[an error occurred while processing this directive]
 
[an error occurred while processing this directive]

PRENUMERATA
"PRZEGLĄDU POLSKIEGO"
W WERSJI PDF:

 

 

 

Przeglad Polski (27 grudnia 2002)


JAN KAZIMIERZ KAPERA

Malarstwo
Adama
Chmielowskiego

Gdybym mial dwie dusze, to bym jedna z nich malowal,
ale ze mam jedna, jedyna, wiec musialem wybrac to, co najwazniejsze.

W Monachium

Nic nie wskazywalo na to, iz mlody Adam Chmielowski, student Instytutu Rolniczo-Lesnego w Pulawach, uczestnik powstania styczniowego, w ktorym zostal ciezko ranny i stracil noge, zostanie kiedykolwiek malarzem. Po ucieczce z wieziennego szpitala i pobycie w Paryzu wrocil w 1865 roku do Warszawy, gdzie rzucil sie w wir nauki - zdal mature i - ku zaskoczeniu bliskich i przyjaciol - podjal studia w Szkole Sztuk Pieknych. Badacze jego tworczosci uwazaja, iz wielki wplyw na podjecie tej decyzji mialy metafizyczne teorie sztuki Lucjana Siemienskiego, romantycznego poety i krytyka, oglaszane na lamach Czasu. Rozczarowany poziomem zajec w szkole, wraz ze swymi przyjaciolmi Aleksandrem i Maksymilianem Gierymskimi oraz Ludomirem Benedyktowiczem, wpadali czesto do pracowni Wojciecha Gersona, by zglebiac tajniki sztuki malarskiej. Po zamknieciu szkoly przez zaborcow w 1866 roku wyjechal do Gandawy z zamiarem studiowania inzynierii, lecz wkrotce znalazl sie w Paryzu, gdzie tryumfy swiecil w tym czasie Jan Matejko. Tamze przez kilka miesiecy studiowal pod kierunkiem niemieckiego malarza Karola Goetza. Po otrzymaniu stypendium od Wlodzimierza Dzieduszyckiego mogl jesienia 1869 roku udac sie do owczesnej Mekki malarzy - Monachium.

Zmniejszenie "przedzialu miedzy mysla a obrazem" stalo sie credo artystycznym mlodego malarza, ktory doskonalenie warsztatu podporzadkowal umiejetnosci wyrazania wlasnej duszy. Ten mlodzienczy idealizm zderzyl sie w Monachium z "malarska szulernia". Artysta zaczal sie buntowac. Dostrzegl szybko, ze dla wielu warsztat stal sie celem, a nie droga do wyrazania uczuc, chec zysku i ekscentrycznosc okazaly sie wazniejsze niz styl. Na duchu podnosili go jak mogli liczni polscy przyjaciele: bracia Gierymscy, z ktorymi malowal w jednej pracowni przy Landwehrstrasse, Jozef Brandt, Wladyslaw Czachorski i Alfred Wierusz-Kowalski, z ktorymi prowadzil dyskusje w kawiarni Tambosiego. Z tego wczesnego okresu pochodza Dama z listem, podarowana Dzieduszyckiemu i Sjesta wloska, przeslana na wystawe wiosenna Towarzystwa Przyjaciol Sztuk Pieknych w Krakowie w 1870 roku, oraz wystawiona rok pozniej Idylla.

Nie mogac odnalezc natchnienia we wspolczesnosci, zaglebil sie w studiach nad historia i malarstwem antyku oraz wiekow srednich. Podziwial kolor u Tycjana i Veronesego, technike u Velasqueza. Wyzej stawial prostote i glebie ekspresji Fra Angelico nad piekno plocien Rafaela. Szukal doskonalosci u starych mistrzow i sam dazyl do niej tak w sztuce, jak i w zyciu. Byl szczerym i bezinteresownym krytykiem oraz przyjacielem dla wielu polskich malarzy, szczegolnie mlodszych, jak Jozef Chelmonski czy Stanislaw Witkiewicz, ktorzy bardzo cenili sobie jego zdanie i szanowali go za dobroc, zyczliwosc i pogodny charakter. Byl jak ten dobry syn z bajki, ktory wyrusza w swiat w poszukiwaniu wody zycia - jej piekny sens natchnal go do malowania tej historii.

