[an error occurred while processing this directive]
 
[an error occurred while processing this directive]

PRENUMERATA
"PRZEGLĄDU POLSKIEGO"
W WERSJI PDF:

 

 

Przeglad Polski (28 listopada 2003)


JAN ZIELINSKI

Pod innym katem

Reka losu
Glossy


Krytyka, oczywiscie, ma sluzyc czytelnikom, ulatwiac im orientacje i wyluskiwanie ziaren wsrod (przewazajacych niestety) plew. Ale dla krytyka literackiego jego dzialalnosc jest tez, moze w nawet pierwszym rzedzie, rozmowa z autorem, sprawdzaniem, jak na zaproponowane formuly zareaguje omawiany pisarz. Tego rodzaju kontakt zwrotny rzadko wykracza poza zdawkowe podziekowania, czasem jednak zdarza sie inaczej. Wlasnie cos takiego przytrafilo mi sie dzisiaj, kiedy otrzymalem list od Jaroslawa Abramowa-Newerlego. Nawiazujac do mojego o nim tekstu, zamieszczonego na tych lamach ("Krojczy slowa", Przeglad Polski z 28 marca br.), autor powiada, ze "laczenie dokumentalnego przekazu z kreacyjnymi scenkami teatralnymi" trafia w sedno sprawy i dodaje (z lekkim dodatkiem autoironii) niczym bohater Moliera : "Teraz piszac trzeci tom sam sie na tym zlapalem. Robilem to podswiadomie".

*

W pare godzin pozniej nadszedl poczta Przeglad Polski z 14 listopada, a w nim opowiadanie tegoz Abramowa-Newerlego Celer, ilustrujace poniekad wspomniana formule. W tekscie tym, opartym na relacji przedsiebiorczego rodaka imieniem Roman, ktora dotyczy glownie okresu pierwszych dni wojny w Warszawie, zafrapowala mnie wzmianka o dalszych losach Norberta Hochmana, przed wojna wlasciciela restauracji Esplanada i kina Pan, oraz jego pieknej zony Olgi: "Potem, kiedy Zydow Niemcy zaczeli przesladowac i bylo z nimi coraz gorzej, staralem sie mu pomoc. Ukrywalem go przez pewien czas u siebie. Olga z bratem Lolkiem wydostala sie do Szwecji. Byla zaprzyjazniona z zona rudego Radziwilla pania Suchestoff (glosna sprawa przed wojna) i ta chyba im pomogla. Tak podejrzewam. W kazdym razie Olga przezyla i jest teraz w Izraelu".

*

Jak w sobotnie popoludnie nie wychodzac z domu dowiedziec sie czegos wiecej na temat owej glosnej przed wojna sprawy? Na szczescie istnieje internet. Na slowo SUCHESTOFF przegladarka nie reaguje, proponujac w zamian SUCHTSTOFF, czyli uzywke. Wersja SUCHESTOV odsyla do ksiazek G. Suchestova, lwowskiego wydawcy hebrajskich ksiazek o nagrobkach rabinow we Lwowie, publikowanych w drugiej polowie XIX wieku, a wznowionych przed dziesieciu laty w Nowym Jorku. Dopiero pisownia SUCHESTOW przynosi ciekawe rezultaty. Oto na przyklad w latach trzydziestych XX wieku w Wiedniu istniala firma Gabriela Suchestowa, produkujaca cewki superheterodynowe, stosowane w odbiornikach radiowych. W roku 1933 Suchestow wyslal swego siostrzenca oraz glownego inzyniera do Anglii, zeby tam nadzorowali produkcje w swiezo zalozonej filii i sprzedaz poszukiwanego przez radioamatorow produktu. Ale czasy w Europie stawaly sie coraz burzliwsze i obaj mlodzi ludzie wkrotce wyjechali z Anglii. Dokad? Moze do Ameryki Poludniowej? W Chile, w dorocznych konkursach fotograficznych kategoria "aktu artystycznego" nosi nazwe, zapewne od fundatora, Concurso Suchestow. Do Ameryki Polnocnej? W Nowym Jorku zmarl 26 kwietnia br. emerytowany ksiegowy Leopold Suchestow. Albo do Australii? W Melbourne w latach piecdziesiatych sukces odniosla projektantka mody Linda Suchestow, zalozycielka firmy Linda Patricia.

