CZESLAW KARKOWSKI
Nowojorska
kronika kulturalna (sztuki plastyczne)
W okresie swiatecznym powinno sie ogladac przede wszystkim
bozonarodzeniowy wystroj Manhattanu - choinki, lampki (poczawszy
od "oficjalnego" drzewka Nowego Jorku przy Rockefeller Center
po inne, mniejsze, nie tak suto zdobione). Przygladac sie
powinnismy pomyslowo zorganizowanym wystawom sklepowym - od
efektownych tradycyjnych ekspozycji przygotowanych przez wielkie
domy towarowe, jak Macy's, Lord and Taylor czy Saks, po tysiace
mniejszych i skromniejszych, ale czesto z wielka inwencja
ozdobionych. Malo kto ma czas, by w swiatecznej porze pojsc
na wystawe dziel sztuki, do muzeum czy galerii.
Jednak gdy mina swiateczne emocje, warto zajrzec do Nowojorskiego
Towarzystwa Historycznego (New York Historical Society, West
77 St./Central Park West) na osobliwa wystawe Johna Evansa
(ur. 1932 r.), nowojorskiego (od 1963 r.) artysty specjalizujacego
sie w sztuce kolazu.
Przez dziesieciolecia dzialalnosci stworzyl ponad dziesiec
tysiecy prac ukladajacych sie w swoisty dziennik obrazkowy,
obejmujacy 120 tomow. Evans wycinal, wydzieral i naklejal
na papier strzepki materialnych swiadectw codziennego zycia
- skrawki materialu, metki sklepowe, rachunki, fragmenty gazet,
kolorowe reklamy, firmowe nalepki itp. - wszystko, co stanowic
moglo swiadectwo mijajacego dnia, wizualny zapis tego, co
sie dzieje. Poczatkowo oszczedne w zdobnictwie "stronice"
dziennika z lat 60. ustepuja juz dekade pozniej niezmiernie
barwnym, jaskrawym kompozycjom z uzyciem farby akrylowej i
akwareli z wpasowanymi "naklejankami".
Sa to prace bardzo ladne, wpadajace w oko, podobajace sie
czy to pomyslowoscia zestawien barwnych, czy zgrabnym, efektownym,
zabawnym polaczeniem elementow kolazu. Wyraznie widac, ze
Evans pozostawal pod wielkim wplywem surrealizmu - nurtu,
ktory w ogole zaczal wykorzystywac w pelni poetyke kolazu
- a takze pop-artu, co jest zupelnie zrozumiale wobec fascynacji
kultura popularna i elementami codziennosci.
Wobec ogromu dziela Evansa nie mozna pozbyc sie niepokojacego
wrazenia swoistej "latwosci" tej sztuki. Oczywiscie, ze kombinacji,
zaskakujacych, czy po prostu przyjemnych polaczen elementow
moze byc nieskonczenie wiele i produkowac cale serie podobnych
kompozycji - jak to robil Evans - mozna w nieskonczonosc.
Kolaz, typowo XX-wieczna sztuka, zainicjowana przez Pabla
Picassa i Georges'a Braque'a jest, rzec mozna, najlatwiejsza
ze sztuk. I z tego tez wzgledu warto obejrzec wystawe w Nowojorskim
Towarzystwie Historycznym, aby przyjrzec sie kunsztowi amerykanskiego
artysty, a potem... sprobowac samemu. Do stworzenia pierwszego
kolazu wystarczy kartka papieru, kilka kolorowych magazynow,
nozyczki i klej. I mozna puscic wodze fantazji: wycinac, laczyc,
zestawiac gotowe elementy na papierze podlug wlasnej pomyslowosci
i upodobania. Kolaz moze byc pierwsza lekcja tworczosci wlasnej,
krokiem wprowadzajacym kazdego z nas w tajniki sztuki. Warto
w tym miejscu przypomniec, ze wielka milosniczka kolazy jest
Wislawa Szymborska, ktora swoimi pomyslowymi wycinankami raczy
przy roznych okazjach (i bez okazji) przyjaciol.
*
Prace innego prawie dzis zapomnianego artysty amerykanskiego,
Hymana Blooma, obejrzec mozna w Muzeum Narodowej Akademii
Wzornictwa (National Academy of Design Museum, 89 St./5 Ave.).
Czynna tylko jeszcze do konca roku ekspozycja gromadzi okolo
60 prac (rysunkow i obrazow olejnych) artysty, niegdys niezmiernie
cenionego, uwazanego za wybitnego przedstawiciela abstrakcyjnego
ekspresjonizmu - niemal "narodowej" sztuki Stanow Zjednoczonych.
Wystawiano jego prace w muzeach i galeriach, reprezentowal
Ameryke na wielu miedzynarodowych pokazach. Ale juz w latach
60. zapomniano o nim niemal zupelnie. Sztuka poszla naprzod
wraz z pop-artem, minimalizmem czy konceptualizmem, podczas
gdy Bloom zdawal sie cofac do swoistej wersji romantyzmu,
czym sam przyczynil sie mocno do tego, ze zapomniano o nim,
bo takiej sztuki po prostu nie chciano ogladac.
Kiedy sie zwiedza interesujaca w koncu wystawe w Muzeum Akademii
Wzornictwa, a wiec uzyskuje sie szybki wglad w calosc sztuki
artysty, ktorego rodzice zydowskiego pochodzenia przyjechali
do USA z Lotwy, widac jedna jedyna obsesje Blooma: fascynacje
turpizmem. Sztuke swa poswiecil jakby jednemu tylko tematowi
- cielesnosci czlowieka, jego smiertelnosci, doczesnym szczatkom.
