PRENUMERATA
"PRZEGLĄDU POLSKIEGO"
W WERSJI PDF:

 

 

Przeglad Polski (5 grudnia 2003)


PIOTR KUMELOWSKI

Trylogia
petersbursko-gdansko-kaliska

Gdy przed kilkunastoma miesiacami moja matka Izabella powiedziala mi przez telefon, ze ma dla mnie ksiazke, ktora moze mnie zaciekawic, odpowiedzialem wymijajaco, aby nie sprawiala sobie klopotu jej wysylka, ze odbiore ja sam podczas nastepnego pobytu w Krakowie, ze to i owo. Ale wkrotce nadeszla nieduza paczuszka, a w niej niewielka wymiarami ksiazeczka. Zaczalem czytac, zrazu powoli, potem coraz szybciej. Wkrotce lektura pochlonela mnie tak, ze dwukrotnie przejechalem wlasciwa stacje metra, co dotad nigdy mi sie nie zdarzylo.

Akcja Na skraju Imperium, bo tak zatytulowany jest ten tomik, rozpoczyna sie na kresach dawnej Rzeczpospolitej, ktore po rozbiorach znalazly sie pod rosyjskim panowaniem. Autorem pamietnikow - z ktorych po latach dokonal wyboru wnuk - jest Mieczyslaw Jalowiecki, pochodzacy z polskiej rodziny zamieszkalej na Litwie, lecz szeroko skoligaconej: i z ruskimi kniaziami Rurykowiczami-Pierejaslawskimi, i ze szkockimi McDonaldami z klanu Ranalda, ktorzy przywedrowali do Rzeczpospolitej w XVIII wieku, i z Witkiewiczami. Rodzina gospodarzyla umiejetnie i szczesliwie na licznych folwarkach, systematycznie dokupujac ziemie, lasy, stawiajac nowe mlyny i gorzelnie. Ich dwor w Sylgudyszkach, polozony nad jeziorem Jesiaty, lezal o sto wiorst na polnoc od Wilna, oddzielonego oden borami Puszczy Labonarskiej. Na polnoc i zachod od Sylgudyszek zaczynala sie pagorkowata, gesto zaludniona i zamozna rolnicza gorna Litwa. Labonarszczyzna byla ostatnia ziemia na Litwie, dokad przeniknela wiara chrzescijanska. Nie bylo chyba europejskiego kraju o takim natezeniu opowiesci o strachach i duchach, a lasy usiane byly kurhanami i mogilami, genezy ktorych nikt juz nie pamietal. O ile wojna polsko-rosyjska 1830-1831 zaznaczyla sie w tradycji rodzinnej rycerskim uczestnictwem, o tyle powstanie styczniowe 1863-1864 zrujnowalo Jalowieckich doszczetnie. Na oczach rodziny wykonywano wyroki smierci na rynku w Szawlach, podczas nabozenstwa w Krozach wywlekano za wlosy kobiety, katowano mezczyzn, pedzono ich pieszo do punktu zbornego, skad wywozono nieszczesnych na Syberie. Skonfiskowano dobra, rozdajac je lub po pasersku odsprzedajac ludziom "ustosunkowanym" w Petersburgu. W rodzinnym domu unikano powstanczych wspomnien. Zelazna wola szkockiej babki autora sprawila, ze rodzina przetrwala ten okres, powoli odkupujac utracone majatki, sprowadzajac pozostalych przy zyciu czlonkow rodziny z syberyjskiego zeslania, wychowujac porzadnie dzieci.

Mieczyslaw Jalowiecki zakresla szeroka panorame zycia Rosji u schylku XIX wieku: wprowadza nas do petersburskich domow Polakow, Szkotow i Rosjan, do szkol prywatnych i cesarskich, wsrod robotnikow poznajemy smak pracy fizycznej w kuzni Aleksandrowskich Zakladow Budowy Parowozow i Wagonow, ktore symbolizowaly Rosje coraz szybciej wkraczajaca w nowa ere przemyslowa. Jestesmy swiadkami wojskowych parad, bezlitosnej walki z polska mowa i katolicyzmem pod panowaniem Aleksandra III - w szkolach, urzedach, na kolejach, czujemy atmosfere donosow, ale i postawe tych Rosjan, ktorzy wyzej cenili rzetelnosc w zalatwianiu spraw i prawdomownosc niz intrygi czy prowokacje. Z autorem dzielimy uroki - ale i konflikty - studenckiego zycia w slynnej na cala Europe Politechnice Ryskiej, wsrod mlodziezy rosyjskiej, niemieckiej, polskiej i zydowskiej. Praktykujemy z nim na wzorowym gospodarstwie junkierskim pod Szczecinem i przy budowie kolejki waskotorowej laczacej Nowoswieciany z Poniewiezem, a przechodzacej nieopodal rodzinnych Sylgudyszek, ze stacyjka zbudowana w zakopianskim, "witkiewiczowskim" stylu; prowadzimy szacunek majatkow na Inflantach, Zmudzi, w Minszczyznie - poznajac te ziemie i ludzkie charaktery.

