PRENUMERATA
"PRZEGLĄDU POLSKIEGO"
W WERSJI PDF:

 

 

Przeglad Polski (10 pazdziernika 2003)


STANISLAW M. JANKOWSKI

Pisarze
przed prokuratorem


Nie sadzi pan, ze Czeslaw Milosz moze byc zainteresowany tym, o czym mowil prawie 60 lat temu, a pozniej nigdy nie mial juz okazji ani mozliwosci, aby zapoznac sie ze swoja wypowiedzia? - zastanawia sie glosno Andrzej Wajda.

- Z zeznaniem - poprawiam i w chwile pozniej slucham milej dla ucha muzyki, czyli zapewnienia, ze rekomendacja rezysera wystarczy i spokojnie powinienem oczekiwac na wiadomosci o terminie spotkania.

Kilka dni po tej rozmowie telefonuje do mnie z formalnym zaproszeniem kierujaca sekretariatem poety Agnieszka Kosinska i w sobote, 22 marca, przed godzina 5 po poludniu, ruszam do Czeslawa Milosza z protokolem jego przesluchania we wrzesniu 1945 roku.

Z Moskwa za plecami

W polowie 1945 roku zaczelo sie sledztwo, ktorym komunistyczna Warszawa chciala wlaczyc sie do planow sowieckich; oskarzenia i osadzenie przywodcow III Rzeszy jako sprawcow zbrodni w lesie katynskim. Za plecami urzednikow Ministerstwa Sprawiedliwosci stali rezydujacy w Warszawie sowieccy doradcy oraz kierownictwo NKWD w Moskwie, z ktorym konsultowano przygotowania do procesu norymberskiego. Aby na rozprawie nie bylo watpliwosci, nalezalo wczesniej znalezc swiadkow potwierdzajacych kulisy "hitlerowskiej prowokacji", gdyz tak nazwano ujawnienie w roku 1943 prawdy o masakrze polskich oficerow.

Szukano ich zreszta nie tylko w Polsce, ale rowniez w innych krajach "wyzwolonych" przez Armie Czerwona. Na Wegrzech tropiono doktora Ferenca Orsosa, w Bulgarii doktora Marko Markowa, a w Czechoslowacji doktora Franciszka Hajka. Wszyscy trzej byli czlonkami miedzynarodowej komisji lekarskiej i jako uczestnicy ekshumacji w kwietniu 1943 roku nie mieli watpliwosci, ze zbrodnia obciaza wladze sowieckie. W roku 1945 tylko Orsos zdolal sie wymknac funkcjonariuszom NKWD, natomiast Hajek i Markow - po aresztowaniu - zmienili zdanie i za sprawcow masakry uznali Niemcow. Warszawa tez chciala pochwalic sie "swoimi swiadkami". Zdecydowano sie odnalezc i przesluchac osoby pomagajace Niemcom w czasie ekshumacji oraz wszystkich uczestnikow polskich delegacji, jakie w 1943 r. pojechaly do Katynia na zaproszenie okupacyjnych wladz Generalnego Gubernatorstwa.

W trybach machiny sledczej

Na liste osob, ktore powinny byc aresztowane w pierwszej kolejnosci, trafiaja dwaj literaci: Ferdynand Goetel (na prezentowanym zdjeciu polskiej delegacji na miejscu zbrodni w Katyniu z kwietnia 1943 r.stoi w srodku z najnizej opuszczonym kapeluszem w prawej rece) i Jan Emil Skiwski oraz majster z zakladow Zieleniewskiego w Krakowie Franciszek Urban Prochownik. Nie ma trudnosci z ustaleniem ich nazwisk, bo wielkimi czcionkami wybijano te nazwiska w polskojezycznej prasie, nazywanej popularnie "gadzinowa". Dopisany zostaje takze doktor Marian Wodzinski, w czasie ekshumacji kierujacy Komisja Techniczna Polskiego Czerwonego Krzyza. Udaje sie ujac tylko Prochownika, a za literatami i lekarzem prokuratura wystawia listy goncze.

