PRENUMERATA
"PRZEGLĄDU POLSKIEGO"
W WERSJI PDF:

 

 

Przeglad Polski (14 listopada 2003)


JAN ZIELINSKI

Pod innym katem

Bardzo cienka kreska


Stara ksiega w pieknej polskorkowej oprawie, z grzbietem podzielonym grubymi zwiazaniami na zdobione florealnymi ornamentami kwadraty, z ktorych jeden opatrzony jest francuskim tytulem, oznajmiajacym, ze mamy do czynienia z historia Polski.

Na zdjeciu krakowskiego fotografa (urodzonego w roku 1967 w Rzymie) Andrzeja Pilichowskiego-Ragno na tylnej okladce ksiegi umieszczono symetrycznie piec metalowych nakretek, przy czym najwieksza, zlocista, tkwi posrodku. Srub nie widac, wiec nie chodzi o efekt przyszpilenia ksiegi, co mozna by uznac za metafore trudu krytyka literackiego. Jesli nie chodzi o przyszpilenie, to o co? Moze o kontrast miedzy staromodna oprawa a troche bardziej nowoczesnymi (choc przecie bez przesady) nakretkami? O zderzenie pieknej literatury z chlodnym, technicznym do niej podejsciem?

Pytania, jakie budzi zdjecie na okladce ksiazki Jerzego Gizelli Pisarze i kopisci, pozostaja nierozstrzygniete. Uciekaja przed jednoznacznoscia, podobnie zreszta, jak umyka przed nia autor.

*

Jerzy Gizella (dobry rocznik 1949) tez wywodzi sie z Krakowa, jest absolwentem tamtejszej polonistyki, uczyl m.in. polskiego w liceum plastycznym. Od kilkunastu lat mieszka w Birmingham, nie w angielskim miescie, w ktorym Tolkien roil dzieciece marzenia, tylko w amerykanskim Birmingham, w stanie Alabama, na glebokim Poludniu. Prywatnie jest mezem pisarki dla mlodziezy Ewy Lach (Na latajacym dywanie, Kosmohikanie, Romeo, Julia i blad szeryfa). Ten, kto tak chetnie pisuje o poetach, sam jest poeta, nalezal do grupy Tylicz, w ubieglym roku pozbieral swe wiersze z kilku tomikow w ksiazce Weterani wojny trojanskiej. Teksty zebrane w Pisarzach i kopistach to recenzje z ostatnich lat, czesc z nich ukazala sie na lamach Przegladu Polskiego, pozostale w Czasie Kultury, Toposie i innych pismach krajowych. Niemal wszystkie omawiane w recenzjach ksiazki wyszly w latach 2000-2002.

*

Wczesniejszy wyjatek (1997 r.) to omowienie ksiazki zbiorowej o nieslusznie wciaz przez wielu niedocenianym krakowskim pisarzu Stanislawie Czyczu. Napisalem "niedocenianym", ale wlasciwie Czycz nalezy do przypadkow posrednich. Nie ma wprawdzie niepodwazalnego miejsca w historii literatury, pozostaje w cieniu Andrzeja Bursy, z ktorym sie przyjaznil, ale zarazem ma calkiem pokazny krag wielbicieli. Trzy lata temu w Krakowie odbyl sie "Festiwal mlodych poetow z Czyczem w tle", pismo Ha!art ustanowilo nagrode poetycka jego imienia, wczesniej ukazala sie recenzowana przez Gizelle ksiazka zawierajaca teksty rozproszone i wspomnienia. Jak na zapoznanego i niedocenianego - calkiem niezle.

