JANUSZ WROBEL
Wspomnienia dowodcy
ORP "Piorun"
Dokonania Polakow na morskich szlakach to historia barwna, ale krotka. W dawnych
wiekach polscy krolowie wprawdzie na ogol doceniali znaczenie zeglugi na Baltyku,
ale gdy przyszlo im budowac flote wojenna i organizowac zamorskie wyprawy, posilkowali
sie cudzoziemcami. Nie bylo rzecza przypadku, ze dowodcami floty polskiej za
czasow Zygmunta III i Wladyslawa IV byli Szkoci, Niemcy, Holendrzy i Szwedzi.
Morskie kariery rodowitych Polakow, takich jak chociazby Krzysztof Arciszewski,
ktory zostal holenderskim admiralem, nalezaly do rzadkosci.
Z tym wiekszym uznaniem nalezy odnotowac fakt, ze po odzyskaniu niepodleglosci
w 1918 r. mlode i slabe panstwo polskie tak wiele uwagi poswiecilo sprawom morskim.
Gdy w lutym 1920 r. dokonywal sie akt zaslubin Polski z morzem, calym majatkiem
odrodzonego panstwa byl tylko krotki odcinek morskiego wybrzeza pozbawiony portow
i polaczen komunikacyjnych z reszta kraju. Wydawac by sie moglo, ze mina dziesieciolecia,
zanim Polska zaznaczy swoja obecnosc na Baltyku.
W niespelna 20 lat pozniej moglismy jednak pochwalic sie znaczacymi sukcesami.
Z malej rybackiej wioski wyrosla Gdynia, najnowoczesniejszy port nad Baltykiem,
zwiazany ze Slaskiem magistrala kolejowa. Pod bialo-czerwona bandera plywalo
kilkadziesiat statkow handlowych i kilka pieknych transatlantykow. Polska Marynarka
Wojenna byla niewielka, ale jej okrety nalezaly do najnowoczesniejszych w tej
czesci Europy. Pierwsze sukcesy notowal polski przemysl stoczniowy. Perspektywy
zapowiadaly sie jeszcze bardziej obiecujaco, roslo bowiem znaczenie handlu morskiego,
a mury morskich uczelni opuszczaly kolejne roczniki swietnie wyksztalconych
specjalistow. Spoleczenstwo docenialo wage spraw morskich i bylo dumne z kazdego
kolejnego osiagniecia. To dzieki spolecznej ofiarnosci budowano kolejne okrety
podwodne i scigacze, a w przededniu wojny nie zabraklo nawet ochotnikow do samobojczych
formacji "zywych torped".
Imponujacy, bo tworzony od podstaw, morski dorobek II Rzeczpospolitej byl dzielem
niezwyklych ludzi, ktorych sporo roznilo, ale laczyl entuzjazm w pracy dla kraju.
Byli wsrod nich Polacy sluzacy poprzednio we flotach wszystkich trzech krajow
zaborczych, a takze wywodzacy sie z glebi kraju i nie majacy dotad z morzem
nic wspolnego, ale owladnieci marzeniem o morskiej przygodzie.
Wsrod najwybitniejszych budowniczych Rzeczypospolitej Morskiej i dowodcow Polskiej
Marynarki Wojennej byl rowniez Eugeniusz Plawski, ktory przeszedl do historii
jako dowodca niszczyciela ORP "Piorun", tego samego, ktory odnalazl na Atlantyku
niemiecki pancernik "Bismarck" i stoczyl z nim artyleryjski pojedynek, dajac
tym samym czas flocie brytyjskiej na jego osaczenie i zniszczenie. Zatopienie
najwiekszego okretu niemieckiej Kriegsmarine bylo jednym z najwiekszych sukcesow
aliantow w tym niezmiernie trudnym okresie, kiedy to prawie cala Europa znalazla
sie pod hitlerowskim jarzmem.
Komandor Plawski to jeden z najbardziej znanych i zasluzonych polskich dowodcow
okresu II wojny swiatowej i az dziw bierze, ze dotad nikt nie napisal jego biografii.
Zlozylo sie na to kilka przyczyn. Byl doceniany i wyrozniany przez obcych, ale
niestety zostal zapomniany przez swoich. Pamietac tez trzeba, ze wybierajac
zywot politycznego emigranta, komandor Plawski przez dlugie dziesieciolecia
byl w PRL osoba co najmniej podejrzana. Dobrze sie wiec stalo, ze nakladem gdanskiego
wydawnictwa FINNA, w ramach "Serii z kotwiczka" ukazaly sie jego wspomnienia,
co chociaz w czesci wypelni dotkliwa luke w naszej morskiej historiografii.
Do powstania ksiazki walnie przyczynil sie syn komandora, zamieszkaly w Kanadzie
Jerzy Plawski, ktory dostarczyl maszynopis wspomnien i material ilustracyjny.
