[an error occurred while processing this directive]
 
[an error occurred while processing this directive]

PRENUMERATA
"PRZEGLĄDU POLSKIEGO"
W WERSJI PDF:

 

 

Przeglad Polski (28 listopada 2003)


JERZY GIZELLA

Lekcja psychologii
profesora Kundery


Niemal cala swiatowa krytyka powitala najnowsza proze Milana Kundery entuzjastycznie. Rowniez w Polsce publikacja Niewiedzy nie przeszla bez echa, choc moze nie az z tak porazajaca porcja komplementow. Jest to do pewnego stopnia zagadka, ktora byc moze uda sie tutaj rozwiklac.

Mikropowiesc Kundery zawiera elementy eseju i wykladu socjologicznego, a takze liczne aluzje do wedrowek migracyjnych od czasow starozytnych. Jej bohaterami jest para czeskich emigrantow, ktorzy wygnani beznadzieja "konsolidacji i wspolpracy" po najezdzie sowieckich czolgow na Prage w sierpniu 1968 - ruszyli na Zachod budowac zycie w wolnej Europie. Irena w Paryzu, Jozef w Kopenhadze zalozyli gniazda rodzinne, zakorzenili sie w nowym otoczeniu i jezyku, a po latach i po sukcesie "aksamitnej rewolucji" postanawiaja - kazde z innego powodu - odwiedzic stare katy i skonfrontowac swa pamiec z rzeczywistoscia. Polaczeni kiedys watla nicia niewinnego flirtu na jakiejs studenckiej imprezie, wpadaja na siebie przypadkiem na lotnisku. Poleca wspolnie na spotkanie z przeszloscia, ktora dla nich skonczy sie namietnym i gwaltownym romansem. Zeby realia byly bardziej przekonujace - ona jest wdowa po Martinie i pozostaje w luznym zwiazku z Gustafem, przyjacielem poznanym we Francji, on - Jozef, samotnym wdowcem, mieszkajacym w Danii weterynarzem. Zwykli, przecietni ludzie.

Od poczatku przywolywane sa w Niewiedzy watki i motywy charakterystyczne dla calego pisarstwa Kundery - powrot do przeszlosci i dziecinstwa, proby odtworzenia wlasnej wiedzy i samowiedzy, rekonstrukcja pierwszej milosci i doswiadczen erotycznych z okresu dojrzewania, historie malzenskich fascynacji lub rozczarowan, odkrycie, ze seks nie szkodzi ludziom bardziej niz papierosy i alkohol, a nawet jest czesto swoista forma psychoterapii. Los ludzki w tej perspektywie nie ma zadnej surowej reguly, ktorej zlamanie sprowadza na bohaterow kleski i katastrofy - wrecz przeciwnie - uwalnia ich od nieznosnego ciezaru samotnosci i wyobcowania, pozwala wyzwolic sie z kompleksow i urazow, uciec od stereotypow i banalow, ktore narzucila im konwencja czy bezmyslna pruderia komunistycznej, oficjalnie surowej, moralnosci.

Nie wszystkim krytykom Nieznosna lekkosc bytu przypadla do serca. Po jej opublikowaniu (w 1984 r.) roku posypaly sie, zwlaszcza z kregow emigracji politycznej, i to nie tylko czeskiej, rozne zarzuty - z szarganiem swietosci narodowych i wykpieniem etosu nieszczesliwego emigranta czy tylko ofiary represji politycznych, ktora zamiast pisac plomienne apele albo oblac sie latwo palnym plynem, nie protestuje przeciw rezymowi, a wylacznie szuka ucieczki w plytkim, codziennym hedonizmie. Potem jeszcze doszly inne zarzuty - zanim Kundera przestal pisac po czesku, a przeszedl na francuski (1990 r.), zaczeto mu wytykac nadmierna kazuistyke i utrate nie tyle lekkosci bytu, co literackiego stylu. Tak jakby sycac sie wolnoscia, Kundera stracil swoja zywiolowa inteligencje, zdolnosc ironii w spojrzeniu na siebie i na cala rzeczywistosc - takze na sytuacje emigranta w podzielonym zimna wojna swiecie. Za inny powazny mankament uznano jego programowe i ostentacyjnie podkreslane oderwanie sie od polityki i od wszelkiej ideologii, nie tylko komunistycznej. Autor bronil sie wysuwajac w wywiadach i wypowiedziach publicystycznych argumenty, ze sytuacja ludzi wypedzonych czy dobrowolnie wybierajacych emigracje jest w dzisiejszym swiecie sytuacja uniwersalna i nie dotyczy tylko uciekinierow z sowieckiej utopii. Nie dosc na tym - z naciskiem podkreslal stan euforii i zywiol przygody, z jakimi rozpoczal zycie emigranta w Paryzu w 1975 roku.

