PRENUMERATA
"PRZEGLĄDU POLSKIEGO"
W WERSJI PDF:

 

 

Przeglad Polski (31 pazdziernika 2003)


WACLAW LEWANDOWSKI

Tymon
Londynczyk


Wychowanek szkol wschodniogalicyjskich, jak sam mawial - bardzo humanistycznych i bardzo liberalnych - polonistyki lwowskiej na Uniwersytecie Jana Kazimierza, doktorant Juliusza Kleinera, z jego poreki przyjety do Panstwowego Instytutu Sztuki Teatralnej w Warszawie, Tymon Terlecki w chwili zakonczenia wojny znalazl sie w sytuacji wyjatkowej. Wlasciwie nie "znalazl sie", a sam siebie w takim polozeniu postawil. Rozumiejac, ze z chwila zaprowadzenia jaltanskiego porzadku w Europie polskie wychodzstwo wojenne przeksztalca sie w emigracje, w spolecznosc, ktorej pobyt na obczyznie bedzie bezterminowy, rozumial tez, ze fenomenu polskiego uchodzstwa politycznego zmarnowac i rozproszyc nie wolno, ze trzeba uczynic wszystko, by polska obecnosc poza sfera sowieckiego wplywu sluzyla Polsce, Europie, a przede wszystkim - zagrozonej w swej ciaglosci kulturze Zachodu.

Widzac potrzebe i nie stroniac od spolecznej sluzby, podjal sie trudnej roli programotworcy, przewodnika i ideowego przywodcy polskiej emigracji pojaltanskiej. Nie mial ambicji przywodztwa partyjno-politycznego, wodzostwa, o co go nieraz podejrzewano. Polityke rozumial jako zadanie etyczne, program moralny, ktory trzeba sformulowac i zaszczepic zbiorowosci, ktora sie reprezentuje. Czul sie powolany do roli takiego polityka-moralisty, ktory wskazuje cele, buduje idealizacje daznosci zbiorowych emigracji, budzi w emigrantach swiadomosc roli i zadan, jakie na nich ciaza. Sarkano wowczas, jak i dzis czasem sie sarka, ze byl w swym podejsciu do zadan spolecznych anachroniczny, jakby przeniesiony z innej epoki, zbyt "romantyczny". Owszem - uzywal owego slowa w swych programowych pismach, pragnal, by emigracja byla "romantyczna", nie mial jednakze na mysli zadnego nasladownictwa minionej epoki, przeciwnie - mysl jego w przyszlosc podazala i przyszlosci byla oddana. Gdy w roku 1947 rozpatrywal relacje pomiedzy Polakami w kraju a emigrantami, zapisal: "Nie wolno nam ulec przezywanej przez Kraj psychozie nowego pozytywizmu. Emigracja jest z istoty swojej antypozytywistyczna, jest - niech juz padnie to naduzyte, zszargane i jakze malo scisle slowo - romantyczna, idealistyczna. Emigracja siega poza istniejaca rzeczywistosc, aspiruje do rzeczywistosci innej. Jest taka - buntownicza i nieprzekupna. Albo jej w ogole nie ma". Romantyzm w pojeciu Terleckiego byl wiec przede wszystkim zadaniem i wyzwaniem, ktore domagalo sie swiadomej i czynnej odpowiedzi, upostaciowanej w etycznym wyborze. Emigrantowi nie wolno zasklepic sie w tym, co dorazne, w przygnebiajacej atmosferze kleski historycznej, w ponurym odczuciu "zlej chwili dziejowej". Nie wolno zycia emigrantow dostroic ze wszystkim do owej chwili; potrzeba idealizmu, smialej wizji, ktora bedzie praca dla przyszlosci, a nie programem dostosowawczym czy, po prostu, plaska sztuka przystosowania sie do niekorzystnych warunkow. Owszem, twierdzil Terlecki, emigracja pojaltanska ma patrzec wstecz, ma tez pamietac o poprzedniczce, polistopadowej emigracji XIX wieku. Rzecz w tym, aby z dokonan historycznych poprzednikow wybrac to, co objawilo swa ponadczasowosc i nadal, w wieku XX, urzeka aktualnoscia. Przede wszystkim - Mickiewiczowska mysl o jednosci ludzi wolnych, jednosci europejskiej kultury, jednosci Zachodu. Owo "podzielanie rodzinnych uczuc Europy" bylo, zdaniem Terleckiego, programem odpowiednim nie tylko dla pielgrzymstwa z czasow Mickiewicza, ale i - wobec zagrozenia kultury Zachodu - zadaniem aktualnym w wieku XX, zadaniem stajacym przed Druga Emigracja.