Widzialem niedawno w Bibliotece Narodowej (ktora dorobila sie pokaznej kolekcji filmow o pisarzach i pokazuje je systematycznie uczniom warszawskich szkol) dwa filmy Andrzeja Titkowa, mocno zwiazane z Czyczem i z Bursa. Pierwszy, Z pamieci, to film dokumentalny o Andrzeju Bursie, w ktorym wspominaja go bliscy, wsrod nich Stanislaw Czycz o zniszczonej, pooranej twarzy. Drugi, Odbite swiatlo, jest filmem fabularnym, zainspirowanym glosnym opowiadaniem Czycza And. Ale Titkow wywodzi sie przeciez z dokumentu i w tym drugim filmie najbardziej poruszajace bylo dla mnie wlasnie przeplatanie filmowego jezyka fabuly i dokumentu. Trzy zwlaszcza momenty, trzy ujecia jak martwe natury. Na poczatku scena zamalowywania, na rozkaz i pod okiem milicji, slowa SOLIDARNOSC na murze w czasie stanu wojennego. Spod czarnej farby przeziera slowo-symbol, zamazane, ale rozpoznawalne. Przejrzysty, wymowny znak daremnosci prob stlumienia woli narodu, silniejszej od zastosowanej przez panstwo czy system przemocy. W srodku filmu scena przetapiania skladow drukarskich z propagandowa, sklamana literatura, kiedy rzadki czcionek stapiaja sie w ciemna, oleista breje - przejrzysty, wymowny symbol wiazanych z Pazdziernikiem '56 nadziei na przekreslenie klamstw minionego okresu. I trzecia martwa natura: po naglej smierci chorego na serce poety kamera kieruje sie na stojacy na umywalce pedzel do golenia, z ktorego zmarly nie zdazyl splukac piany. Przejrzysty, wymowny sygnal kruchosci istnienia i daremnosci codziennych gestow w obliczu smierci. W tych trzech scenach filmowa narracja zmienia rytm, zwalnia, niemal sie zatrzymuje. Daje asumpt do refleksji, do namyslu.

O tych scenach z filmu Titkowa myslalem, czytajac to, co Jerzy Gizella napisal o Czyczu. Znal go, podobnie jak Titkow, osobiscie, ale tego faktu nie dyskontuje, potwierdzajac jedynie dosc ogolnikowa opinie Krzysztofa Lisowskiego ("Takiego Czycza znalem i takiego zachowam w swojej pamieci", pisze). Role dokumentalnych wtretow w fabularnej narracji Titkowa pelnia u Gizelli odniesienia literackie. Najpierw do Milosza, ktory w Abecadle dal swoja wersje znanej tez z innych relacji anegdoty o poetyckich poczatkach Czycza i roli, jaka w jego debiucie odegraly, znalezione ponoc walizce magika, wiersze z cyklu Glosy biednych ludzi. A pod koniec - ciekawie przeprowadzona paralela miedzy relacja laczaca Burse z Czyczem a sytuacja przedstawiona przez Kornela Filipowicza (kolejny zapoznany a wazny pisarz krakowski) w mikropowiesci Pamietnik antybohatera. Mikropowiesci, ktora ukazala sie w tym samym roku, co debiut Czycza.

Gizella ma temperament polemisty, dlatego tez miedzy tymi dwoma przerywnikami kruszy o Czycza kopie z poznanskim krytykiem i historykiem literatury Przemyslawem Czaplinskim. Echo tej polemiki powraca na kartach Pisarzy i kopistow w szkicu W obronie wartosci i kultury, w ktorym autor z upodobaniem cytuje polemike Tomasza Burka ze "splycona ocena prozy Stanislawa Czycza" u tegoz Czaplinskiego: "Samotnosc i wielkosc Czycza na tym polegala, ze obcy mu byl duch pustoty. Nie szukal porozumienia z Koziolkiem Matolkiem. Pisal dla Pana Boga - czytelnika najbardziej wymagajacego". Burek, dodajmy, nalezal do pierwszych, co sie na wartosci pisarstwa Czycza poznali. A do metafory Koziolka Matolka powrocil Gizella niedawno na tych lamach (PP, 25 lipca 2003 r.) w szkicu o powiesci Marka Nowakowskiego, wysmiewajac sie z pompatycznych obchodow 70. rocznicy "powolania do zycia przez Kornela Makuszynskiego fikcyjnej postaci Koziolka Matolka" i z mianowania Pacanowa "europejska stolica bajki".