Rownoczesnie rusza machina sledcza. Postanowiono przesluchac kazdego, kto moze opowiedziec o poszukiwanych, a przy okazji uzyskac opinie o stosunku spoleczenstwa polskiego do informacji o zbrodni i jej sprawcow. Do gabinetow prokuratorskich w kilku miastach kraju, najczesciej w Krakowie, zostaja wezwani: Kazimierz Wyka, Jerzy Andrzejewski, Tadeusz Breza, Stefan Kisielewski, Julian Krzyzanowski, Jan Wiktor, Zofia Nalkowska, Jan Parandowski, Leon Kruczkowski, Jaroslaw Leon Iwaszkiewicz, Czeslaw Milosz, Adam Wazyk, Maria Dabrowska i jeszcze kilkadziesiat osob ze srodowiska literackiego o nazwiskach mniej lub bardziej znanych juz w okresie miedzywojennym.

Boze, chron od przyjaciol...

Swiadkowie wyraznie staraja sie przypochlebic przesluchujacym ich prokuratorom. "Goetel - wyjasnia jeden z nich - pomogl Niemcom w skloceniu Sikorskiego z ZSRR". Inny ze swiadkow stwierdza, ze to Goetel "doprowadzil do najwiekszej kleski, jaka ponieslismy w historii", a nastepny przypomina o "oburzeniu spoleczenstwa polskiego na wiadomosc o pomaganiu przez pisarza Niemcom - zbrodniarzom". W czasie kolejnego przesluchania podaja slowa o prezentowanym przez Ferdynanda Goetla "szkodliwym stanowisku dla narodu polskiego", w innych protokolach pojawiaja sie informacje o "przygotowywaniu sie przez niego do roli polskiego Goebbelsa","przyjeciu volksdeutschostwa", "metnych pogladach", a nawet o "zdradzaniu sympatii dla ustrojow faszystowskich juz przed wojna". I jeszcze o tym, ze oskarzony "chcial odegrac wielka role polityczna i odegral, wbrew interesom narodu".

Interesujaco wygladaja proby obrony pisarza przez kolegow, ktorzy chcieliby o nim cos dobrego powiedziec, nie narazajac sie rownoczesnie przesluchujacym ich prokuratorom. "Byl to czlowiek slabego charakteru i oportunista" - oceniaja kolege albo oznajmiaja, ze "nie posiadal instynktu politycznego" oraz "nie zdawal sobie sprawy z politycznego i antynarodowego charakteru swoich wystapien".

Jak po przeczytaniu tego nie przypomniec przyslowia "Boze, chron mnie od przyjaciol, bo z wrogami poradze sobie sam...".

Lajdacka wersja niemiecka

Wszystkich kolegow przebija Jan Boleslaw Fruhling, pracujacy w tym czasie w redakcji Dziennika Polskiego. W latach wojny widzieli sie z Goetlem tylko kilka razy, bo Fruhling przez wiele miesiecy przebywal we Lwowie, pracujac w Czerwonym Sztandarze. W czasie przesluchania nie kryje negatywnej oceny przedwojennych tekstow pisarza i sugeruje nawet prokuratorowi, ze dla Goetla "Mussolini i Hitler byli apostolami nowych, wspanialych prawd". Zgodnie z zalozeniami sledztwa pada tez pytanie o stosunek spoleczenstwa polskiego do niemieckich informacji o zbrodni.

"Posluch, jaki zostal dany lajdackiej wersji niemieckiej o Katyniu - odpowiada i slowa te trafiaja do protokolu - przyniosl Polsce nie tylko ogromne szkody na odcinku czysto politycznym przez fakt zerwania paktu Sikorski-Stalin". A nastepnie wyjasnia, ze "setki, tysiace ludzi ponioslo z tego powodu smierc, poniewaz propaganda niemiecka potrafila rozdmuchac sprawe katynska jako wolajaca o pomste do nieba zbrodnie zydo-komuny. W rezultacie tej propagandy szereg Polakow i Zydow, ktorzy do czasu komisji katynskiej ukrywali sie przed Niemcami, zostal wydany agentom gestapo".

Z przesluchania swiadka Fruhlinga wynika rowniez, ze denuncjowanie "lewicowcow i Zydow w okupowanej Polsce preferowali ludzie slabych charakterow i slabej orientacji politycznej". I byli dumni z denuncjowania, uwazajac swoje zachowanie za "cos w rodzaju aktu sprawiedliwosci spolecznej i odplaty".

