JAN ZIELINSKI
Pod innym katem
Ledwie bywa
Jury Fundacji Koscielskich w ostatniej chwili (regulamin ustanawia granice wieku: 40 lat) nagrodzilo w tym roku prozaika Dawida Bienkowskiego, autora wydanej dwa lata temu przez warszawska Agawe powiesci Jest. Nie pierwszy to wyraz uznania dla tej powiesci, poprzednio otrzymala Nagrode im. Andrzeja Kijowskiego i wyroznienie w konkursie o Nagrode im. Jozefa Mackiewicza, spotkala sie tez z pochwalami czesci krytyki (Justyna Sobolewska, Janusz Majcherek).
*
Siegnalem po te powiesc zachecony nie tylko nagrodami i pochlebnymi opiniami, ale i afirmatywnym tytulem, jakze roznym na przyklad od rownie w tym samym czasie glosnej Sily odpychania Cezarego Michalskiego. (Nawiasem mowiac, obie powiesci, choc Michalskiego w wiekszym stopniu, podejmuja watek hipisowski). Po lekturze wszakze sklonny jestem sadzic, ze to tytul mylacy, nie chodzi w tej ksiazce o afirmacje prawdy, wlasnej czy wlasnego pokolenia, a jedynie o przyjmowanie rzeczywistosci taka, jaka jest (albo jaka nam sie wydaje, ze jest). W tym sensie jednym z duchowym partnerow autora (i jego bohaterow) staje sie Edward Stachura, ktory w swoim czasie podobnie podchodzil do tej kwestii.
*
Jest to powiesciowy portret pokolenia, ktore wchodzilo w dorosle zycie wraz z wprowadzeniem stanu wojennego. Portret zbiorowy, zatem rozpisany na kilka mniej lub bardziej budzacych sympatie czytelnika postaci, rowiesnikow autora. Mlodych ludzi zmagajacych sie ze szkola, z rodzicami, szukajacych swojego miejsca w zyciu.
Bohaterowie Jest pija (przewaznie tanie wino lub piwo), sluchaja muzyki (przewaznie glosnej), wedruja po miescie (przewaznie tramwajem) i po kraju (przewaznie autostopem), slowem zachowuja sie tak, jak ich rowiesnicy w roku 1982, i wczesniej, i pozniej. Jedno moze, co odroznia bohaterow powiesci Bienkowskiego od bohaterow innych powiesci o mlodych ludziach, to jedna czynnosc, w zyciu powszednia i naturalna, w tej ksiazce pojawiajaca sie w nadmiarze graniczacym z obsesja, a mianowicie oddawanie moczu.
*
Powiesc Dawida Bienkowskiego zawiera watki, ktore mialy swe odpowiedniki w polskiej rzeczywistosci tamtego czasu. Ta mlodziez kreci sie wokol siedziby regionu Solidarnosci przy Mokotowskiej, los jednego z bohaterow przypomina tragiczny koniec Grzegorza Przemyka. To sa sprawy nieuniknione, jesli portret ma miec przelozenie na realia, jesli nie jest zupelna fantazja. Uderza trzezwosc spojrzenia, brak idealizowania. Najbardziej zaprzedany rezimowi nauczyciel jest w tej ksiazce opisany karykaturalnie, ale i sylwetki dzialaczy zwiazkowych tego heroicznego okresu o smiesznosc sie ocieraja.
*
Czeslaw Milosz przypomnial niedawno w Tygodniku Powszechnym napisany we Lwowie w roku 1940 wiersz Adama Wazyka Pozegnanie Inkipo i zastanawial sie nad jego wymowa. Inkipo to u Wazyka "konskie miasto", po ktorym biegaly "rozowe klacze". Milosz dziwil sie, co w tym wierszu robia klacze - czy to aluzja do wyspy rozumnych koni w Podrozach Guliwera? I pytal o nazwe Inkipo - czy moze to odniesienie do wyspy Prinkipo, na ktorej przetrzymywany byl przez wladze tureckie Lew Trocki? W koncu jednak poeta sklonny byl, jesli nie pojawia sie inne interpretacje, umiescic wiersz Wazyka w rubryce "niewyjasniony".
Dla ucha wrazliwego na semantyke tytulow w Pozegnaniu Inkipo pobrzmiewa echo innego utworu - nie literackiego, a muzycznego, a mianowicie poloneza Michala Kleofasa Oginskiego, znanego jako Pozegnanie ojczyzny. To utwor, ktory napietnowal wiek XIX. Bez slow, jako tytul wlasnie i jako rzewny motyw muzyczny, rozpoznawalny chocby w Strasznym dworze w Arii z kurantem. Kilka taktow, w ktorych bylo odejscie na niepewne, na tulaczke, bez gwarancji powrotu. W wierszu Wazyka ewentualny powrot jest zepchniety w legende, w szkolna czytanke (jesli cie zobacze/ kiedys, to chyba w ksiazce pisanej dla dzieci), zas Inkipo to "miasto, ktore slawili mistyfikatorzy".
