[an error occurred while processing this directive]
 
[an error occurred while processing this directive]

PRENUMERATA
"PRZEGLĄDU POLSKIEGO"
W WERSJI PDF:

 

 

 

Przeglad Polski (27 grudnia 2002)


CZESLAW KARKOWSKI

Nowojorska
kronika kulturalna (sztuki plastyczne)

W okresie swiatecznym powinno sie ogladac przede wszystkim bozonarodzeniowy wystroj Manhattanu - choinki, lampki (poczawszy od "oficjalnego" drzewka Nowego Jorku przy Rockefeller Center po inne, mniejsze, nie tak suto zdobione). Przygladac sie powinnismy pomyslowo zorganizowanym wystawom sklepowym - od efektownych tradycyjnych ekspozycji przygotowanych przez wielkie domy towarowe, jak Macy's, Lord and Taylor czy Saks, po tysiace mniejszych i skromniejszych, ale czesto z wielka inwencja ozdobionych. Malo kto ma czas, by w swiatecznej porze pojsc na wystawe dziel sztuki, do muzeum czy galerii.

Jednak gdy mina swiateczne emocje, warto zajrzec do Nowojorskiego Towarzystwa Historycznego (New York Historical Society, West 77 St./Central Park West) na osobliwa wystawe Johna Evansa (ur. 1932 r.), nowojorskiego (od 1963 r.) artysty specjalizujacego sie w sztuce kolazu.

Przez dziesieciolecia dzialalnosci stworzyl ponad dziesiec tysiecy prac ukladajacych sie w swoisty dziennik obrazkowy, obejmujacy 120 tomow. Evans wycinal, wydzieral i naklejal na papier strzepki materialnych swiadectw codziennego zycia - skrawki materialu, metki sklepowe, rachunki, fragmenty gazet, kolorowe reklamy, firmowe nalepki itp. - wszystko, co stanowic moglo swiadectwo mijajacego dnia, wizualny zapis tego, co sie dzieje. Poczatkowo oszczedne w zdobnictwie "stronice" dziennika z lat 60. ustepuja juz dekade pozniej niezmiernie barwnym, jaskrawym kompozycjom z uzyciem farby akrylowej i akwareli z wpasowanymi "naklejankami".

Sa to prace bardzo ladne, wpadajace w oko, podobajace sie czy to pomyslowoscia zestawien barwnych, czy zgrabnym, efektownym, zabawnym polaczeniem elementow kolazu. Wyraznie widac, ze Evans pozostawal pod wielkim wplywem surrealizmu - nurtu, ktory w ogole zaczal wykorzystywac w pelni poetyke kolazu - a takze pop-artu, co jest zupelnie zrozumiale wobec fascynacji kultura popularna i elementami codziennosci.

Wobec ogromu dziela Evansa nie mozna pozbyc sie niepokojacego wrazenia swoistej "latwosci" tej sztuki. Oczywiscie, ze kombinacji, zaskakujacych, czy po prostu przyjemnych polaczen elementow moze byc nieskonczenie wiele i produkowac cale serie podobnych kompozycji - jak to robil Evans - mozna w nieskonczonosc. Kolaz, typowo XX-wieczna sztuka, zainicjowana przez Pabla Picassa i Georges'a Braque'a jest, rzec mozna, najlatwiejsza ze sztuk. I z tego tez wzgledu warto obejrzec wystawe w Nowojorskim Towarzystwie Historycznym, aby przyjrzec sie kunsztowi amerykanskiego artysty, a potem... sprobowac samemu. Do stworzenia pierwszego kolazu wystarczy kartka papieru, kilka kolorowych magazynow, nozyczki i klej. I mozna puscic wodze fantazji: wycinac, laczyc, zestawiac gotowe elementy na papierze podlug wlasnej pomyslowosci i upodobania. Kolaz moze byc pierwsza lekcja tworczosci wlasnej, krokiem wprowadzajacym kazdego z nas w tajniki sztuki. Warto w tym miejscu przypomniec, ze wielka milosniczka kolazy jest Wislawa Szymborska, ktora swoimi pomyslowymi wycinankami raczy przy roznych okazjach (i bez okazji) przyjaciol.

*

Prace innego prawie dzis zapomnianego artysty amerykanskiego, Hymana Blooma, obejrzec mozna w Muzeum Narodowej Akademii Wzornictwa (National Academy of Design Museum, 89 St./5 Ave.). Czynna tylko jeszcze do konca roku ekspozycja gromadzi okolo 60 prac (rysunkow i obrazow olejnych) artysty, niegdys niezmiernie cenionego, uwazanego za wybitnego przedstawiciela abstrakcyjnego ekspresjonizmu - niemal "narodowej" sztuki Stanow Zjednoczonych. Wystawiano jego prace w muzeach i galeriach, reprezentowal Ameryke na wielu miedzynarodowych pokazach. Ale juz w latach 60. zapomniano o nim niemal zupelnie. Sztuka poszla naprzod wraz z pop-artem, minimalizmem czy konceptualizmem, podczas gdy Bloom zdawal sie cofac do swoistej wersji romantyzmu, czym sam przyczynil sie mocno do tego, ze zapomniano o nim, bo takiej sztuki po prostu nie chciano ogladac.

Kiedy sie zwiedza interesujaca w koncu wystawe w Muzeum Akademii Wzornictwa, a wiec uzyskuje sie szybki wglad w calosc sztuki artysty, ktorego rodzice zydowskiego pochodzenia przyjechali do USA z Lotwy, widac jedna jedyna obsesje Blooma: fascynacje turpizmem. Sztuke swa poswiecil jakby jednemu tylko tematowi - cielesnosci czlowieka, jego smiertelnosci, doczesnym szczatkom. Ogladamy wiec niemal naturalnych rozmiarow ciala w prosektorium, zwloki zmarlych, rozszarpane, pokrojone, ujawniajace swa zawartosc wnetrze czlowieka, w ktorym jakby nie bylo miejsca na element duchowy.

