MAREK RUDZKI
Opowiesci
Szpilmana
Film Romana Polanskiego Pianista, nagrodzony Zlota Palma na festiwalu w Cannes, wszedl na ekrany w Ameryce. Dramatyczne przejscia okupacyjne Wladyslawa Szpilmana, pianisty zydowskiego pochodzenia, ktory uciekl z getta, ukrywal sie w Warszawie, przetrwal powstanie i pozostal w ruinach do uwolnienia miasta w styczniu 1945 roku, opisane zostaly wkrotce po wojnie w ksiazce Smierc miasta. Napisal ja Jerzy Waldorff po wysluchaniu opowiesci Szpilmana w 1946 roku. Przez ponad piecdziesiat lat ksiazka nie byla wznawiana z powodu konfliktow o prawa autorskie. Ukazala sie ponownie w 1998 roku w jezyku niemieckim, potem angielskim. Polskie wydanie pod tytulem Pianista wyszlo w roku 2000. W tresci nie rozni sie od tekstu oryginalnego, przywraca jedynie niemiecka narodowosc oficerowi, ktory Szpilmana uratowal; w pierwszym wydaniu ingerencja cenzury zrobila z niego Austriaka. Scenariusz filmu wiernie oddaje ksiazkowa relacje losow pianisty.
Ze szczegolnym zainteresowaniem czytalem Pianiste, a potem ogladalem film, mialem bowiem okazje sluchac na zywo opowiadania Szpilmana juz trzy miesiace po jego uwolnieniu, a wiec rok wczesniej, niz rozmawial o swych przezyciach z Waldorffem. Okazalo sie, ze ksiazka i film dosc znacznie odbiegaja od wersji, jaka slyszalem z jego ust. Warto przypomniec te najwczesniejsze opowiesci Szpilmana i okolicznosci, w jakich doszlo do naszego spotkania.
Okres niemieckiej okupacji spedzilem w Naleczowie, w rodzinnej letniskowej willi, dojezdzajac od czasu do czasu do Warszawy, gdzie moj wuj, adwokat Adam Nagorski, mial piekne, antykami umeblowane mieszkanie przy ulicy Lwowskiej 17. W kwietniu 1945 roku, pierwszy raz po powstaniu, znalazlem sie wraz z wujem Adamem w zrujnowanej Warszawie. W mieszkaniu przy Lwowskiej, zalanym woda i zasypanym gruzem, ratowalismy rodzinne pamiatki, papiery, listy i ksiazki. Przez wybite okna hulal wiatr. Po kilku nocach w tych warunkach wygodniejszym schronieniem stalo sie mieszkanie zony drugiego wuja, architekta Juliusza Nagorskiego, w jego kamienicy na Pradze przy ulicy Targowej 15. Ciotka Halina, zydowskiego pochodzenia, ukrywala sie podczas okupacji, a teraz powrocila do malego mieszkanka, czyniac z niego baze dla wielu krewnych i przyjaciol. Wciaz nie wiedziala, ze jest wdowa, wiadomosc o rozstrzelaniu wuja Juliusza podczas egzekucji w Hali Mirowskiej w sierpniu 1944 r. jeszcze do nas nie dotarla.
Pewnego dnia w mieszkaniu przy Targowej pojawil sie Roman Jasinski, przyjaciel wuja Adama, muzykolog i wieloletni dyrektor muzyczny Polskiego Radia. "Chcecie isc na obiad?" - spytal. Propozycja byla nie do odrzucenia, zaopatrzenie, rzecz oczywista, bardzo szwankowalo, a jedyna "restauracja" w lewobrzeznej Warszawie, jaka zapamietalem, to mocno uszkodzony czerwony tramwaj porzucony na skrzyzowaniu ulicy Marszalkowskiej i Alei Jerozolimskich. Podawano w nim zupe. Roman zaprowadzil nas do stolowki radia na Pradze, do naszego stolika przysiadl sie Wladyslaw Szpilman i rozpoczelo sie opowiadanie, ktore wywarlo na mnie wielkie wrazenie. Zapamietalem wszystkie zasadnicze elementy tej opowiesci, a po latach spisalem ja z mysla o wlaczeniu do jednego z mych artykulow. Przyjaciele w Polsce zasygnalizowali jednak, ze Szpilman zaraz po wojnie wydal ksiazke (ktorej nie znalem, nie bylo mnie juz wtedy w kraju), a potem wielokrotnie mowil o swych przygodach przez radio, nie bedzie wiec zadnych rewelacji w tym, co zamierzalem napisac. Dopiero po przeczytaniu Pianisty zdalem sobie sprawe, ze rewelacje sa, ze w czasie naszego spotkania w kwietniu 1945 r. Szpilman nie wspomnial o wydarzeniach odgrywajacych zasadnicza role w ksiazce i filmie, a natomiast zrelacjonowal incydent rzucajacy zupelnie nowe swiatlo na kluczowa postac niemieckiego oficera.