Przesluchiwanych nikt nie torturowal

- Bito was w czasie tych przesluchan? Grozono aresztowaniem, jesli nie bedziecie wygadywali podobnych bzdur? - pytam Zygmunta Szarguta, jednego z trzech zyjacych nadal swiadkow, protokoly przesluchan ktorych przygotowujemy do druku. Jest 12 pazdziernika 2002 roku. Jego koledzy z Dziennika Polskiego twierdzili, ze "Szarka" - bo tak go nazywali - "nie ma juz na tym swiecie", a jednak odnalazlem go w Ciechanowie, gdzie mieszka po przejsciu na emeryture.

- Najlatwiej byloby powiedziec, ze komunistyczni prokuratorzy zeznania na nas wymuszali grozbami czy torturami - wspomina Zygmunt Szargut. - Ale nic z takich rzeczy, bo prokurator Martini zachowywal sie uprzejmie, a cale przesluchanie przypominalo rozmowe przy kawie. Kolegi Fruhlinga tez nie tknal nawet palcem, wiec kazde zdanie w jego protokole odpowiada temu, co mowil. Ja jego wypowiedzi nie podejmuje sie oceniac, bo az trudno uwierzyc, jak pan mi czyta jego slowa...

Dobry pisarz i szczery patriota

Byloby przesada stwierdzenie, ze wszyscy swiadkowie zdecydowali sie obciazac kolegow. Najmniej dobrych slow wypowiedziano o Janie Emilu Skiwskim, ale trudno sie dziwic kolegom pisarza, skoro mieli w pamieci zarowno jego antysemickie i profaszystowskie wypowiedzi, jak i teksty artykulow w Przelomie. Inaczej w zeznaniach wypada Ferdynand Goetel. Zapamietano jego interwencje w obronie aresztowanego przed wojna, reprezentujacego lewicowe poglady poety i satyryka Leona Pasternaka, a w czasie okupacji wstawianie sie u wladz niemieckich w celu uwolnienia ujetych w lapankach kolegow. Nie brakuje wypowiedzi o pozyskiwaniu w czasie okupacji w Warszawie i rozdzielaniu funduszy wsrod klepiacych biede literatow, zorganizowaniu dozywiania w prowadzonej przez zone Goetla stolowce.

"Jego wrogosc do Niemcow nie ulega watpliwosci" - slyszy prokurator w Krakowie, a inny z przesluchujacych dowiaduje sie w Warszawie o "wybitnie antyniemieckim nastawieniu Goetla" oraz "szczerym patriotyzmie" pisarza. Niektorzy z zeznajacych wspominaja o zaufaniu kolegow do pisarza i jego wielkiej uczciwosci, inni - w celu obrony - stwierdzaja, ze to "dobry pisarz, politycznie niezorientowany". W protokolach pojawiaja sie tez zdania o ostentacyjnym milczeniu i nieudzielaniu zadnych wywiadow przez Goetla po jego powrocie z Katynia, ale czesciej - niestety - natknac sie mozna na informacje o podpisanych przez niego artykulach i wypowiedziach, ktore zeznajacy "czytali lub widzieli osobiscie". Prokuratorzy nie podejma proby odnalezienia gazet z tymi artykulami. Bo gdyby wytezyli nawet wszystkie sily - nie znajda ich. Goetel nie udzielil zadnego wywiadu, nie napisal ani slowa w bojkotowanej przez niego prasie "gadzinowej".

"Pomylka" Jana Kotta

Przez kolegow uczestniczacych w obradach I Ogolnopolskiego Zjazdu Delegatow Zwiazku Zawodowego Literatow Polskich juz we wrzesniu l945 roku, a wiec w czasie sledztwa, Jan Emil Skiwski zostaje uznany za kolaboranta. Na liste renegatow zamierzaja - nie bez sugestii i aprobaty wladz - wpisac tez nazwisko Goetla, ale Jan Kott ratuje go krotkim oswiadczeniem: "Zglosil sie do prokuratury i jego sprawa bedzie rozpatrywana przed sadem" - oznajmia uczestnikom zjazdu.

Kiedy okazuje sie, ze klamal, a Goetel nie ma zamiaru spotkac sie z prokuratorem Martinim - jest juz po zjezdzie. Ale poszukiwania trwaja i pisarz nie ma mozliwosci pozostania w kraju. Poprzez Wlochy dobija do Londynu i tu do roku 1960 bedzie wiodl zycie skromne, jak tysiace innych emigrantow. W czasie pobytu w Wielkiej Brytanii przygotuje wspomnienia.

