[an error occurred while processing this directive]
 
[an error occurred while processing this directive]

PRENUMERATA
"PRZEGLĄDU POLSKIEGO"
W WERSJI PDF:

 

 

 

Przeglad Polski (20 grudnia 2002)


JAN GAC

W drodze
do Egiptu

Sposrod kilku tematow bozonarodzeniowych wielu mistrzow dawnego malarstwa z upodobaniem zajmowalo sie dosc marginalnym epizodem, jaki mial sie zdarzyc podczas ucieczki Swietej Rodziny do Egiptu. Chodzi o odpoczynek Maryi z Dzieciatkiem. Na ten temat zaden ewangelista nie ma nic do powiedzenia, poza jedynym Mateuszem, ale przybycie z Medrcow ze Wschodu, cala podroz nad Nil i z powrotem do Palestyny zamknal w dwoch zaledwie zdaniach. Dlatego tez malarze musieli odwolac sie do wlasnej fantazji inspirowanej literatura pozabiblijna. A ta w okresie sredniowiecza doczekala sie kilku fundamentalnych dziel, ktorych idee znalazly odbicie zarowno w architekturze sakralnej, jak i w malarstwie. To Zlota legenda Jakuba de Voragine'a, zbudowana w duzej czesci na kanwie apokryficznej Ewangelii Pseudo-Mateusza, Zwierciadlo historyczne Wincentego z Beauvais czy Zywot Jezusa Ludolfa z Saksonii - by wymienic najwazniejsze prace - uformowaly w powaznym stopniu sposob patrzenia dawnych malarzy na tresci ewangeliczne. Jesli dzis z upodobaniem wpatrujemy sie w ich dziela, glownie te z XV i XVI stulecia, powstale w kregu flamandzkim i niderlandzkim, warto pamietac o zrodlach ich inspiracji.

Mam przed soba reprodukcje obrazu Odpoczynek Swietej Rodziny - dziela Gerarda Davida (1460-1523), utalentowanego i cenionego malarza dzialajacego w Brugii w okresie najwiekszego rozkwitu miasta, handlowej stolicy polnocnej Europy. Przedstawia Maryje siedzaca na skalnym wystepie z Dzieciatkiem na rekach w pozycji karmicielki. Rozchylila wierzchnie szaty, by nakarmic piersia dziecko, sporego juz chlopca, moze i dwuletniego. Maryja zajmuje pozycje centralna, posadzona przez artyste na skale niczym na tronie w oltarzu do adorowania. Obleczona jest w niebieska suknie i w plaszcz z podobnej materii, skad wyziera rabek czerwonej tuniki, znak przynaleznosci do nieba. Blekit - to ziemia, czerwien - to niebo, a zatem swa osoba spina Maryja te dwa wymiary ludzkiej egzystencji, doczesny i nadprzyrodzony, wszak nie w jednakowych jeszcze proporcjach. Na jej obliczu nie zauwazamy ani cienia trwogi, a przeciez niebezpieczenstwo jest powazne. W kazdej chwili ze zlowrogich ciemnosci lasu moze wylonic sie oddzial zbrojnej pogoni. Ta ewentualnosc do niej jednak nie dociera. Zaufala do konca, ze nic zlego nie moze stac sie Wszechmocnemu, ktorego z godnoscia piastuje w postaci dziecka na kolanach. Jeszcze jedno doswiadczenie poniewierki w zyciu, ktore tu, na Ziemi, dopiero sie rozpoczyna. Samo w sobie bolesne i przykre wcale nie musi byc doswiadczeniem tragicznym. Przeciwnie, daje powod do calkowitego zaufania Opatrznosci, a ta czuwa, przewiduje, zna kres czasow, rzeczy i zdarzen, ktorych logiki czlowiek nie jest w stanie przewidziec ani nawet rozpoznac. Dlaczego sie niepokoic, skoro wszystko jest w reku Boga? Tak zatem nie lek, lecz smutek maluje sie na obliczu Maryi. Smutek plynacy ze swiadomosci zblizajacych sie cierpien, jakie maja przyjsc na malego jeszcze Jezusa. Ale i sam grymas tego smutku jest przezyciem dojrzalym, jak gdyby przewidywaniem, ze plan zbawienia musi dopelnic sie w ten, a nie w inny sposob.

