[an error occurred while processing this directive]
 
[an error occurred while processing this directive]

PRENUMERATA
"PRZEGLĄDU POLSKIEGO"
W WERSJI PDF:

 

 

Przeglad Polski (7 listopada 2003)


ANDRZEJ ZWANIECKI

Nowojorska
kronika kulturalna (film)

Rzeka bez powrotu,
gra w zabijanego;
i medytacje na stacji

Mystic River zaczyna sie jak jedna z tych sag rodzinnych w rodzaju Once Upon a Time in America, w ktorych wydarzenia i zwiazki z dziecinstwa okreslaja na zawsze zycie doroslych bohaterow. I w jakims sensie film oparty na powiesci Dennisa Lehane'a jest taka saga. Tyle ze zamiast epickim rozmachem, odznacza sie glebia psychologicznej wiwisekcji oraz intensywnoscia emocjonalna. Ten przejmujacy i niepokojacy film wypelniaja furia i cierpienie, rozpacz i nieukojona tesknota.

W prologu David, jeden z trojki kolegow bawiacych sie na ulicy proletariackiej dzielnicy Bostonu, zostaje uprowadzony i zgwalcony przez pedofilow. Jimmy i Sean z groza obserwuja, jak porywacze uwoza przerazonego Davida. To wydarzenie zawazy na losach wszystkich trzech chlopcow, choc wkrotce potem ich drogi sie rozchodza. W jakies trzydziesci lat pozniej przecinaja sie na nowo, gdy 19-letnia Katie (Emmy Rossum), corka Jimmy'ego (Sean Penn). zostaje brutalnie zamordowana. Sledztwo w tej sprawie prowadzi Sean (Kevin Bacon), obecnie detektyw policji w dziale zabojstw, a jednym z glownych podejrzanych zostaje David (Tim Robbins), ktory zdaje sie prowadzic ciche zycie z zona Celeste (Marcia Gay Harden) i 9-letnim synem.

Film chwyta za gardlo w scenach zaloby Jimmy'ego i nie wypuszcza z uscisku az do ostatniego kadru. Przenoszac sie z miejsca na miejsce, przeskakujac od scen sledztwa do scen zawezlajacych sie i zaogniajacych sie stosunkow miedzy bohaterami, nigdy nie chybia celu, nie spuszcza z tonu i nie gubi kroku. W tym mistrzowskim obrazie kazde ujecie jest znaczace i nabiera sensu w caloksztalcie zdarzen.

Sledztwo stanowi osnowe fabuly, ale film w rezyserii Clinta Eastwooda daleki jest od tradycyjnego kryminalu. Trzyma w napieciu, a wyjasnienie morderstwa jest zaskakujace. Ale dochodzenie prawdy ma tu glebsze znaczenie, poniewaz kazda nowa runda pytan stawianych przez policjantow i kazdy nowy watek sledztwa wywoluje bolesny rezonans w psychice bohaterow i odslania coraz mroczniejsze poklady ich dusz. Kazdy z nich wydaje sie uginac pod emocjonalnym brzmieniem z przeszlosci. Jimmy zmaga sie ze sklonnoscia do przemocy i przerastajaca go miloscia do najstarszej corki; David nie potrafi sie uporac z demonami zrodzonymi przez krzywde wyrzadzona mu w dziecinstwie, a Seana trapi poczucie winy za ucieczke zony, ktora odeszla od niego, bedac w zaawansowanej ciazy.

Ale wszystko to, co innym pozwoliloby sie zadowolic stworzeniem pelnokrwistego dramatu psychologicznego, nie wystarcza Eastwoodowi. Rezyser Mystic River mierzy znacznie wyzej, stawiajac pytanie, jak dalece bohaterowie moga zapanowac nad swymi losami, a w jakim stopniu sa wiezniami konsekwencji przeszlych wydarzen. Odpowiedz wywoluje dreszcz grozy, ale nie tylko dlatego, ze Jimmy, Dave i jego zona dokonuja ostatecznie tragicznych wyborow, lecz rowniez dlatego, ze - jak ukazuja ostatnie sceny filmu - naznaczaja ich dalsze zycie i przyszle zycie ich dzieci. Jak bohaterowie antycznych tragedii stoja obnazeni i bezbronni wobec msciwej obojetnosci bogow.

