PRENUMERATA
"PRZEGLĄDU POLSKIEGO"
W WERSJI PDF:

 

 

Przeglad Polski (24 pazdziernika 2003)


MARIA KORNATOWSKA

41. Nowojorski Festiwal Filmowy

W mroku
i we mgle


Nowojorski Festiwal Filmowy, organizowany przez Film Society of Lincoln Center, niby jest eklektyczny, ale zawsze uklada sie w jakas znaczaca calosc. Niesie przeslanie. Okreslona wizje swiata. Tegoroczny byl wyjatkowo pesymistyczny. Obraz swiata, jaki wylania sie z prezentowanego w Alice Tully Hall programu (26 filmow pelnometrazowych i 15 krotkich), czarny jest i przygnebiajacy. Nie niesie zadnej nadziei. Nie pozwala dojrzec swiatelka w tunelu.

Poczatek nowego milenium nikogo na naszej ziemi nie napawa optymizmem. Kryzys czlowieczenstwa, wartosci, relacji miedzyludzkich odczuwa sie wszedzie. Na skale globalna. W Sri Lance i w Turcji, we Francji i we Wloszech, w Maroku i na Tajwanie. Trzeba przyznac, ze mimo rynkowej dominacji Hollywood mapa kina wciaz sie poszerza. Najciekawsze artystycznie pozycje 41. NYFF pochodza z krajow poniekad egzotycznych. Goodbye Dragon Inn tajwanskiego rezysera Tsai Ming-Lianga to metafizyczna opowiesc o ostatnim seansie filmowym w starym, opustoszalym kinie, gdzies w Tajpej, kinie, do ktorego nikt juz nie zaglada. Na ekranie klasyk sprzed lat - Dragon Inn. Heroiczni bohaterowie. Konflikt dobra i zla. Mocne dialogi. Na widowni kilka smetnych postaci chcacych jedynie zabic czas. Prostytutka, mlody homoseksualista, stary aktor ogladajacy siebie w czasach mlodosci. Kaleka dziewczyna sprzata toalety i pilnuje porzadku. Na zewnatrz nieustannie leje deszcz. Ming-Liang mistrzowsko buduje atmosfere. Jego minimalistyczny film sytuuje sie gdzies miedzy Ozu a Bressonem. Nic sie nie dzieje, gesty i spojrzenia sa wymowniejsze od slow. Film mowi obrazem, a nie dialogiem. Swiatlem. Ruchem kamery. Kompozycja kadru. Dobiega konca epoka kina, ktore nikogo juz nie interesuje. Ani publicznosci, ani personelu. Jedynie w oczach starego aktora blyskaja lzy wzruszenia. Nad soba.

O ile tajwanski rezyser stylem narracji przywodzi na mysl Bressona, Distant tureckiego tworcy Nuri Bilge Ceylana przywoluje pamiec Antonioniego. W realiach i scenerii wspolczesnego Istambulu rozgrywa sie dramat niemoznosci porozumienia, zerwania wszelkich wiezi miedzy ludzmi, niemal fizycznie bolesnej samotnosci. Ceylan jest praktycznie absolutnym autorem tego filmu, w ktorym znow nic sie prawie nie dzieje, niewiele sie mowi, a bohaterowie poruszaja sie w aurze egzystencjalnej rozpaczy. Sam napisal scenariusz, zrobil zdjecia, rezyserowal i produkowal swoj film. Byc moze dlatego powstalo dzielo w pewnym sensie bezkompromisowe. Trudne w odbiorze, a przeciez gleboko poruszajace. FIPRESCI - organizacja skupiajaca miedzynarodowa krytyke filmowa - uznala Distant za film roku.

