PRENUMERATA
"PRZEGLĄDU POLSKIEGO"
W WERSJI PDF:

 

 

Przeglad Polski (21 listopada 2003)


JERZY GIZELLA

Jan Bielatowicz
w 90-lecie urodzin


16 listopada Jan Bielatowicz ukonczylby 90 lat, ale smierc wyzwolila go od udreki i doli ziemskiej pielgrzymki znacznie wczesniej, niz pozwalaja rokowac statystyki. Urodzony w 1913 roku, niezwykly zolnierz w okresie II wojny swiatowej, publicysta, poeta i krytyk literacki, redaktor i wydawca pism katolickich dla polskich emigrantow w Londynie zmarl w miejscu swej ostatniej misji 27 listopada 1965 r. Przepowiednia wieszcza o tragicznym dla Polakow listopadzie zamknela sie symbolicznie pomiedzy dwiema krancowymi datami jego biografii.

Bielatowicz ukonczyl studia na Uniwersytecie Jagiellonskim w 1937 roku, uzyskujac stopien magistra filologii polskiej. Debiutowal w prasie krajowej majac 17 lat, jeszcze jako uczen gimnazjum w Tarnowie. Kariere literacka ("z powolania") i dziennikarska ("z zamilowania i z wyboru") przerwala brutalnie wojna. Najpierw przedostal sie na Wegry, gdzie organizowal przerzuty polskich zolnierzy do Francji. Po dekonspiracji komorki przerzutowej zostal aresztowany przez wladze wegierskie i osadzany w kolejnych obozach, na koncu w karnym w Komarom, skad jednak uciekl i poprzez Jugoslawie i Turcje zdolal dostac sie do polskiego wojska na Bliskim Wschodzie. Walczyl pod Tobrukiem i we Wloszech. Za udzial w bitwie pod Monte Cassino zostal odznaczony Krzyzem Walecznych. Po wojnie zamieszkal w 1946 roku w Anglii. Do najwazniejszych jego prac naleza reportaze i publicystyka zamieszczane w prasie wojennej ukazujacej sie na Bliskim Wschodzie (Przy kierownicy w Tobruku, Gazecie Polskiej i Orle Bialym). W 1947 roku w Instytucie Literackim w Rzymie ukazal sie tom Passegiata. Szkice wloskie, potem kolejno tomy opowiadan i reportazy poswieconych kampaniom wojennym i dziejom Samodzielnej Brygady Karpackiej, ale najwazniejszym pozostaje na pewno tom stanowiacy wybor recenzji i felietonow literackich pt. Literatura na emigracji, wydany przez Polska Fundacje Kulturalna w Londynie w 1970 roku (wznowiony w 1998). W tym ostatnim, zebranym juz po smierci autora tomie najpelniej prezentowane sa poglady etyczne i estetyczne Bielatowicza, ktore zapewnily mu trwale miejsce w literaturze tworzonej na wygnaniu.

W pierwszej czesci tego zbioru, zatytulowanej skromnie Proby syntez - daje autor przeglad swoich pogladow nie tylko na sytuacje literatury i sztuki tworzonej w warunkach wolnego swiata, ale takze stara sie ja usytuowac w szerszym kontekscie - na tle losow powojennej Europy, pradow filozoficznych i mod artystycznych oraz sytuacji, w ktorej intelektualisci - przede wszystkim pisarze - musza sie zmierzyc z przemoznym wplywem "ducha czasu", jakze obojetnym wobec prowincjonalnych gustow uciekinierow ze stalinowskiej utopii i ich powiklanych losow. Jesli dzis mowimy o powszechnej utracie kompasu duchowego i poznawczym czy lepiej: aksjologicznym zamecie - to czytajac wybrane artykuly Bielatowicza sprzed lat bez mala piecdziesieciu, mozemy tylko podziwiac zwartosc i konsekwencje jego pogladow wynikajacych z bezkompromisowo wyznawanego systemu wartosci. Nieprzypadkowo Bielatowicz zwiazal sie od poczatku z ta czescia emigracji, dla ktorej najwazniejsza i najbardziej palaca potrzeba bylo odtworzenie na fundamentach mysli katolickiej podstaw bytu narodowego i kulturalnego. Staral sie o przeciwwage dla cenzury w PRL-u i falszywej, wulgarnej marksistowskiej interpretacji dorobku dwudziestolecia miedzywojennego we wszystkich dziedzinach pisarstwa - od historii, historii prawa, doktryn politycznych i ekonomicznych po najbardziej subiektywna i zlozona literature piekna.

