[an error occurred while processing this directive]
 
[an error occurred while processing this directive]

PRENUMERATA
"PRZEGLĄDU POLSKIEGO"
W WERSJI PDF:

 

 

Przeglad Polski (12 wrzesnia 2003)


MAREK KUSIBA

Koncert
na sto samolotow i deszcz


Dwudziestego szostego lipca dwa tysiace trzeciego roku pulkownik Janusz Zurakowski, emerytowany od czterdziestu pieciu lat wybitny pilot mysliwski i doswiadczalny, absolwent deblinskiej Szkoly Orlat, uczestnik Bitwy o Anglie i gwiazda angielskich i kanadyjskich przestworzy lat czterdziestych i piecdziesiatych, wstal z lozka wczesniej niz zwykle w swoim drewnianym domu nad Kamaniskeg Lake niedaleko Barry's Bay na ontaryjskich Kaszubach, i z niemalym trudem ubral sie w granatowa marynarke z baretkami licznych odznaczen i wpietym w klape czerwonym gozdzikiem, po czym siegnal po lezaca na nocnej szafce kartke. Zaczal czytac slabym, lekko drzacym glosem:

"Dziekujac calej tutejszej spolecznosci za tak wspaniale wyroznienie, na ktore z pewnoscia nie zasluzylem, chcialbym jednoczesnie prosic, aby wszystkie fundusze, jakie pozostana po zaplaceniu za wybudowanie i prowadzenie parku mojego imienia, zostaly ofiarowane na cele miejscowego szpitala imienia swietego Franciszka…"

Nie jest to cytat calkowicie dokladny, gdyz wolny przeklad z angielskiego zawsze cos dodaje albo cos ujmuje, ale faktem pozostaje, ze mieszkancy okolic ostatniego odcinka linii kolejowej Opeongo, po ktorej zostal samotny budynek dworca w centrum miasteczka, bez pociagow i torowisk, ktorymi przed blisko 140 laty zaczeli przybywac na te tereny pierwsi polscy Kaszubi, postanowili uhonorowac swego "najslawniejszego sasiada" - jak stwierdzil Mark Robbins, dusza calego przedsiewziecia, a na co dzien nauczyciel muzyki w miejscowej szkole - budujac Januszowi Zurakowskiemu pomnik z granitu, replike "jego" samolotu CF-105 Avro Arrow w skali jeden do czterech oraz kladac kamien wegielny pod muzeum.

Wszystko to razem stanowi park Zurakowskiego, z tym, ze na miejscu muzeum stoi na razie ogromna tablica z planami i nazwiskami ofiarodawcow. Na dwa dni przed oficjalnym otwarciem parku ustawiono tam granitowy pomnik, wykonany w osiem tygodni, jak i replike samolotu, wykonana w piec miesiecy, polozono trawe, ulozono kostke, posadzono kwiaty i umocowano lawki, a na srodku skwerku znalazl sie niewysoki cokol z okraglym symbolem kanadyjskiego lotnictwa z wymalowanym starannie wielkim emblematem Kanady - klonowym lisciem.

Zaden zyjacy Kanadyjczyk nie ma parku swojego imienia, ani wlasnego pomnika w centrum miasteczka, gdzie robi zakupy - mieszkajac kilka kilometrow dalej we wlasnym osrodku wakacyjnym Kartuzy Lodge - ani publicznej drogi o nazwie tegoz osrodka, ani tym bardziej kilometrowej drozki dojazdowej o nazwie "swojego" samolotu. Do "Kartuz", jak mowia polscy goscie panstwa Anny i Janusza Zurakowskich, przybywajacy tu ze wschodniej Kanady i polnocnych Stanow, jedzie sie z Barry's Bay najpierw kawalek ulica Karola Wojtyly, potem droga Syberyjska, z ktorej nalezy skrecic w droge o nazwie Kartuzy, a na koncu traktem Arrow Drive, ktory nazwaly tak miejscowe wladze, godzac sie, acz niechetnie, na skrot dokonany po grzecznym, ale stanowczym sprzeciwie pilota; uliczka miala sie bowiem zwac "Jan Arrow Drive"…