Zarazem jednak w zyciu prywatnym Bloom byl zafascynowany spirytualizmem, wiedza tajemna, mozliwoscia wywolywania duchow. Kiedy nie pomagaly "tradycyjne techniki" seansow spirytystycznych, zaczal eksperymentowac z ciezkimi narkotykami, aby wejsc w kontakt z owym swiatem, w ktorego istnienie swiecie wierzyl. Stad tez brala sie jakby pochodna glownego watku tematyka jego obrazow - duchy, upiory, zjawy wedrujace po swiecie i objawiajace sie ludziom. Ten rodzaj zainteresowan nadawal romantyczny nastroj wielu jego plotnom, zwlaszcza krajobrazom i rysunkom przedstawiajacym pejzaze stanu Maine.

Wystawa jest ciekawa, bo przypomina malarza o bezsprzecznie duzym talencie i niemalej wrazliwosci artystycznej. Widzimy jednak, jak sam zniszczyl siebie: nie tyle, ze jego obrazy wraz z ich tematyka i nastrojem sa odrazajace. W koncu od Lekcji anatomii prof. Tulpa Rembrandta, po wiele obrazow Francisa Bacona, mamy w dziejach malarstwa podobny turpistyczny nurt. Nieszczesciem Blooma bylo to, ze w okresie, gdy sztuka eksperymentowala, szukala nowych form, artysta pograzal sie we wlasnych obsesjach, dla ktorych wyraz znajdowal w dawno minionej sztuce.

*

Bezsprzecznie zawsze warto wybrac sie do Museum of Modern Art w jej tymczasowej siedzibie na Queensie (33 St./Queens Blvd). Nowe pomieszczenia sa efektowne, wystroj - doskonaly, a sposob prezentacji dziel sztuki - niebanalny. Dwie dobiegajace konca wystawy (niezaleznie od stalej ekspozycji) maja bardzo zblizony charakter: pierwsza poswiecona jest wspolczesnej grafice, druga - projektom architektonicznym. Pomysly te niekoniecznie musza znajdowac realizacje praktyczna; czesto sa tak smiale, ze udzwignac je moze tylko papier, gdyz budowa bylaby niezmiernie skomplikowana, kosztowna i byc moze nawet malo funkcjonalna. Natomiast mozna i nalezy potraktowac je jako wizje artystyczne, fantazje tworcze z architektonicznym krajobrazem jako podstawowym tematem. W koncu wspolczesnie miasto staje sie zasadniczym "srodowiskiem naturalnym" czlowieka i jest jakby nowoczesnym ekwiwalentem dawnego pejzazu, krajobrazu przyrodniczego.

"The Changing of the Avant-Garde. Visionary Architectural Drawings from the Howard Gilman Collection" nalezy ogladac pod tym katem widzenia: jako sztuke sama w sobie, a nie jako przygotowanie pod konkretna realizacje.

Podobna w duchu jest sasiednia ekspozycja "Drawing Now: Eight Propositions", prezentujaca prace 26 artystow z calego swiata. Zdaniem organizatorow tej wystawy, ktorzy podzielili wystawiane prace na osiem odrebnych grup (choc zasada podzialu jest nie tylko nieprecyzyjna, ale w ogole nierozlaczna), jestesmy w ostatnich latach swiadkami ponownego rozkwitu grafiki. Teza ryzykowna, bo grafika od stuleci towarzyszyla wszelkiej tworczosci artystycznej, a juz w XX wieku nastapil jej szczegolny rozwoj wraz z powstaniem wzornictwa przemyslowego i roznorodnych sztuk uzytkowych. Poza tym cecha charakterystyczna najrozmaitszych wspolczesnych tendencji w malarstwie byl jej jakby tymczasowy, prowizoryczny charakter, a wiec takze niwelowanie roznicy miedzy wstepnym szkicem a gotowym dzielem. Niemniej koncepcja dobra jako pomysl na wystawe. I choc trudno doprawdy sie oprzec wrazeniu arbitralnosci proponowanego przez kuratorow rozroznienia, znajdujemy na niej sporo interesujacych propozycji - zwlaszcza w grupach "Architectural Drafting" i "Visionary Architecture". Umieszczone tu prace lacza obie wystawy i pokazuja, ze najwieksze pole dla fantazji i pomyslowosci artystycznej znalezc mozna wlasnie w tej dziedzinie.

Zwracaja szczegolnie uwage cztery wielkie prace Paula Noble'a, przedstawiajace w czarno-bialych, "escherowskich" kolorach krajobraz architektoniczny jako labirynt pelen grozy, smutku i zapomnienia. Swietne sa tez dziela brytyjskiego grafika Davida Thorpe'a - bardzo kolorowe, prezentujace cos w rodzaju projektow oszalalego architekta umieszczajacego swoje budowle gdzies w gorach, w niedostepnych miejscach, na niebosieznych szczytach.Zwracaja rowniez uwage bardzo oszczedne, starannie wykonane rysunki Australijczyka Toby'ego Khedoori - wielkie biale plaszczyzny z oknem tylko, albo amfilada pokoi, czy gdzies w tej snieznej pustce zagubionym malym domkiem.

Obie wystawy czynne sa tylko do poczatkow stycznia.


komentarze, opinie, sugestie - kliknij tu aby wyslac e-mail