"Narzedziem zaborcy stanie sie inteligencja - oceni pierwsze miesiace po wejsciu do Polski Armii Czerwonej. - Awangardzistami odstepstwa i zdrady stana sie pisarze. Gorliwosc, z jaka beda sie wyslugiwac zaborczej propagandzie, wycisnie na ich postawie pietno hanby, niespotykane w dziejach polskiego pismiennictwa...".

Cenny swiadek dla kongresmanow

Do tej, jakze surowej, oceny kolegow warto dodac komentarz, ze gdy nie majac mozliwosci lub ze zwyczajnego ludzkiego strachu tworcy milcza na temat zbrodni katynskiej, Ferdynand Goetel w prasie wydawanej poza krajem nie ukrywa swej wiedzy na temat sprawcow i przypomina sowieckie okrucienstwo. Jest jednym z ponad 80 swiadkow w czasie przesluchan, w roku 1952 prowadzonych przez kongresmanow z komisji powolanej przez Izbe Reprezentantow Kongresu USA dla odpowiedzi na pytanie, kto, kiedy i w jakich okolicznosciach zamordowal polskich oficerow, jencow obozu w Kozielsku. Mowi o wyjezdzie na miejsce zbrodni, o tym, co ustalil, a nawet przypomina raport, w roku 1943 napisany dla Polskiego Czerwonego Krzyza.

W komunistycznej Polsce ksiazki Goetla i Skiwskiego znajda sie na listach proskrypcyjnych, z poleceniem nie tylko niewydawania tych autorow, ale nawet zniszczenia tego, co napisali i co trafilo do bibliotek. W czasie procesu w roku 1949 Jan Emil Skiwski zostanie zaocznie skazany na kare dozywotniego pozbawienia wolnosci. Prokuratorzy nie zaryzykuja oskarzenia Ferdynanda Goetla, ale - jak wynika z zachowanych do dzisiaj dokumentow - beda go, podobnie jak Skiwskiego, chcieli dopasc i postawic przed sadem, nawet po jedenastu latach od zakonczenia wojny.

Przechowac na stale

Ustawa amnestyjna we wrzesniu 1956 roku pozwoli umorzyc postepowanie wobec obu oskarzonych o wspolprace z Niemcami pisarzy. Jan Emil Skiwski nigdy nie doczeka sie jednak innej oceny, jak "zdrajca" i "kolaborant", a w czterdziesci lat po smierci pisarza, w roku 1999, ukaze sie zbior jego przedwojennych artykulow. Ferdynand Goetel tez nie dozyje wydania w Polsce swoich ksiazek i oficjalnego uznania, ze "jego dzialalnosc i postawa w okresie okupacji niemieckiej stala sie przedmiotem oszczerczych pomowien". Zarzad Polskiego Pen Clubu - dowiedza sie czytelnicy z komunikatu Polskiej Agencji Prasowej, opublikowanego w Trybunie Ludu dopiero w czerwcu 1989 roku - stwierdza bezpodstawnosc zarzutow i domaga sie, aby "postac i dzielo Goetla zostalo przywrocone spoleczenstwu".

Jeszcze kilka lat trzeba bedzie poczekac na odnalezienie dokumentacji sledczej z 1945 roku, ktora przetrwala tylko dlatego, ze na przeznaczonej do spalenia teczce z aktami, obok daty 2 X 1961 napisano: "Przechowac na stale". Gdyby nie ten dopisek, wykonany wlasnorecznie przez madrego, zdajacego sobie sprawe z wagi tych dokumentow prokuratora Wladyslawa Wyrobka, nie moglbym zeznan Czeslawa Milosza z roku 1945 przeczytac pisarzowi wkrotce po godzinie 5 po poludniu w dniu 22 marca 2003 r.

A nastepnie zanotowac komentarza, ze jest on "pelen uznania dla tego mlodego czlowieka, ktorego wowczas przesluchiwano i dzisiaj nie zmienilby nawet zdania w swoim protokole...".

 

Protokol przesluchania swiadka Milosza

27 wrzesnia 1945 roku przed dr Romanem Martinim, prokuratorem Specjalnego Sadu Karnego w Krakowie, skladal zeznania Czeslaw Milosz, lat 34, syn Aleksandra i Weroniki, zamieszkaly w Krakowie przy ulicy Swietego Tomasza 26 m. 11, z zawodu literat, wyznania rzymsko-katolickiego, niekarany.