W jego rozwazaniach nad dorobkiem emigracji znajdziemy analizy i zapisy dokumentalne dotyczace dziejow polskiej emigracji wojskowej oraz ocene udzialu polskich sil zbrojnych w walce z Niemcami. Piszac o porazkach, probuje nawiazywac do dziejow Wielkiej Emigracji oraz bledow i pomylek, jakie ta pierwsza fala wychodzcow po upadku powstania listopadowego popelnila, wiklajac sie w spory i dajac mamic ideologiami, ktore ze sprawa odzyskania bytu narodowego i panstwowego niewiele mialy wspolnego. Ton tych analiz jest wywazony i chlodny, ale tez niepozbawiony ironii, a czasem i sarkazmu: "Z faktow, ze historia sie powtarza, a Bog nierychliwy, ale sprawiedliwy, wynika nasz trzezwy (na ogol) stosunek wobec wlasnych losow i przyszlosci. Nie popadamy w rozpacz i nie uwazamy sie za Chrystusa narodow. Tym wiec jestesmy wieksi od Wielkiej Emigracji: ze nie glosimy narodowego mesjanizmu. Ze nie glosimy w ogole niczego, to juz inna sprawa. W kazdym razie nie glosimy glupstw i bledow".

Wskazujac na roznice miedzy Wielka a Paczkowa emigracja - jak ironicznie nazywano sie w polskim Londynie - podkreslal, ze ta pierwsza sklada sie w przytlaczajacej wiekszosci z najwyzszych sfer spolecznych (oficerow, politykow, uczonych, artystow), a ta druga "z masy spolecznej chlopsko-mieszczanskiej", prawdziwie narodowej i demokratycznie dotknietej przez los i historie. Te pierwsza zachecano i goszczono (zarowno rzady, jak i spoleczenstwa), zywiono i ubierano oraz chroniono pod dachem, tej drugiej nie tylko nie zachecano, ale jeszcze wypraszano brutalnie, niczego nie zapewniano, musiala walczyc o byt, polaczony najczesciej z deklasacja, zakasac rekawy i zatroszczyc sie o siebie sama. Nie dosc na tym - emigracja polistopadowa czerpala zrodla utrzymania z kraju, (te listy Juliusza do matki!), a powojenna nie tylko nie wyciagala do kraju reki (bo nie mogla), ale jeszcze ten kraj jesli nie utrzymywala, to na pewno wspierala - i pamietamy, jak dlugo. Czy dzis moglby ktos liczyc na rewanz wolnego i tak wysmienicie, jak podaja gazety, prosperujacego ekonomicznie kraju? Nikt nie uslyszy takze zaproszen do Polski - zaden z wyksztalconych i obeznanych ze swiatem emigrantow. Dzis w kraju skromne nadzieje Bielatowicza skwitowalby zbiorowy smiech i pukanie sie w czolo.

Czytal wszystko uwaznie i nawet jesli kogos cenil, a ten zlamal jakis kanon lub wypuscil ze swych glebin duchowych bubel myslowy - nie darowal i znecal sie bezlitosnie nad delikwentem, np. nad Juliuszem Mieroszewskim, ktory przy jakiejs okazji pozwolil sobie na hipoteze, iz ksiazki emigracyjnych pisarzy rozchodzilyby sie znacznie lepiej, gdyby wydawcy u recenzentow zamawiali oplacane recenzje... Akurat ten postulat w obecnym krajowym ruchu wydawniczym jest realizowany z nadwyzka, a "obsliniajacych sie" recenzjami w kraju nikt juz nawet nie odrozni od resztek "strzelcow wyborowych", postepujacych zgodnie z zasadami etyki krytyka i pisarza. Od takich uwag szczegolowych Bielatowicz potrafi wdac sie w bardzo subtelne analizy na temat tradycji i moralnosci, podkresla np., ze tradycja moze sie zmieniac, moralnosc musi byc jednak stala. Widac w tym mysleniu wyrazne nawiazanie do "potrzeby korzeni" Simone Weil i jej refleksji nad stosunkiem do tradycji i moralnosci. W liberum veto mozna upatrywac zrodla wszystkich nieszczesc politycznych Polski, ale jest to - wedlug Bielatowicza - zasada nowoczesnej demokracji parlamentarnej i podstawa dzialania opozycji. Rzecz w proporcjach, intencjach i moralnosci, czyli sumieniu powinna sie wazyc, a wiec w etyce i jej nakazach. Tego, czego nie nauczylismy sie z bledow przeszlosci, to "polskie potepiencze swary". Pozbawieni mozliwosci wyzycia sie w normalnym zyciu politycznym publicysci i dziennikarze rzucaja sie na siebie z zajadloscia tygrysow. Ze smutkiem zauwaza Bielatowicz wyjalowienie duchowe i chorobliwe doktrynerstwo tworczosci tego typu i pisze: "Czytajac prase emigracyjna mozna by wysnuc wniosek, ze najwiekszymi wrogami Polakow sa Polacy (...)". W innym miejscu krytykuje zywotnosc sztuki rozumianej wylacznie jako folklor, a zaniedbanie form bardziej inteligenckich, jak czytelnictwo ksiazki naukowej czy generalnie "trudniejszej", nieprzeznaczonej dla masowego odbiorcy. A wiedzial, co pisze, z wlasnego podworka - byl przeciez zarowno wieloletnim redaktorem naczelnym tygodnikow katolickich (Gazeta Niedzielna, Zycie, Droga) i redaktorem - od 1955 roku - serii Biblioteki Polskiej w katolickim wydawnictwie Veritas w Londynie (zalozonym w 1947 roku i istniejacym do dzis). Nie trzeba wielkiej przenikliwosci, zeby zaobserwowac podobne tendencje i dzis, mimo tylu zmian gustow i rewolucji technologicznych.