Zapewne autor myslal nad tymi zarzutami, jak i problemem emigracji. I co sie okazuje? W zasadzie nie zmienil swojego stosunku do losu i nadal nie uwaza emigracji za nieszczescie - jego bohaterowie wrecz przyznaja sie do tego - Irena w pewnej chwili uswiadamia sobie, ze kiedy bylo jej najciezej, kiedy byla samotna po smierci meza - byla we Francji najszczesliwsza. Bo wreszcie kierowala wlasnym losem. Odpowiadala za siebie i swoje corki, wreszcie mogla zaczac rozkoszowac sie wolnoscia, a nawet znalezc przyjaciela, tez uciekiniera z innej utopii socjalnej - Szweda Gustafa. I wlasnie delikatny Gustaf, z milosci do Ireny i do jej trudnego losu - postanawia posredniczyc w jej kontaktach z krajem dziecinstwa, wyjezdza do Pragi, otwiera tam jeszcze w okresie rezymu Husaka oddzial swojej firmy, zakochuje sie w Pradze i po upadku komunizmu stara sie sciagnac Irene "do siebie". Komplikuje to im nagle wzajemne relacje, ktore staja sie coraz mniej dla obojga zrozumiale, az doprowadzaja obojga do tragikomicznych flirtow. Nie to jednak jest najwazniejszym watkiem tej prozy, ale konfrontacja z pamiecia. Irena i Jozef - kazde na swoj sposob, ale czasem z zadziwiajacym podobienstwem - probuja zrozumiec, co sie stalo z krajem i co sie stalo z nimi samymi po dwudziestu latach "rozlaki". I tu nastepuje moze najbardziej gorzkie i smutne odkrycie: z krajem i z przeszloscia laczy ich niewiele lub bardzo niewiele. Nie pamieta sie wiekszosci uczuc i przezyc, nie pamieta sie mysli, a dwie osoby nawet w podobnej sytuacji wspominaja zupelnie co innego z tej samej "proby czasowej". Lakoniczne zapiski w licealnym pamietniku Jozefa wywoluja jedynie zdziwienie, sa tak obce i abstrakcyjne momentami, ze Jozef nie widzi zadnego zwiazku logicznego ze swoim pozniejszym zyciem. Symbolicznie drze pamietnik na kawalki i wrzuca do kosza na smieci bez zadnego sentymentu, raczej z uczuciem ulgi.