*

KKill Bill Vol. 1 to forma bez tresci, styl bez substancji, piana bez piwa. Po jego powierzchni oko slizga sie z przyjemnoscia, nie macac tafli chlodnego pastiszu sag samurajskich, spaghetti-westernow i obrazow yakuzy zmarszczka mysli. Mozna sie w ten film wciagnac i wen zapatrzyc, podziwiajac stylistyczne akrobacje skladajace sie na widowiskowe inscenizacje bijatyk kung-fu i samurajskiego fechtunku. Ale nie sposob znalezc w nim emocjonalnego punktu zaczepienia, czegos, co wyniosloby go ponad poziom wyrafinowanego screen saver.

Motorem akcji w nowym filmie Quentina Tarantino jest zadza zemsty. Panna Mloda w mocno zaawansowanej ciazy (Uma Thurman), kiedys nalezaca do druzyny zawodowych zabojcow, pada ofiara bylych kolegow, ktorzy pod okiem szefa, tytulowego Billa (David Carradine), dokonuja masakry w kosciele podczas jej slubu. Ow Bill, niegdys jej kochanek, dobija ja w akcie, jak powiada "ostatecznego milosierdzia". Ale bohaterka przezywa wlasna smierc i po czterech latach odzyskuje swiadomosc. Odtad jedynym celem jej swiezo odzyskanego zycia staje sie wyrownanie rachunkow ze wszystkimi krzywdzicielami, poczynajac od sanitariusza, ktory wykorzystywal ja seksualnie.

Wszystko to i dalsze losy bohaterki Tarantino opowiada achronologicznie, posuwajac akcje zgodnie z zasada krok do przodu, dwa kroki do tylu. Ale struktura narracyjna filmu jest tu znacznie prostsza niz w Pulp Fiction, poniewaz z chwila gdy bohaterka robi liste osob do zgladzenia, wiadomo, czego sie spodziewac. Po jej wstepnym pojedynku z pierwsza na liscie Vernita Green (Vivica A. Fox) i wyjasnieniu okolicznosci, w jakich lista ta powstala, film skupia sie na historii O-Ren Ishii (Lucy Liu), ktora mimo niewlasciwego pochodzenia zostaje szefem mafii japonskich (yakuza). Kulminacja tego watku jest dluga i fenomenalnie krwawa sekwencja rozprawiania sie bohaterki z jej przybocznymi, straznikami i ostatecznie z nia sama.

Sekwencja ta jest zaiste majstersztykiem, efektem milosnego zapatrzenia sie rezysera na filmy samurajskie. Tarantino najwyrazniej postanowil, ze nakreci scene walki samurajskiej, ktora przescignie wszystko to, czego dokonalo kino japonskie. I prawie mu sie to udalo. Szlifuje nasladownictwa do punktu, w ktorym - stylistycznie - przesciga pierwowzor. Ale przez to zbliza sie rowniez do seryjnej rozrywki hollywoodzkiej bardziej niz w jakimkolwiek innym filmie. Mimo niestandardowych ujec, zwolnionego ruchu, czarno-bialego filmu i japonskiej animacji rezyser osiaga zawsze ten sam efekt - pop-teatru okrucienstwa, w ktorym mimo gejzerow tryskajacej krwi zdaja sie wystepowac nie ludzie, lecz ich cienie. Kiedy w Strazy przybocznej w trakcie krwawej bitwy w kadrze pojawia sie pies niosacy odrabana reke, scena sugeruje przerazajaca rzez rozgrywajaca sie poza ekranem. Kiedy w Kill Bill krwawe szczatki fruwaja w powietrzu, Tarantino uprawia jedynie makabryczna zonglerke.