Na innym obrazie Davida o tej samej tematyce, znajdujacym sie w waszyngtonskiej Galerii Narodowej, swiadomosc zblizajacych sie cierpien Jezusa, a przez to i cierpien jego Matki, podkreslona jest symbolem kisci winogron. Galazke pieknych, dojrzalych, zielonych winogron trzyma Maryja w lewej dloni, trzyma delikatnie, z wdziekiem. Dzieciatko obiema raczkami, jeszcze niepewnymi, probuje wydlubywac soczyste grona. Ale nie spozywa ich jeszcze, delektuje sie samym ich widokiem, moze nie majac pelnej swiadomosci, jak cierpki w przyszlosci bedzie ich smak. Symfonia dloni Matki i Syna to wspolnota przyszlego cierpienia, o ktorym, na tym etapie rozwoju psychicznego Jezusa, Maryja wydaje sie przewidywac wiecej anizeli rozkosznie beztroski jeszcze chlopiec odziany w tunike z tiulu. Tuz obok spoczywa na ziemi kosz z wikliny, symbol ludzi drogi, ktorych skromny dobytek mozna pomiescic w jednym zawiniatku. Za plecami osiodlany osiol, gotowy do podrozy.

Tymczasem Jozef, zepchniety na drugi plan, poza nawias wszelkich aluzji i symboli, tu twardy wiesniak mocno i trzezwo stapajacy po ziemi, dluga tyczka obija owoce z przydroznego drzewa. Zna swoja powinnosc. Postawiony na drodze Dzieciatka musi zadbac, by mialo co jesc, by Maryja miala je w co ubrac, by osiol byl oporzadzony, a podrozne buklaki i kosze pelne.

W tym zrywaniu owocow z cudzego ogrodu, w epizodzie podejmowanym chetnie przez licznych malarzy, musi kryc sie glebsza mysl. Wedle powszechnie przyjetych praw, obowiazujacych rowniez w sredniowieczu, samowolne naruszenie cudzej wlasnosci winno spotkac sie przynajmniej ze slowami nagany. I tak mozna bylo potraktowac czyn Jozefa, gdyby usilowal on zaspokoic wlasny glod, a nie glod Dzieciatka. Tymczasem za autorem biblijnym mozna powiedziec, ze Panska jest ziemia i wszystko, co sie na niej znajduje. Jezus, Bog-Stworzyciel, ma suwerenne prawo do dobr tej ziemi. W tej materii pouczy pozniej Szymon Piotra, kiedy na kontrowersje wokol powinnosci placenia przez Jezusa podatku na rzecz swiatyni w Jerozolimie postawi zdumionemu apostolowi retoryczne pytanie: "Szymonie, jak ci sie zdaje? Od kogo krolowie ziemscy pobieraja daniny lub podatki? Od synow swoich czy od obcych? Gdy powiedzial: Od obcych, Jezus mu rzekl: A zatem synowie sa wolni" [Mt 17, 25-26]. Bog, uwiklany z wlasnej woli w historie ludzka, nie musi placic podatkow na rzecz wlasnego domu - swiatyni w Jerozolimie. Jak i nie musi pytac o prawo do korzystania ze swej wlasnosci, z owocow tej ziemi.