Zaszczyty, jakich nie dostapil zaden kanadyjski polityk, bankier, profesor ani nawet gwiazdor rocka staly sie udzialem czlowieka, nie przypominajacego w niczym herosa przestworzy, co zreszta zauwazyla torontonska gazeta, piszac na powitanie Zurakowskiego w Kanadzie, ze jest "maly, lysiejacy i wyglada jak ktokolwiek, ale nie pilot doswiadczalny". Jakby idac za ta wskazowka, po zakonczeniu kariery pilota, a z chwila osiedlenia sie na kanadyjskich Kaszubach w roku 1960 i rozpoczeciu zycia typowego pioniera jego glownym zajeciem - poza calodzienna niemal praca nad utrzymaniem osrodka, prowadzonego wspolnie z zona Anna - zdawalo sie byc umniejszanie swoich zaslug oraz redukowanie ponad miare rozdmuchanej - jego zdaniem - legendy pierwszego pilota Avro Arrow.

Jest prawda, ze wielka, swiatowa kariere zrobil nie w Kanadzie, a w Anglii, skad przyjechal obsypany medalami za odwage w bojach z Luftwaffe, z polskim krzyzem Virtuti Militari, Krzyzem Walecznych (nadanym trzykrotnie), owiany legenda najlepszego pilota tamtych lat, niedoscignionego oblatywacza i akrobaty. Zwano go "niemozliwym pilotem", bo robil z samolotami rzeczy nie mieszczace sie w glowach najwiekszych specow, a pisma lotnicze pialy peany nad jego niezrownanym kunsztem pilotazu, ktorego dawal najlepsze dowody na licznym pokazach, na czele ze slynnym Farnborough, gdzie co roku czarowal podniebnymi spektaklami setki tysiecy zachwyconych Brytyjczykow.

Gdy wyjechal z Anglii do Kanady w roku 1952, w londynskim swiatku lotniczym nie zapomniano o najlepszym z najlepszych. Angielscy koledzy zglosili jego kandydature do elitarnego Miedzynarodowego Stowarzyszenia Pilotow Doswiadczalnych w Los Angeles - i zostala przyjeta, a nazwisko Zurakowskiego znalazlo sie posrod nazwisk braci Wright, Bleriota, Lindbergha, Neila Armstronga i blisko setki najbardziej znanych i slawnych pilotow oraz konstruktorow XX wieku - wieku, w ktorym wszystko sie zaczelo sto lat temu od 12-sekundowego lotu Wilbura Wrighta na piasku zimnej plazy w Kitty Hawk, 14 grudnia 1903 roku.

Jest kwestia przypadku, ze pilot Zurakowski w setna rocznice lotnictwa silnikowego doliczyl sie dokladnie stu samolotow, za sterami ktorych zasiadal ciagu swej zaledwie 25-letniej lotniczej kariery - oraz szesciu szybowcow; w 90 roku od urodzin Otto Lilienthala, ojca szybownictwa, pilot Zurakowski rozbil sobie glowe na szybowcu, a niemal w setna rocznice urodzin slawnego Niemca ozenil sie - co moze miec znaczenie dla tej opowiesci bynajmniej nie dlatego, ze swa pierwsza podniebna walke stoczyl z Niemcami nad Deblinem, ale dlatego, ze bracia Wright na dobre zainteresowali sie lataniem w chwili dowiedzenia sie o smiertelnym wypadku Otto Lilienthala, a Zurakowski zapragnal latac, gdy sam poznal historie pierwszych wzlotow tych niezwyklych Amerykanow.