Opowiesc w stolowce radia ograniczyl Szpilman do koncowego okresu swych przezyc, kiedy ukrywal sie w zrujnowanych kamienicach po upadku powstania, a wszystkie wysilki kierowal na poszukiwanie jedzenia. Niemiecki oficer, na ktorego natknal sie niespodziewanie, zapytal: "Kim pan jest?". W opowiadaniu padla inna odpowiedz niz w ksiazce: "Jestem Zydem i umieram z glodu. Niech pan mnie zastrzeli". "Niech pan tu czeka, przyniose jedzenie". Nie pamietam, czy w wersji, jaka slyszalem, Szpilman przedstawil sie jako pianista; o grze dla Niemca na fortepianie nie wspomnial. Z opowiadania Szpilmana wynikalo, ze Wilm Hosenfeld - tak nazywal sie oficer - uratowal go nie dlatego, ze byl pianista, i nie dlatego, ze byl Zydem, ale po prostu dlatego, ze byl czlowiekiem ukrywajacym sie, potrzebujacym pomocy. Jak dzis wiadomo, w czasie okupacji Hosenfeld pomogl wielu ludziom. Czy dramatycznie przedstawiony na ekranie "egzamin przy fortepianie" mial rzeczywiscie miejsce, a Szpilman pominal go w swym wczesnym opowiadaniu, czy byl to pozniejszy dodatek do opowiesci, pozostaje zagadka. Incydent wydaje sie jednak malo prawdopodobny, nawet jesli w zdewastowanym mieszkaniu znalazl sie wzglednie sprawny fortepian. Szpilman napisal: "mialem [...] wykupic swe zycie gra na fortepianie"1), ale czy instynkt samozachowawczy pozwolilby mu prowokowac Niemca, ktorego intencji jeszcze nie znal, wykonaniem zakazanego przez okupanta Chopina? Oficer mial powiedziec, ze jesli na dzwiek muzyki pojawi sie inny Niemiec, Szpilman ma schowac sie w spizarni, a Hosenfeld bedzie udawal, ze to on probuje instrument. Grajac Chopina? Nie bylo sensu ponoszenia takiego ryzyka; nawet gdyby "egzamin" nie powiodl sie, Hosenfeld nie mial przeciez zamiaru Szpilmana wydac. Slowem, ratowanie pianisty nie bylo uzaleznione od jego pianistycznych umiejetnosci, nie bylo potrzeby wykupywania zycia gra na fortepianie. Dwa miesiace przed smiercia, 17 kwietnia 2000 roku, a wiec dokladnie w 55 lat po naszym spotkaniu, Wladyslaw Szpilman udzielil ostatniego, obszernego wywiadu, opublikowanego juz posmiertnie w pazdzierniku 2002 r.2) Nie wspomnial w nim o fortepianowym egzaminie. Na pytanie, dlaczego Hosenfeld go uratowal, Szpilman odpowiedzial: "Byl to po prostu dobry czlowiek".
Wazniejsze od wydarzen, o ktorych Szpilman w 1945 roku nie mowil, a ktore znalazly sie pozniej w jego wspomnieniach, sa wydarzenia z wielka emfaza wtedy opowiedziane, a w ksiazce i filmie calkowicie pominiete. Pewnego dnia niemiecki oficer przyniosl wiecej jedzenia niz zwykle i oswiadczyl, ze to wizyta ostatnia. Wobec przegranej wojny i zniszczenia calego swiata, w jakim zyl, Hosenfeld postanowil zastrzelic sie. Wtedy, relacjonowal z satysfakcja Szpilman, "to ja przejalem inicjatywe". W dlugiej rozmowie tlumaczyl Niemcowi, ze nie wszystko jest skonczone, ze powroci swiat, jaki obaj znali, ze jest po co zyc. Dawal siebie jako przyklad przetrwania w sytuacjach naprawde beznadziejnych. "Udalo mi sie przekonac go, samobojstwa nie popelnil, przyszedl znowu z jedzeniem". W ten sposob, konkludowal Szpilman, "on uratowal zycie mnie, a ja jemu". To byla najwazniejsza czesc wysluchanej przeze mnie "opowiesci Szpilmana", wywierajaca najwieksze wrazenie, najdokladniej zapamietana.