Nieszczesciem "wiecej zadac, niz natura dala czlowiekowi" - pisal na krotko przed smiercia w 1874 roku o swym najblizszym przyjacielu Maksymilian Gierymski, podsumowujac niekonczace sie dyskusje na temat sztuki, powolania artysty, a takze wiary, prowadzone w Bad Reichenhall. Jakze sie mylil ten wspanialy malarz w swym sadzie, mialo sie dopiero okazac. Jego smierc zamknela mlodzienczy okres poszukiwan Chmielowskiego, okres zludzen co do slawy i ziemskich zaszczytow. Artysta, wstrzasniety gleboko smiercia przyjaciela, dojrzal do poszukiwania prawdziwego sensu zycia, wartosci trwalych i nieprzemijajacych.

Wyprowadzanie "ze zawias"

Po powrocie do kraju, rozczarowany odrzuceniem przez TPSP w Krakowie jego obrazu o tematyce powstanczej Na pikiecie, wyjechal do Zarzecza, do majatku rodziny Chojeckich. Namalowal tam dwa portrety Karoliny Chojeckiej z Siemienskich oraz niezwykle piekne, wibrujace kolorem i swiatlem portrety jej corek, Wandy i Janiny. Utrzymany w stylu malarstwa holenderskiego obrazek W oborze byl pozniej wlasnoscia ksiedza kardynala Stefana Wyszynskiego. Po kilku miesiacach pobytu u Chojeckich malarz udal sie do Warszawy, gdzie "artysci polscy to wydziedziczone dzieci, pozbawione prawa bytu" - jak pisal Benedyktowicz.

Wielu malarzy zmuszonych bylo dzielic mieszkania i pracownie z innymi. Adam Chmielowski wraz z Jozefem Chelmonskim, Stanislawem Witkiewiczem (ojcem) i Antonim Piotrowskim zajmowali duza sale na najwyzszym pietrze hotelu Europejskiego. Choc zyli biednie, to jednak w atmosferze przyjazni, wzajemnie podnosili sie na duchu. Prym, jak i w Monachium, wiodl w tym Chmielowski, ktory swymi obrazami wyprowadzal "ze zawias"- jak wspominal Piotrowski - pozostalych kolegow; wiekszosc plocien jednak niszczyl lub zamalowywal w chwilach chandry.

Na ten okres przypada rowniez znajomosc malarza z Henrykiem Sienkiewiczem oraz znana juz wowczas i podziwiana Helena Modrzejewska, ktora w swych wspomnieniach pisala, iz byl "chodzacym wzorem wszystkich cnot chrzescijanskich i glebokiego patriotyzmu". Byl tez na tyle odwazny, by zapytac artystke, czy zechce mu pozowac do portretu. Mial zamiar podarowac go przyszlemu muzeum narodowemu, nigdy jednak obrazu nie ukonczyl.

Wielu jego przyjaciol opuscilo stolice, a Sienkiewicz, Modrzejewska z mezem, Lucjan Paprocki i Juliusz Sypniewski wkrotce mieli wyjechac do Ameryki. Chmielowski namalowal w tym okresie akwarele Pogrzeb samobojcy oraz olej Mogila samobojcy. Ten ostatni, wystawiony w Zachecie, wywolal nie lada sensacje swym niezmiernie depresyjnym, przygnebiajacym nastrojem, pelnym rozpaczy i beznadziejnosci. Jak wiele, tak i ta praca, zostala przez artyste zniszczona. Zachowal sie natomiast w Muzeum Narodowym w Warszawie pochodzacy z 1875 roku portret krytyka pozytywistycznego Antoniego Sygietynskiego oraz jeden z najlepszych obrazow Chmielowskiego - Ogrod milosci, wystawiony w Zachecie w 1876 roku. Chociaz wciaz w duchu monachijskim malowany, nastrojowy (uzywano tu niemieckiego terminu Stimmung), w ciemnej tonacji gasnacego dnia utrzymany, obraz wzbudzil zainteresowanie krytykow swym odczutym, bardziej impresjonistycznym niz realistycznym obrazem rzeczywistosci. Sam malarz rowniez wlaczyl sie do dyskusji, publikujac na lamach Ateneum swoja rozprawe z dziedziny teorii sztuki.