Niezwykly obrot fortuny sprawia, ze mlody Mieczyslaw Jalowiecki-Pierejaslawski zostaje mianowany attaché rolniczym rosyjskiej ambasady w Berlinie. Poznaje tam blizej narastajacy ferment socjalistyczny, z jego wlasnych obserwacji i rozmow bedacy wygodna i modna odskocznia do kariery ludzi przecietnych, zawistnych, msciwych, chorobliwie ambitnych. Jest zdumiony obsada personalna rosyjskiej ambasady badz przez nadbaltyckich Niemcow, odnoszacych sie z niezbyt juz skrywana pogarda do panstwa, ktore reprezentuja, badz przez Rosjan bez zadnej oglady i znajomosci zachodniego swiata, ktorzy posady sobie "zalatwili". Odwiedza Anglie, ktora odstrecza go sztywnoscia, chlodem, klasowoscia. Twierdzi, ze Wyspy Brytyjskie leza juz poza Europa, a Anglicy nie sa Europejczykami.

Przelom XIX i XX wieku przyniosl wzmozone napiecia w cesarstwie rosyjskim. Wielu swiatlych ludzi z rozmaitych kregow uwazalo, ze kraj stoi w przededniu wielkich przeobrazen politycznych. W mozliwosc wojny nie wierzono, panowalo przekonanie o wiecznej trwalosci europejskiego porzadku. Pojawialy sie jednak glosy, ze podobnie jak Indie, rzadzone kijem przez garstke Anglikow, Rosja moze stac sie latwym lupem Niemiec. Pod pozornie spokojna powierzchnia narastaly konflikty ekonomiczne, spoleczne, narodowosciowe. Przybieral na sile separatyzm litewski, zrecznie podsycany z Petersburga (o wydzwieku antypolskim) i z sasiednich Prus. Podniosla sie fala politycznych mordow. Wojna 1905-1906 r. z Japonia wstrzasnela Rosja, obnazyla jej techniczne zacofanie i watlosc spolecznej spojni. Imperium niemal rozpadlo sie. Byl to jednak tylko przedsmak tego, co mialo wydarzyc sie kilka lat pozniej, gdy Europe ogarnela wielka wojna 1914 . Wojna, ktorej wobec skoligacenia dworow panujacych i wzajemnych powiazan miedzy ludzmi, ktorzy polityka europejska wowczas kierowali, byc nie powinno. A gdy juz nadeszla - obserwujemy najpierw powolne, potem coraz gwaltowniejsze staczanie sie Rosji w otchlan. Slabosc dworu, sluzalczosc doradcow, szarlataneria Rasputina, postepujaca demoralizacja armii i jakies wiszace w powietrzu fatum przesuwaja sie jak klatki zwolnionego filmu, o ktorym po latach wiemy, jak sie zakonczy. Jalowiecki, zaprzyjazniony ze szwedzkim domem Noblow, podejmuje prace w pararzadowej agencji Nord Russe, odpowiedzialnej za dostawy materialow wojennych z Zachodu przez neutralna Szwecje i Finlandie. Strony poswiecone walce wywiadow brytyjskiego i niemieckiego o wplywy w Petersburgu czyta sie z zapartym tchem, jak najbardziej dramatyczny dreszczowiec. O ile front zachodni trzymal sie solidnie, ewentualne zalamanie sie Rosji zwolniloby milionowe armie mocarstw centralnych, ktore przerzucone na zachod rozprawilyby sie w mig z Francuzami i Brytyjczykami. Groze sytuacji wydawali sie rozumiec jedynie nieliczni Brytyjczycy, ostrzegajac Rosjan przed nowa niemiecka Wunderwaffe w postaci ideologicznej dywersji przerzuconych za linie frontu bolszewikow. Angielski wywiad orientowal sie w zwiazkach sztabu marszalka Ludendorffa z grupa wyalienowanych, nienawidzacych Rosji, dyszacych zadza wladzy ideologow rewolucji komunistycznej. Ostrzegano Rosjan, by wzmocnili kontrwywiad. Z kart pamietnikow plynie porazajaca prawda, ze tzw. wielka socjalistyczna rewolucja pazdziernikowa nie miala wiele wspolnego ze spontanicznym, oddolnym, wulkanicznym poruszeniem umeczonych milionow, natomiast miala wszelkie cechy udanego przewrotu palacowego. Uzbrojona, wyposazona, kierowana i finansowana przez kajzerowskie Niemcy grupka polinteligentow wykorzystala sytuacje kompletnej prozni politycznej i powszechnego rozprzezenia. Sceny dotyczace dni rewolucji w Piotrogrodzie, jej falszywych obietnic i okrucienstw naleza do najbardziej cennych historycznie: autor widzial z bliska glownych jej aktorow, w tym Lenina i Dzierzynskiego. Trzezwosc ocen czyni z Jalowieckiego szczegolnie wartosciowego swiadka wydarzen.