Idealizm Tymona Terleckiego nie byl postawa pieknoducha, jakiegos "czlowieka z papieru", szczesliwego w nieswiadomosci praktycznych zagadnien egzystencji wlasnej i bytu zbiorowosci. Idealizm ten byl pochodna przekonania o bardzo pragmatycznej roli, jaka wzgledem swej spolecznosci winien pelnic inteligent-humanista. W tym wzgledzie byl Terlecki, jak wielu z jego intelektualnej formacji, uczniem Zeromskiego. Gdy na prosbe Kazimierza Wierzynskiego sporzadzil w 1948 roku bilans dokonan II Rzeczpospolitej, przypominal - w syntetycznym szkicu pt. Kultura Drugiej Niepodleglosci - ze miasto i port Gdynia zapewne nie powstalyby nigdy, gdyby przedtem, zanim rozpoczal sie wielki zbiorowy trud planowania i budowy, po skrawku polskiego wybrzeza nie przechadzal sie samotnie Stefan Zeromski, ktory potrafil swa pisarska wyobraznia oddzialac na uczuciowosc powszechna w taki sposob, by calej zbiorowosci zaszczepic swa wizje i przygotowac ja na wydatkowanie sil, niezbednych do urzeczywistnienia "marzycielskiego" programu. "Kultura jest bowiem - pisal Terlecki - zjawiskiem pierwotnym, wszystko inne jest od niej pochodne. Wszystko stanowi ucielesnienie zycia duchowego, przemian atmosfery kulturalnej, dzielo tajemniczej alchemii". Warto dzis, w czasach gdy juz malym dzieciom w poczatkach edukacji wmawia sie pierwszenstwo "materialnego" przed "idealnym" i ekonomii przed "rojeniami idealistow", zastanowic sie nad glebia tej mysli-zasady, ktora Terlecki czynil podstawa swego ogladu swiata.

Z dwoch zrodel brala sie moralna pewnosc widoczna w pismach Tymona Terleckiego: z glebokiej refleksji chrzescijanskiej (w ujeciu personalistycznym) i milosci do kultury antycznej z jej idealem ludzkiej jednostki - pieknej i dobrej. Byl zatem Terlecki obywatelem kultury Zachodu w jak najglebszym tego pojecia rozumieniu: byl w niej zadomowiony calym swoim istnieniem, we wszystkich jego przejawach i manifestacjach.

Gdy doprowadzil (bo on gral tu sprawcza role) do przyjecia i ogloszenia slynnej uchwaly Zwiazku Pisarzy Polskich na Obczyznie o zakazie wspolpracy z wydawnictwami krajowymi, spadly na niego gromy krytyki, nie tylko tej inspirowanej z Warszawy, ale i ze strony "braci w nieszczesciu" - emigrantow. Wytaczano najciezsze armaty, mowiono, ze Terlecki ogranicza wolnosc pisarzy w ich decyzjach i wyborach, ze odcina emigracyjna literature od krajowej publicznosci, jak gdyby to Terlecki, a nie komunisci, wymyslil cenzure prewencyjna, urzedowe znieksztalcanie pisarskich przeslan oraz metode "zamilczania na smierc", stosowana wobec niepokornych. Szafowano demagogicznym argumentem upominania sie o prawa tych tworcow ksiazek, ktorzy pisza w specjalnosciach waskich, dla ktorych na emigracji nie zbierze sie grona czytelnikow. "Do pisania o ornitologii i gwarach nie trzeba siedziec na emigracji politycznej!" - odpowiadal Terlecki gniewnie, pewny swej racji. Uwazal bowiem, ze jesli emigracja jest wyborem moralnym, nie wolno emigrantom wchodzic w budowany w kraju swiat antywartosci, swiat doktryny i wladzy, ktora z powodzeniem realizuje program zastapienia "dotykalnych, rzeczywistych wartosci" "symbolami algebraicznymi". Tego "antyswiata" nie wolno legitymizowac wpisujac sie wen, chocby w jak najlepszej intencji. Oczywiscie, dla dialektologa czy ornitologa miejsce na emigracji tez bylo. Terlecki nie wykluczal nikogo z emigracyjnej spolecznosci. Nie akceptowal jednak emigrantow, ktorzy skupiajac sie na swym waskim powolaniu zawodowym ignorowali zagadnienia szersze i postanawiali milczec, gdy byla mowa o zadaniach emigracji jako spolecznosci - w wolnym swiecie reprezentacji narodu ucisnionego.

Przestrzegal pisarzy-emigrantow przed lekiem wobec politycznej tematyki, przed obawa, ze domieszka "publicystyki" obnizy artystyczna range ich literackich produkcji. Powiadal: "wypada watpic, czy podzial na tzw. publicystyke i niepublicystyke [...] opiera sie na jakiejs roznicy substancjalnej. W pisarstwie, jak w ogole w sztuce, liczy sie nie tylko: co?, ale: kto? i jak? Istota sztuki jest osobowosc tworcza i alchemia tworcza w niej, w tej osobowosci, i przez nia sie dokonywajaca. Jesli tak, to zakazac pisarzowi tzw. publicystyki jest takim samym gwaltem i takim samym bezsensem, jak zakazac mu byc soba".

