PRENUMERATA
"PRZEGLĄDU POLSKIEGO"
W WERSJI PDF:

 

 

Przeglad Polski (24 pazdziernika 2003)


JERZY R. KRZYZANOWSKI

Kwestia
honoru


Zdawac by sie moglo, ze o bitwie o Anglie z jesieni 1940 r. napisano juz wszystko, co o tym przelomowym wydarzeniu drugiej wojny swiatowej mozna bylo napisac. Wydano kilkanascie ksiazek, nakrecono pare telewizyjnych filmow dokumentalnych, zrealizowano swietny, pelnometrazowy film fabularny, w ktorym polscy piloci nie tylko mowia po polsku, ale odgrywaja drobna, acz zasadnicza role w zwyciestwie nad Niemcami. Okazuje sie jednak, ze dotychczas nie powiedziano na ten temat ostatniego slowa - az do chwili obecnej, kiedy para amerykanskich autorow, Lynne Olson i Stanley Cloud, opublikowala potezny tom zatytulowany A Question of Honor, noszacy podtytul The Kosciuszko Squadron: Forgotten Heroes of World War II.

Na pisownie podtytulu warto od razu zwrocic uwage: mimo ze ksiazka napisana jest po angielsku i dla amerykanskiego przeznaczona czytelnika, wydawca zadbal o najstaranniejsza, prawidlowa pisownie polskich nazw i nazwisk. Wszystkie "a" i "e" sa na swoich miejscach, tam gdzie byc powinny. Co wiecej, tegoz czytelnika majac na uwadze redakcja dodala krociutkie wprowadzenie do wymowy slow pisanych z polskimi znakami diakrytycznymi, podajac ich fonetyczna transkrypcje. W ten sposob zamiast na ogol uzywanych dziwolagow w rodzaju Deblin, Lokuciewski czy Walesa mamy wyjasnienie, jak nalezy wymawiac slowo Deblin i nazwiska Lokuciewski, Walesa. Oby wiecej wydawcow przyjelo te pozyteczna praktyke!

Nazwisko Lokuciewskiego przytoczylem tu nieprzypadkowo, autorzy bowiem, wziawszy za temat dzieje slawnego Dywizjonu 303, wybrali pieciu pilotow tej jednostki i skoncentrowali sie na opisie ich osiagniec, zarowno we wrzesniu 1939 r., jak we Francji, a potem - i przede wszystkim - w Anglii. Pierwszy dowodca Dywizjonu Zdzislaw Krasnodebski, po nim Witold Urbanowicz, Miroslaw Feric, Jan Zumbach i ostatni dowodca Witold Lokuciewski reprezentuja niejako losy wszystkich pilotow, a ich dzieje ukladaja sie w klasyczny niemal wzor polskich losow. Polegly smiercia lotnika Feric, ciezko poparzony w straconym samolocie Krasnodebski, ranny w powietrznej walce i po skoku na spadochronie wziety do niemieckiej niewoli Lokuciewski, sluzacy w amerykanskim lotnictwie w Chinach Urbanowicz i awansowany do sluzby przy biurku Zumbach (pozniej stal sie miedzynarodowym awanturnikiem) - oto dzieje tych pieciu wybranych, ktorzy we wrzesniu 1939 r. z powietrza bronili Polski, a w rok pozniej znalezli sie w elicie obroncow Anglii, wsrod tych, o ktorych Winston Churchill powiedzial, ze "nigdy w dziejach konfliktow ludzkosci tak wielu nie zawdzieczalo tak wiele tak nielicznym".

