[an error occurred while processing this directive]
 
[an error occurred while processing this directive]

PRENUMERATA
"PRZEGLĄDU POLSKIEGO"
W WERSJI PDF:

 

 

Przeglad Polski (7 listopada 2003)


EWA BERBERYUSZ

Kartki
ze skazonej strefy


Bulgaria. Szczyt naszych wakacyjnych marzen w komunie. Dostac sie tam: rozkosznie cieple morze, tanie wino... Urok podrozy sleepingiem, ktory nic ze lekko zalatywal mieszanka lizolu z rzygowinami. Uklucie strachu przy zblizaniu sie do stacji Siret na sowieckiej Ukrainie. Dla uspokojenia przywolywalam historie: bitwa nad Seretem, chyba Legiony sie tam bily... Loskot otwieranych wagonow, tupot podbitych buciorow pogranicznikow przywolywaly mnie do porzadku. Wszyscy won! Wygruzali nas z bambetlami; rewizja! Nikt nie protestowal, ze jedziemy tranzytem w zaplombowanych wagonach - wiec po co? Znalismy reguly. Krzyzyk na mojej szyi wzbudzil zainteresowanie mlodego oficera. Zwolal swoich i pokazal palcem: - Christus, Christus, ona wierzy, ze on ja kocha - smial sie. - I ciebie tez - burknelam. Zamilkl i jakos odeszla ich chetka do dalszego rozbebeszania naszych bagazy.

Wstapienie w granice Rumunii bylo wejsciem do raju. Mimo ze w kraju tyran, rumunski personel nie mial w sobie sluzbistosci ruskich czynownikow. Pchalismy sie na wyprzodki do wagonu restauracyjnego, gdzie wesolo podawano tlusta baranine, wino i rumunski koniak o konsystencji oleju: mial posmak rumu i zostawial na kieliszku tlustawe smugi. Pycha!

Roznie sie jezdzilo do Bulgarii: pod namiot (mam we wdziecznej pamieci kemping w Arapii, wyrysowany mi na bibulce przez Andrzeja Kantowicza z precyzja sztabowca), jezdzilo sie na kwatery (rzadko), no i do "Zurnalista", luksusowego domu dla dziennikarzy z tzw. krajow demokracji ludowej. To byl szczyt. Tarator (kto za nim nie teskni!), pachnace kurkuma kebabcze; chlodna rakija na wysokich barowych stolkach, a na plazy slodka mietowka saczona przez slomke u "Turka". Jak w amerykanskich filmach, ktorych nie znalismy. Spod "Turka" wyplywali w morze doskonali plywacy: Staszek Schoene-Wolski, najlepszy z depeszowcow, i Michal Radgowski, felietonista. Tracilismy ich z oczu na dlugie godziny bez niepokoju. - Jak tam w Odessie? - pytalismy, gdy wracali. - Fatalnie, leje...

Po upadku komuny turystyka bulgarska wraz z cala gospodarka zapadly sie pod ziemie. Na dlugo. I nagle skok. Rumuni, majacy podobne warunki, nie podniesli sie z zapasci turystycznej. A Bulgarzy - tak.

Rosna hotele male i duze, rosna knajpki tanie jak barszcz. Popija sie juz nie cienkusza, ale "Czarnego Symeona", merlota jak aksamit z carskich winnic, ktore ozyly i rodza.

Polak jezdzi do Bulgarii jak Amerykanin do Trzeciego Swiata. Tak mocny jest nasz zloty w stosunku do ichniego lewa. "Dam zonie piec zlotych - zartuje maz - i juz wraca pijana".