Az nadchodzi czas, ze trzeba bylo porzucic cale dotychczasowe zycie i uchodzic. Autor rozmawia w Wilnie z Antonem Smetona, ojcem niepodleglej Litwy wierzacym w niemieckie obietnice. Gorzkie padaja tam slowa, ktore zmuszaja do polskiego rachunku sumienia i uderzenia sie w piersi. Litwini podazyli z Polska, wnoszac w wianie ogromny obszar i dyscypline. "I co wy zrobiliscie po wiekach z tym legatem?" - kolacze natretnie pytanie Smetony. "My sie was boimy, boimy sie, abyscie nie wciagneli nas w jakis nowy hazard polityczny, boimy sie waszych intryg, niesnasek, swarow, nieokielzanej samowoli, boimy sie waszej manii nasladownictwa". Mocne slowa; czy juz calkiem dzis nieaktualne? Jeszcze rzut oka na rodzinne Sylgudyszki, gdzie zaczeli w najlepsze gospodarowac Niemcy, harmonijnie wspolpracujacy z Zydami - i w zimowa droge do Warszawy, dokad sciagali juz masowo uchodzcy z Petersburga, Kijowa, Wilna i Minska. "Wszystko tu bylo dla przybyszow dziwne i obce, a zarazem bliskie".

W stanie nieopisanego chaosu i tymczasowosci Rzeczpospolita przelomu 1918 i 1919 r. zdobywa sie na umiejetny podzial rol, mrowcza prace organizacyjna, sprawne dzialanie. Tuz przed Bozym Narodzeniem 1918 r. Mieczyslaw Jalowiecki z delegacja ziemian litewskich jest juz u swego krewnego - Komendanta Jozefa Pilsudskiego na naradzie w gmachu Rady Ministrow, a nazajutrz po Nowym Roku zostaje skierowany przez ministra aprowizacji Minkiewicza do pionierskiej pracy organizacyjnej w Gdansku. Od Wilsonowskiego postulatu Polski ze swobodnym dostepem do morza do urzeczywistnienia go w terenie wiedzie dluga i ciernista droga. Niemcy - oszolomieni zawieszeniem broni 11 listopada 1918 r. po krwawym, ponadczteroletnim wysilku - nie akceptuja porazki. Przybycie Polakow z Warszawy do Gdanska oraz obecnosc rozjemczych misji - brytyjskiej, francuskiej i wloskiej - traktuja jako przejsciowy wybryk historii, cos, co jest uciazliwym, ale chwilowym stanem.