Wspomnienia komandora Eugeniusza Plawskiego zatytulowane Za fala fala... nie sa standardowym pamietnikiem. Komandor nigdy go nie pisal, opublikowal
natomiast w prasie emigracyjnej sporo drobniejszych tekstow ukazujacych poszczegolne
epizody z jego bogatego zycia. Wsrod rodzinnych pamiatek zachowaly sie rowniez
nigdzie niepublikowane zapiski. Wlasnie te rozproszone publikacje i rekopisy,
uzupelnione o relacje dowodzacego zespolem niszczycieli scigajacych "Bismarcka"
angielskiego admirala Viana i zestawem kilkudziesieciu ilustracji, posluzyly
wydawcy do skonstruowania ksiazki. Ukazuje ona najwazniejsze i najciekawsze
rozdzialy bogatej biografii komandora Plawskiego.
Pochodzil z kresowej rodziny, jak sie wydaje - nieco juz zruszczonej. Jego
ojciec byl wysokim oficerem carskiej armii, przez dlugie lata pelniacym sluzbe
na Dalekim Wschodzie. Mlody Eugeniusz - tak jak ojciec - wybral droge kariery
wojskowej. Zostal marynarzem i dosc szybko wspinal sie po szczeblach oficerskiej
kariery. W latach I wojny swiatowej sluzyl we Flocie Czarnomorskiej, zmagajacej
sie z okretami tureckimi i niemieckimi. Zdobyte wowczas doswiadczenia zaowocowaly
wiele lat pozniej podczas slynnego poscigu za "Bismarckiem".
Kleska Rosji w wojnie z Niemcami i wybuch rewolucji postawily mlodego oficera
w bardzo trudnym polozeniu. Na okretach wojennych zanikala dyscyplina, raz do
glosu dochodzili bolszewicy, innym razem zwolennicy starego porzadku. W portach
nad Morzem Czarnym sytuacja byla plynna i na dobra sprawe nie bardzo bylo wiadomo,
kto tam rzadzi. W tej sytuacji Plawski wyjechal na rodzinny Wolyn, a stamtad
do Warszawy. W grudniu 1918 r. zglosil sie do wladz wojskowych i zostal przyjety
do tworzacej sie Polskiej Marynarki Wojennej. Mianowano go komendantem portu
w Modlinie.
Rozdzialy dotyczace sluzby komandora Plawskiego w okresie miedzywojennym naleza
do najciekawszych. Znajdziemy tam duzo opisow sylwetek dowodcow PMW, niezmiernie
ciekawej zbiorowosci oficerow majacych za soba doswiadczenia sluzby na okretach
rosyjskich, niemieckich i austro-wegierskich. Wielu z nich spora czesc zycia
spedzilo na obczyznie, slabo znalo ojczysty jezyk, ale fachowa wiedza i zaangazowaniem
oddali wielkie uslugi sprawie polskiej.
Wspomnienia Plawskiego z tego okresu sa szczegolnie cenne takze z tego powodu,
ze w pionierskich latach 20. minionego wieku przyszlo mu dowodzic wiekszoscia
okretow plywajacych pod polska bandera. Uczestniczyl rowniez w niezmiernie waznym
przedsiewzieciu, ktorego celem bylo wyposazenie polskiej marynarki w okrety
podwodne. Jezdzil w tej sprawie do Francji, szkolil kadry polskich podwodnikow,
zostal pierwszym dowodca ORP "Zbik", a potem calego dywizjonu okretow podwodnych.
W latach 30. pracowal w strukturach dowodczych PMW, pelniac odpowiedzialna funkcje
szefa Broni Podwodnej.
Wybuch wojny zastal Plawskiego we Francji, gdzie byl czlonkiem polskiej misji
wojskowej zabiegajacej o sojusznicza pomoc. W ksiazce znajdziemy na ten temat
wiele dotad nieznanych polskim historykom interesujacych szczegolow. Plawski
organizowal transport sprzetu wojennego z portow francuskich do Rumunii, co
jednak wskutek niekorzystnego rozwoju sytuacji w Polsce nie moglo juz wplynac
na los kampanii wrzesniowej. Z rosnaca frustracja nasluchiwal niepokojacych
wiesci dochodzacych z kraju, przerazal go brak gotowosci sojusznikow do przyjscia
Polsce z wymierna pomoca.
Komandor Plawski mial jednak to szczescie, ze los dal mu okazje zmierzyc sie
w otwartej walce z wrogiem i wniesc znaczacy wklad w ostateczne zwyciestwo nad
Trzecia Rzesza. Najpierw zostal dowodca przejetego przez polskich marynarzy
francuskiego niszczyciela "Ouragan", a nastepnie dowodzil niszczycielem ORP
"Piorun", jednym z najbardziej zasluzonych i szczesliwych okretow Polskiej Marynarki
Wojennej. Sluzba na "Piorunie" to nie tylko slynny poscig za "Bismarckiem",
ktory w ksiazce przedstawiony jest barwnie i szczegolowo, ale rowniez dlugie
miesiace zmudnej sluzby w ochronie alianckich konwojow. Czytelnik znajdzie we
wspomnieniach komandora Plawskiego nie tylko doskonale opisy akcji przeciwko
hitlerowskiej marynarce, ale rowniez przebieg codziennej sluzby na Atlantyku.