Ogladamy wiec niemal naturalnych rozmiarow ciala w prosektorium,
zwloki zmarlych, rozszarpane, pokrojone, ujawniajace swa zawartosc
wnetrze czlowieka, w ktorym jakby nie bylo miejsca na element
duchowy.
Zarazem jednak w zyciu prywatnym Bloom byl zafascynowany
spirytualizmem, wiedza tajemna, mozliwoscia wywolywania duchow.
Kiedy nie pomagaly "tradycyjne techniki" seansow spirytystycznych,
zaczal eksperymentowac z ciezkimi narkotykami, aby wejsc w
kontakt z owym swiatem, w ktorego istnienie swiecie wierzyl.
Stad tez brala sie jakby pochodna glownego watku tematyka
jego obrazow - duchy, upiory, zjawy wedrujace po swiecie i
objawiajace sie ludziom. Ten rodzaj zainteresowan nadawal
romantyczny nastroj wielu jego plotnom, zwlaszcza krajobrazom
i rysunkom przedstawiajacym pejzaze stanu Maine.
Wystawa jest ciekawa, bo przypomina malarza o bezsprzecznie
duzym talencie i niemalej wrazliwosci artystycznej. Widzimy
jednak, jak sam zniszczyl siebie: nie tyle, ze jego obrazy
wraz z ich tematyka i nastrojem sa odrazajace. W koncu od Lekcji anatomii prof. Tulpa Rembrandta, po wiele obrazow
Francisa Bacona, mamy w dziejach malarstwa podobny turpistyczny
nurt. Nieszczesciem Blooma bylo to, ze w okresie, gdy sztuka
eksperymentowala, szukala nowych form, artysta pograzal sie
we wlasnych obsesjach, dla ktorych wyraz znajdowal w dawno
minionej sztuce.
*
Bezsprzecznie zawsze warto wybrac sie do Museum of Modern
Art w jej tymczasowej siedzibie na Queensie (33 St./Queens
Blvd). Nowe pomieszczenia sa efektowne, wystroj - doskonaly,
a sposob prezentacji dziel sztuki - niebanalny. Dwie dobiegajace
konca wystawy (niezaleznie od stalej ekspozycji) maja bardzo
zblizony charakter: pierwsza poswiecona jest wspolczesnej
grafice, druga - projektom architektonicznym. Pomysly te niekoniecznie
musza znajdowac realizacje praktyczna; czesto sa tak smiale,
ze udzwignac je moze tylko papier, gdyz budowa bylaby niezmiernie
skomplikowana, kosztowna i byc moze nawet malo funkcjonalna.
Natomiast mozna i nalezy potraktowac je jako wizje artystyczne,
fantazje tworcze z architektonicznym krajobrazem jako podstawowym
tematem. W koncu wspolczesnie miasto staje sie zasadniczym
"srodowiskiem naturalnym" czlowieka i jest jakby nowoczesnym
ekwiwalentem dawnego pejzazu, krajobrazu przyrodniczego.
"The Changing of the Avant-Garde. Visionary Architectural
Drawings from the Howard Gilman Collection" nalezy ogladac
pod tym katem widzenia: jako sztuke sama w sobie, a nie jako
przygotowanie pod konkretna realizacje.
Podobna w duchu jest sasiednia ekspozycja "Drawing Now: Eight
Propositions", prezentujaca prace 26 artystow z calego swiata.
Zdaniem organizatorow tej wystawy, ktorzy podzielili wystawiane
prace na osiem odrebnych grup (choc zasada podzialu jest nie
tylko nieprecyzyjna, ale w ogole nierozlaczna), jestesmy w
ostatnich latach swiadkami ponownego rozkwitu grafiki. Teza
ryzykowna, bo grafika od stuleci towarzyszyla wszelkiej tworczosci
artystycznej, a juz w XX wieku nastapil jej szczegolny rozwoj
wraz z powstaniem wzornictwa przemyslowego i roznorodnych
sztuk uzytkowych. Poza tym cecha charakterystyczna najrozmaitszych
wspolczesnych tendencji w malarstwie byl jej jakby tymczasowy,
prowizoryczny charakter, a wiec takze niwelowanie roznicy
miedzy wstepnym szkicem a gotowym dzielem. Niemniej koncepcja
dobra jako pomysl na wystawe. I choc trudno doprawdy sie oprzec
wrazeniu arbitralnosci proponowanego przez kuratorow rozroznienia,
znajdujemy na niej sporo interesujacych propozycji - zwlaszcza
w grupach "Architectural Drafting" i "Visionary Architecture".
Umieszczone tu prace lacza obie wystawy i pokazuja, ze najwieksze
pole dla fantazji i pomyslowosci artystycznej znalezc mozna
wlasnie w tej dziedzinie.
Zwracaja szczegolnie uwage cztery wielkie prace Paula Noble'a,
przedstawiajace w czarno-bialych, "escherowskich" kolorach
krajobraz architektoniczny jako labirynt pelen grozy, smutku
i zapomnienia. Swietne sa tez dziela brytyjskiego grafika
Davida Thorpe'a - bardzo kolorowe, prezentujace cos w rodzaju
projektow oszalalego architekta umieszczajacego swoje budowle
gdzies w gorach, w niedostepnych miejscach, na niebosieznych
szczytach.Zwracaja rowniez uwage bardzo oszczedne, starannie
wykonane rysunki Australijczyka Toby'ego Khedoori - wielkie
biale plaszczyzny z oknem tylko, albo amfilada pokoi, czy
gdzies w tej snieznej pustce zagubionym malym domkiem.
Obie wystawy czynne sa tylko do poczatkow stycznia.
komentarze,
opinie, sugestie - kliknij
tu aby wyslac e-mail |