Wlasciwy trop prowadzi do Drohobycza. Najpierw trafiamy tam sladem Marcela Domina z Sanoka, ktory w swej internetowej relacji z podrozy do tego miasta i jego okolic cytuje, powolujac sie na Henryka Grynberga, wspomnienia jakiegos Poldzia na temat zydowskiej przeszlosci rodzinnego miasta Schulza. Pojawia sie w nich pani Suchestow i Radziwill.

*

Traf chce, ze odnosny fragment wyczerpanej ksiazki Henryka Grynberga Drohobycz, Drohobycz... tez mozna znalezc w internecie, na stronie wydawnictwa W.A.B. Podobnie jak Abramow-Newerly w Celerze i w "lwiej" sadze, Grynberg slucha innych i ich relacje przetwarza na wlasna proze. Ow Poldzio z Drohobycza to dr Leopold Lustig. Oddajmy mu glos:

"Tam, gdzie konczyla sie Mickiewicza, a zaczynala Iwana Franki, stala willa Suchestowa, ktory mial pompy hydroelektryczne i zaopatrywal wszystkie rafinerie w wode. Suchestow jezdzil limuzyna, gral na saksofonie i placil mojej ciotce Toni, zeby akompaniowala mu na fortepianie. Ozenil sie ze swa sekretarka Jeannette, piekna niemiecka Zydowka, ktora byla znacznie od niego mlodsza. On ja ubostwial i na wszystko jej pozwalal, i Jeannette jezdzila sama na Riviere, gdzie spotkala ksiecia Radziwilla, znanego marnotrawce. Radziwill zakochal sie i nawet chcial sie zenic, ale rodzina mu odciela fundusze i Jeannette go utrzymywala za pieniadze Suchestowa. Ktore on przegrywal. A ze w tym samym czasie krol Edward romansowal z pania Simpson, to wszystkie gazety pisaly, ze Windsor i Simpson, i Radziwill i Suchestow, a gazeciarze wolali: Suches-tow, tuches-tow, mazl-tow! Gazety na tym majatki robily. W koncu Edzio musial zrezygnowac z tronu, a Radziwill z Jeannette Suchestow i ona wrocila do Drohobycza. Stary Suchestow jej przebaczyl, bo co mial robic? Praktyczny Zyd, co mialby z tego, gdyby jej nie przebaczyl? Ich syn, Edzio, mlodszy ode mnie, byl niezwykle inteligentny i oczytany, Tonia go uczyla grac na fortepianie. Bolszewicy im wszystko zabrali i jako wrogom klasowym kazali sie wyniesc za miasto. Jeannette zostala spiewaczka, nic specjalnego, ale miala przyjemny glos i byla wciaz bardzo atrakcyjna, to jeden wazniejszy bolszewik nia sie zajal i dlatego ich nie wywiezli. Przyszli Niemcy to Jeannette, wykwalifikowana stenotypistka z macierzystym jezykiem niemieckim, zostala sekretarka dyrektora rafinerii, Hoechtsmanna - najbardziej uprzywilejowana klasa".

*

Wyjasnilismy w ten sposob glosna ongis sprawe pani Suchestoff, wspomniana w opowiadaniu Abramowa-Newerlego. Ale nalog (po niemiecku: Sucht) szukania pozostal. W zapisanej przez Grynberga opowiesci Lustiga para pani Suchestow - ksiaze Radziwill zestawiona zostala z para pani Simpson - krol Edward VIII. Wrzucmy zatem do przegladarki dwa slowa, SIMPSON i RADZIWILL. Mozna w ten sposob trafic na rozne ciekawostki.

