[an error occurred while processing this directive]
 
[an error occurred while processing this directive]

PRENUMERATA
"PRZEGLĄDU POLSKIEGO"
W WERSJI PDF:

 

 

Przeglad Polski (26 wrzesnia 2003)


Wyjatkowy
wydzwiek dzwieku

Z Marlena Grzaslewicz, nominowana do Emmy Awards za montaz dzwieku filmowego, rozmawia Ewa Kobylinska


- Jestem wlasnie pod wrazeniem Waszego ostatniego filmu prezentowanego w sieci PBS, w calosci poswieconego nowojorskim "blizniakom". Firma, ktorej jestes wspolwlascicielem, montowala do niego dzwiek.

- Film ten jest poswiecony sytuacji politycznej i gospodarczej Nowego Jorku, temu, jak to sie stalo, ze Twin Towers zostaly wybudowane, niezaleznie od marnej sytuacji finansowej miasta w tym czasie. Konieczne byly wowczas manipulacje polityczne. Na dodatek bracia Rockefellerowie chcieli postawic te budynki najchetniej za pieniadze rzadowe.

Rick Burns, rezyser dokumentu, zaprosil do udzialu w filmie nie tylko historykow, ale takze dziennikarzy, pisarzy, ludzi, ktorzy maja podobny punkt widzenia, ale rozna interpretacje faktow. Inteligencji rozmowcow i swojemu wyczuciu dramatu Rick zawdziecza to, ze stworzyl fascynujaca historie z punktem kulminacyjnym w narracji, co jest bardzo trudne w filmie dokumentalnym. Krotko mowiac, przy olbrzymim wkladzie pracy montazystki obrazu Li-Shin Yu osiagneli oni niemal klasyczna linie budowania dramatu filmowego, typowa dla filmu fabularnego. Wszystko to dotyczy jednak tylko poczatku, pierwszej poltorej godziny filmu. Moim skromnym zdaniem, oczywiscie. Rozczarowana bylam natomiast sposobem, w jaki Rick Burns poprowadzil sekwencje samego ataku na World Trade Center. Minely wlasnie dokladnie dwa lata od tragedii, spodziewalam sie wiec od rezysera pewnego dystansu w sposobie prezentacji samego ataku. Rozmawialismy z Ira Spiegel i Mariuszem Glabinskim, z ktorymi pracuje, ze naszym zdaniem lepiej byloby, gdyby cala ta scena ataku i walacych sie wiezowcow byla tylko na muzyce na przyklad. Bylismy zaskoczeni, ze Rick uzywa naturalnego dzwieku, ktory w tym czasie byl nagrywany - te materialy sa glownie amatorskie - jakosc techniczna oczywiscie nie jest najlepsza... Poza tym wszyscy widzieli to juz tyle razy, ze dziwilismy sie, ze Burns poszedl za doslownoscia tego wydarzenia. Nie bylam wiec osobiscie zaangazowana w te koncepcje. Nie zmienia to oczywiscie faktu, ze jak widzi sie spadajacych ludzi, to jest niezwykle dramatyczne, i to zawsze bedzie. Obejrzalam ten film w calosci tuz przed oficjalna premiera 9/8, na pokazie dla zaproszonych gosci i bylam bardzo zdziwiona swoja wlasna reakcja. Ten film nie wydawal mi sie dlugi, nie wydawal mi sie nudny, byl interesujacy, co nie jest oczywiscie odpowiednim slowem, jesli chodzi o wstrzasajace zakonczenie. Ono nie podlega profesjonalnej ocenie.

Jest taka tradycja, ze zawsze po zakonczeniu pracy z Rickiem czy jego bratem Kenem Burnsem wszyscy spotykamy sie, nieomal obowiazkowo, na pokazie. Czasami nudze sie, widzialam przeciez owe filmy tyle razy, pracujac przy nich, czasami sie kreci... ten dokument wyjatkowo wywarl na mnie wrazenie wrecz swieze, zupelnie, jakbym ogladala go po raz pierwszy.

- Byc moze bylo to konsekwencja tego, o czym ten film opowiadal, dramatu, jaki sie rozegral...

