PRENUMERATA
"PRZEGLĄDU POLSKIEGO"
W WERSJI PDF:

 

 

 

Przeglad Polski (27 grudnia 2002)


NINA TAYLOR-TERLECKA

Tren
nad Czombrowem

W geografii Mickiewiczowskiej Czombrow zajmuje szczegolne miejsce. Dziadek poety byl tu zatrudniony jako ekonom, matka Barbara sluzyla jako apteczkowa, a pani dziedziczka Aniela Uzlowska trzymala go do chrztu. Trudno sobie wyobrazic, aby maly Adas nie biegal po pokojach, nie zagladal do spizarni i kredensow, nie kosztowal roznych marynat, wedzonek i konfitur, nie poznal wszystkich katow i zakamarkow.

Z Czombrowa rozciagal sie rozlegly widok na las okalajacy jezioro Switez. Dokumenty rodzinne stwierdzaly, ze tu stal niegdys dwor ksiazat Tuhanow, a w parku widac do dzis wzgorze zwane Horodyszczyk, grodzisko ze sladami fosy i walem obronnym, porosle starymi debami. To w Czombrowie "Okolo roku 1817 [wlasciwie 1821] obywatel U. w wojewodztwie nowogrodzkim pobil na zajezdzie caly garnizon nowogrodzki i dowodcow zabral w niewole". W 1826 r. zbankrutowani Uzlowscy odsprzedali majatek przybyszowi z Polesia, Kazimierzowi Karpowiczowi.

Lezacy nad brzegiem ruczaju, na pagorku niewielkim, z ogrodem, stawem i mlynem, gajem ze starymi topolami, majatek mial wszystkie zadatki na poetyckie mitologizowanie przestrzeni. Tradycja mowiaca, ze Czombrow sluzyl za pierwowzor Soplicowa na tyle utrwalila sie w pamieci zbiorowej, iz w okresie miedzywojennym byl meta i mekka na szlaku wycieczek szkolnych. Tu krecono plenery do przedwojennej filmowej adaptacji Pana Tadeusza (1928) w rezyserii Ryszarda Ordynskiego, ze scenariuszem Ferdynanda Goetla i Andrzeja Struga, z Jaraczem w roli Napoleona. Okiennice mialy otwory w ksztalcie serc, a rodzina nadal sie spiera, czy wycieto je specjalnie dla filmu. Tu siedmioletni madrala, wnuk ostatniego wlasciciela, dumnie pokazywal gosciom i pociotkom laweczke nad jarem "gdzie Zosia z Tadeuszem pierwszy raz sie pocalowali".

O tej sielance domowej swiadcza niedwuznacznie Impresje czombrowskie, ktore w wiele lat po wojnie spisala Zofia Brzozowska, kuzynka malego madrali. Obdarzona wyjatkowa pamiecia, utrwala widok pagorkowatego krajobrazu i dworow zatopionych w zieleni. Odtwarza uklad pokoi, ksztalty i polozenie mebli, gobelinow i obrazow, ktorych dawno nie ma, rodzinny cmentarz. Wywoluje z niebytu zapachy sadu, gdzie kazda jablon rodzila inne owoce, i cala poezje smakowa blinow, jakich sie juz nie przyrzadza. Rozpamietuje, jak jezdzilo sie "rzemiennym dyszlem" do Stolowicz, do Haciszcz, Miratycz, do Mondzina nad rzeczka Niowda, do Molodowa, zeby odwiedzic wujostwa i stryjecznych. Utrwala znamienna winietke: na jej skromniutki slub (wyszla za maz w 1942 r.) i ostatnie wesele w Czombrowie dawni dworscy pracownicy wybudowali rodzaj luku triumfalnego, uroczysta brame zielenia opleciona i na osciez otwarta. Nie mozna bylo jej zamknac, bo nie miala wrot.

Ukazaly sie ostatnio Listy z Czombrowa, ktore Maria Karpowiczowa, ostatnia pani dziedziczka, zwana Babunia, pisala w latach 1940-1944 do swego najmlodszego syna Witolda (znanego w rodzinie jako Litek), ktory - wziety do niewoli po kampanii wrzesniowej - spedzil wojne w obozie jenieckim. Skladaja sie na swoista kronike wydarzen wojennych i okupacji na Nowogrodczyznie.