*

Poczatek The Station Agent jest tylez dramatyczny, co lakoniczny. Henry (Paul Benjamin) umiera na podlodze swego sklepu z miniaturowymi kolejkami, ale jedyne, co widzimy na ekranie, to reakcja jego pomocnika Fina (Peter Dinklage) na dzwiek padajacego ciala. Ta ekspozycja nadaje ton filmowi, ktory angazuje widza w cichy i dyskretny sposob.

Po smierci Henry'ego sklep ulega likwidacji, ale Fin dziedziczy po jego wlascicielu nieczynna stacje kolejowa w New Jersey. Bohater jest karlem, ktory wydaje sie byc stoicko obojetny na zainteresowanie, jakie wzbudza wsrod bliznich. Bedac entuzjasta kolei zelaznych, przemierza kilometry torow, by obserwowac przejezdzajace pociagi. Samotnosc wydaje sie byc naturalnym stanem jego istnienia i Fin broni jej z lagodna stanowczoscia.

Ale w nowym miejscu, w ktorym budzi podwojna ciekawosc - jako karzel i jako obcy - nielatwo jest mu odrzucic natretne proby zbratania sie z nim podejmowane przez Joego (Bobby Cannavale), prowadzacego kawowy bar na kolkach w sasiedztwie stacji. Jeszcze trudniej jest mu zignorowac ekspiacyjny gest ze strony Olivii (Patricia Clarkson), ktora niemal przejechala go na szosie. Te proby, w polaczeniu z zainteresowaniem lokalnej bibliotekarki Emily (Michelle Williams) i murzynskiej dziewczynki Cleo (Raven Goodwin), burza spokoj bohatera i zmuszaja go do nowego spojrzenia na siebie.

Wokol relacji miedzy tymi postaciami autor filmu Thomas McCarthy snuje delikatna opowiesc o samotnosci, cierpieniu i poczuciu odmiennosci. W jej centrum jest ogniskujacy emocje innych Fin. Grajacy go Dinklage ma w sobie cos magnetycznego. W jego twarzy intryguje ekspresja sugerujaca wiedze o tajemnicy, mimo ze sam o sobie mowi, iz jest "tylko zwyklym, nudnym czlowiekiem". To w duzej mierze dzieki niemu film dlugo przykuwa uwage. Obok przezyc Fina wazna role w pejzazu emocjonalnym dziela odgrywa niemoznosc pogodzenia sie Olivii ze smiercia jej dziecka i w konsekwencji rozpadem malzenstwa.

The Station Agent nie jest jednak tradycyjnym dramatem, lecz raczej podszyta humorem i ironia medytacja nad tajemnica uczuc. Film ma somnambuliczny rytm i kilka dobrych momentow ukazujacych szczegolna forme wspolnoty miedzy trojka glownych protagonistow - mieszanki tesknot, namietnosci i instynktow. McCarthy tworzy sytuacje filmowe odznaczajace sie pelnymi uroku, kaprysnymi nastrojami, zaskakujaca dynamika i stlumionym komizmem. Ale w bajkowej aurze jego filmu, w ktorej zycie nie stawia bohaterom zadnych wymagan i w ktorej nie maja zadnych zobowiazan, te nastroje i impresje nie wystarczaja. Totez gdzies w polowie The Station Agent staje w miejscu i zaczyna sie krecic w kolko. Rezyser, najwyrazniej swiadom tego, usiluje popchnac film na wieksza glebie, przerywajac idylle wybuchami frustracji Olivii i Fina. Ale te dramatyczne reakcje sprawiaja wrazenie raczej odleglego echa emocji niz prawdziwego cierpienia. Jak kaczki z kamieni puszczane przez bohaterow na stawie, maca one na chwile powierzchnie, ale nie pozostawiaja zadnego trwalego sladu.


komentarze, opinie, sugestie - kliknij tu aby wysłać e-mail