- Generalnie mam tendencje do tego, ze gdy dzieje sie jakas tragedia, niezaleznie od tego, czy to w zyciu moich bliskich, czy na skale globalna, ja robie jakby krok do tylu. Nie potrafie bowiem sobie z nia radzic. Podobnie bylo z zamachem na World Trade Center. Gdy to sie stalo, ja tez zrobilam ten krok do tylu i nie chcialam wejsc w to tak blisko. Moze przez te minione dwa lata wszystko sie jakos uklepalo, ulozylo, znalazlo swoje wlasne miejsce. Podczas pracy spojrzalam wiec na ten film z pewnym dystansem intelektualnym. Te dwa lata pozwolily jakby sie uspokoic.

Bylam zdziwiona swoja reakcja, zdecydowanie emocjonalna podczas pokazu filmu.

- Pracujac przy filmie umialas czy musialas odlozyc emocje jakby na bok, skupiajac sie na dzwieku... czy tez montowalas poszczegolne fragmenty, nie majac ogladu calosci?

- Ten film montowany byl w pospiechu, gdyz mielismy deadline, a materialy do montazu dzwieku dostalismy bardzo pozno, oczywiscie nie mielismy szansy obejrzec ich w kolejnosci, co nie pozwalalo na ocene czy obiektywne zdanie o materiale, przy ktorym pracowalismy.

- Film musial byc gotowy na druga rocznice tragedii, to zrozumiale. Dlaczego wiec Burns zaczal go tak pozno? Czyzby przedtem nie mial takiego planu, nie zamierzal robic tego filmu?

- Zglosila sie do niego telewizja publiczna, pytajac, czy nie zechcialby osmego odcinka swego serialu dokumentalnego New York poswiecic w calosci historii World Trade Center. Od pierwszych dni zdjeciowych do momentu zgrania filmu zajelo mu to 7 miesiecy, co przy dokumentalnym 3-godzinnym filmie, wedlug amerykanskich standardow, nie jest wystarczajaca iloscia czasu.

- Czy cala historie Nowego Jorku realizowal dla PBS?

- Tak, ale pomysl byl jego. Zajelo mu to w sumie dziesiec lat - od momentu, gdy wykrystalizowala sie idea filmu, do zakonczenia 5. epizodu. Piec pierwszych odcinkow mialo po poltorej godziny, plus dwa dwugodzinne - w sumie 12 godzin filmu. Dziesiec lat pracy.

Jest to bardzo dlugi proces. Poczawszy od napisania scenariusza, znalezienia ludzi, ktorzy zbierali dla niego materialy, dotarcia do osob majacych duza wiedze, ale w zyciu codziennym niekiedy sa jakby szare, nie maja charyzmy. Maja za to z pewnoscia wiele do powiedzenia. Nie mozna wiec "uzyc ich" do filmu. Wykorzystal wiec ich jako konsultantow, nie zapraszajac przed kamere, by opowiadali historie. Caly ten proces zajmuje duzo czasu. Rick mial pomysl, zeby zrobic film o historii Nowego Jorku. Udal sie do PBS, do publicznej telewizji z pytaniem, czy zechcialaby choc w czesci finansowac ten projekt. Dostal pieniadze na rozpoczecie pracy, a nastepnie zaczal szukac kolejnych sponsorow. Najbardziej hojny okazal sie Manhattan Bank, finansujac caly serial.

- Kiedy Rick Burns zaczal z Wami pracowac? Jak to sie zaczelo?

- Rick jest bratem Kena. W 1985 roku Ken zaczal produkcje dokumentu Civil War, ktory jest najbardziej znanym amerykanskim filmem dokumentalnym. Ten film bracia robili razem, po raz pierwszy. Byl to chyba czwarty dokument Kena, do ktorego poprosil Ricka o wspolprace. Byl to z kolei debiut Ricka. Zostal zaproszony do wspolautorstwa scenariusza. W tym czasie robil doktorat na Columbii z historii literatury amerykanskiej. Mial zupelnie inna koncepcje co do swojej przyszlosci. Zamierzal zostac nauczycielem akademickim, a polknal bakcyla filmowego. Po tym filmie drogi braci jednak sie rozeszly, Ken powrocil do Walpole w New Hampshire, gdzie ma swoja wytwornie Florentine Films, a zalozyl wlasna kompanie produkcyjna Steeplechase Films, w ktorej zrealizowal swoj pierwszy samodzielny film dokumentalny Coney Island.