Nie jest tez przypadkiem, ze od razu wprowadzam tu nazwisko Churchilla, jesli bowiem Polacy ukazani sa jako niewatpliwi bohaterowie bitwy o Anglie, dominujaca postac brytyjskiego premiera, tworcy wspolnego zwyciestwa, ciazy nad ich losem jak coraz bardziej ponury cien, w koncu zwyciestwo to pokrywajacy zapomnieniem, co dla Polakow jest bolesna niesprawiedliwoscia. Totez autorzy slusznie rozpoczynaja swa dramatyczna opowiesc prologiem o dumnej defiladzie zwyciestwa w roku 1946, kiedy to ulicami Londynu maszerowali zolnierze wszystkich panstw sprzymierzonych, "Czesi i Norwedzy, Chinczycy i Holendrzy, Francuzi i Iranczycy, Belgowie i Australijczycy, Kanadyjczycy i Poludniowo-Afrykanczycy. Byli tam Sikhowie w turbanach, wysoko podnoszacy nogi greccy evzoni w butach z pomponami i w plisowanych spodniczkach, Arabowie w fezach i kaffijach, grenadierzy z Luksemburga, artylerzysci z Brazylii" (s. 3). Wszyscy - z wyjatkiem Polakow, ktorym na udzial w uroczystosciach nie pozwolono z obawy urazenia poteznego sowieckiego sojusznika, czule przez anglosaskich politykow zwanego Wujaszkiem Joe. "Jeden polski pilot patrzyl w milczeniu na przechodzaca defilade. Potem odwrocil sie i odszedl. Stojaca obok starsza kobieta spojrzala na niego pytajaco. ´Dlaczego pan placze, mlody czlowieku?ª, spytala" (s. 6).

Pierwsza czesc ksiazki, zatytulowana Exodus, rozpoczyna przypomnienie historii prawdziwej Eskadry Kosciuszkowskiej, stworzonej przez grupe mlodych amerykanskich pilotow w 1919 r. z zamiarem przyjscia Polsce z pomoca w walce z najazdem bolszewickim. Pomoc ta, nawiasem mowiac, byla tak skuteczna, ze nawet kronikarz Pierwszej Konnej Armii Budionnego, sowiecki pisarz Izaak Babel, uznal za stosowne wprowadzenie do swej opowiesci sceny rozpedzenia czerwonoarmistow przez nadlatujace koszacym lotem amerykanskie samoloty (opowiadanie Dowodca szwadronu Trunow), co zreszta zawsze zdumiewalo moich amerykanskich studentow. "Skad Amerykanie w wojnie polsko-bolszewickiej?" - pytali. Kierowalem ich wtedy do Muzeum Lotnictwa w pobliskim Dayton, gdzie na scianie wisi plat sowieckiego samolotu straconego przez tych wlasnie amerykanskich pilotow… Zalowac jedynie wypada, ze wsrod licznych w ksiazce Olson i Clouda fotografii zabraklo znanych zdjec Marszalka Pilsudskiego, gdy dekoruje Amerykanow krzyzami Virtuti Militari i zburzonego przez sowieckie wladze pomnika ku czci trzech amerykanskich pilotow poleglych w obronie Lwowa i pochowanych na tamtejszym cmentarzu Lyczakowskim.