O istocie sztuki

Gdy pisal O istocie sztuki, malenki traktat o roli i miejscu sztuki w zyciu czlowieka, byl zaledwie 31-letnim, ciekawie zapowiadajacym sie malarzem, jak wielu z jego pokolenia, chocby Chelmonski, Gierymscy, Maurycy Gottlieb, czy Witkiewicz, pozostajacym pod glebokim wplywem teorii Siemienskiego. W tym wlasnie duchu utrzymane sa jego rozwazania teoretyczne, bedace polemika ze slusznymi, acz zbyt zawilymi filozoficznie, jak je nazywal autor, teoriami francuskiego uczonego, czlonka Akademii Francuskiej, Karola Blanca.

Do zdefiniowania pojecia sztuki uzywal Blanc tak szerokich terminow jak: piekno, ideal, wznioslosc. Idealem bylo dla niego wspomnienie doskonalosci, z ktora sie juz kiedys zetknelismy i do ktorej tesknimy. Piekno mialo rozne oblicza w roznych dziedzinach sztuki. Sztuka nie miala byc nasladowaniem, lecz "tlumaczeniem" natury, winna dazyc do prostoty i syntezy. Dlaczego zatem jedno drzewo jest ladne, a inne brzydkie, pytal Chmielowski i stwierdzal, iz piekna nie nalezy szukac w naturze, lecz we wnetrzu czlowieka. Stad i sztuka ze swej istoty nie jest czyms nadprzyrodzonym ani oderwanym od zycia i rzeczywistosci. Liczne falszywe teorie doprowadzily do oderwania sztuki od zycia. Nie trzeba jej rozumiec, nie trzeba sie na niej znac, choc pewne przygotowanie historyczne jest czesto przydatne, przede wszystkim trzeba ja czuc, a do tego potrzebna jest raczej praca nad wlasna wrazliwoscia, nad ubogacaniem swego wnetrza. Czlowiek moze siebie "zaklac w slowo, kamien, tony" i przez to zyskac niesmiertelnosc. Wiernosc tradycji, szacunek dla bogatej spuscizny pokolen artystow, ktorzy dazyli w swej sztuce do ukazania prawdy, do zblizenia sie do Absolutu, jest - wedlug malarza, najwazniejszym celem sztuki.

Jako przeciwienstwo sztuki prawdziwej, wyrazajacej sie w oryginalnosci stylu, czyli szczerosci duszy, stawial Chmielowski sztuke falszywa - zmanierowana, wyuczona, udawana, ktora potrafi jedynie przedrzezniac i kpic. Sztuka falszywa jest upadkiem, jest "jezykiem papugi, kalectwem ksztaltu", jest ponizajaca sluzba "rzeczom swiatowym i namietnosciom".

"Dziela sztuki sa duchem i do ducha naszego mowia" - pisal artysta, jesli zatem usunelibysmy z nich pierwiastek mistyczny, pozostana one jedynie produktem zdolnosci badz pracowitosci, nie ma jednak dla nich miejsca w sztuce prawdziwej.

"Istota sztuki jest dusza wyrazajaca sie w stylu", dzielem sztuki "kazdy szczery i bezposredni objaw duszy czlowieka w jego dziele czy dzielo, w ktorym dusza zakleta". Prostota i szczerosc tego metafizycznego ujecia sztuki stanowily i stanowia o jego ponadczasowosci i nieprzemijalnosci. Chociaz jego autor poswiecil swe zycie zupelnie innej, wyzszej idei, jego teoria przetrwala i wciaz znajduje wiernych wyznawcow.