Szpilman lubil koloryzowac. Nie mialem okazji sluchac jego radiowych pogadanek; podobno na przestrzeni lat rozne szczegoly ulegaly zmianie, a wsrod osob, ktore go dobrze znaly mial opinie troche blagiera. W tym swietle pojawia sie ewentualnosc, ze opowiadanie o niedoszlym samobojstwie bylo koloryzowaniem. Wydaje mi sie jednak, ze wersja zaprezentowana zaledwie trzy miesiace po ocaleniu pianisty nosi wieksze cechy autentycznosci, niz wersje pozniejsze. Jest na to konkretna wskazowka, zawarta we wspomnianym juz ostatnim wywiadzie. Cytuje odpowiedz Szpilmana na pytanie o Wilma Hosenfelda: "Byl to nadzwyczajny czlowiek, wielkiej klasy. Nie powtorze panu przebiegu calej rozmowy, jaka z nim odbylem, bo nie moge tego zrobic. I nie mowie o tym rowniez w ksiazce. Ale opowiadal on o strasznych rzeczach". Szpilman przyznaje wiec, ze ksiazka pomija wazne zapewne elementy ich rozmowy czy rozmow. Uwazam za wysoce prawdopodobne, ze chodzi wlasnie o rozmowe na temat samobojstwa. Byc moze sprawa ta nie znalazla sie w ksiazce, bowiem autorzy, Szpilman i Waldorff, chcieli zachowac obraz butnego oficera, ktoremu przeslanki moralne kazaly niesc pomoc przesladowanym z pozycji sily. Opowiesc o samobojczych planach przedstawialaby go jako zwyklego czlowieka, czlowieka slabego, w pewnym sensie slabszego niz sponiewierany Szpilman. Nie tak pokazany jest Hosenfeld, gdy zwraca sie do pianisty: "Pan musi wytrwac! Slyszy pan?! - mowil twardo, prawie rozkazujaco, jakby chcial przelac we mnie swoja wiare w szczesliwe dla nas zakonczenie wojny". W stolowce radia Szpilman opowiadal, ze to on takimi wlasnie slowami przekonywal Hosenfelda, ktory "wiare w szczesliwe zakonczenie wojny" utracil.
Szpilman wspomnial, ze udalo mu sie zidentyfikowac swego wybawce w obozie jencow przeznaczonych na wywiezienie do Rosji i w rezultacie jego interwencji oficer mial uniknac wywozki. "Tak wiec, uratowalem go po raz drugi!". Jak wiadomo, tak sie nie stalo. Oficer prosil z obozu o pomoc, lecz Szpilman, nie znajac nazwiska, nic zrobic nie mogl, a interweniowal, bezskutecznie, dopiero pare lat pozniej. Przypuszczac jednak mozna, ze w tym wczesnym opowiadaniu Szpilman nie koloryzowal, ze staral sie udzielic pomocy i rzeczywiscie wierzyl, ze mu sie udalo. Nasza rozmowa miala miejsce jeszcze w czasie trwania wojny, sytuacja byla bardzo plynna. Nie mialem natomiast watpliwosci, ze w opowiesci Szpilmana, jakiej wysluchalem, motyw "dwukrotnego uratowania" niemieckiego oficera dawal mu duze zadowolenie.
W mieszkaniu ciotki Haliny nocowalo wiele osob. Spalismy na fotelach, materacach,
na czym sie dalo. Jednym z gosci pojawiajacych sie na noc
byl krewny ciotki, pan Szarota. O ile pamietam, na imie mial
Rafal. Uroczy, w srednim wieku i lekko szpakowaty pan, podczas
wieczornej herbaty oswiadczyl, ze jest filozofem, a specjalizuje
sie w Spinozie. Rozpromienil sie, kiedy wspomnialem, ze mimo
moich zaledwie pietnastu lat, nie tylko interesuje sie filozofia,
ale mam nawet wlasny, zakupiony w antykwariacie egzemplarz Etyki. "No dobrze, ale czy pan Spinoze rozumie?" -
zatroskal sie pan Szarota. Musialem uczciwie przyznac, ze
nie bardzo rozumiem. "To ja panu bede tlumaczyl!" Po zgaszeniu
swiatla w pokoju, w ktorym spalo pewnie ze szesc osob, zmeczeni
goscie ciotki, usilujacy zasnac po ciezkim dniu, musieli sluchac
wykladow o tezach Spinozy, choc watpie, by wiele z nich skorzystali.
Uderzyl mnie kontrast z opowiesciami Szpilmana. Pan Szarota
nie mowil o tym, jak przetrwal holocaust. Nie to bylo wazne.
Mowil o Spinozie - madrze, zrozumiale i pieknie.
Z ostatniej chwili
Pianista znalazl sie na liscie filmow nominowanych do Zlotych Globow w kategorii dziel dramatycznych. Nagrody sa przyznawane przez Hollywoodzkie Stowarzyszenie Prasy Zagranicznej.
Obraz Romana Polanskiego bedzie rywalizowal z The Hours Stephena Daldry'ego, About Schmidt Alexandra Payne'a, Gangs of New York Martina Scorsese i Wladca Pierscieni, cz. II Dwie wieze Petera Jacksona.
Nominacje zdobyl takze Adrien Brody, ktory wcielil sie w postac Wladyslawa Szpilmana. O Zloty Glob w kategorii najlepszy aktor Brody bedzie konkurowal z Jackiem Nicholsonem (About Schmidt), Leonardo DiCaprio (Zlap mnie, jesli potrafisz), Danielem Day-Lewisem (Gangs of New York) i Michaelem Caine'em (Spokojny Amerykanin).
----------------------
Przypisy:
1) Wladyslaw Szpilman, Pianista, Wydawnictwo
Znak, Krakow 2000, str. 168. Nastepny cytat - str.
170.
2) Rzeczpospolita, Plus
Minus, 12-13 pazdziernika 2002 r.
komentarze,
opinie, sugestie - kliknij
tu aby wyslac e-mail |