W Polsce narasta zas glod, na bazarach obowiazuje kilka walut, stare powiazania handlowe ulegaja calkowitemu przerwaniu. Dzieki wysilkom Paderewskiego i Dmowskiego Hoover przysyla amerykanska misje aprowizacyjna, ktora po zapoznaniu sie na miejscu z najbardziej palacymi potrzebami ma telegrafowac do Ameryki o szczegolowa liste dostaw. Mieczyslaw Jalowiecki byl predysponowany do roli pierwszego przedstawiciela polskiego rzadu w Gdansku jak malo kto: wyksztalceniem, praktyka, znajomoscia realiow niemieckich, biegloscia w angielskim, francuskim, rosyjskim, litewskim i naturalnie niemieckim, silnym charakterem, dyplomatycznymi umiejetnosciami, zdrowiem, skromnoscia i calkowita odpornoscia na pokusy latwych materialnych korzysci. Amerykanska misja skladala sie z trzech fachowych, energicznych i kompetentnych osob. Natychmiast wyruszono koleja w droge, do wynedznialego Zaglebia Dabrowskiego i przez Krakow do Lwowa, ktory stal w ogniu walk polsko-rusinskich, a droga don prowadzaca pozostawala pod ciaglym ostrzalem. Jestesmy swiadkami brzydkich i klamliwych oskarzen pod adresem polskiej administracji Lwowa o niesprawiedliwy jakoby podzial resztek zywnosci. Litewskim okiem pana Mieczyslawa przygladamy sie "Galileuszom" - jak ochrzczono mieszkancow bylej Galicji - z ich elegancja, dokladnoscia, obyciem w swiecie, ale i unizonoscia wobec obcych i nieszczeroscia.

Gdanskie "prowizorium" polska misja zaczyna wypelniac posunieciami noszacymi znamie wytrawnego gospodarza: z garstka miejscowych Polakow, glownie lekarzy i kaszubskich robotnikow, dochodzi do negocjacji o teren pod skladnice przeladunkowa na Westerplatte. Wobec rwacej sie lacznosci z Warszawa Jalowiecki sam decyduje sie na ten zakup, zyrowany przez poznanski Bank Spolek Zarobkowych. Dokupuje Polski Hak, pare spichlerzy nad Motlawa i niewielka flotylle holownikow i kryp. Najwyzszy ku temu czas, bo z Ameryki poczynaja juz doplywac ogromne statki wypelnione po brzegi zbozem, maka, konserwami, srodkami czystosci, mundurami, bronia i nowiutkimi parowozami dla polskich kolei od filadelfijskiego Baldwina. Wre goraczkowa praca, transporty odplywaja w gore Wisly do starej przystani w Nieszawie, skad ruszaja ladem dalej. Mimo utrudnien ze strony niemieckiej ladunki ruszaja tez koleja przez Dzialdowo i Mlawe do Warszawy. Scenki, w ktorych autor z rewolwerem w reku przeskakuje po dachach z wagonu na wagon, przewyzszaja dramaturgia najlepsze westerny Johna Wayne'a, a obrona puszek z bekonem czy maki przed rabusiami jest wazniejsza niz filmowa obrona zlotego kruszcu. "Prowizorium" gdanskie pierwszych miesiecy 1919 r. po traktacie wersalskim utrwala sie w statutach Wolnego Miasta. W niezwykle napietej i plynnej sytuacji Polsce nie udalo sie przylaczyc Gdanska do swego terytorium, ale decydowala o kolejach, pocztach i wspolrzadzila portem.

Na kartach tomu Wolne Miasto ujrzymy cala galerie postaci z owczesnej polskiej sceny politycznej, wojskowej, literackiej i salonowej. Modne staly sie w Warszawie wypady incognito nad Baltyk, politycy wszelkiego autoramentu uwazali sie za znawcow gospodarki morskiej, kreca sie podejrzane indywidua. Nie braklo i lzejszych momentow: gdy restauracyjna orkiestra, zlozona z muzykow-uchodzcow z Petersburga, rozpoznala dawnych bywalcow nadnewskich lokali i zagrala... Boze, cara chrani! Biedny Jalowiecki nie wiedzial, co ma ze soba poczac, gruchnely najbardziej fantastyczne plotki i domysly. Wyczerpujace byly rowniez towarzyskie obowiazki wobec kapitanow i oficerow przyplywajacych z Ameryki statkow. Trzeba bylo z nimi "pic sluzbowo", lubili wieczor kontynuowac w hotelowym numerze do polnocy, nadajac naszemu bohaterowi latwiejsze dla nich do wymowienia nazwisko - Yellow-whisky! Zabawna byla rozmowa, rozezlonego czyms i gburowatego tegoz dnia, Witosa z przesadnie ukladnym Anglikiem, proponujacym regulacje Wisly dla celow zeglugi. Tlumaczyl naturalnie Jalowiecki, a w istocie gral na obie strony, komicznie zmieniajac sens prawie wszystkich wypowiedzi, aby tylko spotkanie dyplomatycznie doprowadzic do konca.