Tradycje Eskadry Kosciuszkowskiej przejal 1. Pulk Lotniczy w Warszawie, gdzie sluzyli pozniejsi bohaterowie Kosciuszkowskiego Dywizjonu 303. I tu nalezy sie szczegolna pochwala autorom, ktorzy nadzwyczaj zrecznie wpletli najkrotszy zarys historii Polski, z postacia Kosciuszki na czele, doprowadzajac swa opowiesc do 1 wrzesnia 1939 r. Dawno, bardzo dawno nie zdarzylo mi sie czytac ksiazki tak serdecznie propolskiej, napisanej z taka nie tylko znajomoscia rzeczy, ale i z prawdziwym uznaniem dla naszej historii, jej osiagniec, jej tworcow. Dzieje Dywizjonu 303 staja sie w rezultacie kanwa, na ktorej autorzy rozwijaja szeroki, imponujacy obraz Polski, a miesiace bitwy o Anglie pojawiaja sie jak wspaniala kulminacja. W rozmowie z przedstawicielka Nowego Dziennika, Ewa Wierzynska, Stanley Cloud powiedzial m.in.: "Najogolniej, jako typowi Amerykanie, startowalismy do naszej ksiazki z pozycji prawie totalnej ignorancji o historii Polski. […] Praca nad ksiazka byla fascynujaca lekcja historii" (N.Dz., 27-28 wrzesnia br.). A po paru dniach, na spotkaniu autorskim w Konsulacie Generalnym RP w Nowym Jorku, dodal: "Bardzo niewielu Amerykanow wie, jak ogromny byl wklad Polski w zwyciestwo aliantow w II wojnie swiatowej: Monte Cassino, Enigma, bitwa o Anglie". Nie ulega watpliwosci, ze autorzy doskonale opanowali lekcje historii tego "srodkowoeuropejskiego kraju o zachodnioeuropejskiej mentalnosci" (s. 23) i ze umieli ja przekazac tysiacom czytelnikow w Stanach Zjednoczonych, a wkrotce w Anglii i w Polsce, gdzie z pewnoscia ukaze sie tlumaczenie Kwestii honoru.

Zasadnicza, jesli nie zdecydowanie decydujaca rola pilotow Dywizjonu 303 przedstawiona zostala w ksiazce z wieloma szczegolami dotychczas albo nieznanymi, albo zapomnianymi przez lata. Tak na przyklad Witold Urbanowicz, ktory juz 8 sierpnia 1940 r. walczyl nad kanalem La Manche, wspominajac o dywanowych niemieckich nalotach, na widok tak ogromnej liczby samolotow z czarnymi krzyzami na skrzydlach, powiedzial pozniej: "Czulem sie, jakbym znalazl sie na powietrznym cmentarzu" (s. 106). Po 1 wrzesnia, gdy caly Dywizjon 303 wszedl do walki, ogolem w bitwie o Anglie wzielo udzial 142 polskich pilotow mysliwskich, a w decydujacym jej dniu, 15 wrzesnia, we wszystkich dywizjonach Royal Air Force walczylo ponad 70 polskich pilotow, co stanowilo ponad 20% ogolnego stanu brytyjskich lotnikow broniacych wyspy. Dziewieciu z nich otrzymalo tytul asa za stracenie pieciu lub wiecej nieprzyjacielskich maszyn, a pieciu otrzymalo najwyzsze odznaczenie RAF - Distinguished Flying Cross. W okresie szesciu tygodni miedzy 1 wrzesnia a 31 pazdziernika 1940 r. w sumie stracili oni 126 niemieckich samolotow, "ponaddwukrotnie wiecej niz jakikolwiek inny dywizjon RAF-u w tym samym okresie" (s. 158). W rezultacie spowodowalo to odwolanie przygotowywanej przez Hitlera inwazji, co z kolei odwrocilo koleje wojny. Dotychczas niepowstrzymana Luftwaffe doznala pierwszej kleski.

Piloci Dywizjonu Kosciuszkowskiego stali sie wkrotce ulubiencami Anglii (i Angielek), a autorzy przytaczaja mnostwo zabawnych anegdot na temat przygod, jakie bohaterow bitwy o Anglie spotykaly nie tylko w walce (s. 140), ale i po bitwie. Trudnosci jezykowe nie stanowily tu przeszkod, bo chociaz np. angielski slownik Krasnodebskiego ograniczal sie do zamowienia Four whiskeys, please (s. 118), piloci byli rozrywani przez najlepsze angielskie towarzystwo. Jeden z nich, gdy zestrzelony w walce ratowal sie skokiem ze spadochronem, wyladowal w poblizu ekskluzywnego klubu tenisowego. Gdy oczekujacy na czwartego partnera do debla dzentelmeni sciagneli uratowanego Polaka z drzewa i na pytanie, czy umie grac w tenisa, uslyszeli odpowiedz twierdzaca, zaopatrzyli go w odpowiedni stroj, rakiete i zaprosili do gry. W ten sposob "Polak wkroczyl do angielskiego Najswietszego ze Swietych przybytku, klubu tenisa na trawie, scisle zamknietego dla wszystkich oprocz ´przyjemnych ludziª", s. 174).

