ANDRZEJ KORASZEWSKI
Jedna noga
w Unii
Znowu rok minal, rece mamy omdlale od machania blekitnymi choragiewkami Unii Europejskiej, ale, jak pisala tzw. solidaryca Gazeta Wyborcza, "Unia nasza". Grudniowy szczyt w Kopenhadze dokonal epokowego przelomu i w zasadzie znamy juz date przystapienia Polski do kolejnej unii.
Bezposrednio po tym szczycie zadzwonil do mnie pan Jan, wlasciciel stada mlecznych krow, i slyszac moj glos powiedzial z dziwna satysfakcja: "No widzi pan, znow nas zalatwili".
Mialem wrazenie, ze w Kopenhadze Polska uzyskala wiecej niz mozna sie bylo spodziewac, wiec wyrazilem moje zdumienie, ale pan Jan nie mial zadnych watpliwosci: "Co pan mowi o wygranej, przeciez Unia nie dorzucila ani grosza. Zamiast pieniedzy na rozwoj wsi chlopi dostana troszke pieniedzy na wodke".
Tym razem jednak mnie pan Jan zdenerwowal, bo walkowalismy te sprawe w naszych telefonicznych rozmowach od roku. "Panie Janie - probowalem mu wyjasnic - jeszcze zaden kraj, ani bogaty, ani biedny, na przystapieniu do Unii Europejskiej nie stracil".
"Ktos musi byc pierwszy - odpowiedzial pan Jan filozoficznie - a ja mam pelne zaufanie do naszych politykow".
Jeszcze w styczniu pan Jan wyrazil przypuszczenie, ze im wiecej nam Unia bedzie dawac, tym mniej bedziemy brac. "Najlatwiej - powiedzial - bylo brac, kiedy pieniadze szly tylko dla ekonomistow, socjologow i na ksztalcenie wyksztalconych. Teraz, mimo wszystkich wezwan, zeby rolnicy zabrali sie do pior, jakos nam to nie wychodzi".
Fakt, ze przez te dwanascie miesiecy nasze umiejetnosci przyjmowania pieniedzy, ktorymi kraje zachodnie gotowe sa wesprzec modernizacje Polski, chyba nie wzrosly. Postanowilem jednak odeprzec argumenty pana Jana w inny sposob i powiedzialem mu, ze w Kopenhadze zwyciestwem byl fakt, ze ci nasi politycy musieli walczyc rowniez o interesy wsi, a wiec spoleczenstwa jako calosci i ze jest to jednak nowa jakosc.
W przeszlosci, zarowno w tak zwanym obozie solidarnosciowym, jak i wsrod politykow SLD, zwyciezaly wyobrazenia, ze restrukturyzacja polskiej wsi dokona sie sama pod wplywem niewidzialnej reki rynku. Z wielu powodow warto probowac odpowiedziec sobie na pytanie, czy dzis politycy Unii Europejskiej maja do nas pretensje o to, ze nie zadzialala u nas niewidzialna reka rynku, czy o to, ze nie zrozumielismy samej idei organizacji, do ktorej aspirujemy. W efekcie powierzylismy Polske niewidzialnej rece i nie zrobilismy nic, aby sie w minionych latach do Europy przyblizyc. Po upadku komunizmu nie tylko nie udalo sie zmodernizowac polskiego rolnictwa, ale w minionym okresie eksport polskich towarow rolnych do krajow Unii wzrosl o 30 procent, a import subwencjonowanej zywnosci z krajow Unii Europejskiej o ponad 600. Kraje Unii Europejskiej na tym zarobily, ale nie poprawilo to ani o jote naszych szans, zeby stac sie prawdziwym partnerem handlowym w Unii.
Byc moze to wlasnie jest wlasciwym tlem tych wydarzen mijajacego roku, ktore wywolaly nasze najwieksze poruszenie. Niemilym wstrzasem dla wiekszosci z nas byly na przestrzeni ostatnich dwunastu miesiecy informacje o kolejnych wyborczych sukcesach Ligi Polskich Rodzin i Samoobrony czy o wzroscie wplywow ojca Rydzyka. Spojrzmy jednak na polska rzeczywistosc oczyma przecietnego widza telewizyjnego. Rok zaczal sie od wielkiej afery "powszechnego" w sluzbie zdrowia handlu ludzkimi zwlokami. Przez kolejne miesiace codziennie dowiadywalismy sie o wielkich aferach i wspomniany na poczatku tego artykulu pan Jan niejeden raz dziwil sie okrutnie, ze jeszcze jest co krasc w tym naszym pieknym kraju. Oburzeni bylismy, gdy posel Gabriel Janowski wzorem Rejtana blokowal trybune sejmowa, a potem gdy zbiorowym wysilkiem robili to samo poslowie Samoobrony. W tym samym czasie na ulicach naszych miast dobra wrozka prowadzila gromady niewinnych dzieci machajacych unijnymi choragiewkami, dziennikarze ujawniali afery, a jeszcze inni czynili co w ich mocy, aby dostarczyc im interesujacego materialu do ujawniania.