Z Ferdynandem Goetlem spotykalem sie przed wojna na terenie Zwiazku Literatow. Byl to czlowiek spragniony dzialania, bynajmniej nie intelektualista, uwazajacy spory intelektualne za strate czasu, jezeli nie prowadzily do bezposrednich praktycznych wynikow. Byl postacia charakterystyczna dla czasow Ozonu wlasnie przez poszukiwanie jakiejs filozofji*), ktoraby usprawiedliwiala te chec czynu bladzaca na oslep. Jak wiadomo Ozon gwaltownie szukal "idei" i Goetel byl jednym z takich ludzi, chwytajacych w rece co sie trafilo. W faszyzmie podobala mu sie sila, brutalnosc argumentow, goraczka organizowania. Jego ksiazki "Pod znakiem faszyzmu" nie znam, czytalem tylko fragmenty drukowane w "Pionie". Zarowno mnie jak i ludzi, z ktorymi wtedy o tym rozmawialem, uderzala zupelna nieporadnosc myslenia, brak przygotowania filozoficznego i brak zrozumienia przeslanek filozoficznych faszyzmu. Stosunek do tej dzialalnosci Goetla byl w kolach literackich ironiczny. Otwarte przyznawania sie do faszyzmu wtedy, gdy juz bylo widoczne skad swiatu zagraza niebezpieczenstwo - bylo traktowane jako dowod aberracji i bylo niemadre taktycznie. Goetel byl na ogol dosc lubiany, kolezenski i jego zajecie sie polityka dzieki tym cechom tracilo ostrosc, nabieralo wlasciwosci dziwactwa - przynajmniej w oczach literatow.

W okresie okupacji Goetel nie zaprzestal pracy organizacyjnej na terenie Zwiazku Literatow, byla to praca samopomocy kolezenskiej. Ukonstytuowalo sie cos w rodzaju nowego zarzadu, uznawanego przez literatow zwyczajowo, tworzyli te grupe Goetel, Zyglarski i Nowaczynski. Mieli oni duze stosunki w sferach bankowosci, przemyslu i ziemianstwa i stamtad wydostawali pieniadze i zywnosc, rozdzielane przez nich pomiedzy literatow. Jaka ewolucje przechodzil Goetel nie wiem - w kazdym razie wrogosc odnoszenia sie do Niemcow nie ulega watpliwosci i w tym wzgledzie byl zupelnie pewnym czlowiekiem. Przyjaznil sie z Nowaczynskim, a Nowaczynski zional nienawiscia do Niemcow, ubolewal (w rozmowie ze mna ) nad zachowaniem sie Papieza w stosunku do hitleryzmu i faszyzmu, widzialem u niego wielki album wycinkow pasowych gromadzonych przez cala wojne - album ten nazywal sie "volkspole" i zawieral wycinki o wszelkiej dzialalnosci w partji i armii niemieckiej, Niemcow o polskich nazwiskach, a wiec zniemczonych Polakow. Goetel uwazal, ze wspolpraca z Niemcami jest niemozliwa, natomiast byl jak sie zdaje zdania, ze trzeba bronic co sie da i kogo sie da, jesli trzeba nawet droga interwencji u wplywowych figur niemieckich.

Pierwszym cieniem ktory padl na Goetla byla sprawa rejestracji literatow.

Sprawa ta nie interesowalem sie gdy byla w toku - natomiast doszly mnie reperkusje pozniej. Zarzucano Goetlowi, ze swoim wplywem czy tez przykladem sklonil do rejestracji kilku kolegow. Na jednym z zebran konspiracyjnych Maria Dabrowska wystapila bardzo ostro przeciwko tym, ktorzy sie rejestrowali i przeciwko Goetlowi (Goetla na tym zebraniu nie bylo, bo bylo to zebranie pisarzy o nastawieniu demokratycznym). Opinia co do tego nie byla zgodna. Utrzymywano, ze Goetel zadnego wplywu nie wywieral, a po wtore ze sama rejestracja byla sprawa nie tak wazna i ze ta formalna czynnosc, chroniaca przed lapankami, nie miala znaczenia, jezeli zachowanie sie jest merytorycznie poprawne - muzycy i malarze na ogol sie rejestrowali.