Nie ma powrotu do przeszlosci, nie ma powrotu do "siebie", bo jest sie juz kims innym. Nikogo tez w kraju nie obchodzi, co sie z nim lub z nia dzialo na emigracji. Wszystkie wiezi kolezenskie, towarzyskie, a nawet rodzinne ulegly zerwaniu - nie tylko z powodu strachu przed policja polityczna. Kundera nie jest odkrywca tej prawdy, ubiera ja tylko w znakomite realia i ostre, pozbawione ckliwosci dialogi. Obie strony mialy w tych dwoch dekadach zupelnie inne doswiadczenia - krajowcy zyli tak jak wszyscy, probujac przetrwac i utrzymac stan posiadania, babrzac sie w tym samym bagienku strachu i konformizmu, emigranci zaczynali wszystko od poczatku, wchodzac w nowe zycie i z pokonywania trudnych czasem doswiadczen czerpali poczucie wlasnej wartosci. To chyba jest najwazniejsze - tracac ojczyzne i jezyk stali sie soba, wyzwolili sie ze zbiorowej kleski i zbiorowego myslenia, inaczej patrza na swiat i na stara ojczyzne, ktora nie szarpie w ich duszach zadnej czulej struny, nie wymusza zadnych pozytywnych emocji i wzruszen. Patrza zimno na rodziny i znajomych, ktorzy albo traktuja ich jak nieobecnych lub obcych, ktorzy w dwadziescia lata po smierci wyszli nagle z grobow, albo zasypuja ich wlasna przeszloscia, z kolei obca i czesto zupelnie absurdalna dla przybysza z przeszlosci. Mowia do siebie, ale sie nie rozumieja. Nie wiedza nic o sobie i nie chca wiedziec - czy tylko udaja?

Czy Kundera ma do konca racje? W pewnym momencie sugeruje, ze otwartosc i spontanicznosc, istotny motor zycia w wolnym swiecie, zostaje skonfrontowana z nagim prawem do wlasnosci, ktore zabilo w kraju radosc z odzyskanej wolnosci. Dlatego emigrant w oczach rodziny jest albo winnym jej niepowodzen, albo zagrozeniem - moze sie przeciez upomniec "o swoje". Nawet kiedy nie ma na to ochoty, wyczuwa sie napiecie i lek, nawet podejrzliwosc, ze nikt nie wraca ot tak, bez konkretnego celu - a moze chce jednak zostac? Bezinteresownosc (Irena chce poczestowac kolezanki rzadkim rocznikiem wina specjalnie zakupionego na te okazje) zostaje odczytana jako przejaw snobizmu i chec zaznaczenia swojej wyzszosci - jej zamiary degraduja spienione kufle rodzimego piwa. Irena odzwyczaila sie od tego rytualu, czuje sie wzgardzona i upokorzona.

Czytelnikowi polskiemu na pewno spodobaja sie nie tylko rozwazania o istocie emigracji, a wlasciwie o jej metafizyce, grze z czasem, ktora mniej zmienia ciala i wyglad, a bardziej myslenie. Rozpoznajemy sie w tych grach, dialogach i sytuacjach, w ktorych domysly i mniemania nakladaja sie na niedopowiedzenia i nieporozumienia. Widac, ze otwartosc i szczerosc, pozbawiony falszywych mitow i starych zbiorowych schematow jezyk emigrantow budzi nieufnosc i chlod lub zagluszany jest halasliwym, wesolkowatym omijaniem sedna. Zderzenie przynosi postawe wyczekiwania, a potem chec wycofania i ucieczki. Nawet jezyk czeski brzmi na ulicy jak cos obcego, jak sfalszowana melodia obcych ludzi, choc rozumie sie przeciez kazde slowo z osobna. Bo cos sie zmienilo w ludziach i w ich jezyku, inaczej rozkladaja sie akcenty, inny jest szyk wyrazow, intonacja. A dookola angielski na reklamach, szyldach i plakatach - jak w Polsce, jak w Krakowie czy Warszawie. Nie ma dawnej czeskiej Pragi - jest Praga europejska, swiatowa, kosmopolityczna, nie ma nawet juz lokalnej odrebnosci barow i restauracji - wyglada na to, ze nie ma juz nawet Czech.

