Marek Kusiba
Zabka przez Atlantyk
Sic!
"Moi Drodzy Czytelnicy, ktorzy przeczytaliscie Zachod slonca w Milanowku!
Moj tomik nie zdobyl tegorocznej Nagrody Nike. Zdobyl ja tom wierszy zatytulowany Wysoki i pomarszczony prapoczatek, piora Klemena Piska, slowenskiego
poety, muzyka i tlumacza dramatow Karola Wojtyly. Jego ksiazka ukazala sie nakladem
wydawnictwa Goga z Nowego Mesta w roku 2000. Moj Zachod slonca w Milanowku,
posiadajacy te sama okladke projektu Sandry H. Grum, nie mogl otrzymac zaszczytnego
lauru Nike, bo ukazal sie w dwa lata pozniej od identycznego tomu Slowenca.
Wydalo mnie (na posmiewisko) warszawskie wydawnictwo Sic!, ktorego grafik ukradl
pani Grum okladke, by z niej wymazac slowenskie nazwisko i slowenski tytul i
na ich miejsce wpisac moje nazwisko i moj tytul. Wiersze, i owszem, sa moje.
Ale co mi po takich wierszach, gdy je zapakowano w kradziona obwolute, zabijajac
ich przeznaczenie. Przeznaczeniem poezji jest dawanie swiadectwa pieknu i prawdzie.
Oto, co mialem wam do powiedzenia".
Tak powinien byl wygladac list, odczytany na uroczystosci wreczenia Nagrody
Nike, gdyby Jaroslaw Marek Rymkiewicz wreszcie wydobyl z siebie slowo sprawiedliwe.
Tymczasem JMR, zagrzebany w swoim Milanowku jak kret w norce, zdobyl sie tylko
na unik: "Moi Drodzy Czytelnicy, ktorzy przeczytaliscie Zachod slonca w Milanowku!
Ciesze sie, ze z okazji tej nagrody, ktora zostala wlasnie wreczona, moge powiedziec
do Was kilka slow. Oto, co mam do powiedzenia - od wielu lat. Literatura nikomu
i niczemu nie sluzy, sluzyc nie powinna i sluzyc nie moze - ani panstwu, ani
spoleczenstwu, ani politykom, ani gazetom, ani zadnej wladzy. Nic ja nie obchodzi
- co sadzi o niej spoleczenstwo, co sadzi panstwo, co sadzi telewizja, co sadza
politycy i partie. Literatura niczego tez nie potrzebuje - ani zaszczytow, ani
pieniedzy, ani lapowek, ani orderow, ani faworow wladzy. Literatura nie jest
zebrakiem - o nic nie prosi i nie czeka na wsparcie. Potrzebuje tylko czytelnikow
- istnieje dlatego, ze oni istnieja".
Te natchnione, wizjonerskie, wrecz prorocze slowa przekazala spragnionej prawdy
objawionej, stesknionej za wielkoscia warszawce wlascicielka wydawnictwa Sic!
Renata Lis. Poeta posluzyl sie ustami niewiasty z powodu swej fizycznej nieobecnosci
przy odbiorze czeku na 100 tysiecy zlotych, ktorego nie zaniechal - pomimo twierdzenia,
ze literatura niczego nie potrzebuje, a zwlaszcza pieniedzy. Moze suma byla
zbyt mala, zeby sie mial osobiscie fatygowac az z Milanowka, a moze woli jeze,
krety i myszy od Michnika?
Zaakcentowane w laudacji przez prof. Marie Janion tropy prowadzace poezje Jaroslawa
Marka Rymkiewicza do wierszy Boleslawa Lesmiana zwrocily z kolei moja uwage
na tropy prowadzace Marie Janion do wydawnictwa Sic! Sprawdzilem: od jego prapoczatku
w roku 1993 szanowna profesor-juror Nagrody Nike wydala w tymze wydawnictwie
az piec (sic!) swoich ksiazek. Nie nalezy sie tu, oczywiscie, doszukiwac zadnych
aluzji do ukladow, zobowiazan czy sympatii kierujacych szlachetnymi pobudkami
pani profesor. Zastanawia wszakze nieobecnosc jej kolegi-pracownika naukowego
na poswieconej mu laudacji i kolacji.
Agencje nie doniosly o naglej chorobie ani wyjezdzie zagranicznym Rymkiewicza.
Co moglo wiec zatrzymac autora Znaku niejasnego, basni polzywej w Milanowku
i uniemozliwic mu dotarcie kolejka WKD na wyklad jego tworczosci dedykowany?