Jaka dzialalnosc literacko-dziennikarska rozwijal Goetel - nie wiem, gdyz ze wzgledu na plotkarstwo srodowiska literackiego jeden kryl sie przed drugim.

Wiadomo bylo, ze Goetel obraca sie w kolach prawicowych. Nie pisal nigdy do prasy niemieckiej w jezyku polskim i po powrocie z Katynia nie uczynil - o ile mi wiadomo - odstepstwa od tej zasady. Tresci wywiadow z nim umieszczanych w prasie gadzinowej nie pamietam. Faktem jest, ze figurowalo tam jego nazwisko, reszta byla juz zrecznym uzyciem tego nazwiska przez niemiecka propagande i jego osobistego wkladu nie umialby [-m okreslic? - przyp. SMJ ]. Tekstu sprawozdania zlozonego po powrocie z Katynia do PCK nie znam.

Stosunek spoleczenstwa polskiego do "sprawy katynskiej" da sie podzielic na etapy: 1) ogolna nieufnosc i wietrzenie niemieckiej prowokacji, 2) okres sporow i niepewnosci, 3) ustalenie sie przewazajacej opinii, ze jest to prawda.

Podkreslam z naciskiem, ze na ogol nie zdawano sobie sprawy z politycznych nastepstw, jakie Katyn moze za soba pociagnac. Uwazano, ze jest to posuniecie niemieckie, zmierzajace do konsolidowania "Europy" w walce z "judeo-bolszewizmem". Co do polityki polskiej - nie przypuszczano bynajmniej, ze moze doprowadzic do zerwania stosunkow polsko-radzieckich. Raczej cieszono sie, ze Polacy otrzymuja jeszcze jeden atut meczenstwa, i ze jest to wydobyte przez Niemcow, a wiec zostawia Polakom czyste rece, natomiast mobilizuje opinie swiatowa do czujnosci wobec partnera i sojusznika, ktory ma na sumieniu takie zbrodnie. Zerwanie stosunkow polsko-radzieckich bylo zaskoczeniem i dopiero wtedy odslonil sie sens niemieckiej machinacji, co dalo w wyniku ponowne watpienie w prawdziwosc faktow podanych przez Niemcow.

Udzial polskich osobistosci w tej prowokacji byl oceniany negatywnie, jako rzecz niepotrzebna, nie tak jednak surowo, jak wtedy, gdy juz mogl byc mierzony miara politycznych skutkow. Rzecz byla zaaranzowana tak zrecznie, ze bytnosc w Katyniu uchodzila za cos w rodzaju oddania ostatniej poslugi pomordowanym czy tez akt wizji lokalnej. To wlasnie stworzenie pozoru "apolitycznosci medycyny sadowej" wywarlo wielki wplyw na umysly i udzial polskich literatow, lekarzy itp. odegral wybitna role: opinia byla przyzwyczajona do tego, ze Polacy politycznie z Niemcami nie wspolpracuja, jezeli wiec przedstawiciele spoleczenstwa polskiego jada do Katynia to znaczy, ze jest to sprawa na marginesie polityki i wolno o niej wypowiadac opinie, ktore nie wplyna na ogolny uklad polityczny.

Po przyjezdzie Goetla z Katynia nie stykalem sie z nim w Warszawie i nie wiem nic o rozmowach jego z innymi literatami. Wiem tylko, ze Goetel byl absolutnie przekonany, ze Katyn byl rzeczywistym odkryciem.

Jak to bylo, ze Goetel pojechal do Katynia - nie wiem. Moim zdaniem obciaza go wlasnie ta sprawa, gdyz jakkolwiek jego poglady polityczne sa mi obce, musze przyznac, ze tendencji do wspolpracy z Niemcami w ciagu okupacji nie wykazywal. Podejrzewam, ze jako czlowiek pozbawiony wyobrazni politycznej nie docenial znaczenia swego kroku: jak wielu Polakow mogl sadzic, ze kazdy figiel splatany rekami Niemcow Rosjanom jest dobry, jak kazdy figiel splatany rekami Rosjan Niemcom. Ten sposob myslenia harmonizuje na ogol z cala jego osobowoscia.

W kilku rozmowach, ktore prowadzilem z nim w ciagu okupacji uderzala mnie jego optymistyczna lekkomyslnosc i brak jakichkolwiek przewidywan politycznych.