Ze wzgledu na cenzure Babunia nie wszystko nazywa po imieniu, ucieka do roznych skrotow i przydomkow, pisze szyfrem zrozumialym tylko dla najblizszej rodziny. W tym jezyku ezopowym przez "rocznice" rozumie sie aresztowania. "Wciaz chodzi z kata w kat" znaczy siedziec w wiezieniu. Byc "w innym miejscu" to byc na zeslaniu. Jesli ktos juz wyjechal, to zostal wywieziony, ale skoro "na jakis czas wyjechal" lub "ma nowa posade", to - dolaczyl do partyzantki. Zwariowana logika wojenna wolno bylo pisac tylko do jencow, stad siedzacy w obozie w Woldenbergu (obecnie Dobiegniewo) Litek byl jedynym lacznikiem pomiedzy matka pod Nowogrodkiem i starszym rodzenstwem pod Warszawa.

Cenzura cenzura, ale Babunia widocznie woli niezbyt martwic swego syna najukochanszego. Pisze wiec, ze glodu nie ma, wszyscy zdrowi, sama duzo chodzi, jest silna jak tur (cierpiala tylko na zlosliwa anemie). Wykazuje niesamowita energie, panowanie nad soba, niegasnaca chec pomagania ludziom. Najpierw bolszewicy wysiedlaja rodzine. W maju 1940 aresztuja mezczyzn, wieza jej meza Karola i najstarszego syna w Nowogrodku, potem wywoza w okolice Omska i miasta Kotlas. Gdy w czerwcu 1941 r. Niemcy wchodza do spalonej i zbombardowanej Lidy, Babunia, cudem ocalala, przyznaje jednak: "bylam w srodku piekla".

W ciagu dnia zagrazali Niemcy, a noce nalezaly do czerwonych partyzantow. W 1942 Sowieci pala stodole. Relacja Babuni pozostaje skrajnie powsciagliwa. Pisze w 1943 r.: "Zyjemy wszyscy i jestesmy zdrowi. Nie ma juz tylko naszego starego gniazda rodzinnego", gdyz "spalono nasz piekny dom. Malo dalo sie uratowac, bo malo bylo na to czasu".

Te zwiezla informacje uzupelnia Brzozowska, ktora - celebrujac cala krase owczesnego zycia - nie pomija najdrastyczniejszej makabry gwaltu i mordow. "Poznym popoludniem, 16 maja, przyszedl do Czombrowa oddzial czerwonych partyzantow, ktorzy oznajmili domownikom, ze dwor zostanie spalony. Tyle bylo czasu na ratowanie mienia, ile zajelo podpalaczom przygotowanie pozaru. Wynosilismy w pospiechu tlumoczki napredce zgarniane, a partyzanci wnosili i rozsypywali na podlodze slome. Zebralismy sie na trawniku przed domem. Babunia uklekla i rozpoczela ostatnie w Czombrowie Majowe. 'Krolowo Meczennikow', 'Krolowo Wyznawcow', 'Krolowo Polski' - modl sie za nami. I dom plonal jak wielka ofiarna swieca".

Pamieta jeszcze rodzina, jak biblioteka, jedna z najlepszych w okolicy, juz mocno przetrzebiona, gdyz bolszewicy w czasie nocnych wizyt robili sobie pochodnie z kartek (najchetniej z nut, bo duze) dla oswietlenia ciemnych wnetrz, palila sie ponad dwa dni. Jedna z kuzynek wskoczyla przez plonace okno salonu, zeby uratowac piekne wydanie Pisma swietego z ilustracjami Gustava Doré. Plomyki ognia tanczyly po gontach dachu, to bylo zupelnie nierealne. Tymczasem Babunia lakonicznie pisze: "Dn. 30.VIII.1943. W Czombrowie sa takie zmiany w wygladzie, ze trudno poznac, ze to Cz[ombrow]". "23.I.1944. Z ogrodu zostalo tylko 10%. Reszta wymarzla i poszla na opal". "28.III.1944. Czombrow jest teraz zupelnie brzydki. Stercza ruiny kominow z domu, stodoly nie ma, stajnia sie rozwala [...]. Na cmentarzu okropna ruina".

W latach gospodarowania na wlosciach Dziadunio Karol Karpowicz, autor ksiazki o Switezi jako rezerwacie przyrody, byl zapalonym zbieraczem chrzaszczow i entuzjasta sztucznych nawozow. Bedac jeszcze mloda niewiasta, Babunia tlumaczyla powiesci francuskie, pisywala opowiadania dla dzieci, prowadzila ozywiona dzialalnosc spoleczna i oswiatowa wsrod okolicznego ludu. Zalozyla szkolke dla wiejskich dzieci, przyczynila sie do powstania nowego kosciola w Walowce, prowadzila teatr amatorski, z uporem starala sie o wiejski kinematograf dla krzewienia kultury wsrod wiesniakow.