Pisk myszy, kretow i kawek? A moze Klemen Pisk? Rymkiewicz nie pisnal o Pisku
i jego krzywdzie przez dwa minione lata, choc umie zderzac wysokie z niskim,
dziwic sie smieciom i dziurze w plocie. Tymczasem dziura w jego poetyckiej reputacji
powstala w wyniku zderzenia tomiku Piska z tomikiem Rymkiewicza. I ciagle sie
powieksza z winy wydawnictwa Sic!, ktore ma w dwoch dziurach w nosie pretensje
Piska i renome Rymkiewicza.
Nadwerezac reputacje autora Czlowieka z glowa jastrzebia probowal juz
Jacek Trznadel w Hanbie domowej, prowokujac Rymkiewicza do perwersyjnych
wyznan milosnych: "(...) kiedy szukam odpowiedzi na pytanie, dlaczego kochalem
Stalina, bo przeciez go kochalem, kochalem zbrodniarza bedac dzieckiem, nie
znajduje na to sensownej odpowiedzi poza ta, ze bylem dzieckiem i bylem zaindoktrynowany"
(sic!). Rymkiewicz za mlodu komunizowal, ale mu przeszlo, czego nie mozna powiedziec
o wydawnictwie Sic!. Stosuje metody jak z podrecznika agitatora.
Pisk zareagowal na werdykt jury Nike "emalia" do Gazety Wyborczej: "Przykro
mi, ze ksiazka Jaroslawa Marka Rymkiewicza ma taka sama okladke jak moj tomik
poezji, wydany 2 lata wczesniej we Slowenii. I przykro mi, ze ´wielki poetaª
i wydawnictwo nie znalezli czasu, zeby ze mna porozmawiac podczas mojego pobytu
we Warszawie. Przeprosin tez nie zauwazylem. Ksiazki w Slowenii sa drogie, natomiast
robimy ich uczciwie. Klemen Pisk".
Odpowiedziala mu natychmiast pani Lis z Sic!: "Uprzejmie wyjasniam, ze sprawa
podobnych okladek ksiazki Jaroslawa Marka Rymkiewicza i Klemena Piska zostala
wyjasniona miedzy wydawnictwami Sic! i Goga w sposob satysfakcjonujacy strony
tego sporu. Pracujacy dla wydawnictwa Sic! grafik zamiescil na wlasny koszt
oficjalne przeprosiny w dzienniku Rzeczpospolita - przeprosiny pod adresem
obu wydawnictw i obu autorow. Wydawnictwo Sic! ze swej strony zmienilo okladke
tomu Zachod slonca w Milanowku w drugim wydaniu tej ksiazki, ktore obecnie
znajduje sie na rynku. Sadze, ze to wszystko, co mozna bylo zrobic w tej sprawie.
Przykro mi, ze nie zgodzilismy sie na wydanie wierszy pana Klemena Piska po
polsku - po prostu nie jestesmy tym zainteresowani i mamy do tego prawo".
Zaskoczony Pisk odpisal: "To, co mowi Renata Lis jest klamstwo. Nigdy nie wymagalem
od wydawnictwa, zeby drukowac moje wiersze. Wedlug slow redaktorki Renaty Lis
okladka zostala zmieniona, ale na internecie jeszcze ciagle widac stara, ukradziona
okladke, ktora jest zupelnie identiczna. Dlaczego wiec redaktorka chwali sie?
Uwazam, ze to trzeba jak najszybciej zmienic. Prosze przekonac sie o tym skandalu
na stronie: www.pisk.galicja.pl.
Nie tylko na stronie Piska, ale i w Gazecie Wyborczej widnieje okladka
skradziona wydawnictwu Goga przez Jacka Staszewskiego, ktory nadal projektuje
ksiazki dla Wydawnictwa Sic! (sic!). Za nagrodzony "projekt" okladki jednak
nie Staszewski powinien dostac premie, a Sandra Grum; nagroda dla autora ksiazki
jest takze nagroda dla tworcy jej szaty graficznej, ktora "sprzedaje" ksiazke
na rowni z jej zawartoscia. Jurorzy Nike czytali przeciez pierwsze wydanie tomiku
Rymkiewicza, z piekna okladka zdjeta jak skora z ksiazki Piska.
Nowa okladka wyglada jak odbite na powielaczu wydanie wiersza Edwarda Slonskiego Rozdziobia nas kruki, wrony z czasow stanu wojennego albo jak wysoki
i pomarszczony prapoczatek dwuletniej pyskowki, ktorej piewca zachodow slonca
w Milanowku powinien wreszcie zamknac pysk - listem do Piska.
|
|