PRENUMERATA
"PRZEGLĄDU POLSKIEGO"
W WERSJI PDF:

 

 

Przeglad Polski (3 pazdziernika 2003)


JERZY PIEKARCZYK

Pamiec dluga jak zycie


W 1959 roku, w 80-lecie urodzin bochenskiego kolekcjonera i dziejopisa Stanislawa Fischera, w Bibliotece Miejskiej zebrali sie miejscowi notable i rodzina. Przemowieniom i holdom nie bylo konca, jubilat wiercil sie niecierpliwe na krzesle, bo nie lubil takich ceremonii. Wreszcie znudzony podszedl do fortepianu i choc nigdy nie byl sympatykiem Pilsudskiego, zaczal grac Pierwsza Brygade. Co on robi? Ludzie patrzyli to na niego, to na sekretarza partii, ktory tez nie bardzo wiedzial, jak sie zachowac w sytuacji nieprzewidzianej scenariuszem. Wreszcie sie przemogl i zaintonowal: Legiony to, zolnierska nuta

O Stanislawie Fischerze dowiedzialem sie dopiero wtedy, gdy juz bylo za pozno, aby poznac go osobiscie. Obecne spotkanie z nim zawdzieczam ludziom, ktorzy go znali. Dzieki nim rowniez ja zblizylem sie teraz do niego. Jezeli jednak prawda jest, ze zyjemy tak dlugo, jak trwa pamiec o nas, to tworcy bochenskiego muzeum pisane jest dlugie zycie.

Ta piekna dziewczyna na portrecie miala 17 lat, gdy malowal ja ojciec. Od tego czasu minelo 71 lat i dlatego z pania Wanda Kobielowa nie mowimy o bezlitosnym dzialaniu czasu, ale o mlodosci ducha, ktora nie pozwala sie zestarzec. Jej ojciec mial 88 lat, gdy zmarl, ale do konca wydawal dyspozycje pracownikom swojego muzeum. Malowal rowniez do ostatnich dni. Byl tytanem pracy, poswiecil sie jej bez reszty i patrzac w przeszlosc, mialby prawo powiedziec: nie zmarnowalem tych lat. Swoje dlugie zycie Stanislaw Fischer spozytkowal w dwojnasob. Jego obrazy byly rowniez towarem wymiennym, dzieki ktoremu powiekszal wlasne zbiory, wymieniajac pejzaze i portrety na eksponaty wypatrzone gdzies na podbochenskich wsiach, po ktorych krazyl z uporem zbieracza.

Mlody czlowiek z wasem to jego autoportret z lat studenckich na krakowskim uniwersytecie. Wczesniej skonczyl Gimnazjum sw. Jacka w Krakowie. Studiowal filologie polska i klasyczna, ale pasjonowal sie rowniez historia i filozofia. Chlopiec z Wieliczki, jedyny syn posrod czterech corek Edmunda Fischera, wczesnie wkroczyl w samodzielnosc. Konczyl uniwersytet, gdy jedna z dwoch studentek pierwszego roku polonistyki zostala Janina Dutkowska. Pobrali sie w 1906 roku, gdy on dostal posade w Cieszynie, potem w Wadowicach, a ona przerwala studia, zdecydowana poswiecic swoje ambicje karierze meza. Dwa domy przy ulicy Czackiego w Bochni, ktore dla swoich dwoch corek zbudowal inzynier Franciszek Dutkowski, jeszcze nie byly gotowe. Fischerowie wprowadzili sie do jednego z nich dopiero w 1912 roku, kiedy Stanislaw byl juz nauczycielem w Gimnazjum im. Krola Kazimierza Wielkiego, gdzie uczyl polskiego, laciny i historii az do emerytury. Na Czackiego mieli domy profesorowie miejscowego gimnazjum, dzis niektore z nich zmienily wlascicieli, ale rodzina Stanislawa Fischera mieszka tutaj najdluzej.

- Ojciec szybko pokochal Bochnie i jej historie. Mowil, ze ma cos wspolnego z Rzymem, bo tez lezy na siedmiu wzgorzach - powiada Wanda Kobielowa.

