PRENUMERATA
"PRZEGLĄDU POLSKIEGO"
W WERSJI PDF:

 

 

Przeglad Polski (7 listopada 2003)


JOANNA ROSTROPOWICZ-CLARK

"Jestem Polakiem,
ale zarazem uwazam sie za Zyda"

Polska nalezy do krajow o szczegolnie rozwinietej dziwnosci.

Aleksander Hertz, Wyznania starego czlowieka

Habent sua fata libelli. Ksiazke Aleksandra Hertza Zydzi w kulturze polskiej, wydana przez Instytut Literacki Jerzego Giedroycia, przeczytalam po raz pierwszy w 1963 r. w ciagu jednej nocy, poniewaz nazajutrz musialam ja oddac kolezance, ktora takze pozyczyla ten egzemplarz na pare dni. Obie pracowalysmy w Osrodku Badania Opinii Publicznej przy Polskim Radiu, wowczas pierwszym i jedynym instytucie badan socjologicznych w naszej euro-azjatyckiej czesci swiata, nieustannie szykanowanym i wkrotce zlikwidowanym, zastapionym przez wiernopoddancza imitacje pod tym samym szyldem. Nazwisko Aleksandra Hertza nie bylo mi obce; wiedzialam, ze byl przed wojna wybitnym warszawskim socjologiem, znalam jego studium o socjologii teatru, wspominal go na swoich seminariach Stanislaw Ossowski. Kolezanka, ktora pozyczyla mi ksiazke, Stefa Dzieciolowska, stracila w lodzkim getcie oboje rodzicow, nauczycieli gimnazjalnych, i dla niej lektura Zydow w kulturze polskiej byla wstrzasem, msza za umarlych. Mnie uderzyl styl Hertza: spokojny, urzekajaco obiektywny. Westchnelam, czemu wlasciwie ta socjologiczna obiektywna ksiazka o wspolzyciu naszych nacji, o zaslugach Zydow w rozwoju polskiej kultury nie moze byc, dwadziescia lat po wojnie, wydana w Polsce. "Wystarczy, ze obiektywna - odpowiedziala Stefa. - Wlasnie obiektywnie o niczym nie wolno, ani o wspolzyciu, ani o kulturze, a juz najbardziej o Zydach. Ani o tym, ze bylismy, ani ze nas nie ma. Ale jak im znow bedziemy potrzebni na kozlow ofiarnych, to nas znajda... Zycze ci, zebys dozyla wydania Hertza w Polsce. Moze za czterdziesci lat?".

Pierwsze krajowe wydanie Zydow w kulturze polskiej ukazalo sie w mizernym i okaleczonym cieciami cenzury nakladzie Biblioteki "Wiezi" w 1988 r., ale dopiero obecne, w dobrym opracowaniu edytorskim i z nader interesujaca przedmowa Czeslawa Milosza, jest po proroczych czterdziestu latach ta ksiazka, jaka Hertz pisal w malym miasteczku Jackson w stanie New Hampshire dla Polakow w kraju. Milosz znal Hertza, na krotko przed wojna pracowal z nim w Polskim Radiu, a po wojnie, kiedy obaj znalezli sie w Ameryce, czesto z nim rozmawial i - jak pisze w ostatnim zdaniu przedmowy-wspomnienia - byl jedna z niewielu osob, ktore odprowadzily go w 1983 r. na nowojorski cmentarz. Najwazniejsza ksiazke romantycznego socjologa tak ocenia realistyczny poeta: "Ksiazka Zydzi w kulturze polskiej zostala napisana przez socjologa, ktory juz czul sie polskim Zydem, nie wyniosl jednak urazu ze swoich lat w Polsce i dbal o jak najwiekszy obiektywizm. Ale Hertz, nie zapominajmy o tym, pisal te ksiazke w Ameryce, daleko od miejsc, na ktorych otworzyla sie otchlan, abyssos, i mysle, ze gdyby byl jednym z nielicznych ocalonych tam, w Polsce, nie umialby tak spokojnej ksiazki napisac".