Rysuje sie interesujacy podzial. Z jednej strony filmy widowiskowe, hollywoodzkie blockbustery, podparte efektami specjalnymi i nazwiskami popularnych gwiazd, z drugiej - dziela w pewnej mierze minimalistyczne, perfekcyjnie zrobione, o precyzyjnym zamysle artystycznym, precyzyjnej strukturze. Do takich mozna smialo zaliczyc Pornografie Jana Jakuba Kolskiego, oparta na powiesci Witolda Gombrowicza o tym samym tytule. Kolski wspolnie ze znanym francuskim scenarzysta Gerardem Brachem wprowadzili do tekstu Gombrowicza nowe watki, zmieniajac tym samym charakter glownego bohatera powiesci, Fryderyka. Stal sie on postacia tragiczna, przytloczona poczuciem winy, ktore w dodatku miast do odkupienia - prowadzi do autodestrukcji. Nieoczekiwanie wiec - ciekawe, jakby przyjal interpretacje Kolskiego sam Gombrowicz - rozprawa o zyciu jako grze i manipulacji przeobraza sie w dramat moralny o daleko siegajacych implikacjach. Kolski zmodernizowal poniekad i zaktualizowal powiesc. Nadal jej inny wymiar. I wysoki ton, ktory brzmi szczegolnie mocno w dzisiejszej Polsce. Niezaleznie jednak od przeslania ekranowej Pornografii, odbiegajacego niewatpliwie od intencji autora literackiego pierwowzoru, podkreslic wypada, ze dawno (wylaczajac oczywiscie Pianiste Romana Polanskiego) nie bylo polskiego filmu tak dobrze, wrecz blyskotliwie, zrobionego. Z taka swiadomoscia filmowych srodkow. Swoboda narracji. Znakomite zdjecia Krzysztofa Ptaka sugestywnie buduja portrety bohaterow i charakter przestrzeni, w ktorej rozgrywa sie akcja. Dobrze napisane dialogi, swietne aktorstwo, niezwykle trafiony dobor postaci drugoplanowych - wszystko to swiadczy, iz Kolski osiagnal artystyczna dojrzalosc, przekraczajac zarazem zaklety krag swoich wczesniejszych tematow i stylu. Na szczegolna uwage zasluguje kreacja Krzysztofa Majchrzaka w nielatwej roli Fryderyka. W filmach festiwalowych Majchrzakowi dorownywal jedynie Sean Penn w interesujacym filmie Alejandro Gonzalesa Inarritu 21 Grams. Penn i Majchrzak wydaja sie zreszta dziwnie jakos do siebie podobni i wygladem, i temperamentem.

Pornografia idealnie przystawala do tonacji i klimatu innych festiwalowych filmow. Przynajmniej raz znalezlismy sie w samym srodku swiatowego trendu. Chodzi o fundamentalna niejednoznacznosc czlowieka i swiata. O mgle, w ktorej sie poruszamy. Pisal o tym kiedys jeden z najmadrzejszych autorow XX wieku, Milan Kundera. Mroki przeszlosci rozjasniaja sie z czasem, odslaniajac swoja niejasna prawde. Terazniejszosc natomiast okrywa mgla. Trudno sie w niej odnalezc, trudno dokonywac wlasciwych wyborow. Kolski stara sie w swoim filmie odslonic te moralna i psychologiczna niejednoznacznosc postaw i dzialan w skomplikowanych dekoracjach drugiej wojny swiatowej, ktora zostala u nas calkowicie zmitologizowana. Jest wierny Gombrowiczowi, zdradzajac go poniekad.

Na temat "mgly wojny" mowi niepokojaco Robert McNamara w najlepszym z amerykanskich filmow festiwalowych, w The Fog of the War wybitnego dokumentalisty Errola Morrisa. Znamienne, iz poprzez wszystkie niemal festiwalowe filmy przewija sie ow temat niejednoznacznosci sytuacji, postaw, konfliktow i zwiazanym z tym moralnym niepokojem, a niekiedy, jak w przypadku McNamary lub Fryderyka - moralnym kacem. Z glebokim poczuciem winy, ktore nie jest do konca jasne i oczywiste, ale tkwi gdzies na dnie sumien.

Kino z jednej strony wyraznie dziecinnieje, z drugiej zas dojrzewa. Podejmuje kwestie trudne. Jakby na miare Dostojewskiego. Charakterystyczny pod tym wzgledem jest wspomniany juz film produkcji amerykanskiej 21 Grams. Temat winy i odkupienia, zbrodni i kary wrasta tu w dzisiejsze realia, w rytm codziennego zycia. Nawiasem mowiac, film Inarritu zdradza osobliwe podobienstwa z Niebieskim Krzysztofa Kieslowskiego. Tworca Trzech kolorow zaplodnil, jak sie zdaje, wyobraznie filmowcow z roznych zakatkow globu. Niekonwencjonalnie podejmuje ow motyw niejednoznacznosci Claude Chabrol w The Flower of Evil.