Gdy odchodzil od latania i lotnictwa mial tyle samo lat co Wilbur Wright, gdy ten rozstawal sie z zyciem, czyli 45. Z kolei ozenil sie w 1948, roku smierci Orville'a Wrighta, o ktorym to fakcie, czyli wlasnym ozenku, pilot Zurakowski opowiada z chlopieco-diabelskim usmieszkiem jako o koncu dziewieciu lat wolnosci, doswiadczanej w czasie wojny. Nikt tego zartu nie bierze powaznie, bo to jednak do Hanki Danielskiej, a nie do zadnej innej z licznych "kolezanek i sympatii" wyslal z Anglii propozycje przyjazdu w celu zalozenia rodziny; i to jednak jej zdjecie, zrobione na Krakowskim Przedmiesciu w Lublinie wiosna 1939 mial zawsze przy sobie - od czasu, gdy po raz ostatni spacerowali po Bronickim parku.

Dziewiec lat rozstania zmienilo ich na tyle, ze musieli dlugo chodzic po parku Luksemburskim w Paryzu, zanim zdecydowali sie na krok we wspolne zycie. A Paryz nie wydawal sie byc przychylny ich decyzji: jedyna data, jaka im zaproponowano w Palacu Sprawiedliwosci, byl 13 maja; tego dnia slubow udzielano niewiele, bo kto by sie chcial zenic trzynastego; na dokladke zastrajkowalo metro, taksowki byly nie do zdobycia, lal deszcz i narzeczeni dralowali na piechote od urzedu do urzedu, by na koniec ksiadz w polskim kosciele nie chcial zaakceptowac zaswiadczenia pana mlodego o jego bezzennym stanie, wystawionego przez dawnego dowodce, pulkownika Bajana, o tresci nastepujacej: "O ile mi wiadomo, major Janusz Zurakowski jest kawalerem"…

Ksiadz Galezowski ugial sie dopiero po przysiedze zlozonej przez kuzynke pilota, potwierdzajaca spekulacje dowodcy, i przyjal jego przysiege. Dwudniowy malzonek wrocil szybko do Londynu testowac dalej Meteora dla firmy Gloster, a ofiarowujac swiezo poslubionej zonie poltoramiesieczna, samotna podroz poslubna po muzeach Paryza i salach wykladowych Sorbony, spowodowana przez nieruchawa angielska biurokracje - podroz zakonczona wszak szczesliwie przeprawa na angielski brzeg.

Gdy z koncem 1948 roku w dalekim Dayton w stanie Ohio umieral samotnie drugi z braci Wright, Orville - obaj wybrali stan bezzenny, by moc bez przeszkod majsterkowac po calych dniach przy rowerach, z czego zyli, i pierwszym silniku lotniczym, jaki musieli sami zbudowac chcac latac na wlasnorecznie wykonanych skrzydlach - Anna Danielska-Zurakowska byla juz w piatym miesiacu ciazy z pierwszym "prototypem", jak nazywal synow slynny juz w calej Anglii pilot doswiadczalny.

Na trzy miesiace przed narodzinami Jurka, w styczniu 1949, pobil rekord swiata, wspinajac sie odrzutowcem Meteor na wysokosc pieciu mil w niecale trzy minuty od momentu startu. Cale ostatnie piec lat w karierze Zurakowskiego, od rozpoczecia nauki w ekskluzywnej Imperialnej Szkole Pilotow Doswiadczalnych w Boscombe Down, uslane bylo rozami sukcesow. Po rocznym kursie testowal nowe typy mysliwcow, lacznie z pierwszymi brytyjskimi odrzutowcami Vampire i Meteor. Pokaz "Wampira" w Farnborough w lipcu 1945 przeszedl do legendy jako jeden z najwspanialszych w historii lotnictwa; byl tak swietny, ze najpowazniejsze pismo lotnicze swiata, "Aeroplane", nieskore zazwyczaj do chwalenia kogokolwiek poza Anglikami, napisalo: "The most brilliant exhibition probably ever seen".