Trudno z cala pewnoscia stwierdzic, czy Hertz z Polski nie wyniosl urazow, ale z dala od kraju, o ktorym wciaz myslal, moze przekornie w rozmowach z niepozbawionym urazow przyjacielem jej bronil. Nieliczni ocaleni, "szczatki polskiego zydostwa", ze przywolam okreslenie Hertza, roznie po wojnie pisali, jedni zawsze z rozpacza, u innych, profesorow, dziennikarzy, satyrykow, mogl dziwic "spokoj". W swojej ostatniej ksiazce Wyznania starego czlowieka Hertz napisal, ze wiersz Czeslawa Milosza Campo di Fiori byl dla niego ogromnym przezyciem intelektualnym. "Mozliwe, ze bez tego wiersza moi Zydzi w kulturze polskiej nie byliby napisani lub wygladaliby inaczej". Najwyzej przez niego cenionym wspolczesnym polskim pisarzem byl Witold Gombrowicz. Nie lubil Sienkiewicza, a scislej jego pozycji na nacjonalistycznym piedestale. Ale nie bez dumy pisze o swoich "legitymacjach co do polskosci": jego ojciec, stryj i dwaj bracia babki zostali zeslani po powstaniu styczniowym na Sybir, on sam walczyl w Legionach, siedzial w niemieckich wiezieniach. Jako mlody czlowiek czul sie po prostu Polakiem, pozniej, w haniebnych latach rozpanoszonej endecczyzny to jasne poczucie tozsamosci zostalo mu odebrane. Nie mogl wrocic do swiata zydowskiego odleglych przodkow, a akceptujacy go swiat polski gwaltownie sie kurczyl. Stal sie jedna z wielu ofiar brutalnego procesu, dla ktorego stworzy termin "przymusowej depolonizacji" Polakow pochodzenia zydowskiego. Rownowage duchowa pomogl mu wtedy odzyskac Stanislaw Vincenz, byc moze najwybitniejszy polski teoretyk i praktyk wielokulturowosci i przez wiele lat najblizszy przyjaciel Hertza.

We wrzesniu 1939 r. panstwo Hertzowie przedostali sie do Rumunii i stamtad, po okresie wspolnej dla wielu Polakow peregrynacji, do Stanow Zjednoczonych. I tu, w kraju demokratycznego pluralizmu, mimo wszystkich jego niedoskonalosci, Hertz poczul sie u siebie w domu, poniewaz nikt nie kwestionowal jego prawa do tego zadomowienia. Ameryka nie tylko dala mu, jak pisze, wspolna wielu milionom imigrantow tozsamosc rownoprawnego obywatela USA, ale pozwolila mu byc soba w jego wlasnej niejednolitej tozsamosci. "Nie odczuwam zadnej sprzecznosci miedzy swoja polskoscia i zydowskoscia. Obie we mnie wspolzyja harmonijnie i nie kloca sie ze soba. Jest to w najwiekszym stopniu mozliwe dzieki memu uczestnictwu w kulturze Stanow Zjednoczonych, w tym, ze moge o sobie powiedziec I am an American".