*
Moj rok zaczal sie od walki z przeciwnosciami losu i zakonczyl sie przegrana walka z przeciwnosciami losu. Ostatnia faza owej walki byla szczegolnie interesujaca. Najpierw lokalny rzemieslnik przebudowal mi szambo i od tego czasu nikt nie jest w stanie usunac koszmarnego zapachu w domu; potem kominiarz czyscil mi kominy i od tej chwili korzystanie z kominkow stalo sie niemozliwe, gdyz caly dym wchodzi do domu; dzis wreszcie, chcac zalozyc dodatkowy wyciag w lazience, odkrylem, ze nie ma w niej zadnej wentylacji, gdyz robotnicy remontujacy moj dom przed czterema laty zadali sobie trud wyjecia ze sciany cegly i zakrycia otworu siatka, bez polaczenia z kanalem wentylacyjnym. W to oszustwo musialy byc zaangazowane co najmniej cztery osoby. Ten typ etyki pracy spotyka sie na kazdym kroku. Byc moze jestem w bledzie, ale mam wrazenie, ze moja walka z wiecznym polskim malkontenctwem moze zostac przegrana, gdyz i ja powoli zaczynam rozumiec malkontentow.
Kazdemu z nas doniesienia o sytuacji w kraju lacza sie w jakis sposob z osobistymi obserwacjami z zycia codziennego. Patrzac na prace naszych politykow i naszych rzemieslnikow coraz czesciej mam ponure wrazenie, ze 99 procent Polakow psuje opinie calej reszcie.
Pokladamy dzis tak wiele nadziei w integracji z Unia Europejska miedzy innymi dlatego, ze nasi przodkowie od Europy Zachodniej sie odwrocili. Kiedy u nas liberum veto stawalo sie glownym instrumentem paralizowania wladzy panstwowej, w Szwecji chlopi i mieszczanie zasiadali pospolu ze szlachta w parlamencie. Kiedy w krajach Europy Zachodniej wladza tworzyla warunki dla wolnego handlu, nasi szlachetni przodkowie dumni byli ze swojej tradycji zniewalania wiekszosci spoleczenstwa, a korupcje calego zycia publicznego uwazali za sposob zycia.
Chcemy wierzyc, ze wejscie do Unii nas zmieni, ze przestaniemy byc soba, ze zaczna dzialac prawa, ze ludzie beda dotrzymywali umow, ze rzemieslnik solidnie wykona swoja prace, a urzednik nie bedzie wyciagal lapy po lapowke. Niestety, nie ma tu zadnego automatyzmu i te nadzieje moga odbic sie rownie ponura czkawka jak absurdalne wyobrazenia o tym, ze wraz z wyjazdem z Polski sowieckich wojsk nasz kraj z dnia na dzien stanie sie rajem na ziemi.
Wbrew opiniom pana Jana jestem przekonany, ze szczyt w Kopenhadze byl wydarzeniem dla Polski historycznym, ze zaczyna sie nowy rozdzial, juz nie tylko machania choragiewkami, ale bardziej konkretnego przygotowywania sie do uczestnictwa w ponadnarodowej organizacji, organizacji, ktora rzadza bardzo przyziemne prawa ekonomicznego partnerstwa i ekonomicznej kalkulacji.
Rownoczesnie jednak - patrzac na zblizajaca sie date wstapienia do Unii Europejskiej z perspektywy mojej gminy - jestem przerazony i powaznie musze sie zastanawiac, czy w tej konkretnej gminie bedziemy zdolni do takiego partnerstwa za lat dwadziescia? Mijajacy rok nie przyniosl tu zadnych zmian pozwalajacych wierzyc, ze nastapi jakies przyspieszenie w przygotowaniach do uczestnictwa w swiecie, ktory jest globalna wioska. Tu nikt nie czeka ani na Unie, ani na nic innego, tu przed Nowym Rokiem ludzie zycza sobie wzajemnie, zeby nastepny rok nie byl gorszy od mijajacego i sa gleboko przekonani, ze te zyczenia sa nazbyt optymistyczne.
*
Pada snieg, na skutej lodem Wisle rybacy lowia ryby w przereblach, gromadka dzieci przybiegla do mnie, zeby im pomoc zorganizowac zbiorke na dzieci z domu dziecka i po dwoch dniach wrocila z kartonami pelnymi zabawek i slodyczy oraz z glebokim przekonaniem, ze dawanie dostarcza tylez lub wiecej przyjemnosci niz branie.
Kiedy rozlozyly to wszystko w salonie na podlodze i ze smiechem i wyglupami zajely sie przygotowywaniem paczek, pomyslalem, ze to moje pisanie nie ma sensu, ze jakos to bedzie, ze dzieki Bogu jestesmy jedna noga w Unii i teraz trzeba tym dzieciom pomoc zrozumiec, co to znaczy.
Dobrzyn nad Wisla, 23 grudnia 2002
komentarze,
opinie, sugestie - kliknij
tu aby wyslac e-mail |