W trzy miesiace pozniej super-akrobata Zurakowski wykonal petle na odrzutowym Hornecie z wylaczonymi obydwoma silnikami, a potem wlaczyl tylko jeden, by wykonac pelna wiazanke akrobacji. Po miesiacu startowal juz z malenkiego pokladu pierwszego okretu, ledwie przypominajacego dzisiejsze lotniskowce, by po kilku nastepnych miesiacach znow olsnic stutysieczna publicznosc Farnborough prezentacja prototypu znakomitego turbosmiglowego mysliwca Martin-Baker 5, ktory nigdy nie wszedl do seryjnej produkcji, bo jego los przypieczetowala rozpoczynajaca sie wlasnie era odrzutowcow, z ktorymi Jan Zurakowski nie mial nigdy najmniejszych problemow, podobnie jak z zadnym z 66 oblatanych przez siebie samolotow.

Z ludzmi bywalo roznie. Nie wszystkim moglo sie przeciez podobac, ze mlody pilot poprawia rekordy swiata - w kwietniu 1950 przelecial meteorem z Londynu do Kopenhagi i z powrotem szybciej niz wielki Comet - oraz wskazuje grozace pilotom wady i usterki w badanych maszynach, ktore w raportach jego szefow uznane zostaly za doskonale. Ze wymysla wlasna figure akrobacyjna, czego nie potrafil zrobic nikt od dwudziestu lat, i ze figura ta otrzymuje nazwe wzieta od jego nazwiska: "Zurabatic carthweel". Ze tak powazne pismo jak "Flight" stwierdza autorytatywnie, ze nie ma lepszego akrobaty od Zurakowskiego ("Zura is unsurpassed as a demonstration pilot").

Po czesci z tego powodu, ze to wszystko nie moglo sie przeciez podobac, Zurakowscy opuscili Wyspy Brytyjskie i z dwojka malych dzieci - w lipcu 1951 przyszedl na swiat "Prototyp Mark Nr 2" - polecieli turbosmiglowym boeingiem do Kanady, gdzie juz od trzech lat rysowal na niebie smugi kondensacyjne odrzutowy "pasazer" "Jetliner", zbudowany przez zaklady A.V. Roe Canada, ktore z radoscia przyjely propozycje przenosin, nadeslana z Anglii przez slynnego "Zure", bo trwaly proby nad nowymi modelami odrzutowca poscigowego CF 100 Cannuck, i tak wybitny specjalista spadal Kanadyjczykom jak z nieba.

Co udowodnil juz tego samego roku, nurkujac z wysokosci 45 tysiecy stop i przekraczajac bariere dzwieku - jako pierwszy pilot w Kanadzie i pierwszy na swiecie na samolocie o prostych skrzydlach - lamiac przy okazji bariery, ustawione przed ta maszyna przez konstruktorow, dajacych Zurakowskiemu do zrozumienia, ze CF 100 przy wiekszej szybkosci niz przewidziana w wyliczeniach, po prostu sie rozleci. Doswiadczony pilot mial jednak swoje wyliczenia, nie rozstawal sie z suwakiem i pytal, co sie stanie, gdy jakis pilot sie zagapi i zanurkuje do szybkosci ponad tysiac dwiescie, a wiec do szybkosci dzwieku.

Konstruktorzy z bolem przyjeli do wiadomosci swoj blad w obliczeniach oraz decyzje rzadu o wycofaniu funduszy na budowe CF 100 o cienszych skrzydlach. Niebawem rzad otarl im lzy zawodu zamowieniem na mysliwiec przechwytujacy, majacy w specyfikacjach podwojna predkosc dzwieku, ktoremu dano nazwe CF 105 Avro Arrow.

Na razie Zurakowski badal w locie CF 100, sprzedajacy sie po jego wyczynie jak cieple buleczki; ten samolot rozlecial mu sie dopiero podczas testowania urzadzenia do wyrzucania rakiet, gdy w wyniku wybuchu zablokowalo mu stery i musial opuscic maszyne; nie udala sie ta sztuka mlodemu obserwatorowi, ktory zostal w tylnej kabinie i zginal przy uderzeniu w pole farmera w poblizu Ajax. Pan Janusz przechowuje list od burmistrza, dziekujacego mu za skierowanie maszyny poza miejskie zabudowania, podczas gdy on nie mogl nic zrobic z powodu blokady sterow - jak sam skromnie zaznacza.