Czytamy i co chwile zadziwiamy sie - ilez tu podobienstw z przemianami w Polsce! Jakby Kundera nie po Pradze wedrowal, ale po ulicach i placach miast polskich. A gdzie sa roznice? Mlodzi Czesi nie chca juz wiecej umierac za ojczyzne. W 1968 r. byli sklonni rzucic sie na sowieckie czolgi szarzujace na rozjuszonych demonstrantow na placu Swietego Waclawa - ale teraz juz nie chca o tym slyszec, nic ich historia nie obchodzi, umierac za Czechy nie beda. W ogole slowo patriotyzm wyparowalo ze slownika i zadna rozmowa nawet nie zbliza sie do zakazanego pojecia. Gustafstadt, Gustafgrad, Gustafville - powtarza ironicznie bohaterka i jest w jej slowach gorycz, zal, zawod. Takze do samej siebie. Bo Irenie zal tych widokow Pragi, ktorych nie ma na turystycznych widokowkach, o ktorych nic nie mowia obcojezyczne przewodniki, Pragi malych domkow i ogrodkow na przedmiesciach, kolorowych parkow i zagajnikow, spacerow i narciarskich zjazdow po stromych i pochylonych stromo ulicach. Tej jej Pragi tez juz nie ma. Czechy staly sie nijakie, bezbarwne, stereotypowe. Nie ma w nich dawnej nostalgii i melancholii.

Milan Kundera nie daje zadnej zdecydowanej odpowiedzi, np. na pytanie o sens zycia. Odklada sie jego skromna objetosciowo ksiazeczke z zalem i jakby uczuciem zawodu. Co dala Czechom wolnosc? Czy naprawde cos zmienila? Czy tylko utrwalila w kraju globalny marazm, egoizm mieszkancow? Wyparowaly z ludzi dawne bliskie wiezi uczuciowe. Nie tylko z emigrantow i krajowcow. Nie tylko z Czechow. To stara metafizyczna dusza wyparowala z ludzkiego ciala. Tylko ze po tej stracie wcale nie jestesmy bardziej "przenikalni" dla innych.

Czy tak wyglada szczescie? Czy taka jest przyszlosc calego kontynentu? Czy wyzwolenie od silnych zaleznosci z matka lub ojcem bylo tak wazne, ze ideologia zeszla na bardzo daleki plan? Moze o taka wolnosc chodzilo glownie kobietom i mezczyznom, bohaterom jego fabuly? No to ja maja. Tyle ze nadal bez niesmiertelnosci. Kundera podpowiada, ze jednak pierwszy krok na tej drodze zostal zrobiony. Emigracja jest niewygoda, ale przedluza zycie, jak ciagla nadzieja, ze wreszcie czlowiek natknie sie na kogos bliskiego, na "siostre" lub "brata" i zrozumie go bez wypowiadania zbednych slow. Czego innego szukajac, znajdujemy zupelnie cos innego. I to jest nasza szansa, egzystencjalna przygoda - wedlug filozofa Kundery. Przyslowiowy "sen emigranta" jest tylko reliktem podswiadomosci, ostatnim uniwersum psychiki, ktora odchodzi do lamusa. Jak madrosci Odysei, jak dzieje emigracji wojennych. Nie ma wiecej miejsca na rozdzieranie szat, obludne robienie nieszczesliwych min przed lustrem i ozdabianie twarzy maska cierpienia. Czyz nie o taka postawe, wolna od stereotypow i wystudiowanych teatralnych gestow, mieli pretensje do Gombrowicza "prawdziwi patrioci"? Tylko dla tej garstki niezlomnych "zawodowcow", ktorzy emigracje uwazaja wciaz za najwieksze nieszczescie - powiesc Kundery bedzie kolejna prowokacja. Takze dla tych wszystkich, ktorym zwyczajnie nie powiodlo sie na obczyznie. Tych, ktorych dusza ciagle pokutuje w czysccu przeszlosci, a po "tej stronie" wegetuje jedynie cialo, chocby najlepiej uodpornione na proces starzenia sie.

-------------------

Milan Kundera, Niewiedza, Panstwowy Instytut Wydawniczy, Warszawa 2003, s. 111, cena 10 dol. plus 8,625% NY tax i 6,50 dol. porto w przypadku zamowienia z wysylka (do nabycia w Ksiegarni Nowego Dziennika).


komentarze, opinie, sugestie - kliknij tu aby wysłać e-mail