Osobne miejsce nalezy sie filmom wloskim. Good Morning, Night Marco Bellocchio i szesciogodzinny miniserial Marco Tullio Giordany The Best of Youth mieszcza sie na pograniczu kroniki historycznej, kroniki rodzinnej i rozprawy ideowej. Oba sa filmami o ludziach mlodych, o powiklanych losach pokolenia, ktoremu zalezalo nie tylko na majatku i karierze, ktore o cos walczylo, buntowalo sie, wedrowalo po swiecie w poszukiwaniu nowych doznan, nowych doswiadczen i gdzies po drodze niektorzy z tych zapalencow zostali terrorystami. Juz w samym tytule filmu Bellocchio pobrzmiewa owa wieloznacznosc, o ktorej wciaz mowimy. Mgla, z ktorej nie potrafia wydobyc sie bohaterowie.

Niejednoznacznosc bohatera odslania straszliwie depresyjny iranski film Jafara Panahiego Crimson Gold. Z bandyty i mordercy zmienia sie w naszych oczach w tragiczna ofiare okrutnej rzeczywistosci, obojetnych, bezlitosnych ludzi. Kinu niejednoznacznosci doskonale sluzy narracja nielinearna. Retrospekcje. Introspekcje. Wyobrazenia. Asocjacje. Tym sposobem kino znow dogania literature. Bardzo ciekawa konstrukcje narracyjna ma wspomniany film 21 Grams Inarritu. Dopiero na koncu zaczynamy rozumiec, co dzieje sie na poczatku. Podobnie jest w filmie iranskim. W pewnym sensie tworcy demonstruja nam niejednoznacznosc samego kina. Jego iluzyjnosc i zwodniczosc. Finalowe sceny prowokacyjnego Dogville Dunczyka Larsa von Triera stanowia nie tylko krwawa puente tego sadomasochistycznego dziela, ale i pozwalaja zrozumiec widzowi, ze poczatkowo mylnie ocenial sytuacje. Dogville, przedsiewziecie wysoce eksperymentalne, jest filmem skrajnie minimalistycznym. Rozgrywa sie w zamknietej przestrzeni, ktora tworzy rodzaj sceny. Dekoracje - o ile wolno uzyc tak konserwatywnego okreslenia - namalowano na podlodze. Aktorzy, jak na probach w teatrze, udaja otwieranie i zamykanie nieistniejacych drzwi. Von Trier chce dzialac na wyobraznie. Przy okazji daje do zrozumienia, ze czlowiek jest z natury istota podla, tchorzliwa i zaklamana. Dobroc - poucza ukochana corke tatus-gangster - jest arogancja.

Tegoroczny festiwal stal, moim zdaniem, na wysokim poziomie. Szczegolnie interesujaco wypadly dokumenty. Wstrzasajacy film kambodzanskiego rezysera Rithy Panha S21: The Khmer Rouge Killing Machine; niemiecki Stalingrad zrealizowany przez Sebastiana Dehnhardta czy wspomniane juz znakomite dzielo Errola Morrisa The Fog of War.

Na samym koncu drobny akcent optymistyczny. W dawnych dobrych czasach filmy zwykly sie przeciez konczyc happy endem. A wiec artykuly na temat kina tez powinny miec jakas nutke wiary i nadziei. Niosl ja dziwnie cieply, choc rowniez przygnebiajacy i dramatyczny gruzinsko-francuski debiut Julii Bertucelli Since Otar Left. Poludnie ma te przewage nad zimna i ponura Polnoca, ze zachowalo jeszcze odrobine fundamentalnej milosci zycia, radosci istnienia. I ta iskierka rozjasnila nieco mroki NYFF.


komentarze, opinie, sugestie - kliknij tu aby wysłać e-mail