Mistyfikatorzy... Jednym z najwiekszych w polskiej literaturze byl hrabia Zygmunt Krasinski, przez wiele lat wystepujacy jako Poeta Bezimienny. W lipcu 1830 roku, a wiec na pare miesiecy przed wybuchem powstania listopadowego, oglosil on w genewskiej Bibliotheque Universelle tekst o polskich legionach. Tekst zlozony z trzech symetrycznie ulozonych fragmentow, z ktorych pierwszy opisuje pozegnanie z ojczyzna, drugi wojenne przewagi we Wloszech, a trzeci powrot starego legionisty do miejsca, w ktorym swego czasu rozstal sie byl z ziemia ojczysta. Pierwszy fragment jest przedziwny, poniewaz pejzaz (krajobraz) zostal tu przedstawiony jako namalowany obraz, lacznie z ramami ("To tu, to owdzie rozsiane wioski, chaty samotne dopelnialy obrazu; zolte ich strzechy i biale plotki odbijaly pieknie od jego ram ciemnych"). Odjezdzajacy zolnierze i oficerowie caluja ziemie, pobieraja jej szczypte (pierwsi w srebrne i zlote medaliony, drudzy w plocienne zwitki) i dosiadaja koni, zegnajac te, co byla im zarazem ukochana ("pozegnanie z uwielbiana kochanka") i matka ("nie mogli sie oderwac od tej matki ich wspolnej"). W trzecim fragmencie zolnierz, rzecz znamienna, wraca do ojczyzny pieszo i z zawiniatka wysypuje ziemie, co mu towarzyszyla w tulaczce. Konie sa znakiem pozegnania, nie powrotu.
*
Dlaczego o tym opowiadam przy okazji Dawida Bienkowskiego? Otoz w tej powiesci, opisujacej stan fizyczny i duchowy polskich dziewietnastolatkow A.D. 1982, pojawia sie scena umiejscowiona, jak sie mozna domyslac, w Kazimierzu nad Wisla. Grono zalkoholizowanej mlodziezy odtwarza - w stylistyce przypominajacej obrazy Jerzego Dudy-Gracza lub Wladyslawa Hasiora - taki oto pochod: "Uliczka stromo pod gore toczyl sie wozek na drewnianych obreczach. Dyszel ciagnal Ino. Mial na sobie zolnierska czapke, spod ktorej splywaly jego dlugie jasne wlosy. Obok niego dyszel trzymal starszy gosc w kapeluszu z wielkim rondem na glowie i plonacej koszuli. Na wozku lezal na wznak zabity zolnierz w rozpietym mundurze. Na jego nogach siedzial Arysto, ktory tak pieknie gral. Grupe prowadzil milicjant w galowym mundurze, niosacy przed soba bialo-czerwony sztandar".
Pochod ten odbywa sie do wtoru... Pozegnania ojczyzny Oginskiego. Dalszy opis jest czysta groteska. Jeden z bohaterow powiada: "Polsko, nie odchodz ode mnie. [...] Krolewska Polsko, jestes i juz nie odchodz". Arysto, gdy skonczy grac poloneza, zaczyna go od nowa, jak Chochol z Wesela. W koncu Ino, ten najwrazliwszy z bohaterow powiesci Bienkowskiego, wyciaga ksiazke i zaczyna czytac: "Na brednie nasza i na nasza nedze Na zatwardzialosc w naszym szalenstwie I na naszego glodu glosny krzyk Na dom ktory opuscily sny [...]".
To oczywiscie Wojaczek, Modlitwa bohaterow. Ale slowa o "bredni naszej" sklaniaja, by wrocic do Wazyka, ktory w Pozegnaniu Inkipo pisal: co wlasciwie znaczy/ Inkipo, to nieludzkie urojenie, po czym precyzowal: alem ja, brednio moja, zgryzl cie i otworzyl. I w ten sposob "niewyjasniony" wiersz Wazyka nabiera sensu dzieki dlugiej tradycji, przypomnianej posrednio przez powiesc Dawida Bienkowskiego.
*
Czy wszakze, mimo tych pobocznych zaslug dla ciaglosci literackiej
tradycji, Jest Dawida Bienkowskiego jest dobra powiescia?
Ledwie bywa.
komentarze,
opinie, sugestie - kliknij
tu aby wysłać e-mail |