Na dyskusyjnym forum genealogicznym znajdujemy informacje o Amerykance Helen Karr Simpson (1895-1924), ktora podczas studiow w Vassar, pod koniec pierwszej wojny swiatowej, poznala ksiecia Wladyslawa Radziwilla. Zakochali sie w sobie, byla mowa o malzenstwie. Pare lat pozniej Radziwill ciezko zachorowal w Londynie. Panna Simpson pojechala do niego, w styczniu roku 1923 wzieli slub w szpitalu; pare godzin pozniej Radziwill zmarl. Po poltora roku, podczas wakacji spedzanych w stanie Maine, wdowa po Radziwille wybrala sie na poszukiwanie cennego pierscionka z diamentem, ale spadla z wysokiego urwiska i poniosla smierc na miejscu.

Nie wchodzac w szczegoly, wspomne tez, ze w latach dziewiecdziesiatych przed Federalnym Sadem Apelacyjnym toczyla sie sprawa z powodztwa pewnej stewardesy przeciwko telewizji ABC i jej producentowi Anthony'emu Radziwillowi (siostrzencowi Jacqueline Kennedy, dzis juz niezyjacemu), dotyczaca nieslawnie slynnego O.J. Simpsona, ktory lecac z Los Angeles do Chicago wkrotce po smierci zony rzekomo trzymal reke w woreczku z lodem...

*

Zawezmy poszukiwania do polskiego brzmienia nazwiska RADZIWILL, a otrzymamy takie oto nieoczekiwane zestawienie (w artykule historycznym o Dalmacji): "Spaleni sloncem podroznicy znajduja wytchnienie w chlodnych jak studnia dalmatynskich miastach, ktore od wiekow byly przytuliskiem dla uciekinierow z wielkiego swiata. To tutaj przed oczami ciekawskich schronili sie zakochani skandalisci: krol Anglii Edward VIII i Amerykanka Wallis Simpson, w Dubrowniku przystan znalezli: barski uchodzca ksiaze Karol Radziwill i dziewietnastowieczny podroznik Aleksander Sapieha, na Istrii zas szukali weny Henryk Sienkiewicz i Stanislaw Witkiewicz, ojciec Witkacego". W dalszym ciagu artykulu znajdziemy kilka pikantniejszych szczegolow: "Po upadku konfederacji barskiej ksiaze Karol Radziwill 'Panie Kochanku' znalazl schronienie w tutejszym klasztorze Pijarow. Te sama kwatere zajmowal przybyly w kilkadziesiat lat po Radziwille polski podroznik ksiaze Aleksander Sapieha, ktory chwalil goscinnosc dubrowniczan i urode... sluzacych, ktore co wieczor zbieraly sie kolo fontanny. W 1926 roku osiadl tu na stale polski kompozytor Ludomir Michal Rogowski. Wszedzie przy minimalnych przestrzeniach wydobyta jest perspektywa i wyraznie czuje sie, ze tutejsi ludzie kochali sie w pieknych ksztaltach, gdyz daja je ogladac ze wszystkich stron - ocenil".