I wreszcie warto chyba przypomniec rozwazania niezwykle aktualne, zawarte w szkicu Czy Polska lezy w Europie?. Tym, ktorzy maja co do tego ciagle watpliwosci, a nie moga sie doczekac "wstapienia do Unii Europejskiej", warto ten szkic polecic w calosci. Aby zachecic do lektury tomu Bielatowicza, wystarczy moze zacytowac tylko dwa krotkie fragmenty: "O europejskosci Polaka najlepiej swiadczy wiernosc wlasnemu narodowi. Najbardziej po europejsku postepuje Polak, ktory nie zapiera sie wlasnego narodu. Najlepszym swiadectwem europejskosci Polaka jest jego pochodzenie. Natomiast nowoczesne koczownictwo, czyli zmiana narodowosci, wywodzi sie z moralnosci i mentalnosci stepowej, azjatyckiej". I dalej wyjasnia na przykladzie bliskim uprawianej przez siebie samego tworczosci: "Literatura polska, wbrew powszechnemu przekonaniu, nie jest wcale taka ´narodowaª i regionalna, i nieczytelna dla obcych, przeciwnie, jest zbyt czytelna, epigonska, spozniona, nasladowcza w stosunku do literatur Zachodu. Ma oczy stale utkwione w obce wzory, ciagle kogos dogania i nasladuje. Juz Karol Irzykowski, znany w dwudziestoleciu krytyk, demaskowal nasze pasozytnictwo na zdobyczach obcych i plagiatowosc (nasladowanie) naszych przelomow literackich. Wszystkie kierunki, wzory, formy i tresci czerpiemy z Zachodu lub Wschodu Europy. Obawiamy sie i wstydzimy wlasnych: Jakze trudno bylo Mikolajowi Rejowi przekonac Polakow, iz ´swoj jezyk majaª!".

Jan Bielatowicz recenzowal i proze, i tworczosc poetycka. Na ogol ksiazki, jakie zauwazal i ktore poddawal czesto surowej, ale jednak wywazonej ocenie, wchodzily do historii polskiej literatury. Obok znanych nazwisk w prozie - Nowakowskiego, Mostwin, Romanowiczowej, Hostowca, Wittlina czy Herlinga-Grudzinskiego, pojawiaja sie mniej znani, a dzis czesto juz zapomniani autorzy, np. Juliusz Sakowski, Ignacy Wieniewski, Janusz Kowalewski czy Ryszard Kiersnowski. Dla niektorych, mimo rangi, ma tylko marginalne lub zdawkowe kilka zdan. Nie rozplywa sie ani nad Miloszem, ani nad Jozefem Mackiewiczem, temu ostatniemu zarzucajac zafascynowanie manicheizmem i propagowanie idei rozpaczy jako odpowiedzi na zagrozenie bolszewickim nihilizmem (Droga donikad).

Wsrod poetow bezwzglednie najwyzsza range przyznawal Kazimierzowi Wierzynskiemu, ktorego tworczosc omawial na tle calej wspolczesnej autorowi poezji nie tylko emigracyjnej, ale i swiatowej, dostrzegajac w niej walory scisle katolickie i uniwersalne. Podobnie wysoko ocenial poezje Jozefa Lobodowskiego, podkreslajac dobroczynnosc wplywu kultury hiszpanskiej na rozwoj talentu poety i tlumacza, a zarazem ambasadora zblizenia polsko-hiszpanskiego, w czym, o paradoksie, pomoglo mu wybitnie przebywanie w hiszpanskim wiezieniu. Osobne szkice poswieca Hemarowi, Obertynskiej, Pietrkiewiczowi, Sulkowskiemu czy Janowi Rostworowskiemu.

Szkoda, ze Bielatowicz bardzo rzadko jest wspominany i uwzgledniany w krajowych podrecznikach literatury, antologiach krytyki i historii literatury. Byc moze dlatego, ze pisal staromodnym, pelnym stylistycznych archaizmow jezykiem i ze jego erudycja oraz wartosciowanie wynikaly z przekonania o istnieniu podstawowego, niezbywalnego kanonu etycznego dla wszystkich. Byc moze i dlatego, ze jego jasne kryteria absolutyzowaly literature, a pisarzom stawialy najwyzsze wymagania - ideowe i artystyczne. Traktowal literature jako misje, a nie tylko rozrywke czy niedzielne hobby. Nie dopuszczal do siebie mysli, ze moze byc inaczej - i ze literatura piekna, nie tylko na emigracji, ma juz raczej szczyt potegi i wplywu na umysly za soba.

-----------------------

Wszystkie cytaty za: Jan Bielatowicz, Literatura na emigracji, Polska Fundacja Kulturalna, Londyn, 1998, s. 240.


komentarze, opinie, sugestie - kliknij tu aby wysłać e-mail