*

Cienka kreska. Nie przypadkiem posluzylem sie odwolaniem do tytulu powiesci Zagajewskiego. To bowiem jest dla literackich wyborow Jerzego Gizelli najwazniejszy chyba punkt odniesienia. Nawet piszac o innych - chocby o Klejnockim - Gizella odnosi sie do Zagajewskiego jak do wzorca, jak do metra z SZvres. A jednak czytajac szkic o tomiku Pragnienie trudno jednoznacznie okreslic, jakie jest miejsce Zagajewskiego w hierarchii Gizelli. Pomijam juz takie drobiazgi, jak to, ze charakteryzujac obrazy miast, licznie wystepujace w tym tomie wierszy Zagajewskiego, Gizella pisze: "Sa to miasta azurowe, zwiewne, nie ma w nich nedzy, zatraty, wystepku", gdy tymczasem dwie strony wczesniej sam cytowal z wiersza Wschod slonca nad Cassis: "i kurwy wracaja/ do swych nedznych mieszkan". Spojrzmy wszakze, jak w tym szkicu, zatytulowanym Pracownia artysty, poczyna sobie krytyk z poeta. Zaczyna od charakterystyki poetow, ktorzy lubia sie nazywac rzemieslnikami slowa i lubia sie przedstawiac we wnetrzu wlasnej pracowni. Slowem camera obscura charakteryzuje pracownie Rembrandta, o pracowni Zagajewskiego powiada, ze to ciemnia. "Poeta nie wychodzi do ogrodu i nie rozklada sztalug. Spostrzega i zapamietuje, fotografuje plenery w pamieci. Nosi w sobie obrazy i slowa tak dlugo, az wydestyluja sie i skondensuja. Teraz powinien nastapic wglad, czyli olsnienie. Wtedy wiersz jest gotowy do zapisania".

Wszystko sie zgadza, choc ciagle nie mamy pewnosci, czy autor lekko nie kpi. Potem nastepuje czesc krytyczna. Wobec poszczegolnych sformulowan, jak "cierpliwa medytacja" - slusznie, moze byc bowiem medytacja niecierpliwa? Wobec klocacej sie z powolnym tempem pisania, charakterystycznym dla klasykow - nadproduktywnosci. Wobec swiatowych poz: "Mieszka w Paryzu, wyklada w Houston, spaceruje po Krakowie" (szkic pochodzi z roku 1999, dzis nalezaloby odwrocic kolejnosc).

Nastepnie Gizella charakteryzuje melancholie Zagajewskiego, nie cofajac sie przed zdaniem jawnie wartosciujacym ("Zagajewski jest Rembrandtem poezji"). Rembrandt powroci jeszcze pod koniec szkicu, gdzie pojawia sie wizja swiata, z ktorego nagle znikly, melancholijne w domysle, arcydziela literatury i sztuki: "Ludzie, ktorzy nie lubia takich malarzy jak Rembrandt i nie kochaja swiata, porazajacego z jego obrazow wzrok widzow w galeriach i muzeach - odetchna z ulga". Zagajewski, wedle Gizelli, nie dopuszcza takiego scenariusza. "Pisze sobie jak za dawnych dobrych lat". W dodatku jest zupelnie pozbawiony zmyslu ironii. "Diagnoza poety jest zarysowana ´cienka kreskaª, nastrojem, swiatlocieniem". W obliczu zalewu masowej kultury pozostaje mu tylko jedno: "Wytrwanie na wiezy obserwacyjnej do konca".

*

Wezmy dla odmiany tekst zdecydowanie polemiczny, zjadliwa recenzje tomiku wierszy Piotra (nie mylic z Antonim) Pawlaka, zatytulowana jednoznacznie: Czolganie czytelnika po sniegu metafor. Gizella zaczyna od teoretycznego wstepu, w ktorym odwoluje sie do analiz Baranczaka, miazdzacych poezje lat szescdziesiatych (glownie Orientacji "Hybrydy"), po czym przechodzi do wierszy jednego z poetow pokolenia, ktore "nie tylko nie czyta analiz Baranczaka, ale ma generalnie negatywny stosunek do tworczosci przesyconej inna swiadomoscia niz poetycka (np. spoleczna)". Czesc analityczna recenzji jest swoistym majstersztykiem, od przykladow prostych metafor ("siersc zarowek"), poprzez coraz bardziej skomplikowane ("´wodki zrenicª sa ´jak podbrzusza niemowlatª" czy "lamp jarzeniowych rozchylone lebki"), by zakonczyc wyliczanka zdrobnien: "Kieliszeczki, szkielka, lapki, rybki, spodniczki, ´kosteczki zaslinionych brzozª, ´spodenki lampª, itp., itd.". Coz jednak poczac, kiedy krytyk sam jest poeta i choc rozumiemy jego nastawienie i intencje, calosc, zwlaszcza przeczytana na glos, bez sygnalow cudzego slowa, zlewa sie w swoisty poemacik, pol parodyjny, pol serio?

*

Zaiste, tylko bardzo cienka kreska dzieli w tekstach Gizelli podziw od parodii. I na odwrot.

------------------------

Jerzy Gizella, Pisarze i kopisci. Z notatnika recenzenta, inter esse, Krakow 2003, s. 174.


komentarze, opinie, sugestie - kliknij tu aby wysłać e-mail