Malo kto wie, ze zaloga ORP "Piorun" uczestniczac w poscigu za "Bismarckiem"
nie byla jeszcze w pelni wyszkolona, co tym bardziej podnosi zaslugi dowodcy
niszczyciela. W poscigu za niemieckim pancernikiem "Piorun" zmagal sie nie tylko
z groznym przeciwnikiem, ale rowniez z poteznym sztormem, ktory byl chyba rownie
niebezpieczny dla malo doswiadczonej zalogi.
O ile przebieg sluzby na ORP "Piorun" ukazany zostal wyczerpujaco, to niestety
pominiete zostaly w ksiazce kolejne rozdzialy morskiej kariery komandora Plawskiego.
Byly one rowniez interesujace, gdyz odkomenderowano go do Szwecji, gdzie pelnil
funkcje attaché morskiego przy tamtejszym poselstwie Rzeczypospolitej
Polskiej. Wiosna 1943 r. Plawski raz jeszcze wrocil do sluzby liniowej i objal
dowodztwo krazownika ORP "Dragon", najwiekszego okretu w dziejach Polskiej Marynarki
Wojennej.
Wspomnienia komandora Plawskiego obejmuja takze jego powojenne losy, co jest
ciekawym przyczynkiem do dziejow polskiej emigracji politycznej. Slynny juz
wowczas dowodca ORP "Piorun" kuszony byl przez komunistow perspektywa przyjecia
w szeregi "ludowej" Polskiej Marynarki Wojennej. Plawski wybral jednak emigracje
do Kanady, gdzie znalazl sie w bardzo trudnej sytuacji materialnej. Jeden z
najbardziej zasluzonych polskich dowodcow, chociaz nie byl juz czlowiekiem pierwszej
mlodosci, musial zdobywac srodki do zycia praca fizyczna. Dopiero po wielu latach
trudow i wyrzeczen osiagnal stabilizacje zyciowa. Moze w zwiazku z tym powstac
u czytelnika watpliwosc, czy decyzja komandora Plawskiego o pozostaniu na Zachodzie
byla sluszna. Niewatpliwie zawazyly na niej motywy natury politycznej i moralnej.
Aby w pelni ocenic ten krok, warto jeszcze przypomniec, iz los tych dowodcow
Polskich Sil Zbrojnych, ktorzy powrocili do kraju, byl niekiedy tragiczny. Poczatkowo
traktowano ich przyzwoicie. Przyjmowano do sluzby w "ludowym" Wojsku Polskim,
a nawet awansowano. Jednak w koncu lat 40. polityke kadrowa radykalnie zmieniono.
Zaczela sie brutalna czystka, ktorej ofiara padli oficerowie przybyli z Zachodu
oraz ci z akowskim rodowodem. Wielu wybitnych dowodcow oskarzono o sabotaz i
szpiegostwo, aresztowano i poddano brutalnemu sledztwu, wielu skazano na kare
smierci.
Represje nie ominely takze dowodcow Marynarki Wojennej. W 1949 r. aresztowano
kontradmirala Adama Mohuczego i komandorow Hilarego Sipowicza, Konstantego Siemaszke
i Wladyslawa Sakowicza. Skazano ich na dlugoletnie wiezienie. Kontradmiral Mohuczy
i komandor Sakowicz nigdy nie wyszli na wolnosc - zmarli w komunistycznym wiezieniu.
Dopiero w 1957 r. wladze przyznaly, ze oskarzenie bylo falszywe. Tak wiec Plawski
wybierajac trudny los emigranta uniknal byc moze losu daleko gorszego.
Wspomnienia komandora Plawskiego beda czytac z zainteresowaniem nie tylko milosnicy
barwnej i bohaterskiej historii polskiego wysilku zbrojnego w latach II wojny
swiatowej; ich lektura sprawi przyjemnosc rowniez wszystkim zwolennikom literatury
pamietnikarskiej. Komandor byl nie tylko doskonalym specjalista i wymagajacym
dowodca; po sluzbie potrafil korzystac z urokow zycia. Poznal wielu ciekawych
ludzi, zwiedzil szmat swiata, byl znawca dobrych trunkow i wyszukanej kuchni.
Byl rowniez - jak twierdza ci, ktorzy mieli szczescie go znac - uroczym gawedziarzem.
Na szczescie dla nas, czytelnikow, potrafil takze doskonale poslugiwac sie piorem.
Liczace ponad 400 stron wspomnienia dowodcy ORP "Piorun" to ksiazka na dobrym
poziomie wydawniczym. Doskonaly papier, bogata szata ilustracyjna (udana obwoluta
autorstwa Jaroslawa Wrobla), twarda oprawa sprawiaja, ze ksiazke bierze sie
do reki z przyjemnoscia. Szkoda tylko, ze nie sporzadzono indeksu, a korekta
najwidoczniej nie byla zbyt dokladna, gdyz w tekscie natkniemy sie na wiele
denerwujacych literowek.
--------------------------
Eugeniusz Plawski, Fala za fala... Wspomnienia
dowodcy ORP "Piorun", Wydawnictwo FINNA, Gdansk 2003,
s. 433.
komentarze,
opinie, sugestie - kliknij
tu aby wysłaćc e-mail |