Spokoj osobisty, za ktory dobry i spragniony dobra pan Aleksander Hertz dziekuje Ameryce, nie stlumil jednak jego niepokoju o przyszlosc swiata, a przede wszystkim - co jest emocjonalnym podtekstem Zydow w kulturze polskiej - o przyszlosc Polski. Obserwujac bowiem bacznie zmagania sil wolnosciowych z rezimem komunistycznym, Hertz obawial sie uzycia przez zagrozony oboz wladzy narkotyku antysemityzmu, ktory "... moze spelnic to zadanie, jakie spelnial, gdy byl wyzyskiwany przez rzad carski i pokrewne mu systemy w tej czesci Europy: moze liczyc na zyczliwe przyjecie w masach ludzkich". Tych wiec Polakow, ktorzy w jego jakze slusznych przewidywaniach beda musieli przeciwdzialac tej odwiecznie stosowanej metodzie kierowania gniewu ludu na boczny tor antyzydowskich uprzedzen, Hertz postanawia uzbroic w minimalnie im znana wiedze historyczna o wspoluczestnictwie Zydow w rozwoju materialnej i duchowej kultury polskiej. Od jej zarania (byli "wsrod pierwszych narratorow faktu powstawania panstwowosci polskiej, bili monete za pierwszych Piastow") do czasow najnowszych. Co wiecej, i co wydaje sie go najbardziej pasjonowac, Hertz oferuje arsenal argumentow nicujacych odwieczne i nowsze stereotypy antyzydowskie. Jego adresatem jest tu czytelnik polski, oczywiscie niezaleznie od tzw. pochodzenia, ktory wobec obojetnej, jesli nie wrogiej, "ciszy nad ta trumna" milczal, poniewaz nie bardzo wiedzial, co powiedziec. Nie tylko co, ale takze jak. Hertz daje mu do wykorzystania wiedze rzetelna, burzaca stereotypy.

Wsrod najglebiej zakorzenionych stereotypow jest poglad o obcosci i izolacjonizmie Zydow. Inny, wiec obcy. Innych bylo w Polsce na miliony, ale obcosc zarzucano wlasciwie tylko Zydom, tym samym, ktorzy w stabilnej chlopsko-szlachecko-zydowskiej wiosce bywali uwazani za swojakow, "naszych" Zydow. Atrybut obcosci i swojskosci postrzegany jest, zdaniem Hertza, ktory rozwija tezy wybitnych socjologow kultury, najczesciej subiektywnie. Dopoki nie wiemy, ze ktos jest "obcego" pochodzenia, nie widzimy w nim zadnej z tych cech, ktore natychmiast mu przypisujemy po uzyskaniu odpowiedniej informacji. Do przykladow Hertza z kregu jego znajomych mozna tu dodac problem, jaki liczni polscy literaturoznawcy maja z zydowskim pochodzeniem matki Mickiewicza i rodzicow Krzysztofa Kamila Baczynskiego: musieliby, we wlasnym mniemaniu, zmienic sady o tworczosci obu poetow. Rownie trwaly jest stereotyp o zydowskim izolacjonizmie. Aby zachowac tozsamosc w diasporze, Zydzi musieli trzymac sie razem, podobnie, o czym wiele pisze Hertz, jak na przyklad trzymaly sie razem grupy etniczne w USA. W Polsce, co Zydzi cenili, sprzyjal zwartosci gminy zydowskiej trwajacy nieomal do konca XIX wieku system kastowy. Tak samo nieprzekraczalna byla bariera pomiedzy szlachta i chlopami, jak miedzy zydami i spolecznoscia chrzescijanska, a przeciez nikomu nie przyszloby na mysl zarzucac chlopom izolacjonizmu. Obawy zaklocenia nieprzenikalnosci kasty istnialy po obu stronach barier. Na przyklad i rabini, i ksieza katoliccy gromili przeciwko zatrudnianiu przez zamozne rodziny zydowskie chrzescijanskiej sluzby. Zyd gardzil gojem, goj parchem, razem gardzili chamem, ktory w swoim folklorze karykaturowal i panow, i Zydow. Powiazania ekonomiczne byly jednak na tyle witalne, ze nie pozostaly bez wplywu na caly pejzaz wspolzycia szlachty, Zydow, chlopow i wreszcie mieszczan.

