku indyka w Swieto Dziekczynienia i juz statystyka popularnosci skoczyla w gore.

Zastanawia mnie ten duch bitewny Amerykanow nie o swoja ziemie. Nie moge dojsc przyczyn. Zawsze to mysmy sie nim chlubili: "za wolnosc nasza i wasza". Nasze dzialania byly uzasadnione. Polski nie bylo na mapie swiata. Chcielismy przypomniec, ze istniejemy. Ale Ameryka nadal jest niezagrozonym mocarstwem.

Mozna sie bylo spodziewac, ze Polska w Iraku, mowiac jezykiem mediow, cos ugra; ze ofiarnosc zaprofituje wymierna wdziecznoscia w zawieranych kontraktach handlowych. Tymczasem klapa. Choc szefem naszej cywilnej ekipy zrobiono Marka Belke, bylego ministra finansow. Usmiecha sie bezradnie z telewizora i nie obiecuje rychlych zyskow.

Janina Ochojska, ktorej Polska Akcja Humanitarna weszla do Iraku mocna stopa, mowi: "No to przyjezdzajcie, jezeli chcecie zakladac firmy. Nikt wam ich nie poda na tacy. Bez fizycznej obecnosci niczego sie nie zalatwi". Ma racje. Ona ze swoim "wojskiem" tam jest. Zaklada szkoly, pracuje wraz ze swoimi ludzmi jak wol. "To tylko w telewizorach widac ciagle wybuchy bomb - tlumaczy. - Owszem padaja, ale poza tym zycie toczy sie normalnie. Jeden wielki plac budowy. Ulice pelne ludzi. Kramy, kafejki i sklepy otwarte. Wschodni rejwach. Pelno dzieci, bo szkoly pracuja na dwie zmiany. Smiech, chlopcy bija sie tornistrami... Polska Akcja Humanitarna nie zamierza sie stad wynosic".

A jednak jest jakis sens w ludzkim gadaniu, ze znow dajemy sie wykorzystywac. Tylko po to, zeby sie podlizac wielkiemu mocarstwu. Jakies sprawy mozna bylo zalatwic za nasza obecnosc. Chocby kasacje wiz. Zeby zdobyc amerykanska wize, nie tylko trzeba sie natrudzic i naplacic, ale i najesc upokorzen. Znam ludzi, ktorzy tylko dlatego nie decyduja sie na wyjazd.

*

Kolana mam do kitu: rzepki, lekotki, chrzastki. Zrobilam rentgen za ciezkie pieniadze, ortopeda powiedzial (tez za ciezkie pieniadze): "fatalnie". Przydaloby sie wymienic, ale w Polsce takich operacji nie proponuje sie ludziom w starszym wieku. Wiec zabiegi rehabilitacyjne czesciowo platne. Najpierw czeka sie na skierowanie (miesiac), potem lekarz kieruje na 5 laserow. "Niewystarczajaco, kropla w morzu, wiem - mowi - ale takie mamy limity. Ze skierowaniem do recepcji, prosze". Recepcjonistka skazuje na dalszy miesiac czekania na zapisane zabiegi. Za kolejny miesiac znow do lekarza. Tym razem pole magnetyczne; zabiegow 5. "Wiem, ze to kropla w morzu, ale takie mamy limity". Na "pola" recepcjonistka wyznacza dalszy miesiac czekania. Wizyte u lekarza za dwa miesiace. Tym razem prady DD, 5. "Wiem, ze to kropla w morzu, ale takie mamy limity...".

Lokal terapeutyczny sklada sie z dziesieciu salek zabiegowych, przewaznie pustych. Stoja przyrzady i czekaja na pacjentow. Nic z tego: limity wyczerpane.

Moj czteromiesieczny wnuk byl naznaczony na listopad na rutynowe sprawdzenie ukladu kostnego (czy panewki w porzadku) aparatem USG. Lekarz rozlozyl rece: "Owszem, mam go na liscie, ale listopadowy limit badan wyczerpany. Prosze przyjsc w grudniu".

I tak sobie siedzimy i czekamy, pacjenci, lekarze, rehabilitanci - a przyrzady rdzewieja.

Znajomy chodzi na radioterapie do Centrum Onkologii. Chorzy dojezdzajacy i na lozkach ze szpitala. Korytarz pelen. Kobiety i mezczyzni. Naswietla sie tu wszystko. Tasma.

Miejsca chore oznaczone na ciele pacjenta tatuazem, sam zabieg: przejechanie kobaltem tam, gdzie trzeba - krotki. Tasma idzie raz-dwa. Dwie pielegniarki przywiozly z gory winda chora i poszly. Znajomy zerknal: spala. "Pewno wezma ja przede mna", pomyslal. Otworzyly sie drzwi pokoju naswietlan, technicy szarpneli lozko: "Pani Krysiu, pani Krysiu, obudz sie pani!". Nie obudzila sie. Przyszli z korytarza, stwierdzili zgon. "Nastepny, prosze" - znajomy wszedl do sali kobaltowej.