Jedna z rzadkich i nielicznych rozrywek, na ktore pozwalal sobie autor, byly konne przejazdzki kolo Sopotu. Jedna z nich doprowadzila go na skraj majatku Maly Kack, posiadlosci rodziny von Brauchwitsch. W nocy snil, ze przechadzal sie po wnetrzu ich domu. Jakiez bylo jego zdumienie, gdy nazajutrz rano poslaniec z Malego Kacka przyniosl bilecik z zaproszeniem na podwieczorek. W kazdym calu i szczegole wnetrze domu wygladalo tak, jak we snie! Po paru tygodniach Jalowiecki otrzymal od von Brauchwitschow oferte kupna majatku ze wzgledu na wyjazd wlascicieli w glab Niemiec. Mimo ogromnej tesknoty za wiejskim zyciem oferty nie przyjal - slusznie nie chcac dawac asumptu do oskarzen o uzywanie stanowiska dla osobistego wzbogacania. Odwiedza tez pod Malborkiem stare gniazdo warminskiej rodziny Sierakowskich w Waplewie, zasluzona wysepke polskosci w niemieckim morzu. Jest w Warszawie, gdy w sierpniu 1920 r. pod Radzyminem toczy sie boj smiertelny, a wracajac do Gdanska przez Kujawy o malo nie zostaje zagarniety przed Toruniem przez pierwsze patrole 4. Armii Sowieckiej, ktore juz przeprawily sie - chwilowo - na zachodni brzeg Wisly. Bezsilnie obserwuje porazke polskiej strony w plebiscycie na Warmii i Mazurach. Odprawia polska delegacje, udajaca sie na traktatowe rokowania do Rygi. Rodzinny dom na Litwie zostaje po kowienskiej stronie granicy.

Nad praca i zyciem autora kladzie sie dlugim cieniem postepujaca nieuleczalna choroba zony Julii z domu Wankowiczowny, jej stala hospitalizacja i koniecznosc samotnego wychowywania dzieci. Rzadko, bardzo rzadko buntuje sie: "Dlaczego inni moga zyc normalnie, a mnie pozostal obowiazek?". Jego obserwacje dotyczace kobiet, narysowane najlzejsza, najdelikatniejsza kreska, sa studium subtelnosci uczuc i prawego charakteru.