Ponad pietnascie lat temu Ira, moj partner, po powrocie ze studiow w Anglii, szukajac dla siebie miejsca w przemysle filmowym, zaczal pracowac z Kenem, a nastepnie z Rickiem. Potem ja pojawilam sie na scenie. Nie przyszlo mi to latwo. Wymagalo ogromnej determinacji.

- Takze wiary w siebie, swoje umiejetnosci... no i oczywiscie musialas miec troche szczescia, by ktos chcial dac ci szanse...

- Spotkalam ludzi, ktorzy cierpliwie starali sie dostrzec, zrozumiec i docenic to, co umialam i nauczylam sie w lodzkiej szkole filmowej i w telewizji w Szczecinie. Rozpoczelam prace jako asystentka Iry. Pierwszym moim filmem byl Baseball. Gdy wrocilismy z Walpole, gdzie film byl realizowany, Rick z kolei rozpoczal produkcje kolejnego dokumentu. Od tego czasu pracujemy dla obu braci przy wszystkich filmach, ktore oni realizuja.

- Lubisz te filmy, jaki jest Twoj stosunek do nich?

- Obaj bracia robia historyczne filmy dokumentalne. One wszystkie sa "kreowane", dramatyzowane. Nie jest to dokument typu camera verite, przy ktorym idziesz z kamera "w miasto". Jest to wszystko intelektualnie kontrolowane zarowno przez jednego brata, jak i drugiego.

- Jest to wiec raczej film edukacyjny, historyczny... Dokument, w moim pojeciu, musi byc spontaniczny, zywy, niewyrezyserowany do ostatniego slowa, ktore padnie przed kamera...

- Tu, w Stanach Zjednoczonych dokumentalne kino rozumiane jest nieco szerzej niz w Polsce. Oczywiscie filmy te wykorzystywane sa przez szkoly, spelniaja funkcje edukacyjna. Ich autorzy stawiaja je jednak nieco wyzej niz dokument w tradycyjnym pojeciu. Sa to historyczne filmy dokumentalne. Ukazuja historie amerykanska w roznych aspektach. Rick robi bardziej intelektualne filmy historyczne. Ludzie, ktorych zaprasza przed kamere, maja kontrowersyjne opinie, nie sa tymi sztandarowymi postaciami, nauczycielami amerykanskiej historii, ktorzy pisza najpopularniejsze ksiazki. Ken natomiast prezentuje bardziej populistyczna wersje historii. Jest bardziej zasadniczy, a mniej krytyczny.

- Czy na takie filmy latwiej znajduje sie nabywcow?

- Mysle, ze jest to sprawa jego wrazliwosci. Nie sadze, zeby Ken mial na uwadze komercyjny aspekt podczas realizacji filmu, jest to raczej jego punkt widzenia, spojrzenie na historie tego kraju. Nie pisze sam scenariuszy. Zatrudnia historykow. Rick jest bardziej intelektualny. Pisze sam. Jego filmy maja wiec inny smak, charakter.

- Cztery lata temu zarejestrowaliscie wlasna firme montazu dzwieku do filmu "701 Sound".

- Tak, ale pracujemy razem ponad 10 lat. Mariusz Glabinski dolaczyl do nas szesc lat temu. Firma nasza miesci sie na Broadwayu, przy Times Square w budynku Sound One - kompanii, ktora ma siedem studiow do zgrywania filmow i cala infrastrukture potrzebna, by zrealizowac ten ostatni etap. Gdy zaczynalam prace w tym zawodzie, byla to mekka dla wszystkich filmowcow w Nowym Jorku. Do dzis pozostaje najlepszym studiem zgran na Wschodnim Wybrzezu.

- Zmontowaliscie dzwiek do kilkudziesieciu filmow...

- Jestesmy jednymi z tych montazystow dzwieku, ktorzy pracuja przy filmach dokumentalnych i fabularnych. W wiekszosci ludzie wybieraja jedna forme i pielegnuja zwiazki z producentami. My, glownie z zainteresowania, dzielimy nasza prace miedzy fabule i dokument. Tylko z dokumentu byloby nam trudno wyzyc.

Przede wszystkim pracowalismy przy filmach obu braci Burns: Baseball, Jazz, New York, Jefferson, Frank Lloyd Wright.

Na swoim resume, ktore dzisiaj zawiera juz tylko filmy, przy ktorych pracowalam jako montazystka, mam 65 pozycji, zmontowanych w ciagu 11 lat.

