PRENUMERATA
"PRZEGLĄDU POLSKIEGO"
W WERSJI PDF:

 

 

Przeglad Polski (21 listopada 2003)


Marek Kusiba

Zabka przez Atlantyk

Klacz trojanska

Mieszkancow polnocnych rubiezy Stanow Zjednoczonych - zwanych potocznie Kanada - przez ostatnie dwa tygodnie budzily ze snu strzaly karabinowe. Nie byly to bynajmniej, a moze nie jedynie, manewry drzemiacych w Kanadzie baz al-Qaedy, ale odglosy polowan. Polowano przewaznie na sarny i jelenie, ktorych nadmiar grozil stratowaniem dwunoznym mieszkancom tego pieknego, aczkolwiek w dwoch trzecich zupelnie pustego kraju. I o ile w Kraju Klonowego Liscia sezon polowan dobiegl konca, w kraju nad Wisla wlasnie rozgorzal na dobre.

Na odstrzal przeznaczono ponownie dziennikarzy. W Polsce na zurnalistow wladza poluje zawsze wtedy, gdy zaczyna jej brakowac celow do wskazywania palcem, czyli wystawiania do odstrzalu winnych niedopatrzen i przekretow. Tak sie jakos sklada, ze dziennikarze coraz czesciej namierzaja, strzelaja i trafiaja ofiary w areopagach wladzy wlasnie. Przykra to wiadomosc dla kombinatorow udajacych politykow, ale trzeba sobie szczerze powiedziec, ze w Polsce z niebywala sila rozkwita dziennikarstwo sledcze. I, podobnie jak za czasow odrodzenia reportazu w latach 70., prym w dziedzinie wscibskosci wioda panie.

Z przyjemnoscia, ale i niepokojem obserwuje na przyklad poczynania Anny Marszalek z Rzeczpospolitej. Wystawia sie do strzalu w kazdym swoim "inwestygacyjnym" - jak mowia tam teraz modnie - reportazu. Ta klacz trojanska, wprowadzona podstepnie na lamy, zamiast siedziec na nich cicho jak u mamy, wywleka afere za afera. Poniewaz bohaterami wiekszosci z afer sa prokuratorzy, sedziowie, wojewodowie i bohaterowie polskiej codziennosci plci meskiej, Marszalek podejrzewana jest o feminizm. To i tak lepsze niz faszyzm.

Sejm Rzeczpospolitej, nie majac zaprawde innych powodow do zmartwien, wprowadzil podstepem "pod obrady" - niczym Achajowie wojujacy o odbicie Heleny (znow te kobiety!) - klacz trojanska do Troi (jakos trudno mi uwierzyc, ze kon trojanski byl ogierem) - "debate nad wolnoscia mediow w Polsce". Debata stala sie pretekstem do frontalnego ataku farbowanych politykow na prawdziwych dziennikarzy. Dostalo im sie najbardziej od poslow Samoobrony i Ligi Polskich Rodzin. Lont prowadzacy do wybuchu poselskiej nienawisci do mediow podpalil posel Zagorski (SKL) pytaniem do ministra sprawiedliwosci o sledztwa dotyczace ujawniania informacji o aferze Rywina oraz starachowickiej. Posel stwierdzil, ze dochodzi do eskalacji dzialan prokuratury przeciwko dziennikarzom sledczym i redakcjom TVN, Rzeczpospolitej, Gazety Wyborczej, Super Expressu, Wprost, Gazety Polskiej i Zycia Warszawy. "Eskalacja dzialan" prokuratury przeciw dostarczycielom informacji o przestepstwie, zamiast przestepcom, przypomina przesladowania pierwszych chrzescijan.

Moj osobisty ulubieniec, minister sprawiedliwosci Grzegorz Kurczuk, zdementowal pogloski o rzekomych polowaniach na czarownice, stwierdzajac po mesku, ze "nie ma w prokuraturze sezonu polowan na dziennikarzy". Co wiecej, minister zdobyl sie na okrzyk w niezrozumialym dla wiekszosci poslow prehistorycznym narzeczu, wolajac histerycznie "O tempora, o mores!". W ten sposob moj oraz Anny Marszalek ulubieniec zdementowal zarzuty wobec siebie jako klamliwe, przypominajac, ze on zawsze pomagal dziennikarzom w dochodzeniu prawdy, a nawet byl autorem poprawki do kodeksu postepowania karnego, dajacej zurnaliscie prawo do zachowania w tajemnicy zrodel informacji.