Sytuacja zaczela sie zmieniac wraz z dazeniami asymilacyjnymi Zydow i emancypacyjnymi chlopow. Wewnetrzne bariery slably w miare rosnacych sukcesow tych, ktorzy wyszli z kasty. Natomiast bariery zewnetrzne, jesli nie rosly, to mnozyly sie. Zarzut obcosci religijnej i kulturowej zastapily argumenty natury ekonomicznej i rasowej, teraz paradoksalnie skierowane przeciwko integracji Zydow z reszta spoleczenstwa - a wiec nowoczesny antysemityzm. Byl on najmniej odczuwalny w wywodzacym sie z warstwy szlacheckiej srodowisku inteligencji, ktore ulatwialo proces asymilacji na zasadzie wspolnych potrzeb i aspiracji. "Asymilujacy sie Zydzi polscy - pisze Hertz - wchodzac do inteligencji i w powaznym stopniu uczestniczac w jej tworzeniu sie, przyswajali sobie nie tylko polskosc, ale i szlacheckosc. Asymilowali sie do kultury szlacheckiej ze wszystkimi jej dobrymi i zlymi cechami". Co w rezultacie potegowalo wrogosc do nich raczej niepokornie przez szlachte traktowanego kleru (Hertz jest powsciagliwy w krytyce Kosciola katolickiego) oraz chlopow i drobnomieszczanstwa. Od eskalacji tej wrogosci - wspolnej, co Hertz podkresla, wszystkim krajom europejskim w latach "wielkiego przelomu historycznego", jaki nastapil w dwudziestoleciu miedzywojennym - nie uchronila polskich Zydow ich coraz wybitniejsza rola w srodowisku tworczej inteligencji, ktore takze okazalo sie nie w pelni odporne na "magiczne myslenie" zawarte w ideologii rasizmu. Podobnie jak inny odlam tego srodowiska, a w nim zarowno Zydzi i nie-Zydzi, ulegl magii ideologii marksistowskiej.

Bardziej socjolog niz historyk, Hertz analizuje dynamike stosunkow polsko-zydowskich jako procesu zwiazanego z oporna przemiana sytemu kastowego w Polsce w nowoczesne, jakkolwiek nadal zacofane, spoleczenstwo klasowe, w ktorym wychodzacy z kasty Zydzi szukali dla siebie miejsca w tych dziedzinach, gdzie wlasnie nowoczesnemu spoleczenstwu najbardziej byli potrzebni: w handlu, nauce i sztuce. W kilku rozdzialach Hertz analizuje stosunek strony zydowskiej (Uchodzcy z kasty, Przeciwko kascie) i polskiej (Obraz Zyda) do tych przemian, aby na koniec przedstawic, w bardzo zwiezlym zarysie, tytulowy wklad Zydow do zasobow polskiej kultury. Trudno nie myslec, czytajac ten rozdzial o Koncercie Jankiela, o prawnukach Jankiela spalonych w Brzezince i Treblince i o wielkim zalu, nad ktorym Hertz (hertz znaczy serce) staral sie tu zapanowac, znieczulic bol. Znow wiec zaczyna od czasow dawnych, kiedy w kastowej Polsce Zydzi, jako jedyni w kraju kupcy, posrednicy handlowi i zarzadcy szlacheckich majatkow, byli wspoltworcami i menazerami gospodarki krajowej. Stanowili znaczna czesc rzemieslnikow wszystkich branz, a takze, ze wzgledu na swoja "ruchliwosc przestrzenna", pelnili role kurierow przynoszacych do dworow i na jarmarki wiadomosci czy bajdy ze swiata, ktory dla wiekszosci zasiedzialej szlachty, a tym bardziej chlopow, zaczynal sie za najblizsza rogatka. Pozniej - i juz do konca - drukowali i rozpowszechniali ksiazki. Zarowno ich racjonalizm, jak i mistycyzm przenikal do nauki i sztuki polskiej, romantykow i pozytywistow, az bezposrednio zaznaczyl swa obecnosc w calym polskim dorobku intelektualnym i artystycznym XX wieku. Wsrod mniej dzis pamietanych nazwisk wybitnych Polakow pochodzenia zydowskiego Hertz wymienia jednego z tworcow polskiej mysli konserwatywnej Juliana Klaczke, teoretyka socjalizmu Feliksa Perla i Stanislawa Kempnera, pioniera "jakze mizernego w Polsce" mieszczanskiego liberalizmu. Na pierwszym miejsce dlugiej listy wybitnych ludzi sztuki Hertz stawia Juliana Tuwima.