Ecce Homo

Samotny i opuszczony przez Chelmonskiego i Witkiewicza, ktorzy udali sie do Paryza, Chmielowski wyjechal do Krakowa, gdzie wystawil pierwszy swoj pejzaz Przed burza, a w 1878 r. do Wenecji, o ktorej zawsze marzyl. Po powrocie nadal malowal pejzaze, mieszkajac i dzielac pracownie we Lwowie z Leonem Wyczolkowskim. Z tego okresu pochodza nastrojowe pejzaze wieczorne oraz liczne akwarele, w tym pejzaze zimowe. Wspomnienia z Wloch zawarl malarz na kilku niezwykle pieknych, gleboko poruszajacych, pelnych liryzmu plotnach, m.in. duzego formatu We Wloszech (Cmentarz I), Szarej godzinie oraz Mnichu na cmentarzu. Dwa pierwsze obrazy, wystawione u Krywulta w Warszawie, spotkaly sie z krytyka Sienkiewicza, ktory zarzucal im mistycyzm i tajemniczosc, nie dostrzegajac przy tym niezwyklego nowatorstwa i oryginalnosci malarza w poslugiwaniu sie kolorem, az do uzyskania niemalze impresjonistycznego efektu (oba znajduja sie w Muzeum Narodowym w Krakowie).

"A piekna to rzecz bardzo - swiete obrazy" - pisze Chmielowski w jednym z listow i w natchnieniu przystepuje do malowania Wizji swietej Malgorzaty, pierwszego obrazu o tresci religijnej. Sposobem ujecia tematu, jasna i rozswietlona kolorystyka, jakze nietypowa dla niego, a takze niezwyklym spokojem i harmonia plotno to odbiega bardzo od wczesniejszych dokonan. Spotkalo sie tym razem z niezwykle cieplym przyjeciem krytykow, ktorzy podkreslali prostote, miekkosc i czystosc rysunku oraz uczuciowosc nastroju. Nie bylo jednak chyba tym, czego Chmielowski szukal i do czego dazyl w malarstwie. Za bardzo stylizowany, przypominajacy dokonania wloskich malarzy duecenta i trecenta, obraz nie byl w pelni wyrazem jego dojrzalego i indywidualnego stylu; ten objawil sie dopiero w nastepnym, nigdy tak naprawde nieukonczonym, acz najwspanialszym dziele - Ecce Homo (obecnie w prezbiterium kosciola Ecce Homo w Krakowie).

Rozpoczal malowac ten obraz w 1879 roku i wracal do niego bedac juz w nowicjacie u jezuitow, podczas pobytu w Kudryncach, Krakowie i Zakopanem. Bylo to zapewne jego najbardziej ukochane plotno. W pelni oddawalo istote wlasnej teorii o malarstwie, ktore winno byc komentarzem do wewnetrznego stanu duszy tworcy. Chrystus cierpiacy, ponizony, upokorzony i zelzony, stoi skatowany, z cierniowa korona na glowie i czerwona chlamida zarzucona na ramiona, bezbronny - ze zwiazanymi rekoma. Oto czlowiek. Obraz wstrzasajacy, gleboki, mistyczny, pozbawiony jakiejkowiek dekoracyjnosci, maniery, afektacji czy dewocji. Dzielo malarza poszukujacego swej wlasnej drogi w zyciu, rozdartego miedzy tym, co ziemskie, a tym, co duchowe i wieczne. Siostra albertynka Assumpta Faron opisala niezwykle losy tego wspanialego dziela w swej ksiazce Ecce Homo. Historia obrazu wydanej w Krakowie w 1998 roku.

W poszukiwaniu "wody zycia"

Uczucia, jakie malarz staral sie wyrazic na plotnie, znalazly epilog w jego decyzji o wstapieniu do nowicjatu jezuitow w 1880 roku, dla wielu naglym i zaskakujacym. Nie byla jednak nieprzemyslana przez samego artyste, ktory nie zwierzal sie wczesniej z mysli o niej nawet swym najblizszym. Do Heleny Modrzejewskiej tak pisal w liscie o swej decyzji oraz o sztuce: "Slowacki, ktorego Pani tak bardzo lubi, mowi, ze 'talenta, sa to w reku szalonych latarnie, ze swiatlem ida topic sie do rzeki'… jestem w drodze do powrotu znad samego brzegu tej smutnej rzeki, a wieluz ich pochlonela…". Dla sztuki i slawy ludzie traca "rodzine, moralnosc, ojczyzne, zwiazek z Bogiem…". A jest ona jedynie "wymyslem ludzkiej wyobrazni… strasznym widmem, ktore nam rzeczywistego Boga zaslania". Sa dobre, jezeli sluza porozumieniu miedzy ludzmi, ale balwochwalstwem, gdy klaniamy sie w nich samym sobie, samych siebie uwielbiamy.

