HALINA BARBARA KLEIN
Kult zycia
w tancu ze smiercia
Przeciw
mocy smierci
nie ma lekarstwa w ogrodzie.
(Z paremiografii sredniowiecznej)
Starozytni wierzyli, iz najwiekszy dar bogow - zycie - trzeba
odbierac z jawna wdziecznoscia. Dawali tego dowody w codziennosci,
filozofii, sztuce. Korzystali ze wszystkich przywilejow z
zyciem zwiazanych, a smierc, ktora wyznaczali im niesmiertelni
bogowie, uznawali nie zawsze za wyrok ostateczny. Dlatego
na uzytek wlasny i chwale bogow stworzyli w swych wierzeniach.
jakze wspaniala scenerie: gdzies na zachodnich krancach ziemi
znajduje sie podziemny swiat - Hades. Jest to rozlegla rownina,
na ktorej rosna gdzieniegdzie drzewa o czarnej korze. W podziemiach
biora swoj poczatek rzeki: Styks (rzeka smierci), Acheron
(rzeka smutku), Kokytos (rzeka lamentu), Lete (rzeka zapomnienia).
Za oplata jednego obola (ktory wkladano w usta zmarlemu) Charon
przewozi dusze zmarlych przez te rzeki do palacu boga podziemi
- Hadesa i jego zony Persefony. Palacu strzeze pies Cerber
- lagodny dla dusz wchodzacych, okrutny dla pragnacych powrocic
na ziemie. Z Tartaru - najglebszej czelusci Hadesu - wydobywaja
sie nieustannie jeki cierpiacych. Tartaru strzega trzy siostry
- erynie, uosobienie wyrzutow sumienia wtracanych tam zloczyncow.
Eryniom pomagaja boginie gwaltownej smierci - kery. W Tartarze
trzej sedziowie waza dobre i zle uczynki dusz, ktore po wyroku
odchodza do miejsca przeznaczenia. Dusze ludzi sprawiedliwych
wedruja do Elizjum - krainy wiecznej szczesliwosci w Hadesie.
Przestrzenne Pola Elizejskie - miejsce zabaw i biesiad - znajduja
sie na Wyspie Blogoslawionych. W zaleznosci od woli bogow
dusze zmarlych moga zostac na zawsze w Hadesie lub powrocic
z Wyspy Blogoslawionych na ziemie jako zwykli smiertelnicy
albo przemienione w ptaki, zwierzeta, kwiaty. Nadzieja, ze
to stac sie moze, tworzyla rodzaj wiezi pomiedzy zyjacymi
a tymi, co odeszli. Starozytni wierzyli gleboko w laske bogow
i powrot umarlych do zycia. Ta wiara lagodzila bol smierci
i pozwalala zyjacym myslec czesciej o Wyspie Blogoslawionych
niz o Tartarze.
Tak pojmowany zwiazek zycia ze smiercia przetrwal az do wspolczesnych
czasow. W niektorych obrzedach pogrzebowych zwyczaj wkladania
monety w usta zmarlego przetrwal do dzis. Oczekiwanie powrotu
duszy z Wyspy Blogoslawionych objawia sie m.in. w dbalosci
o przedmioty bedace wlasnoscia zmarlego lub w upamietnianiu
miejsc i dat zwiazanych z jego zyciem. A czym jest kilkudniowe
zegnanie nieboszczyka wsrod bliskich mu za zycia osob i sprzetow?
To nie tylko religijny rytual; to takze wyprawianie w nieznana
zyjacym droge z cala dbaloscia o upodobania i zyczenia niezyjacego,
z wiara, ze powrocic moze. A sztuka? W malarstwie, literaturze,
muzyce zyja wciaz powracajacy z Wyspy Blogoslawionych, ilekroc
pamiec zyjacych ich wezwie.
Sztuka jest triumfem zycia, ale jakze czesto tworzona jest
przez tych, ktorym swiadomosc istnienia faktu smierci nie
wystarcza. Nie zawsze tez ma w tym udzial chory duch czlowieka.
Fascynacja smiercia, jak ciezki magnez, przyciaga wielu tworcow;
moze graniczyc z obsesja zblizenia sie do smierci tak blisko,
jak tylko jest to mozliwe i dopuszczalne za zgoda rytmu serca.
Zdarzaja sie pomylki-zauroczenia magia smierci nieodwracalne.
Evelyne Keitel w znakomitym eseju Taniec ze smiercia interpretuje
zycie i tworczosc Anne Sexton (1928-1974). Autorka z taktownym
dystansem kresli sylwetke znanej poetki, wiedzac doskonale,
ze i tak nie uwolni ani jej zycia, ani tworczosci od kontrowersyjnych
komentarzy, dwuznacznych niedomowien. Fotomodelka i profesorka
literatury Anne Sexton nie ukrywala fascynacji smiercia. Po
pierwszej probie samobojczej napisala pierwszy wiersz (miala
wowczas 28 lat). Pisanie stalo sie dla niej forma terapii.