Choc sa to w opinii Hertza bezwzglednie Polacy, ich tworczosc posiada cechy, "ktore choc niekoniecznie ´zydowskieª, byly jednak wynikiem swoistych doswiadczen Zydow polskich". Zblizajac sie do konca ksiazki, Hertz pisze jej najglebiej przemyslane i odczute karty: o wartosciach, jakie ludzie z marginesu wnosza do glownego nurtu, a wiec o wartosciach, jakie Zydzi wniesli do kultury Polakow. "Wsrod Zydow - szczegolnie w inteligencji polsko-zydowskiej - musialy sie wytwarzac postawy wlasciwe wszystkim marginesowcom. A wiec ostrosc spojrzenia na ludzi innych i ich sprawy, krytycyzm, sceptycyzm, ironia i sarkazm. Bylo z nimi trudno, ale bez nich bylo nudno. Chcac nie chcac, stawali sie czynnikiem fermentu, niepokoju. I w tym byla ich wielka rola kulturalna i stad plynely ich zaslugi dla kultury polskiej. Albowiem bez udzialu ludzi marginesowych - obojetnie, skad sie wywodzacych - kazdej kulturze grozi skostnienie, zaczyna nia rzadzic nuda". Ale do ludzi marginesu, pisze dalej Hertz, niechetnie odnosza sie ludzie konformizmu, a w sytuacjach zagrazajacych ich stabilnosci niechec zmienia sie we wrogosc, usprawiedliwia zbrodnie. Tragiczny los "marginesowych" wielkich tworcow europejskiej cywilizacji byl "straszliwa cena, jaka musieli zaplacic za to, co z laski swego geniuszu dawali ludzkosci".

Ksiazka Hertza moze byc interpretowana jako jeszcze jeden glos o stosunkach polsko-zydowskich, moze jednym wydac sie zbyt spokojna i zrownowazona, a innym zbyt jednostronnie idealizujaca albo Polakow, albo Zydow. Moim zdaniem nalezy ja czytac jako traktat o istocie kultury, zawsze i wszedzie tworzonej w rezultacie napiec miedzy elementem dominujacym i marginesowym - a w kulturze polskiej pomiedzy katolicko-slowianska wiekszoscia i tymi elementami mniejszosciowymi, a przede wszystkim najdluzej i najszerzej obecnym elementem zydowskim, ktore wnosily do niej prad tworczego niepokoju, poglebialy samoswiadomosc. Jest to takze ksiazka o kwestii tozsamosci, jej niejednolitych determinantach: tych, ktore sa nam przez fakt urodzenia narzucone, i tych, ktore swiadomie dla siebie wybieramy. W Wyznaniach starego czlowieka Hertz pisze, ze gdyby to od niego zalezalo, nie wybralby "kultury polskiej za swoja". I dalej: "Ale nie zalezalo to ode mnie. Urodzilem sie w Polsce, urodzilem sie i wychowalem w polskiej kulturze i kultura ta stala sie fundamentem mojej osobowosci. I jest nim, choc tak wiele sil dzialalo na rzecz tego, bym ulegl depolonizacji".

Byc moze czym obiektywniej - tym subiektywniej? Hertz pisal swoj testament "czlowieka, ktory ciagle uwaza sie za marginesowca" z nadzieja, ze jego praca zmusi do myslenia. "Jesli tak jest, to blogoslawie swoja marginesowosc". Obysmy mieli prawo powiedziec, ze to nasza, polska madrosc.

--------------------

Aleksander Hertz, Zydzi w kulturze polskiej. Wstep Czeslaw Milosz. Biblioteka "Wiezi", Warszawa 2003, s. 316 plus poslowie, nota edytorska, indeks osob. Cena 15 dol. plus 8,625% NY tax i 6,50 dol. porto w przypadku zamowienia z wysylka (do nabycia w Ksiegarni Nowego Dziennika).


komentarze, opinie, sugestie - kliknij tu aby wysłać e-mail