Pod koniec wojny personel latajacy i naziemny Polskich Sil Powietrznych w Anglii liczyl ponad 17 tys. ludzi, byla to wiec obecnosc widoczna i odczuwalna. Ale idylla nie miala trwac dlugo.

Nic wiec dziwnego, ze druga, wieksza czesc ksiazki zatytulowano po prostu Zdrada. Mowi ona wiecej o polityce niz o bohaterskich pilotach, ich miejsce bowiem zajmuja dwaj glowni, bynajmniej nie bohaterscy, politycy - Churchill i Roosevelt. Od chwili ataku Niemcow na Zwiazek Sowiecki w czerwcu 1941 r. ciezar walki przesunal sie na wschod, a odciazona od obawy inwazji Anglia zaczela robic wszystko dla nowego sojusznika, poczawszy od podpisywania paktow, dostaw militarnych i gospodarczych az po zdyskredytowanie Polakow, zwlaszcza po odkryciu grobow katynskich w kwietniu 1943 r., kiedy rzad polski ujawnil prawde o obliczu "sojusznika". Zmienia sie przede wszystkim stosunek do Polski Churchilla, dla ktorego militarna pomoc Rosjan staje sie wazniejsza od zasad, od solennych obietnic pomocy w odzyskaniu niepodleglosci Polski, w obronie ktorej Anglia przystapila do wojny w 1939 r. "Churchill wielokrotnie przyrzekal pomoc w odzyskaniu tej niepodleglosci. Teraz szukal sposobu, zeby zlamac przyrzeczenie, ale zachowac honor" (s. 289). Znalazl tez wiernego towarzysza w osobie amerykanskiego prezydenta, ktorego postac autorzy okreslaja bezkompromisowo, cytujac jego odpowiedz na pytanie o glebszy cel jakiejkolwiek jego dzialalnosci: "Tylko jeden. Utrzymac sie na stanowisku" (s. 241). Podczas konferencji jaltanskiej w lutym 1945 r. Roosevelt, chcac przypodobac sie Stalinowi, oswiadczyl, ze Polska "jest zrodlem klopotow od ponad pieciuset lat" (s. 367), a stanowisko Churchilla niewiele roznilo sie od amerykanskiego.

Nic zatem dziwnego, ze w takiej atmosferze stosunek Anglikow do niedawnych bohaterow bitwy o Anglie zmienil sie zupelnie krancowo. Juz w poczatkach 1944 r. niedawni ulubiency publicznosci mogli uslyszec na ulicy okrzyki "Go home, you dirty Pole!" (s. 301), a w miare wzmozonej propagandy sowieckiej niechec do nich zaostrzala sie coraz bardziej. Wybuch powstania warszawskiego, o ktorym autorzy pisza z najwyzszym uznaniem i szacunkiem dla bohaterstwa walczacych, stosunek ten zmienil tylko nieznacznie, totez przyobiecana uprzednio pomoc Anglikow nigdy nie doszla do skutku, a podejmowane przez polskich lotnikow zrzuty szybko zostaly odwolane, podobnie jak przelot amerykanskiej floty powietrznej nad Warszawa stal sie pusta demonstracja. Polska, spisana na straty juz w listopadzie 1943 r. podczas konferencji w Teheranie, przez dziesieciolecia nie odzyskala naleznego miejsca w polityce niedawnych aliantow. Dumne zwyciestwa polskiego zolnierza powodowaly najwyzej komentarze politykow tak Polsce przychylnych jak Harold Macmillan, ktory po bitwie o Monte Cassino powiedzial: "Stracili kraj, ale utrzymali honor" (s. 375) - co z gorycza odwrocic mozna, gdy mysli sie o owczesnej postawie Anglikow. Slowa te przywodza na mysl tytul jednej z najwybitniejszych prac o powstaniu warszawskim, ksiazki prof. Janusza K. Zawodnego Nothing But Honor, ogloszonej w 1978 r., jest to bowiem kluczowe pojecie pozwalajace zrozumiec skomplikowana i niejednokrotnie tragiczna historie Polski.