Po dwoch morderczych latach w Gdansku i burzliwej dymisji zlozonej (a wlasciwie rzuconej) na rece Ignacego Daszynskiego autor je samotnie kolacje w warszawskim Hotelu Europejskim. Mysli o propozycji zlozonej mu przez Anglikow. Oferuja wyjazd do... Tanganiki i objecie powaznego stanowiska w tej afrykanskiej kolonii, swiezo scedowanej przez Niemcow na mocy traktatu wersalskiego. Do wyjazdu na plantacje kawy i herbaty, gdzies hen pod Kilimandzaro, nie dochodzi: przy sasiednim stoliku bawi sie doborowe towarzystwo. Ktos rozpoznaje Jalowieckiego, a przyniesiony bilecik zaprasza go do biesiadnikow. Byli to ziemianie z Kaliskiego, a wsrod nich sliczna brunetka w kapeluszu z szerokim rondem, ubrana w swietnie skrojona, dyskretna czarna suknie. W uszach swiecily dwa wielkie brylanty. W sierpniu 1922 r. dochodzi do slubu Jalowieckiego z Zofia Aniela Maria z Romockich primo voto Wyganowska, piekna wdowa z majatku Kamien pod Kaliszem. Czyzby wiec juz happy end i zasluzone "odcinanie kuponow"? Nic podobnego: nie pozwoli na to charakter naszego bohatera ani rozwoj sytuacji w Polsce. Wyzywa sie on na gospodarstwie, widac, ze wies jest jego miejscem, dobrze zyje z sasiadami. Z daleka obserwuje warszawska karuzele stanowisk, schlebianie najnizszym instynktom wyborcow, szalona demagogie, puste gesty. Walczy z kaliskim Urzedem Skarbowym, nazywajac go "jaskinia rzezimieszkow zajmujaca sie rabunkiem porzadnych ludzi". Zartobliwie komentuje potrzebne, ale niezdarne proby podniesienia stanu higieny w kraju akcja budowy "slawojek". Bacznie obserwuje zlewanie sie trzech zaborow w calosc, proces nielatwy po 123 latach niewoli, ktore musialy wycisnac glebokie pietno na ludzkich charakterach i postawach. Pisze zajmujaco o codziennych kaliskich drobiazgach oraz odglosach wielkich europejskich wydarzen. Jednak w ton jego wypowiedzi zaczyna wkradac sie pewien ostry osad, nieco apodyktyczny i nierzadko bezapelacyjny. Gani ministra Poniatowskiego za reforme rolna, parcelacje i akcje przesiedlania chlopow z bylej Galicji, przeludnionej i biednej, do opuszczonych (dobrowolnie!) przez Niemcow wysokotowarowych majatkow na Pomorzu - jakby nie rozumial, ze nierozwiazane kwestie agrarne wstrzasaly posadami panstw i obalaly europejskie trony! Uwaza jezyk i styl urzedowej korespondencji lat 20. za ordynarne w porownaniu do przedrewolucyjnych norm rosyjskich, a czolobitnosc, falsz i niekompetencje urzednikow "demokratycznych" przewyzszajace nieraz imperialnych czynownikow. Osoby generalow Sikorskiego, Sosnkowskiego i Rydza-Smiglego, politykow Daszynskiego, St. Grabskiego czy Moraczewskiego uwaza za polityczne karly wyniesione przez historyczne wypadki. Do Moscickiego czuje wstret. Marzy o parlamentarnym kraju konserwatywno-liberalnym, kraju atmosfery skromnosci i rzetelnosci w wykonywaniu swoich obowiazkow. Uwaza Koroniarzy za lubiacych przecietnosc i bedacych dziwna kombinacja indywidualizmu pomieszanego ze skrajnym oportunizmem i zazdroscia. Zamach majowy przyjmuje z ulga.

Dozynek roku 1939 juz nie doczekal; w majatku kwaterowalo wojsko, dostrzegal jego organizacyjna slabosc. Opuszcza Kamien, unikajac po drodze niemieckich bomb i sowieckich agentow. Przezywa drugi w ciagu 22 lat upadek panstwowosci. Odmiennie niz wiekszosc - kieruje sie na Wilno i przybywa z zona Zofia na litewska granice. Mlody oficer pyta: "Czy to pan Jalowiecki z sylgudyskiego dworu?". Plyna lzy, szlaban idzie w gore. Lot z Rygi do Sztokholmu i statek do Anglii, gdzie "jeszcze mogl sie przydac". Zmarl tam w domu starcow w 1963 r. Syn Andrzej, z ktorym rozdzielila go wojna, ginie w hitlerowskim obozie na Majdanku.

A wiec requiem? Nic nie pozostalo? A moze zostalo najwazniejsze: przeslanie Mieczyslawa Jalowieckiego-Pierejaslawskiego, ze nawet w najtrudniejszej sytuacji nie wolno tracic glowy, trzeba byc przyzwoitym, dobrze i obowiazkowo pracowac. Watpiacych w to niechaj pokrzepi Jan Lechon strofami swego Hymnu Polakow na obczyznie:

Jedna jest Polska, jak Bog jeden w niebie,
Wszystkie me sily jej skladam w ofierze
Na cale zycie, ktore wzialem z Ciebie,
Caly do Ciebie, Ojczyzno, naleze. (...)
Wiem, ze nie ucisk i chciwe podboje,
Lecz wolnosc ludow szla pod Twoim znakiem,
Ze nie ma dziejow piekniejszych niz Twoje
I wiekszej chluby nizli byc Polakiem.

-----------------------

Mieczyslaw Jalowiecki, Na skraju Imperium, I wydanie 2000 r., wznowienie 2003 r. (cena 14 dol.);Wolne Miasto, I wydanie 2002 r. (cena 10 dol.); Requiem dla ziemianstwa, I wydanie 2003 r. (cena 10 dol.). Wszystkie tomy, opublikowane przez warszawskie wydawnictwo Czytelnik, sa do nabycia w Ksiegarni Nowego Dziennika. Do ceny nalezy doliczyc 8,625% NY tax i 6,50 dol. porto w przypadku zamowienia z wysylka.


komentarze, opinie, sugestie - kliknij tu aby wysłać e-mail