Co prawda "Zurnalist" spsial doszczetnie, ale ostal sie Dom Polski w Sw. Konstantynie, dawnej Druzbie. Wtedy dla dygnitarzy sredniego szczebla (najwyzsi, chcieli nie chcieli, musieli meldowac sie na Krymie). Dom Polski nadal pozostal w gestii rady ministrow, ale obecnie moze tam jezdzic kazdy za sensowna cene. Towarzystwo sympatyczne, mieszane wiekiem i pochodzeniem (prominenci wola Karaiby). Ze starej gwardii Czeslaw Kiszczak, prezentujacy opalony na braz tors gladiatora, w swietnej kondycji i wygladajacy mlodziej niz w czasie okraglego stolu w 1989 roku. Ktos burknal, gdy przechodzil: "Jak juz chce klamac sadowi, ze chory, niechby to robil w swojej warszawskiej willi". Niezrazony ostracyzmem, klania sie wszystkim, a jednoczesnie zawsze na szczycie kolejki: do autobusu, do kontroli, do samolotu, do wyjscia. Gdy syn czekajacy na mnie na Okeciu zobaczyl, jak pierwszy wychodzi Kiszczak, juz wiedzial, ze to Warna wyladowala. W tym pchaniu sie do przodu w sytuacjach codziennych jest cos nieslychanie prymitywnego i infantylnego. Tak postepuja male, bezczelne dzieci.

Utrzymany w stylu przedwojennego pensjonatu Dom Polski stoi na ziemi podarowanej Polsce przed wojna w podziece za pomoc po trzesieniu ziemi. Otoczony parkiem (najwyzsze modrzewie pochodza z niedalekiego mauzoleum Warnenczyka, bo tam rozrosly sie za gesto) i wspaniale utrzymanym ogrodem kwiatowym. Kwiaty polskie. Och, te kwiaty polskie! Przechodnie, przewaznie obywatele dawnego enerdowka, przystaja i podziwiaja: "Ach, so...".

Kierownictwo Domu cieple, otwarte, zwlaszcza pani, troskliwa i piekna jak dobra wrozka, obsluga podobnie (kazdemu zalezy na pracy!) No i cieplusienkie morze w zasiegu reki. Czegoz chciec wiecej?

Procz morza baseny siarkowe. W czasie stanu wojennego zawieziono nas kiedys z "Zurnalista" do Druzby. Plawiac sie wsrod wielkich glazow i pod rura, z ktorej lala sie ciepla woda z siarka, Rosjanie odwazali sie zagadywac nas o internowanych. "Wande Falkowska tez...?". Uczyli sie polskiego z Przekroju, ktory mial w ZSRR debit.

Dlaczego kraj o takich walorach i klimacie - bo nie tylko morze, ale ziemia w najlepszym gatunku "badylarska", czyli sadowniczo-ogrodowa - jest biedny? Nawet w slynnej bulgarskiej dolinie roz nie powstal przemysl perfumeryjny. Olejki sprzedawano jako surowiec. Pytanie naiwne. Dlaczego Balkany nie staly sie potega? Ludzie maja gotowa odpowiedz: przez nas zawsze przechodzili...

Jasne jak slonce: przez nieprzychylna klimatycznie, zimna Szwecje - nikt nigdy.

Zakochalam sie w Bulgarii. I choc, gdy pisze, za oknem typowa polska trzydniowka, widze sloneczny bulwar w Warnie; wypisz wymaluj Champs Élysées; siedze w ogrodku w koszykowym fotelu z malym esspreso w reku, nie gorszym niz w Paryzu; przede mna pliska w prawidlowej "za duzej" koniakowce... Ciekawe, ze nikt tu juz nie pije kawy po turecku, z tygielka.

A poza tym - jak u nas. To, co panstwowe i samorzadowe, zaniedbane. Wciaz nawalajacy system kanalizacyjny, wyrwy w chodnikach, dziury na jezdniach, ciemno w nocy. Jednakze pazernosc wladzy nie osiagnela i nie osiagnie naszego pulapu. Wedlug miedzynarodowego rankingu z dawnych panstw postkomunistyczych my mamy drugie (po Rosji) miejsce w korupcji.

Wedle statystyk przecietne wynagrodzenie w Warszawie przekracza 3200 zl. Tak wysoka srednia moze powstac jedynie dzieki kolosalnym zarobkom niewielkiej grupy ludzi. Kraje o takiej rozpietosci pensji to Afryka dzika. To kraje zlodziejskie, w ktorych znaczna czesc wynagrodzen nie pochodzi z realnego zysku z produktu pracy, ale z budzetu panstwa, ktory zapewnia takie dochody krewnym i znajomym krolika.