Teraz, popijajac kawe z zoledzi, widzi w pozarze dworu akt milosierdzia Bozego. (W sasiedniej Woronczy pozostal przy zyciu tylko niewidomy sierota, gdyz wedle obyczaju bolszewickiego mordowanie mieszkancow z reguly wyprzedzalo podpalenie.) Z doswiadczen wojennych pobiera nauke moralna. "Tak wielkiej otuchy nabralam i wiary w milosierdzia Bozego, ze nic sie nie boje. Naprawde - ta wojna i te wszystkie nieszczescia byly potrzebne, by czlowiek nauczyl sie modlic i ducha swego podniosl do Boga. A opieki Bozej doznalismy tak wiele razy, ze wierze mocno ze i nadal nas Bog nie opusci".

Babunia zyje wlasciwie w innym wymiarze. Pisze do syna: "Wiesz, najlepiej lubie noc i cisze! Mam wtedy Was wszystkich kolo siebie, siedzimy przy stole, widze Was i slysze Wasze rozmowy tak wyraznie, ze zupelnie zapominam o rzeczywistosci! [...] A gdy nocna cisza nastanie, zasiade do Wigilii z Wami, wszystkimi moimi! I bedzie mi bardzo wesolo i dobrze, bo nauczylam sie teraz zyc w swiecie duchowym mocniej niz w realny".

Z reki wschodniego sasiada stracila meza, najstarszego syna i najstarszego wnuka, ktory zginal pod Surkontami w oddziale Macieja Kalenkiewicza. Dwie siostry meza, obie wdowy po uczestnikach wojny polsko-bolszewickiej, wyladowaly w archangielskiej oblasti i w Kazachstanie. Z jej szesciu bratankow najstarszy walczyl w 1919 r. jako uczen 8. klasy gimnazjum, zmarl potem tragicznie; drugi skazany na 10 lat lagru zmarl w drodze na zeslanie; czwarty polegl w 1939 r. w szarzy pod Jaworowem; piaty zginal w Katyniu; trzeci i szosty mieli wieksze szczescie, bo wrocili do kraju po przesiedzeniu dziesieciu lat na Syberii. Syn najmlodszy, synus najukochanszy, wyszedl z wojny calo. Byl w II Korpusie we Wloszech, potem osiedlil sie w Londynie. Z matka juz nigdy sie nie zobaczyl.

Ten dwuglos Babuni i Wnuczki przedstawia soba obraz zycia codziennego nad Switezia podczas podwojnej okupacji. Jest to na tyle rzecz rzadka, ze daje nam obraz idylli ziemianskiej i swiadectwo stopniowego, systematycznego spustoszenia, opis zaglady na raty, slowem - trzynasta ksiege Pana Tadeusza, prawdziwy ostatni koniec. Zofia Brzozowska uwazala, ze szczegolne fatum wisi nad jej rodzina. Stwierdzic raczej mozna, ze taka byla dola setek innych majatkow ziemskich i zaliczyc to trzeba do odwiecznej typologii losow kresowych. (O odysei ich kuzynow z Andrzejkowa opowiada Grazyna Strumillo-Milosz w Znad Switezi w glab tajgi. Rozmowy z moja matka. Olsztyn, Wydawnictwo "Pojezierze" 1990).

Kiedy Brzozowska wrocila do Czombrowa w 1990 r., zastala tam stary spichlerz, gazon, resztki alei lipowej i dwie srebrne topole, w parku zas altane z siedmiu lip. Wedrujac po cmentarzysku w poszukiwaniu grobow znajomych, natrafila na slady obrzedu Dziadow. "Byly groby starannie ogrodzone z laweczkami dla zywych, na ktorych krzyze byly przewiazane recznikiem z obowiazkowo czerwonym haftem. Byly takze niskie stoliczki dla zmarlych, przykryte biala chusta z talerzykami z pokrojonym chlebem i jablkami". Listy z Czombrowa sa to listy niezmiernie prywatne, ale takze publiczne, dotyczace ogolu. W dosadnym, rozdzierajacym skrocie, skladaja sie nie na epitafium, raczej na raport z frontu zaglady - zaglady pewnej formy cywilizacyjnej, ktorej nic juz nie zastapilo ani materialnie, ani estetycznie, ani moralnie.

----------------------

Tekst odczytany 17 grudnia br. w Muzeum Niepodleglosci w Warszawie podczas wieczoru promocyjnego ksiazki Marii Karpowiczowej Listy z Czombrowa. Wstep, zakonczenie i przypisy Joanna Puchalska. Redakcja: Joanna Puchalska i Andrzej Spanily. Wyd. ASP RYMSZA, 2002, druk w "Bernardinum" w Pelplinie.

 


komentarze, opinie, sugestie - kliknij tu aby wyslac e-mail