PRENUMERATA
"PRZEGLĄDU POLSKIEGO"
W WERSJI PDF:

 

 

 

Przeglad Polski (20 grudnia 2002)


AGNIESZKA WRZESIEN

W poszanowaniu tradycji

Wigilia
u rodziny Golcow

Po roku koncertow i ciaglych podrozy Pawel i Lukasz Golcowie Boze Narodzenie spedzaja u mamy w Milowce. Tam wszystko jest tak, jak kaze tradycja - modlitwa, wspolne koledowanie, prawdziwa choinka i radosc z bycia razem.

Dzis oplatkiem sie lamiemy,
Radosc blyska w naszym oku.
Kto wie, drodzy, czy bedziemy
Znow sie lamac w przyszlym roku?
Dzis sie Dziecie narodzilo,
Hymny nuca nam anieli,
Zeby odtad dobrze bylo,
Niechaj kazdy sie weseli.
Bog jest dobry, zyc pozwoli,
Nie zabierze z tej gromadki.
Za rok wtory z Jego woli
Znow bedziemy lamac sie oplatkiem

- te slowa kazdego roku rozpoczynaja wigilijna wieczerze w rodzinnym domu Pawla i Lukasza Golcow. Zanim jednak ktorys z nich powie ten wiersz, wszyscy sie modla, wspominaja tych, co odeszli, kazdy ma chwile, by sie wyciszyc i w zadumie rozpoczac uroczysta kolacje.

Wigilia w Milowce to wielkie swieto. Nie tylko dlatego, ze zjezdza sie wreszcie cala rodzina (kilkanascie osob), to czas na wspolne rozmowy, wspomnienia, cisze po calym roku ciezkiej pracy. Prawdziwe swieta moga byc tylko tu, gdzie swiety spokoj i najblizsi.

- Przez caly rok czlowiek jezdzi. Nie ma czasu, zeby z mama pogadac. W Boze Narodzenie jest chwila, zeby powspominac, co sie wydarzylo w ciagu roku, pomyslec, jakie plany zostaly zrealizowane, a czego nie udalo sie zrobic... - mowi Lukasz.

Irena Golec (mama muzykow) podkresla, ze Wigilia dla wszystkich powinna byc dniem wyjatkowym.

- To przede wszystkim czas, ktory kazdy powinien spedzic z najblizsza rodzina, zapomniec o wszelkich przykrosciach i dasach. Wigilia to takze tradycja, mnostwo obrzedow, ktore trzeba przekazywac mlodym. Trzeba ich uczyc, zeby w tym dniu nie jedli kotletow. Teraz dla wielu liczy sie przede wszystkim to, co na stole, albo prezenty, a zapominaja o najwazniejszym. Przeciez w Wigilie najwazniejsze jest skupienie!

Bez telewizji

Ten dzien u Golcow sie przezywa. Wczesnym rankiem wszyscy ida na roraty. Kazdy juz duchowo jest przygotowany do powitania Dzieciatka.

- Synowie chodzili od malego. Tata zrobil im takie piekne, bogate lampiony, jakich nikt we wsi nie mial. Z tymi lampionami chodzili pod sam oltarz - opowiada Irena Golec.

Od rana w domu obowiazuje scisly post - nawet jesli jest to niedziela.

- Post jest postem i nie ma dyskusji. Na sniadanie sledzie - w smietanie, w ketchupie (uwielbiaja je chlopcy), kawa, herbata i trzeba wytrzymac do wieczerzy.

W tym czasie telefony komorkowe milcza, telewizor wylaczony. Jest w tym domu tradycja, ze w Boze Narodzenie i Wielkanoc nie oglada sie telewizji. Z jednym wyjatkiem - po pasterce w kosciele w Milowce mozna obejrzec koncowke pasterki z Watykanu.

Od samego rana niemal do samej wieczerzy chodza kolednicy. Winszuja, spiewaja pastoralki. Jest taki przesad, ze jak na koledowanie przyjdzie stara panna, to w domu w przyszlym roku nie bedzie sie darzylo. Jak przyjda mlode chlopaki, co dobrze spiewaja, znaczy bedzie pomyslnosc i urodzaj. Lukasz z Pawlem tez chodzili winszowac. Na Szczepana z szopka, na Trzech Kroli mieli poszyte piekne stroje.

- Ich wystep to byl caly teatr. Troche maz i ja ich uczylismy, czesc brali ze zbioru kantyczek. U nas w domu bylo skromnie. Za uzbierane na koledowaniu pieniadze zawsze kupowali nam jakies upominki - wspomina mama.

W dziecinstwie Lukasza i Pawla to byly cale "trasy" trwajace i po dwa tygodnie. Brali ze soba skarpetki, bielizne, szczoteczki do zebow, trabke albo skrzypce i koledowali po calej okolicy. Spali u znajomych. Teraz tez jeszcze czasem winszuja, bo - jak mowi ich mama - maja to we krwi.

Dwanascie dan

Kiedy odlozone dla kolednikow pieniadze i ciasta zostana rozdane, pora na przygotowywanie wieczerzy. W kuchni od rana kroluje pani Irena. Musi byc barszcz z grzybami (prawdziwkami uzbieranymi w lesie), lazanki (uszka tylko wtedy, jak sa synowe, bo sama nie dalaby rady), karp smazony, a dla babci, ktora ma prawie dziewiecdziesiat lat - ryba bez osci. Choinka zajmuja sie synowie albo wnuczki (corki starszego syna).