Ilez razy pisalam podobne zdania?! Nie tylko ja. Teraz posluzylam sie wyrywkami felietonu Marcina Krola z Tygodnika Powszechnego. Prasa ustawicznie nawoluje do opamietania. Jezeli cos wiemy z mrocznosci poczynan swiata rzadzacych, to tylko dzieki niej. Takaz tez rola parlamentarnej komisji sledczej w sprawie Lwa Rywina. Rywin okazal sie klucznikiem, ktory otworzyl zakazane wrota. Wrota dla ukazania sposobow, jakimi wladza chciala powstrzymac niezalezne media poprzez ustawe sejmowa. "Misja telewizji publicznej" - czyste uragowisko, poniewaz misyjnosc miala polegac na ukroceniu wolnosci prasy. Dyskretnie, ale skutecznie. Oczywiscie, nie czestowano by nas w dziennikach telewizyjnych spustami surowki w hutach, nie pokazywano rozesmianych od ucha do ucha geb robotnikow czy rolnikow. Ale bez pardonu okrawano by to, co niewygodne i kompromitujace. Dzieki komisji sejmowej - to sie nie uda: ustawy w planowanym ksztalcie nie bedzie.

*

Wazy sie przyszloroczny budzet. Obetna najbiedniejszym, juz wiadomo. Byly ulotne wzmianki, ze obetna rowniez pensje administracji, zarzadom, radom nadzorczym. Ale jak zwykle - nim sie pojawily, juz sie rozwialy. Czy w rozumnej glowie ministra finansow Jerzego Hausnera nie powstaje mysl, ze kopie grob rowniez i dla siebie? Czy doprawdy tak trudno zrezygnowac z odrobiny ogromnych zyskow prominentow panstwowych i samorzadowych? Czy dla wlasnego bezpieczenstwa nie nalezy sobie porzadnie, naprawde porzadnie, nie dla pozoru - odjac od geby? Czy naprawde dzisiejsi notable sa tak pozbawieni instynktu samozachowawczego, ze nie sa w stanie powsciagnac pazernosci?

Polacy slyneli z gestu. Gdzie on?

Wyczyszczam dom jak szalona. Z ubran, sprzetow, ozdobek, a nawet dokumentow i pamiatek, co nie zawsze jest sluszne. W mlodosci mialam taka manie, zupelnie aberracyjna. Nie wiem, co mna powodowalo. Pamietam meble w pokoiku w Zalesiu. Nie ulegly wojennej zagladzie. Dwa zelazne lozka, ale sliczne, ciemne, nie w guscie szpitalnym, kapy-kilimy pod kolor, wazon... Wszystko to wywalilam i za ostatni grosz nabylam tapczanisko, ktorego sprezyna podnoszaca wieko nie dzialala, a pokrycie - lepiej nie mowic. Powodem nie byla symboliczna chec zerwania z przeszloscia, poniewaz terazniejszosc mnie odpychala. Wiec co? Nieraz o tym mysle. Obecne czyszczenie ma jakis sens: z mniejsza liczba rzeczy wokol siebie lzej zyc i umierac.

14 pazdziernika przezylam niezwykly dzien. Zobaczylam inna Polske. Za sprawa Stanislawa Swiderskiego z nowojorskiej fundacji dzialajacej na rzecz niewidomych objechalam placowki, w ktorych niewidomi pochodzacy ze wsi pracuja: prowadza dochodowe gospodarstwa. Tam, gdzie diabel dobranoc mowi, na mazowieckich jalowych pustaciach powstaja nowoczesne placowki prowadzone przez mlodych absolwentow wyzszych uczelni rolniczych. Glownie kobiety. Kompetentne, piekne, rzutkie, odwazne. Gotowe wedlug potrzeb zmieniac typ produkcji. Nie mnozmy przymiotnikow. Pracownicy - niewidomi, do niedawne domowe wiejskie popychadla, wnosza do swoich domow pieniadze i prestiz. Tu stawiam kropke. Bo to material na przyszle kartki. Nieskazone.

*

Papiez nie dostal pokojowej Nagrody Nobla. I dobrze. Potrzebna mu jak dziura w moscie.

Warszawa, koniec pazdziernika 2003 r.


komentarze, opinie, sugestie - kliknij tu aby wysłać e-mail