Cala ta scena rozgrywa sie w krainie jak z basni. Na Ziemi czegos podobnego nie znajdziemy: sucha, skalista niby to pustynia o wygladzie kamiennej platformy graniczy z kipiacym zyciem lasem lisciastym i z dolina o bujnych lakach i lagodnych wzniesieniach ciezarnej od deszczu wiosny. Z tej doliny wylaniaja sie wiezyce poteznego zamku, w ktorego murach kryje sie bezpieczenstwo i zamoznosc, a moze ma on byc siedziba krola Heroda? Jest wczesna pora dnia. Horyzont rozwidnia sie. Za chwile wybuchnie slonce, bo zza lasu bije luna bladego poranka. Sam zas las to geste, zlowrogie klebowisko pni, konarow i listowia, las charakterystyczny dla krain europejskich, ale nie dla Bliskiego Wschodu. W dodatku jest to las uczeszczany, bo srodkiem gestwiny biegnie sciezka, po ktorej Jozef popedza osla niosacego na grzbiecie Maryje z Dzieciatkiem.

Ta piekna sceneria, krajobraz raczej nierzeczywisty, bedacy jakby tesknym westchnieniem za biblijnym ogrodem Edenu, za Arkadia ladu i szczescia, skad zostali wypedzeni pierwsi rodzice, a dokad teraz moga powrocic ich dzieci za przyczyna Dziewicy z Nazaretu, ma rowniez glebsze znaczenie. Unaocznia wyobrazenie Boga ukrytego w tworach natury i przemawiajacego poprzez piekno przyrody do swiadomosci ludzi. Po dosc monotonnym postrzeganiu swiata w okresie sredniowiecza, w XV wieku odkryto na powrot jego powab. Dokonali tego kolorysci poznego gotyku, rowniez pod wplywem pism religijnych epoki, chwalacych wielkosc doczesnych dziel Bozych. Gerard David wprowadzil piekno swiata do ponurego krajobrazu polnocnej Europy. Ucieczka do Egiptu odbywa sie w kontekscie swiata boskiego, obiektywnego w stosunku do porzadku historycznego kreowanego przez ludzi.

Ci natomiast wytrwale i z uporem przeda wlasne dzieje, jakze czesto na sposob odbiegajacy od zamyslow Stworcy. Sam Jezus padl ofiara ludzkiej przebieglosci. Ledwie wszedl w historie, a juz zdazyl narazic sie wladzy. I tak juz mialo pozostac do konca, az do smierci, ale i potem, bowiem pietno przeniesiono na jego wyznawcow: "Skoro mnie przesladowali, to i was beda przesladowac". Teraz ucieka od swoich do Egiptu, bo swoi nie potrafili obronic go przed tyranem. Udaje sie w swiat obcy i poganski, owszem - Hebrajczykom w pewnym sensie przychylny, naznaczony tradycja wedrowek synow Jakuba nad Nil po zboze. Ale rowniez swiat bedacy synonimem okrutnej niewoli, skad narod wybrany zostal wyprowadzony w majestacie wielkich znakow z nieba. Ta ziemia miala sie teraz stac schronieniem dla Swietej Rodziny az do czasu naturalnej smierci krola Heroda, ktoremu historia nadala przydomek Wielki.

Czy ten, ktory byl wladny przyblizyc Ziemi niebo, a pozniej wskrzesic Lazarza, nie mogl przyspieszyc zgonu znienawidzonego przez wszystkich tyrana? Chocby po to, by zaoszczedzic sobie tulaczki i ocalic od smierci niewinne niemowleta betlejemskie. Mogl tego dokonac, ale byloby to dzialanie podlug logiki ludzkiej, a ta w niczym nie przystaje do mysli i zamierzen Boga. Podobnie jak Ziemia, o czym chce nas pouczyc Gerard David, tak i czas pozostaje w gestii Stworcy, Pana dziejow. Pozorna opieszalosc w dzialaniu Boga, chocby w reagowaniu na doczesne zlo, staje sie dla niektorych argumentem na nieistnienie Boga. Tymczasem owa opieszalosc moze byc tylko milosierna cierpliwoscia, dowodem wielkosci Stworcy, i moze stanowic szanse dla nas, dla kazdego z nas.

 


komentarze, opinie, sugestie - kliknij tu aby wyslac e-mail