Po zalamaniu nerwowym i opuszczeniu nowicjatu przechodzil "okropne meki i katusze i skrupuly najstraszliwsze", jak sam wspominal po latach, wrocil jednak do siebie i od 1882 do 1884 r. przebywal na Podolu, gdzie namalowal ponad dwadziescia obrazow i akwarel, glownie pejzazy utrzymanych w duchu impresjonistycznym - Kudrynce, Wioska na wzgorzu, Czarnokozince, Zawale, Ulica w podolskim miasteczku czy wyslany na wystawe wiedenska olej Czworka przed karczma w zimie, portrety swych bliskich i przyjaciol, chocby Wandy Dwernickiej (Amazonka), oraz kolejny obraz o tematyce religijnej - Swieta Weronika, nigdy jednak nieukonczony.

Taki los mial spotkac i inne, nieliczne obrazy, ktore mialy jeszcze powstac, gdyz malarstwo stalo sie dla Chmielowskiego czyms marginalnym, czym mogl sie odwdzieczyc znajomym za goscine i serce, ale nie celem. Tym bylo niesienie pomocy najbardziej potrzebujacym, najbiedniejszym wedlug tercjarskiej reguly swietego Franciszka.

Zagrozony zeslaniem na Sybir, wyjechal do Krakowa, gdzie w 1886 r. wystawil jeszcze w TPSP obraz W podrozy, a rok pozniej Ulice w podolskim miasteczku oraz Widzenie sw. Malgorzaty. Spotykal sie ze swymi starymi przyjaciolmi - Piotrowskim, Benedyktowiczem, Juliuszem Kossakiem, zaprzyjaznil serdecznie z Jackiem Malczewskim, z ktorego pracowni korzystal. Namalowal w tym czasie portret Kamedul w celi, piekny nastrojowy obraz wnetrza kosciola w swietle zimowego poranka - Roraty oraz Dziewczynke. Jego serce i dusze zaprzataly juz jednak calkiem inne sprawy, z ktorych milosierdzie i niesienie pomocy bliznim stalo na pierwszym miejscu. 25 sierpnia 1887 roku Adam Chmielowski przywdzial szary habit zakonny i po obloczynach zostal bratem Albertem.

Prawie nie malowal. Konczyl jedynie prace wczesniej zaczete lub te, ktore chcial sprzedac, by wspomoc swych najbiedniejszych podopiecznych. Wystawil je na wystawie w TPSP w 1888 roku. Znalazly sie tam Modlitwa poranna, Poranek zimowy, Opuszczona plebania, Wieczor jesienny. Jedna z najpiekniejszych postaci swego pokolenia, prekursor i nauczyciel polskich impresjonistow, u szczytu rozwoju swego talentu porzucil malarstwo, by szukac piekna "w duszy brata-czlowieka", jak to wspaniale ujal o. Wladyslaw Kluz w biografii malarza. 12 listopada 1989 roku Papiez Jan Pawel II kanonizowal blogoslawionego brata Alberta na swietego.

Wystawy retrospektywne prac Adama Chmielowskiego mialy miejsce w TPSP w Krakowie w 1938 roku oraz rok pozniej w Muzeum Narodowym w Warszawie. W czasach nam wspolczesnych, jego malarstwo mozna bylo blizej poznac na retrospektywnej wystawie zorganizowanej przez Muzeum Archidiecezjalne w Krakowie na przelomie 1995/96 roku, ktorej towarzyszyl swietnie przygotowany katalog opracowany przez Elzbiete Charazinska. Jego dziela posiadaja w swych zbiorach: Archiwum Braci Albertynow oraz Archiwum Siostr Albertynek w Krakowie, Muzeum Narodowe w Warszawie i Krakowie, Muzeum Czartoryskich, Biblioteka Jagiellonska, nieliczne prace znajduja sie w kolekcjach prywatnych.


komentarze, opinie, sugestie - kliknij tu aby wyslac e-mail