PRENUMERATA
"PRZEGLĄDU POLSKIEGO"
W WERSJI PDF:

 

 

Przeglad Polski (5 grudnia 2003)


Marek Kusiba

Zabka przez Atlantyk

Odyska na pierogach

Gdyby Franciszka Glab, wieloletnia, choc przypadkowa mieszkanka rozleglej krainy o skrotowej nazwie USCanada, czytywala Witolda Gombrowicza, trafilaby na pewno na zdanie z jego Dziennika, pasujace jak ulal - poza forma meska - do jej sytuacji: "Stalem sie smialy, poniewaz nic absolutnie nie mialem do stracenia: ani honorow, ani zarobkow, ani przyjaciol. Musialem odszukac siebie i oprzec sie na sobie, poniewaz na nikim innym nie moglem sie oprzec. Moja forma to moja samotnosc".

Samotnosc jest forma Franciszki od dnia jej przyjazdu na Zachod. Rankiem wysluchala polskojezycznego radia, ktore jak zwykle jej nie powiedzialo, co ja dzisiaj czeka w zyciu ani w miescie jej samotnosci, nie omieszkalo jednak podac cen "pierogow dziadunia". Franciszka postanowila wiec zdobyc sie na smialosc i pojsc na pierogi do restauracji Polandia. Chodzi tam codziennie, ale dzisiaj wyjatkowo idzie krokiem osoby, ktora nie ma nic do stracenia. Bo i nie ma juz nic do stracenia, poza lichymi zarobkami, o ktore drzy. Poza soba nie ma nikogo, na kim moglaby sie oprzec. Rodzina w Polsce czeka na jej comiesieczne dostawy tanich ciuchow, ktore skrzetnie gromadzi w pudelkach i holuje wozkiem do polskiej firmy wysylkowej. Syn i corka w Polsce odsprzedaja te tanioche szmateksom i jakos zyja z pracy rak Franciszki.

Ale dzis sobota i Frania wyjatkowo nie sciera kurzow, nie froteruje podlog, nie pierze i nie gotuje w polskich lub ukrainskich domach. Dzisiaj ma swieto, pierwszy dzien wolnosci od "wakiuma" od szesciu lat, jak mowi. Przechodzi wiec jedyna polska ulice w tym obcym miescie, ktore jest jej domem od lat pietnastu, ale ktorego nie zna, ani jezyka ludzi tu mieszkajacych nie rozumie. Przechodzi poza przejsciem, jak u siebie "na wiosce". Auta trabia, kierowcy rzucaja miesem, a ona sie usmiecha, ba - cieszy sie, bo slyszy polska mowe i czuje sie bezpieczna. Zamowi dzis wyjatkowo pierogi, a nie jak co dzien najtansza zupe ziemniaczana, gdyz postanowila zrobic sobie mikolajkowy prezent. Pani Zosia nadplynie tanecznym krokiem z darmowa porcja kawy. Franciszka podziekuje i wyciagnie z portfela pomiete zdjecie dwojki dzieci. Pokazywala je pani Zosi juz dziesiatki razy. Pokaze po raz setny i pierwszy. Zapali. Zamknie oczy. Zamarzy. Otworzy oczy. Otworzy gazete. Te gazete, choc niekoniecznie na tej stronie.

"Decyduje wiernosc zasadniczym zalozeniom, a nie szminka stylu, ktora nieuchronnie ciut zaciera, a ciut wzbogaca" (Leopold Tyrmand, Dziennik 1954). To wlasnie owa "wiernosc zasadniczym zalozeniom" nie pozwala Franciszce Glab porzucic tego miasta i wrocic na stare smieci do starych juz dzieci. Pomimo swoich 73 lat Franciszka pozostanie w USCanadzie "z robocza wizyta", pucujac cudze lazienki i cudze puculowate wnuki, choc ma wlasne, a co roku ich przybywa. Frania zaprzegla sie do kieratu, z ktorego nie ma odwrotu. Rzucila wyzwanie losowi, ale nie wylosowala zielonej przepustki do raju. Niewarta Zachodu ani nawet wzmianki w prasie - Boze bron, to grozi deportacja (dlatego zmienilem jej nazwisko) - skazala sie na podwojne oddalenie, podwojna emigracje: z Polski i z USCanady, gdzie mieszka i nielegalnie pracuje, ale nigdzie nie figuruje, a wiec nie istnieje. O jej istnieniu wie tylko ksiadz, kilka zatrudniajacych ja rodzin i pani Zosia z restauracji Polandia, ktora postawila przed Franciszka ruskie i buraczki z chrzanem, ten przysmak nad przysmaki, co ich przy sasiednim stoliku nie tknal jakis rodak. Ach, jak jej te buraczki smakuja! Tam, w kraju, tez smakowaly, ale niczego nie przypominaly. A tu maja wszystkie smaki i zapachy kuchni z kaflowym piecem i drewnianym stolem, oblepionym zawsze glodna dzieciarnia.