Z ostatnich, do ktorych montowalismy dzwiek, cztery byly pokazywane w Polsce. Pinero, Tadpole (w Polsce Debiutant), Snake Eyes i Celebrity Woody Allena.

Pozostale 60 filmow nigdy nie trafilo do Polski, wiele z nich zdobywalo nagrody w Wenecji, Cannes, Toronto, ale maja one klimat "kina studyjnego", trudno wiec dystrybucji zrobic na tym pieniadze...

- Najwiekszy Twoj sukces to nominacja do Emmy Awards za "outstanding sound editing in the special documentary 'Unchained memories. Slaves narratives'".

- Jest to dokumentalny film wyprodukowany przez HBO, ktorego tytul moglby brzmiec po polsku Wspomnienia bez kajdan. Oparty jest na dokumentach zebranych przez dziesiatki amerykanskich dziennikarzy (bezrobotnych w okresie Wielkiej Depresji), wyslanych na Poludnie, aby zarejestrowac wspomnienia ostatnich zyjacych Murzynow, ktorzy urodzili sie niewolnikami. Owe wspomnienia, zawarte w 70 tomach, znajduja sie w Bibliotece Kongresu. Ktos wpadl na pomysl, by material ten wykorzystac. Jak to zrobic? Nie ma zdjec, zadnego materialu ilustracyjnego, jest co czytac, a ma to byc dokument filmowy przeciez! Zatrudniono rezysera teatralnego, ktory "ustawia" aktorow przed kamera, zas widz jest jakby czescia tego przedstawienia. Aktorzy siedza na ciemnej scenie, ubrani na czarno. Nie widzisz rezysera, ale slyszysz od czasu do czasu jego uwagi. W filmie wystepuje cala paleta amerykanskich aktorow-Murzynow, ktorzy wymieniaja kilka uwag z rezyserem, maja przed soba kartke z tekstem i na oczach widza transformuja sie w postaci-autorow owych wspomnien. Przejmuja ich sposob mowienia, zaciagajac jak Poludniowcy. Teksty sa krotkie, pochodza z roznych miejsc na poludniu Stanow, z roznych zawodow. Jest w tym jakas gleboka prawda. Dzieje sie to przed toba, jako widzem. Nie ma w tym manipulacji. Sa dokumenty, nieco zdjec, ktore oczywiscie nie byly wykonane przez niewolnikow, i jest sporo rekonstrukcji, co jest bardzo popularna forma stosowana w amerykanskim filmie dokumentalnym. Zrobione jest to w szalenie taktowny sposob, poniewaz jest sporo zblizen, jak bose stopy poruszajace sie po drodze czy zblizenie dloni zbierajacych bawelne. Nadaje to klimat, aczkolwiek widz wie, ze jest to dramatyzowane, a z drugiej strony nie jest to zbyt doslowne, czyli tandetne. Jest tam na przyklad scena, gdzie mloda dziewczyna opowiada, jak zostala zgwalcona przez dwoch synow wlasciciela plantacji. Czyta Venessa Williams, o ile dobrze pamietam, jest troche starych zdjec kobiet, chyba jakas dramatyzacja, bardzo oszczedna. Slyszysz tam odpinanie paska, uderzenie ciala o podloge, szurniecie noga, upadajace krzeslo. Jest w tym przemoc. Brak tam doslownosci i to, sadze, zadecydowalo o tym, ze zostalismy nominowani. Jest w tych efektach oszczednosc i symbolizm. Ogolnie bowiem panuje tendencja do "wrzucania" wszystkiego do dzwieku, by bylo glosno, dramatycznie. Efekty dzwiekowe do Unchained memories. Slaves narratives sa zmontowane z duzym gustem i klasa. Nie watpie, ze zasluguja na Emmy Award, ktora, tak bez falszywej skromnosci, nam sie nalezy.

Film nie dostal jednak Emmy. Tym razem zaszczytu otrzymania statuetki w tej dziedzinie dostapil zespol z Kalifornii za film James Cameron's Expedition: Bismarck, zrealizowany dla Discovery Channel.

Sam fakt nominacji jest jednak nagroda za nasz stosunek do tego, co robimy, za profesjonalne i etyczne podejscie do zawodu. Dla nas bowiem dzwiek ma specjalny wydzwiek.


komentarze, opinie, sugestie - kliknij tu aby wysłać e-mail