Opiewanie wlasnych zaslug podparl nastepnie obietnica, ze bedzie scigac za przecieki. Juz mi skora scierpla na grzbiecie, bo przypomnial mi sie stan wojenny, ale nie: minister nie zarzadzil wobec dziennikarzy weryfikacji, rozmow ostrzegawczych, rozpraw w trybie doraznym, internowania, wilczych biletow oraz wystawiania paszportow w jedna strone. Minister tym razem mial wspanialomyslnie na mysli wlasnych krnabrnych urzednikow, ktorzy puszczaja farbe, robiac niepotrzebnie zadyme w mediach. Maja ci oni, z ministerialnego nadania, powinnosc zachowania w tajemnicy przekretow i afer. Minister sprawiedliwosci na usprawiedliwienie takiej interpretacji prawa wycedzil argument z dziedziny kuchennej, upominajac media, ze instytucje panstwowe nie moga przypominac "przerdzewialego durszlaka".

Bliska skojarzeniowo wiekszosci poslanek i poslow z Samoobrony i LPR interpretacja ministra nie zaspokoila bynajmniej poselskiej ciekawosci. Czyzby zaradni poslowie podgrzewali juz na rusztach swoich intelektow kolejna ustawe ograniczajaca mediom dostep do informacji? Na razie domagaja sie jedynie od ministra ostrzejszego niz dotychczas scigania dziennikarzy, pod patriotycznym pretekstem dobra ojczyzny, ma sie rozumiec. Na mownicy pojawil sie znowu Andrzej Lepper, jak zwykle w roli Rejtana (kladacego sie na tory lokomotywy dziejow). Pytal dramatycznie, "co prokuratura robi z dziennikarzami", ktorzy zamieszczaja zdjecia Leppera jako Hitlera.

Lepperowi zapewne marzy sie powtorka z historii, moze chcialby, aby prokuratura sporzadzala listy proskrypcyjne skrybow i zajmowala sie zsylaniem ich do obozow pracy przymusowej w gospodarstwach rolnych Leppera? Kto wie, moze takie czasy jeszcze nadejda, Lepper i jemu podobni nie powinni tracic nadziei. Tymczasem mamy w Polsce, jak na razie, raczkujaca demokracje i dziennikarzy mozna jedynie straszyc smiercia, spaleniem domu, pobiciem zony oraz utrata pracy. Co rozni gangsterzy, pod oslona przekupionych sedziow i prokuratorow, robia nader gorliwie.

Gdy pisalem niedawno o reporterze z Rzeczpospolitej, straszonym smiercia przez gangstera B., zwolnionego ostatnio z aresztu - chyba w celu umozliwienia mu dotrzymania slowa - nie wiedzialem jeszcze o dziennikarzu, ktoremu za napisanie felietonu prokuratura zagrozila aresztem. Jest to wiadomosc dla mnie krzepiaca, bo w spisie zwierzat wyjetych spod ochrony resort sprawiedliwosci umieszcza takze felietonistow. A juz myslalem, ze niewinny felieton podlega dyskryminacji i zamierzalem rzucic sie w odmety dziennikarstwa sledczego. Lecz po chwili uswiadomilem sobie, ze mieszkam po zachodniej stronie wielkiej wody, gdzie metody typowe dla Wschodu jeszcze nie obowiazuja. O ile sie nie pracuje w (niektorych) polonijnych mediach, oczywiscie.

Zaklejanie geby plastrem wyzszych racji dziennikarzom, ktorzy maja duzo racji, ale nie dorobili sie na emigracji restauracji, wymaga osobnej analizy, dla ktorej felieton jest forma malo pojemna. Dochodza mnie jednak przecieki, bynajmniej nie z prokuratury, ze powstaje juz dzielo o roboczym tytule O wyzszosci cenzury polonijnej nad cenzura RP i PRL razem wzietych, i jest to wiadomosc jak najbardziej radosna: dobrze jest wiedziec, ze na emigracji dziennikarze ani na chwile nie traca kontaktu z rzeczywistoscia polska, bedac rownie wdziecznym celem polowan z nagonka, jak jelenie na krajowych medialnych rykowiskach.

 

komentarze, opinie, sugestie - kliknij tu aby wysłać e-mail