Nie trwozyl sie zatem, ze odzywajac sie w sprawach politycznych, "zdeklasuje", spauperyzuje swa tworczosc. Skoro polityka interesowala go jako zadanie moralne, tym latwiej bylo mu pamietac o literaturze dawnej, ktora z powodzeniem laczyla to, co zwyklismy nazywac "literatura piekna", z moralistyka, wszelka refleksja etyczna i z tym, co zwiemy publicystyka. Zwlaszcza literatura renesansu dostarczala tu inspiracji, przywolujac pamiec o gatunku literackim, jakim bylo speculum - zwierciadlo, idealny obraz; praktyczny przewodnik. Wydaje sie, ze te wlasnie czastke literackiej tradycji staral sie ozywiac Terlecki w swoich moralizatorskich i politycznych esejach.

Nie wyobrazal sobie bycia emigrantem bez podejmowania politycznych dzialan. Ale byl tez przekonany, ze jakakolwiek polityczna rola emigracji nie jest mozliwa bez dzialalnosci literackiej i w ogole: kulturalnej. W roku 1951 ujmowal to przekonanie nastepujacymi slowy: "Jakkolwiek skromnie ocenialibysmy sily emigracji i jej zdolnosc wyrownania strat ponoszonych przez Kraj, to nie ulega watpliwosci, ze jest ona i pozostanie podstawa dzialania politycznego tylko w takim stopniu, w jakim bedzie kulturalnie zywa i tworcza".

W swoich politycznych esejach - nie mam watpliwosci, ze mimo "publicystycznego" ich charakteru nalezacych takze do zasobow polskiej literatury pieknej - z pozycji moralisty formulowal przeslania i wnioski odkrywcze, czesto pionierskie. Na przyklad jako pierwszy, zanim inne instytucje i osrodki emigracyjne dobily sie tej mysli (sam Tymon Terlecki byl niewatpliwie jednoosobowa instytucja), zalecal emigrantom, by nie tworzyli "emigracji bialej", nie byli "emigracja posiadaczy", ktorej jedyna daznoscia jest postulat zwrotu ziem i majatkow utraconych w kraju. Zanim zaczeto o tym pisac w paryskiej Kulturze, Terlecki przekonywal, ze w przyszlosci, gdy Polska zostanie spod komunizmu wyzwolona, trzeba bedzie zaakceptowac niektore (zwlaszcza socjalne) zmiany, jakie dokonaly sie i zostaly przez spoleczenstwo w kraju zaakceptowane. Zasade te wpisal w program Polskiego Ruchu Wolnosciowego Niepodleglosc i Demokracja, ktorego (programu, nie partii) byl tworca. W okresie dzialania w PRW NiD Tymon Terlecki byl najaktywniejszy jako pisarz polityczny. Pazdziernik 1956 zmienil ten stan rzeczy. Glowni dzialacze NiD zdecydowanie postawili wtedy na karte z wizerunkiem Wladyslawa Gomulki. Terlecki sprzeciwial sie temu, bezskutecznie upominajac, ze takie postepowanie jest poczatkiem demontazu emigracji. Jesli kraj stal sie wolny, to po co na emigracji siedziec? - pytal. Nie wierzyl w pazdziernikowa "odwilz", w jej samoistny charakter. Doprowadzil do powtorzenia uchwaly ZPPnO o zakazie drukowania w kraju, dajac wyraz temu przekonaniu. Zniechecil sie jednak do aktywnosci partyjnej, a tym samym do politycznego i publicystycznego pisarstwa, co niewatpliwie zubozylo polskie pismiennictwo.

Szczesliwie dorobek Tymona Terleckiego z okresu przed zawodem wywolanym politycznym zwrotem PRW NiD jest bardzo bogaty. Sporo tekstow drukowanych w czasopismach nie doczekalo sie nigdy publikacji ksiazkowej, inne - pozostaly w maszynopisach. Czesc z nich odszukala i przypomniala obecnie wdowa po pisarzu Nina Taylor-Terlecka, wydajac je we wspolpracy z prof. Jerzym Swiechem z UMCS w Lublinie, w pieknym tomie pt. Emigracja naszego czasu.

-------------------------------------------------------

Tekst jest skrocona wersja wystapienia na poswieconym Tymonowi Terleckiemu spotkaniu PEN Clubu w Warszawie 26 wrzesnia br.


komentarze, opinie, sugestie - kliknij tu aby wysłać e-mail