Evelyne Keitel twierdzi: "Pisanie oznaczalo dla niej przede
wszystkim jedno - zabieg przeciwko smierci". Anne Sexton:
"Az do 28. roku zycia moja jazn byla w pewien sposob zakryta,
nie wiedziala, ze potrafi jeszcze cos wiecej niz tylko przyrzadzac
bialy sos i przewijac dzieci. Nie wiedzialam, ze mam w sobie
jakies poklady kreatywnosci. Bylam ofiara amerykanskiego marzenia,
marzenia mieszczanskiej klasy sredniej. Wszystko, czego chcialam,
to kawaleczek zycia, wyjsc za maz, miec dzieci. Myslalam,
ze koszmary, wizje i demony odejda, gdy tylko starczy milosci,
by odsunac je na bok... Ale nie da sie wybudowac malych, bialych
plotkow, by odgrodzic od siebie koszmary". W wierszu Chcac
umrzec (1964 r.) Anne Sexton pisala: Ale samobojstwa
majac specjalny jezyk/ Tak ja dozorca chca wiedziec jakie
narzedzie/ Nigdy nie pytaja dlaczego budowac. Samobojcze
smierci Ernesta Hemingwaya i poetki Sylvii Plath wywarly na
Anne Sexton wielkie wrazenie, komentowala je wsrod przyjaciol,
podziwiala odwage pisarza i poetki. A przeciez i ona sama
podjela dziewiec prob samobojstwa. W jej wierszach jest to,
co w jej zyciu: terapie, psychoanalizy, milosc, rozczarowania,
przyjaznie, utrzymywanie sie na powierzchni zycia i... raz
po raz potrzeba przechylenia sie w "tamta strone", poza zycie;
tak jakby nieugaszone pragnienie fizycznego odczucia dotyku
smierci. Z relacji przyjaciolki, pisarki Maxine Kumin: "Nasz
wspolny obiad byl cudownie przyjemny i niedorzeczny... Potem
Anne Sexton pojechala do domu, wywlekla z szafy stare futro
z norek swojej matki, nalala sobie szklanke wodki, poszla
do garazu, wlaczyla radio samochodowe i zapalila silnik. Umarla
na skutek zatrucia spalinami".
Rafal Wojaczek, podobnie jak poetka Anne Sexton, nie ukrywal
swego zauroczenia smiercia. W jego poezji jest wiele smierci,
tak jakby juz samo slowo moglo byc wezwaniem do zapasow, tarcza
obronna, ucieczka w bezpiecznosc. Mlody, swietnie zapowiadajacy
sie poeta (1945-1971) akceptowal zycie zachlannie, zyl w zawrotnym
tempie. Wielokrotnie jednak oddalal sie od zycia, jakby mknal
po gladkiej, szklistej powierzchni nie przewidujac, ze pewnego
dnia wpadnie w poslizg i odwrotu nie bedzie. Rafal Wojaczek
pozostawil informacje o rodzaju i liczbie tabletek, ktore
przed smiercia zazyl. Czy mozna przechytrzyc smierc? Ktos
powie: "skaza pokolenia", "trend czasu"; a jednak latwiej
uwierzyc w fakt, ze poeta kazdym dniem jak kazdym wierszem
przygotowywal kolyske wlasnej smierci.
Nam tylko wierzyc - nie przestac.
Bo musi zabrzmiec ten glos
albo choc echo -
w niebie obudzic te gwiazde
by sie mogla mienic
kolyska naszej smierci.
Piosenka bohaterow
Anna Swirszczynska (1902-1984) zachwycala i inspirowala wielu.
Podziwialam ja, kiedy podskubywala bochenek razowego chleba
albo bialy wiejski ser. Ze zdumieniem przygladalam sie jej
stawaniu na glowie. Kochala zycie, choc przechodzila obok
smierci czesto i blisko. Czym jest jej wiersz Czekajac
na rozstrzelanie? Poetyckim dokumentem, dowodem dotyku
smierci?
Teraz kiedy
stoje pod sciana
i nie wiem czy zamknac oczy
czy nie zamykac.
Teraz kiedy
stoje pod sciana
czekajac na rozstrzelanie.
Anna Swirszczynska: "Ten wiersz jest rzeczywiscie oparty
na autentycznym przezyciu. Zdarzylo sie ono po wyjsciu z Warszawy,
w Sochaczewie. Stalam godzine pod murem, pilnowana przez niemieckiego
zolnierza. Oznajmiono mi, ze bede rozstrzelana. Bylo zimno,
zolnierz tupal nogami po sniegu".
Maj 1972 roku: ze Zbigniewem Herbertem schronilam sie przed
ulewnym deszczem w jednym z jeleniogorskich kosciolow. Siedzielismy
w glownej nawie zauroczeni cisza i odglosami ulewy. Szeptem
rozmawialismy o witrazach, krzyzowo-zebrowych sklepieniach
i Ogrodzie Oliwnym. Pozniej, w oficjalnej, bo opublikowanej
na lamach prasy rozmowie, okazalo sie, ze rozmawialismy takze
o smierci:
"Swiatu i naturze mozna by zarzucic wiele, chociazby to,
ze umieramy. Przez dlugie lata szukalem wyjasnien i stwierdzilem,
ze przezycie zwiazane ze smiercia bliskiego czlowieka, jest
rowniez akceptacja smierci wlasnej".
Zbigniew Herbert (1924-1998), jak starozytni w swoich wierzeniach,
kazdym wierszem odkrywal tajemnice zycia w tajemnicy smierci.
Oto jak widzial tych, ktorzy odeszli:
"Wskutek zamkniecia w ciemnych i nie przewietrzanych pomieszczeniach
twarze ich zostaly dokladnie przenicowane. Bardzo chcieliby
mowic, ale wargi zjadl piasek. Czasem tylko zaciskaja w piesci
powietrze i probuja podniesc glowe niezdarnie jak niemowleta
. Nic ich nie ciesza ani chryzantemy, ani swiece. Nie moga
sie pogodzic z tym stanem, stanem rzeczy".
Hermes, pies i gwiazda (Umarli)
Jezeli na zapadajacym sie grobie pod murem wiejskiego cmentarza
ktos zapali swiece, czyz nie bedzie to dowod na to, ze zycie
musi trwac w rytmicznym tancu ze smiercia?
komentarze,
opinie, sugestie - kliknij
tu aby wysłać e-mail |