Z wypadku wyszedl ze zlamana w kostce noga, ktora zahaczyl o kabine przy katapultowaniu sie, a czego wspomnienie wywoluje natychmiastowe skojarzenie z wypadkiem szybowcowym brata Bronka, ladujacego na spadochronie na bieszczadzkim szybowisku Bezmiechowa - na jednej nodze, po czym kustykajacego w dol zbocza w poszukiwaniu zgubionego podczas wyskakiwania buta…

To Bronislaw zarazil mlodszego o kilka lat Janusza lotniczym bakcylem; budowali razem modele szybowcow, a nagroda w jednych z modelarskich konkursow byl lot samolotem.

Byl rok 1929; w cztery lata pozniej, 26 VII 1933, mlody Zurakowski wykonal swoj pierwszy samodzielny lot, startujac przy pomocy lin gumowych na szybowcu Wrona, CWJ lub Czajka - sam dokladnie juz nie pamieta, ktorym - z szybowiska Polichno Pinczow w Kieleckiem.

26 VII 1933 - 26 VII 2003 - te dwie daty z woli przypadku zamknely sie w tym dniu symboliczna klamra: budowniczowie parku Zurakowskiego wybrali date oficjalnego otwarcia zupelnie nie wiedzac, ze dwudziestego szostego lipca wypada okragla, siedemdziesiata rocznica pierwszego w zyciu, samodzielnego lotu ich bohatera.

Takze zbiegowi okolicznosci nalezy przypisac fakt, ze z chmur, wiszacych nad glowami tysiecznego tlumu, zaczelo kropic, gdy deta orkiestra szkolna pod batuta Marka Robbinsa zagrala Mazurka Dabrowskiego, ze zaczelo padac na dobre, gdy orkiestra przeszla do wykonywania hymnu angielskiego, i ze zaczelo lac jak z cebra przy kanadyjskim - wprost w tuby mosieznych trab. Nikt jednak nie odszedl, ludzie mokli sluchajac watlego czlowieka, ktory drzacym glosem czytal z kartki podziekowania za wyroznienie, mowiac, ze na nie nie zasluzyl.

Nikt tez nie ruszyl sie z miejsca, gdy czytano z mokrych kartek Jego losy; jak to urodzil sie 12 wrzesnia 1914 w Ryzawce niedaleko Kijowa, gdzie ojciec byl lekarzem w cukrowni; jak walczyl nad Polska juz 2 wrzesnia 1939 z wataha szybkich dornierow; jak w Bitwie o Anglie zestrzelil trzy albo cztery samoloty i sam zostal zestrzelony nad wyspa Wight; jak byl promowany, awansowany, wyrozniany; jak 25 marca 1958 oblatal najlepszy samolot tamtych czasow, kanadyjskiego Avro Arrow; jak legendarny samolot niszczono palnikami, by sladu po nim nie zostalo, jak palono plany, rysunki, fotografie; jak przetrwal, doczekal sie ksiazek, filmow i strzela w niebo wysmukla strzala w srodku kanadyjskich Kaszub, niedaleko miejsca stalego zamieszkania jego pierwszego pilota.

A ten, po czterdziestu latach od ucieczki przed bolszewikami, osiadl pod miasteczkiem zblizonym wielkoscia do Ryzawki dziecinstwa, i wrocil do ziemi, pol i lasow. To nie bylo takie trudne, jak twierdzi, spasc z wysokiego konia Arrow i przesiasc sie na traktor, by kosic nim lake i wyrownywac przez siebie niegdys zbudowana droge.