Duzo malowal. Prawie 2800 prac w technice olejnej, weglem, sangwina, z ktorych czesc wymienil na kolejne eksponaty rozrastajacej sie z biegiem lat kolekcji sztuki ludowej i kultury materialnej. Ludzie dziwili sie, ze zbiera starocie, on tymczasem gromadzil je i gromadzil… Te dziela sztuki ludowej oraz przedmioty, starodruki i rekopisy, mialy dac poczatek muzeum, ale na razie pietrzyly sie po sufit na polkach w jego gabinecie.

Dwa lata przed wojna do Stanislawa Fischera zglosil sie zydowski chlopiec Uszer Weinfeld - syn wlasciciela jedynej w miescie stacji benzynowej. Profesor z braku czasu nie podjal sie wtedy korepetycji z literatury, o ktore tamten prosil, ale to pierwsze spotkanie okazalo sie poczatkiem przyjazni, ktorej nie przerwal ani poczatek okupacji, ani getto, gdzie sie znalazla rodzina Weinfeldow. Kiedy koledzy zostali aresztowani za konspiracyjna dzialalnosc, a Uszerowi grozilo, ze pojdzie ich sladem, uciekl z getta. W Wielkanoc 1943 roku przyszedl na Czackiego, do domu Fischera. Wiedzial, ze moze liczyc na pomoc. Ukrywal sie potem w roznych miejscach, pochlaniajac pozyczane od profesora ksiazki, a po wyzwoleniu zjawil sie znow w jego domu. Wtedy wlasnie Fischer dal mu otrzymana na przechowanie zabytkowa lampke rytualna, pozostawiona przez rodzicow Uszera, rozstrzelanych wraz z ich mlodszym synem podczas likwidacji getta.

Kiedy Uszer po wyzwoleniu Bochni wyszedl z bunkra, w ktorym sie ukrywal, poza ciotka, ktorej udalo sie przezyc egzekucje pod zwlokami najblizszych, nie mial juz nikogo. Bochenskich Zydow, ktorzy przed wojna stanowili piata czesc mieszkancow, juz nie bylo. W 1945 roku przybylo ich okolo stu, po trzech latach bylo juz tylko dwunastu. Przybywali, aby sprawdzic, czy nie spotkaja znajomych lub bliskich, a potem opuszczali miasto, w ktorym nie mieli gdzie mieszkac i nie czuli sie bezpiecznie. Z Bochni wyjechal rowniez Uszer Weinfeld, ktory potem uciekl do Szwecji, gdzie skonczyl studia i jako szanowany profesor medycyny w Göteborgu korespondowal ze swoim przyjacielem z Bochni. Pamietal, ze wielogodzinne rozmowy z Fischerem uksztaltowaly w znacznym stopniu jego sposob widzenia swiata.

W 1946 roku namowiono Fischera, aby zostal kierownikiem referatu kultury w owczesnym starostwie. Cel, jakim bylo utworzenie muzeum, mial juz w zasiegu reki. Tam widzial swe zbiory, nie w Warszawie, skad przychodzily kuszace propozycje. W 1947 roku w wyniku jego staran otwarto w pobliskim Wisniczu Liceum Technik Plastycznych, w ktorym zaczal uczyc historii sztuki. Zbierajac po wsiach eksponaty, spotykal zdolna mlodziez, ktora - gdyby nie liceum - nie mialaby szans na rozwijanie swego talentu.

Lubil mlodziez i byl przez nia lubiany. Lubil bezinteresownie pomagac innym. "Miara wartosci czlowieka jest to, co i ile zrobi dla drugich" - taka przyjal dewize, ktorej konsekwentnie sie trzymal.

Pani Wanda Kobielowa opowiadajac o ojcu przez caly czas zastanawia sie, czy go nie za bardzo idealizuje, ale mysli, ze inaczej nie mozna, skoro byl taki i takim pozostal w pamieci ludzi.