W sytuacji Franciszki i tysiecy podobnych jej kobiet, wyrwanych z polskich zagonow i rzuconych w piaszczysta glebe obczyzny, nawet smak zwyklej polskiej cwikly wyciska lezke. - To ten chrzan tak w oczy lezie - mowi Franciszka. - Zadna tam tesknota, za czym, prosze pana, za tym nowym komuchowem, taka tesknota to glupota - pociesza sie Franciszka. Tak sobie pogadujac zagryzamy pierogami i dochodzimy w koncu do Gombrowicza. - Nie mialam przyjemnosci poznac osobiscie - mowi Franciszka. - Ja tez nie. Ale Kazimierzowi Glazowi sie udalo. - A tak, znam pana Kazimierza, tez sie tu stoluje.

- Zycie jest jak pudelko czekoladek Wedla, nigdy nie wiesz, co dostaniesz zamiast knedla - mowi nagle Franciszka, parafrazujac Forresta Gumpa. Widziala ten film, gdy raz zaprosili ja Panstwo do pokoju telewizyjnego, poniewaz odwazyla im sie wyznac w swoje urodziny, ze nie byla w kinie od pietnastu lat. I nawet jej tlumaczyli, co bylo mowione. Franciszka, podobnie jak Forrest, ktory biegnie przez Ameryke, wie, ze nie moze sie zatrzymac. Bo wyjazd czy "wygnanie nie polega tylko na przekraczaniu granic, bo dojrzewa w nas, przeksztalca nas od srodka i staje sie naszym losem" - jak pisal Milosz w Szukaniu ojczyzny. Obce przeksztalca sie w swojskie, ale rownoczesnie "pamiec przechowuje topografie naszej przeszlosci". Topografia przeszlosci Franciszki to pamiec wioski na Mazurach i jedyna fotografia dzieci, jaka ma zawsze przy sobie.

Forrest Gump jednak sie zatrzymal i wrocil do domu, z ktorego wyruszyl. Frania Glab nie ma powrotu. Stracila meza, dom, kolezanki. Samotnie oglada bejsbol, bo tu w telewizji nie ma pilki noznej ani skokow Malysza. - Stad sie nie wraca, chyba ze w drewnianej sukience. Albo w drewnianym pudelku po czekoladkach, jak cie spala - mowi. Nasza wspolczesna Odyska nie wroci do Itaki. Dluga "wizyta robocza", ktora zamienila sie w pobyt staly bez prawa stalego pobytu, zmienila ja, przeksztalcila od srodka i utwierdzila w przekonaniu, ze zostawila swoje zycie gdzies w zycie, jak wiejskiego chlopaka. Ze poszla w nieznane, prowadzic zycie na niby, dac sie prowadzic zyciu jak slepiec psu na smyczy.

Co bedzie z Odyska zajadajaca z takim smakiem pierogi, ktore sobie sama zafundowala na Swietego Mikolaja? Co sie jej jeszcze w zyciu przydarzy? - Juz nic. Juz wszystko w mojem zyciu bylo. I wcale mi sie to nie snilo, ha. Ale bylo ciekawie, takze samo jak na jawie - mowi Frania, znana ze swego zamilowania do rymowania.

Juz wyszla z Polandii. Przechodzi przez ulice. Trabia kierowcy. Klna po polsku. Przystanela. Glupi tramwaj, no jedzze juz, jedz. Usiadla na lawce. Zapalila papierosa. Zamknela oczy. Moze zasnela i marzy sennie, ze budzi sie w szpitalu, z poparzeniami trzeciego stopnia, ze skarzy producentow papierosow, ze dostaje sto milionow odszkodowania, ze wraca do Polski i kupuje caly blok, w ktorym mieszka jej osmioosobowa rodzina w dwupokojowym mieszkaniu, albo ze kupuje im dom z bejsmentem, do ktorego sie samotnie wprowadza? Samotnie, bo forma jej zycia i jego trescia jest i juz zawsze bedzie samotnosc.

 

komentarze, opinie, sugestie - kliknij tu aby wysłać e-mail