Tak jak dzieje Dywizjonu 303 zapomniane zostaly na dlugie lata, tak zapomniani zostali jego bohaterowie i podobnie potoczyly sie ich roznorodne losy. Miroslaw Feric zginal podczas wojny w niewyjasnionym wypadku lotniczym. Lokuciewski, jako jeden z nielicznych, zaraz po wojnie wrocil do kraju, gdzie przez dziesiec lat z trudem wegetowal, a po przyjeciu do Ludowego Wojska Polskiego w 1956 r. oddelegowany zostal do Londynu jako attaché lotniczy Ambasady PRL. Dawni koledzy i przyjaciele odmawiali podawania mu reki. Po powrocie do Polski na stale zdazyl jeszcze zrehabilitowac sie za swoja polityczna naiwnosc, zostajac czlonkiem Komitetu Budowy Pomnika Armii Krajowej - jego nazwisko umieszczono na pomnikowej tablicy. Krasnodebski i Urbanowicz pozostali na emigracji, ale po 1990 r. odwiedzali Polske, gdzie podejmowano ich z najwyzszymi honorami. Natomiast Zumbach, ktory osiadl we Francji, zwiazal sie z miedzynarodowymi kolami lotniczych przemytnikow i poszukiwaczy latwego zarobku, walczyl jako najemnik w Afryce, a w koncu zamordowany zostal w niewyjasnionych okolicznosciach, prawdopodobnie w wyniku jakiejs afery finansowej.

Olson i Cloud cytuja setki zrodel - historycznych, parlamentarnych, pamietnikarskich, dziennikarskich i innych. Wszystkie przytaczane cytaty zidentyfikowane sa starannie w zamieszczonych na koncu ksiazki przypisach. Bibliografia przedmiotu imponuje nie tylko iloscia, ale i kompletnoscia. Jakkolwiek w zasadzie obejmuje ona pozycje opublikowane po angielsku, wymienia jednak takze dwie ksiazki ogloszone w Polsce, a mianowicie dwa tomy wspomnien Urbanowicza z lat 1966 i 1971. Tym bardziej zalowac wypada, ze autorzy najwidoczniej nie dotarli do znakomitej powiesci W.S. Kuniczaka Valedictory (Doubleday and Co., 1983 r.), w calosci poswieconej polskim pilotom w bitwie o Anglie. Mimo ze jest to fikcja literacka, ksiazka zawiera te same podstawowe prawdy, ktore tak wydatnie ukazane zostaly w pracy Olson i Clouda.

Kwestia honoru wydana zostala nadzwyczaj starannie w nakladzie 75 tys. egzemplarzy, a nadchodzace wydanie brytyjskie liczbe te powinno znacznie powiekszyc. Uwazam, ze ta ksiazka moze byc najlepszym prezentem swiatecznym dla naszych amerykanskich krewnych i przyjaciol, ktorzy dowiedza sie z niej niczym nie skazonej prawdy o Polsce.

---------------------

Lynne Olson, Stanley Cloud, A Question of Honor. The Kosciuszko Squadron. Forgotten Heroes of World War II. Alfred A. Knopf, New York, 2003, 496 str., 55 fotografii, 2 mapy, cena 27,95 dol. plus 8,625% NY tax i 6,50 dol. porto w przypadku zamowienia z wysylka (do nabycia w Ksiegarni Nowego Dziennika).


komentarze, opinie, sugestie - kliknij tu aby wysłać e-mail