- On uwazal, ze najwazniejsze w czlowieku jest jego wnetrze - mowi o dziadku pani Kinga Kasprzyk-Cetnarowiczowa. Siedzimy tak w trojke nad albumami, posrod obrazow, w domu jakby zywcem przeniesionym z tamtych lat i odtwarzamy sobie dawno minione zdarzenia, idac sladami przeszlosci. W powiekszaniu sie zbiorow mieli swoj udzial uczniowie Fischera, to pewne. Michal Czyzewicz, lekarz, ktorego wojenne losy zawiodly do Kenii, na wiadomosc o otwarciu w Bochni muzeum, zaczal przysylac zgromadzone przez siebie zbiory afrykanskiej sztuki ludowej, Stanislaw Tworzydlo - wychowanek Fischera z liceum plastycznego, przekazal do muzeum swoja kolekcje, zgromadzona podczas pobytu na stypendium w Chinach.

Muzeum powstalo w 1957 r. na fali odwilzy po Pazdzierniku i wypelnilo Fischerowi bez reszty ostatnie dziesiec lat zycia.

- Ci, ktorzy osobiscie znali Stanislawa Fischera - mowi o swoim poprzedniku dyrektor muzeum Jan Flasza - podkreslaja jego ujmujaca osobowosc, skromnosc, prostote, zyczliwosc i serdecznosc wobec ludzi, a wiec to, czym wyrozniaja sie postaci naprawde wielkie. Dzis mowimy o takich, ze maja klase. U Fischera skladaly sie na nia imponujaca wiedza przy jednoczesnej pasji nieustannego poznawania rzeczy nowych, erudycja w doskonalym wydaniu. Potega wyobrazni tych wspanialych, szlachetnych ludzi, do ktorych nalezal, polegala wlasnie na tym, ze poza kres swojego zycia przekazali nam - swoim nastepcom - to, co bylo trescia ich zycia.

W marcu 2003 roku specjalna komisja Instytutu Yad Vashem, wyroznila Stanislawa Fischera tytulem Sprawiedliwy wsrod Narodow Swiata. O jego przyznanie wnioskowal Uszer Weinfeld, mieszkajacy w Jerozolimie emerytowany profesor medycyny Uniwersytetu w Göteborgu. Myslal o tym od dawna, ale dopiero niedawno dowiedzial sie, ze tytul moze byc przyznany rowniez posmiertnie. Tylko nie byl pewny, czy uda mu sie raz jeszcze odwiedzic Bochnie.

- Nie wierzylem do ostatniej chwili w swoj przyjazd - mowi 83-letni, drobnej postury mezczyzna o dobrotliwym, lagodnym spojrzeniu. Lata minely, czas zmienil Bochnie nie do poznania, i on, ktory dwa dni wczesniej przylecial tu z Jerozolimy, ma swiadomosc, ze czas zrobil swoje. Oglada zdjecia i eksponaty zgromadzone przez Fischera, ktore teraz przypominaja na wystawie losy bochenskich Zydow. Z jednej fotografii spogladaja na Uszera Weinfelda czarne, wyraziste oczy chlopca. - Poznalem cie po tych oczach, ktore nie zmienily sie w czasie 70 lat - slyszy dr Weinfeld slowa Szewaha Weissa, ambasadora Izraela, ktory przyjechal specjalnie, aby uhonorowac rodzine Sprawiedliwego z Bochni.

Kilkanascie minut pozniej powie juz nie o Bochni, lecz o Boryslawiu, gdzie sie urodzil i skad wyjechal jako dziesiecioletni chlopiec, ktoremu tez ktos uratowal zycie.

- W 1945 roku wrocilem do was - mowi Weiss. - Do Wandy, jej rodziny, bo czulem sie u was, jak u siebie. Ale w tamtych strasznych latach my, Zydzi, zadawalismy sobie jedno, jedyne pytanie: gdzie wtedy byl Bog? I ja wam powiem, gdzie on wtedy byl. On byl w sercach rodziny profesora Fischera.


komentarze, opinie, sugestie - kliknij tu aby wysłaćc e-mail