Czekanie na radioterapie bywa meka, gdy ktos przyjezdza z daleka. Albo gdy przywozi go karetka z innego szpitala. Warszawa ma tylko jedno miejsce naswietlan. Sluzy calemu regionowi. Pacjenci, pomeczeni, usadzeni na twardych stolkach, czesto sie z nich osuwajac - czekaja. Potem jeszcze trzeba wrocic. Na progu szpitala gosc z rozwianym wlosem cicho jeczy: "Gdzie moja karetka na Szaserow, gdzie moja karetka...".

Narodowy Fundusz Zdrowia dysponuje 30 miliardami zlotych rocznie. Nawet biorac pod uwage maksymalna niegospodarnosc, balagan i korupcje, moja wyobraznia nie podpowiada mi, gdzie tak wiele pieniedzy tonie.

Obecny minister zdrowia, nastepca oslawionego hochsztaplera Lapinskiego, jest tak niepozorny, tak cichutki, tak niemajacy nic do powiedzenia, ze nawet nie pamietam jego nazwiska. Nie dokona przelomu. I co dalej?

*

Niezaleznie od afer w elitach wladzy, ktore przynosi kazdy dzien, az nudno, pojawila sie ostatnio opinia o braku przywodztwa. Polska cierpi na brak przywodztwa. W kazdej partii, a juz specjalnie w SLD. "Miller musi odejsc" - ale kim go zastapic? Nie ma kogos takiego w tonacym SLD.

Kim w niedalekiej przyszlosci zastapic Kwasniewskiego? Ci, ktorzy by sie nadawali - nie chca albo nie maja szans z braku zaplecza. Prof. Ewa Letowska, uparty typ Jerzego Giedroycia - nie chce. Prof. Andrzej Zoll - tez nie. Poszperac w swiecie nauki, a na pewno znalezliby sie wspaniali kandydaci. Dzis "bezimienni", rzadko wykorzystywani w mediach. Na ringu pozostaja wiec Jolanta Kwasniewska, Andrzej Lepper i zuzyty w tej roli Lech Walesa. Wszyscy wymieniani jednym tchem.

*

Slowo populizm pojawilo za Sejmu kontraktowego i rzadu premiera Mazowieckiego. Moim zdaniem wladza posluzyla sie nim wadliwie, w obronie wlasnych przywilejow. Ludzie oczekiwali zmian. Byli przekonani, ze natychmiast znikna szpitale rzadowe, sanatoria i pensjonaty, ze ustanie rozdawnictwo mieszkan dla rzadzacych itp., itd. Nie ustalo. Gdy podnoszono glos, decydenci strofowali spoleczenstwo za populizm. Populizm jest brzydki, nadmiernie roszczeniowy i przypomina warcholstwo. Oczywiscie niektorzy poslugiwali sie tym slowem dla wlasnej pieczeni politycznej. Mnie jednak po prostu gorszyly przywileje zatrzymane zywcem po komunie.

Potem slowo populizm zgaslo. Roszczen spolecznych przy gigantycznych zarobkach prezesow, zarzadow, rad nadzorczych, rosnacego funduszu prezydenckiego, parlamentu i Rady Ministrow przy jednoczesnej gwaltownej pauperyzacji spoleczenstwa nie mozna zawrzec w lagodnym slowie "populizm". Bylby to eufemizm. Wladza po prostu dokonala rozboju na prostej drodze. Tu pasuja slowa kradziez, korupcja, rozdrapywanie. Teraz, gdy dopina sie budzet, wladza predzej odejmie emerytom, niz cokolwiek uszczknie sobie.

Ludzie mowia "zlodzieje", a wladcy juz nie maja smialosci odparowac: "populizm".

Jednakze przy protestach gorniczych powialo znowu populizmem. Z drugiej strony. Oto gornicy z zadluzonych po uszy kopaln, nieprzynoszacych zadnego zysku, zaczeli glosno domagac sie czternastki (czternastej pensji) i dodatku "barborkowego" . W tej sytuacji roszczenia typowo populistyczne.

*

Miedzy Ciechanowem a Plockiem, na rowninie, gdzie diabel dobranoc mowi, a gleba jest piatej klasy, wyroslo gospodarstwo Stanislawowo, gdzie kapusta jak z van Gogha, konie, krowy, kury, kozy; koziolek podaje kopytko, jak sie poprosi. Czysto jak nie w polskiej zagrodzie. Zjadlam tu najlepsza w zyciu zupe ogorkowa. Nie tylko ja. Jedza ja potrzebujace dzieci z okolicznych szkol; rozwozi sie ja w termosach. Sasiedzi biede klepia, a to gospodarstwo pracuje na siebie i zarabia. Prowadza je niedowidzacy i calkiem niewidomi. Ludzie stowarzyszeni z Laskami i Nowojorskim Komitetem. Przywiozl mnie tu Stanislaw Swiderski, dusza tego typu przedsiewziec.

Zastanawiam sie, czy "Polak potrafi" dopiero wtedy, kiedy jest niepelnosprawny? Czy dopiero napiecie przezwyciezenia siebie, wyzwala w nas zyciodajne spoleczne wartosci?

1 grudnia 2003 r.


komentarze, opinie, sugestie - kliknij tu aby wysłać e-mail