Brutalna likwidacja przez konserwatywny rzad Johna Diefenbakera programu Arrow, w Czarny Piatek 20 lutego 1959 r. unicestwila zaklady A.V.Roe i Orenda (silniki), zmuszajac pietnascie tysiecy najlepszych technikow i konstruktorow lotniczych swiata do bezrobocia lub opuszczenia Kanady. To tak, jakby ktos podlozyl bombe pod sejf pelen zlotego kruszcu. Najlepsi zostali natychmiast zatrudnieni w amerykanskim przemysle lotniczym i w NASA, tworca Arrow, Jim Floyd pojechal do Anglii i na podstawie badan nad zlamana w Kanadzie "Strzala" zbudowal Concorde'a, Wladyslaw Spud-Potocki, jeden z czterech lotnikow, ktorzy kiedykolwiek Arrow pilotowali, nauczyl Armstronga operowania ladownikiem ksiezycowym. Janusz Zurakowski odrzucil lukratywne amerykanskie propozycje i postanowil zaczac wszystko od poczatku.

Tak, jak zaczynal w 1921, gdy jako siedmiolatek z rodzicami i czworka rodzenstwa uciekal wozem zaprzezonym w pare koni z sowieckiej Rosji do Polski.

Tak, jak zaczynal w 1939, gdy musial uciekac z Polski przez Rumunie i Francje do Anglii.

Tak, jak zaczynal nowe zycie w Kanadzie, gdy w wyniku szykan wlasnego szefa i nalegan zony, zmeczonej Anglia, wywiozl stamtad rodzine.

Tak tez zaczal nowe zycie w ontaryjskim buszu, przez ktory przedzierali sie z zona do swojej posesji, torujac sobie droge maczeta, co ja teraz wozi ze soba, przytroczona do rowerowej ramy syn Jerzy - na wszelki wypadek, bo w noc poprzedzajaca odsloniecie parku imienia jego ojca probowal bezskutecznie przegonic wielkiego niedzwiedzia, ktory bezczelnie rozbieral mu garaz w poszukiwaniu jedzenia.

Zurakowscy nie tylko zbudowali tutaj osrodek turystyczny, ale i odtworzyli kawalek Polski, mala ojczyzne dla setek rodzin i kilku juz pokolen mlodziezy, gdzie Janusz Zurakowski prowadzil dzialalnosc rzec mozna kulturalno-oswiatowa, obdarzajac ludzi darem pamieci, opatulonej w ciepla, przyjazna nature. A przy okazji scalal, sklejal, laczyl spolecznosc polska i kaszubska oraz kanadyjska. Ludzie tu maja go za swego, podziwiaja za to, ze choc tak znany, to tak zwykly. Pelni tez role wzorca czlowieka stawiajacego czolo przeciwnosciom losu i wieku, chorobie i zmeczeniu czy chocby niespodziankom, szykowanym przez kaprysna, kanadyjska przyrode.

Gdy podczas wieczornej gali na dziewiecset osob zawodowy Spitfire Band gral jazzowe kawalki i wszyscy gratulowali sobie najwiekszego dnia w historii Barry's Bay, w domu w stylu "pseudozakopianskim" Janusz Zurakowski porzadkowal dokumenty z wlasnego archiwum. Zwrocila jego uwage mala kartka, przyczepiona spinaczem do koperty i fotografii pieknej dziewczyny w kabinie szybowca. Zaczal czytac, jakby rozmawial z wlasnym zyciem, a byl to list od wnuczki Krysi, nadeslany z lotniska w Trenton, gdzie szkolila w czasie wakacji mlodych szybownikow przekazujac im rade, jakiej udzielil jej "dziadzio" przed pierwszym lotem: "Powiedziales, zebym nigdy nie myslala w powietrzu o swoim chlopcu, bo popelnie bledy, jakie sie Tobie zdarzaly, gdy tam myslales o babci Ani"…

Pan Janusz usmiechnal sie do siebie, polozyl kartke na nocnym stoliku i zgasil swiatlo. Za oknem w wodzie jeziora Kamaniskeg lsnil rdzawym swiatlem zagwiacy Mars.


komentarze, opinie, sugestie - kliknij tu aby wysłać e-mail