Emila Skiwskiego poznalem przed wojna w Polskim Radio przez Witolda Hulewicza, z ktorym byl w przyjazni. Skiwski mial wysokie kwalifikacje intelektualne. Goetla nie mozna z nim porownac pod tym wzgledem. Byl przy tym pokreconym wewnetrznie czlowiekiem, pelnym urazow i nienawisci. Jezeli dzisiaj czesto uzywa sie slowa "faszysta" w ogole w odniesieniu do ludzi z prawicy, to z cala slusznoscia mozna to slowo zastosowac do tych, ktorzy akceptowali filozoficzne przeslanki faszyzmu: do takich nalezal Skiwski. W swoich "katolickich" artykulach kladl nacisk nie na "prawde", a na "czyn", jego stosunek do prawdy byl nitzeansko-pragmatyczny. Humanitaryzmu, liberalizmu i demokracji nienawidzil.

W okresie okupacji jego pogarda dla demokracji Zachodu, nienawisc do Rosji znalazly dobry zer w powodzeniach niemieckiego oreza. Czerpal przewrotna satysfakcje z faktu, ze slabi musza zginac. Do sposobu myslenia Polakow zywil wielka pogarde, zaprzeczanie ogolnie panujacej opinii bylo jego pasja. O jego wspolpracy z Niemcami zadecydowala odraza do polskiej slabosci, do liczenia na cud, na daleka odsiecz. Wstapil do Wydawnictwa Polskiego zorganizowanego przez Niemcow, co doprowadzilo do niepodawania mu reki przez wiekszosc literatow. Co w tym wydawnictwie robil - dokladnie nie wiem. Byl tam doradca literackim. Wydawnictwo wydalo pare czwartorzednych powiesci, pare broszur antysowieckich i kalendarz.

Nie byl tam dobrze oplacany. Byl smiertelnie chudy i wynedznialy, glodowal przez czas okupacji. W ogole mozna o nim powiedziec, ze to, co robil, nie wynikalo z pobudek materialnych. Byl czlowiekiem idei i pasji intelektualnej - dzieki temu niektore kola literackie utrzymywaly z nim kontakt, starajac sie nie odtracac go calkowicie i ratowac go przed zabrnieciem w kolaboracje zupelna, co jednak pozniej nastapilo.

Slyszalem ze "Przelom" zaczal wydawac z wlasnej inicjatywy. Bylo to pismo majace ogromny wplyw - wtedy, po powstaniu, spoleczenstwo polskie przezywalo kleske i po bankructwie polityki calkowicie niezaleznej zaczely sie formowac dwie zupelnie wyrazne orientacje: pro-radziecka i pro-niemiecka.

Skiwski skutecznie propagowal te druga.

Tekstu sprawozdania zlozonego po powrocie z Katynia nie znam. Co Skiwski oglosil w prasie nie wiem. Jego osoba, jako czlowieka skompromitowanego wspolpraca z Niemcami, nie byla tu miarodajna, udzial Skiwskiego byl zrozumialy, to tez nikt nie interesowal sie szczegolnie jego wypowiedziami. Podobno oglosil po powrocie artykul (nie tylko wypowiedzial sie w urzedowych wywiadach).

Znajac Skiwskiego przypuszczam, ze w wyprawie katynskiej wzial udzial z satysfakcja. Szlo to po linii jego politycznych pogladow: 1) zohydzalo wschodniego sojusznika, 2) wymierzalo policzek demokracjom Zachodu, ktorymi pogardzal, 3) moglo doprowadzic do zawiazania wspolpracy polsko-niemieckiej, co jego zdaniem bylo jedynym ratunkiem dla Polski.

Skiwski w okresie okupacji byl rzadkim w Polsce okazem faszysty pur sang, ktory uwazal, ze ratunek cywilizacji lezy w zwyciestwie Niemiec. Wykazal wiele stanowczosci, hartu i charakteru, gdyz przeciwko sobie mial cala opinie Polski.

---------------

*) Protokol przesluchania Czeslawa Milosza (zachowano pisownie oryginalu) pochodzi z przygotowywanej do druku przez Wydawnictwo Towarzystwa Naukowego "Societas Vistulana" ksiazki Stanislawa M. Jankowskiego i Ryszarda Kotarby Literaci a sprawa katynska - 1945.


komentarze, opinie, sugestie - kliknij tu aby wysłać e-mail