- Przewaznie jest u nas jodelka. Jak sie ja wnosi do domu, to sie ja ladnie wita - mowi mama muzykow.

Prezenty kazdy robi osobno. Maja byc niespodziankami. Ale w domu Golcow nie prezenty sa najwazniejsze. Oglada sie je dopiero na samym koncu - po wieczerzy, po wspolnym spiewaniu, czasem nawet na drugi dzien, bo w wigilie nie ma kiedy.

- Jesli robilismy prezenty, zawsze byly to rzeczy potrzebne. Nigdy nie bylo tak, zeby ktos nie chcial jesc czy spiewac, bo prezenty czekaly. Traktowanie prezentow jako najwazniejszego wydarzenia podczas wigilii uwazam za glupote... - wyznaje Irena Golec.

Na wigilijnym stole zawsze jest jedno wolne nakrycie dla niespodziewanego goscia. Pod obrusem sianko, a pod talerzami - obowiazkowo pieniadze: "co byscie mieli kupe pieniedzy i nie zaznali nedzy". Wieczerza rozpoczyna sie okolo godziny osmej wieczorem. Kiedy juz wiersz zostanie wyrecytowany, wszyscy lamia sie oplatkiem. Potraw wigilijnych musi byc dwanascie, w tym barszcz, lazanki, ryby, kapusta z grochem, kompot z suszonych owocow, orzechy i salatka jarzynowa. Jak w salatce policzyc wszystkie skladniki, to nazbiera sie kilka. Z kazdego dania trzeba zostawic cos na Boze Narodzenie - wtedy bedzie dobry Nowy Rok. Dawniej, jak w domu u Golcow byly zwierzeta, to i z nimi dzielono sie wigilijnymi potrawami. Teraz dostaja je kury albo krowy sasiadki. A kwasnica?

- Juz nie robi sie jej na wigilie, bo prawdziwa musi byc tlusta na zeberkach i czysciutka jak rosol. Kiedys, jak byly biedne czasy, to i na wigilie byla kwasnica. Jalowa, z grzybami, omasta, zabielona smietana. Tylko ze wtedy to juz nie byla kwasnica - wyjasnia mama Lukasza i Pawla.

Na Boze Narodzenie pani Irena piecze makowce i serniki, ktore synowie bardzo lubia. Najlepsze sa dobrze zrobione ciasta drozdzowe.

Bez spiewania ani rusz

Po wieczerzy wszyscy biora ksiazeczki i rozpoczyna sie koledowanie. I tak do pasterki. Wszyscy spiewaja. A jak jeszcze chlopcy zaczna grac i zejda sie sasiedzi, to radosc niesie sie po calym domu.

Rodzina Golcow ma muzyczne tradycje. Juz przed wojna ojciec blizniakow i jego bracia grali w orkiestrze detej. Dziadek ze strony mamy byl spiewakiem slynnym na cala okolice. Siostry mamy pieknie spiewaja. Mama rowniez spiewa w parafialnym chorze i jest goralska gawedziarka. Kazdego roku Lukasz z Pawlem graja podczas pasterki w kosciele w Milowce.

- Ich talent dostrzegla pani magister Zajac, ktora teraz prowadzi nasz chor, a wczesniej byla dyrektorka w szkole muzycznej w Zywcu. Cieszyla sie i mowila: pluca maja zdrowe, to beda jak zloto trabic i swoim graniem Polske cieszyc - wspomina Irena Golec.

I kiedy na pasterce rozlega sie Wsrod nocnej ciszy, to wiadomo, ze graja synowie pani Ireny. Sami podkreslaja:

- Jak muzykujemy na koncertach, to z rock and rollem. Jak gramy o Jezusicku, to z duma i honorem. Po bozemu!

Ale popularnosc czasem doskwiera. Kiedys, jak grali podczas pasterki, ktos ich poznal i zaczal filmowac. Czasem wielbiciele talentu Pawla i Lukasza nie znaja miary. Nawet w swieta, nawet w kosciele...

U Golcow koledy spiewa sie takze w Boze Narodzenie.

- To przeciez radosny czas. Zapraszamy wtedy gosci, sasiadow, synowie zapraszaja pana Wilhelma Szczerbowskiego.

To czlowiek, ktory bardzo duzo im pomogl. Byl portierem w internacie, przygarnal ich do siebie. Okazal duzo serca, dbal o ich spowiedz, komunie. Mama blizniakow opowiada:

- Mozna czlowieka wychowac i mozna uchowac. Uchowac to znaczy dac trzy razy zjesc i koniec. Wychowac - to porozmawiac, wysluchac, pozartowac, byc z dziecmi. Pan Szczerbowski byl dla chlopcow jak ojciec. Bo ich ojciec byl swietnym pedagogiem. Umial sluchac i zawsze tlumaczyl. Duzo czytal i swa wiedza dzielil sie z bliskimi.

Tak jak jego synowie swym talentem - dziekujac Bogu i rodzicom - dziela sie ze wszystkimi, ktorzy chca ich sluchac.

A podczas koledowania winszuja:
Na scysci, na zdrowi,
Na te Boze Swiynta,
Cobyscie byli zdrowi i weseli
Jako w niebiosach Swiynci janieli!

 


komentarze, opinie, sugestie - kliknij tu aby wyslac e-mail