*

Wiekszosc przytoczonych opowiesci toczy sie w latach dwudziestych i trzydziestych minionego wieku. Mieszaja sie w nich losy zydowskie i arystokratyczne, raz po raz pojawia sie pierscionek albo reka w woreczku z lodem, niczym slady obecnosci reki losu. Nawet kompozytor okazuje sie szczegolnie wrazliwy na ksztalty, na ich dookolna naocznosc. Wszystko sa to, jestesmy prawie pewni, historie prawdziwe. Wrocmy jednak do opowiesci drohobyckiej o pani Suchestow. Henryk Grynberg zadedykowal ja doktorowi Leopoldowi Lustigowi. Zapewne taka drohobycka opowiesc, pelna smakowitych szczegolow topograficznych od tegoz uslyszal. Usluzna przegladarka przypomina wszakze, ze w roku 1951 niemieckojezyczny pisarz (urodzony w swietnym roku 1910, roku Maltego) w Pradze (tam, gdzie wczesniej urodzil sie autor Maltego Rainer Maria Rilke) Hans Günther Adler napisal powiesc Die Reise (Podroz). Jej bohaterem jest doktor Leopold Lustig - jakby synteza zydowskiego losu w polowie XX wieku. Canetti i Doderer uwazali Podroz za dzielo kluczowe dla kogos, kto chce zrozumiec narodowy socjalizm. W Niemczech powiesc ukazala sie dopiero w roku 1962 i nie byla wznawiana, pare lat temu przypomnial ja wiedenski Zsolnay Verlag. Adler sam przeszedl przez Oswiecim i Buchenwald, jego bohater doznaje roznych upokorzen, jak zakaz wykonywania zawodu lekarskiego, praca smieciarza, deportacja; w koncu ginie w obozie. Opowiadajac dzieje swego bohatera wkrotce po zakonczeniu wojny, Adler przyjal osobliwa perspektywe, w ktorej rady udzielane Lustigowi przez abstrakcyjnego narratora przeplataja sie z relacjami jego znajomych i krewnych, tak ze czytelnik czesto nie wie, kto mowi. Monologi wewnetrzne i fikcyjne dialogi splataja sie w cos w rodzaju poematu proza czy wieloglosowej ballady.

*

Probuje przetlumaczyc na zakonczenie fragment powiesci Adlera o doktorze Leopoldzie Lustigu (obdarzonym, dodajmy, nazwiskiem znaczacym, cos jak Zabawny lub Wesoly), fragment skadinad smiertelnie powazny:

"Prawda jest bezlitosna i do niej nalezy zwyciestwo, choc malo kto w nie wierzy, bo tez rzadko z czego tak sie wysmiewano, jak z ostatecznego zwyciestwa prawdy, ktorej dzieje wspominaja o niezliczonych scierpianych obelgach, ale tez o zadnej definitywnej porazce. Prawda jest najstraszniejsza dla tego, kto nie ma na nia odwagi, a tchorzostwo msci ona jeszcze zacieklej niz wysmiewanie jej albo co gorsza schlebianie. Prawda nie znosi ucieczki i wczepia sie jak mscicielka, wnika wszystkimi porami, az podbije broniace sie przed nia serce. Bezlitosna jest zatem prawda dla tego, kto probuje zamknac przed nia serce, ale w koncu ulega, nie jest jednak okropna, to tylko klamstwo tak ja nazywa, wchodzac w sojusz z tym, co przerazliwe, zeby zwalczac prawde, odraczac jej zwyciestwo i przewlekac az do dnia swej kleski. Ale zwyciestwo prawdy nastapi, kiedy zaniknie przyzwyczajenie, chocby to mialo byc ostatnie przyzwyczajenie, do tego, ze wprawdzie mamy swiadomosc, ale nie potrafimy uwierzyc w nieuchronnosc samego zycia, jego kres".

*

A moze tu tkwi niebezpieczenstwo, czyhajace na pisarzy, co w swej tworczosci wychodza od dokumentu? Ze ktos pojdzie zarysowana przez nich droga i od mglistej prawdy autentycznego losu dojdzie do rownie dojmujacej prawdy, tkwiacej w losie fikcyjnym? A moze, przeciwnie, w tym ich sila? Czy prawdziwszy jest fikcyjny doktor Leopold Lustig Adlera czy rzeczywisty Grynberga? A moze w ostatecznym rachunku rzeczywistosc wlasnych badz cudzych przezyc nie ma wiekszego znaczenia i liczy sie tylko desen wytloczony na skorze reka losu?


komentarze, opinie, sugestie - kliknij tu aby wysłać e-mail