PRENUMERATA
"PRZEGLĄDU POLSKIEGO"
W WERSJI PDF:

 

 

 

Przeglad Polski (13 grudnia 2002)


GRAZYNA DRABIK

Nowojorska
kronika kulturalna (teatr)

Janusz Glowacki, The Fourth Sister. Rezyseria: Lisa Peterson, scenografia: Rachel Hauck, kostiumy: Mattie Ullrich, oswietlenie: Kevin Adams, muzyka: Gina Leishman, dzwiek: Jill B.C. Du Boff. Wystepuja: Jase Blanfort (Stiopa), Bill Buell (General), Alicia Goranson (Tania), Jessica Hecht (Wiera), Marin Hinkle (Katia), Daniel Oreskes (Ivan, Yuri), Lee Pace (Kostia, Lonia), Steven Rattazzi (John, Misza, Policeman), Suzanne Shepherd (Babushka), Luis Tucci (Policeman, Afghan Vet). Przedstawienia od 20 listopada do 8 grudnia, w Vineyard Theatre przy Union Square.

W sztuce Janusza Glowackiego Czwarta siostra od pierwszej sceny spodziewane zderza sie z niespodziewanym, bardzo swojskie z calkiem obcym, rubaszny smiech z delikatnie zarysowanym watkiem lirycznym, bezmyslnosc ze smetna zaduma. Humor budowany na karykaturalnych stereotypach jednoczesnie probuje te stereotypy obnazac. Naturalistyczne obrazki "prosto z zycia", nakladajac sie gesto i wielowarstwowo, nabieraja charakteru wielkiego absurdu.

Rzecz dzieje sie w Moskwie, ale zaczyna w Hollywood. Opowiada o moskiewskich dezorientacjach, lecz moze dotyczyc nas wszystkich. Toczy sie w zwyczajnie zagraconym i zageszczonym emocjonalnie moskiewskim mieszkaniu, ale toczy sie niezwyczajnie, w kontrapunkcie, w akcje wlaczajac: smierc naturalna i nienaturalna; wielokrotne morderstwa - zamierzone i przez pomylke, skuteczne i nieskuteczne; ciaze, zamiar jej przerwania i zmiane zamiarow; klamstwa politykow; biznesmenow jako ludzi mafii i ludzi mafii jako biznesmenow; kradzieze na mala, srednia, duza i ogromna skale; podwojna podroz za ocean i podwojny powrot; zdrady wieksze i mniejsze, poszukiwanie ratunku w literaturze i wodce; sasiedzkie pogwarki, przy wodce oczywiscie, ale i przy whisky; seksualne akty w roznych konfiguracjach i pozycjach; mit Ameryki jako Ziemi Obiecanej i brutalna podszewke tego mitu; ekscesy lokalnego wampira nie zadowalajacego sie krwia, lecz zjadajacego lewe nogi ofiar, a takze 600 pretendentow do wampirzenia zglaszajacych sie na ochotnika na policje i 1000 kobiet zglaszanych przez ich dzieci, z nadzieja odbioru nagrody za denuncjacje; piosenke o suce-saperce, odspiewywana na raty, przy dzwiekach akordeonu; staroswieckie marzenia dziewczyn o milosci i nowoczesniejsze marzenia weteranow licznych wojen o nastepnych wojnach; rozczarowania i dziewczyn, i weteranow, a takze polspelnienia marzen i jednych, i drugich…

Sztuka osadzona w realiach wspolczesnej Moskwy, traktowanych jak zwariowane przewrocenia wszystkiego do gory nogami, rozwija sie w dzikim tempie postmodernistycznego filmu Johna Turturro. Konczy zas ogolnym okrutnym zametem, z koda cynicznie trafnej reklamy, ktora wszystko, absolutnie wszystko potrafi zamienic w towar na sprzedaz. Krotko mowiac, Glowacki oferuje nam rzecz bardzo ambitna, ciekawa, i w sumie w swym zamiarze nie bardzo spelniona.

Pierwsza scena nadaje ton calosci: podczas ceremonii rozdawania Oscarow statuetke zdobywa John Freeman, amerykanski rezyser o znaczacym nazwisku, za odwazny dokument o mlodych prostytutkach Dzieci Moskwy. Film o trudnej prawdzie odkrywamy nieco pozniej; oparty jest na klamstwie i manipulacji, tak jak na klamstwie i manipulacji oparte jest wszystko - marzenia o milosci, stary mit Ameryki i nowy mit Nowej Rosji, obietnice demokracji i lepszego zycia.

Burdel bowiem w Rosji panuje totalny. Po staremu - wszyscy pija, wpadaja w depresje, narzekaja. I po nowemu - kto moze, robi ciemne interesy. Kto nie moze, gotow sam siebie sprzedac. Na depresje bierze sie prozac. Na marzenia wyjezdza do Brooklynu lub przynajmniej oglada sie CNN i amerykanskie filmy.

Trzy siostry uwiklane sa w indywidualne dramaty nadziei i zawodow milosnych oraz we wspolna, rodzinna gehenne biedy i smetku. Drobna urzedniczka Wiera jest zakochana slepo w polityku udanie poslugujacym sie narodowosciowymi sloganami, a wiec wspinajacym sie do coraz wyzszych regionow politycznego nieba.

Katia, po prawie, prace znalazla w cyrku, choc posada ta okazuje sie nie najgorsza, oferujac przynajmniej szanse na regularny posilek. Katia rodzine moze wyzywic podkradajac mieso tygrysicy Pepsi.

Tania, coz, Tania, w szkole jeszcze, karmi sie fantazjami z innego swiata. Podkochuje w przystojnym sasiedzie. Wierzy, ze Versace jest najwspanialszym artysta. Do mamy, bezpiecznie juz w niebie, baloniki z prosbami wypuszcza - o to, zeby nie musiala chodzic na lekcje tanca, wymyslone przez ojca jako droga do przyszlej kariery baletnicy. O 600 dolarow dla Wiery na skrobanke, jak ja jej polityk po zajsciu w ciaze puscil. O wize do Ameryki.

Nielatwe to zadanie dla amerykanskich artystow znalezc pewna sciezke wsrod tych slowianskich skomplikowan. Podziwialam wiec off-broadwayowska inscenizacje w The Vineyard Theatre. W rezyserce Lizie Peterson, w Rachel Hauck, Mattie Ullrich i Kevinie Adamsie, odpowiedzialnym za strone wizualna, oraz w umiejetnie dobranym zespole aktorow Glowacki znalazl dobrych partnerow do swej nielatwej, gorzkiej zabawy.

Lisa Peterson, czlonek Ensemble Studio Theatre i The Drama Dept., zwiazana z Mark Forum w Los Angeles, jednym z czolowych teatrow regionalnych, jest rezyserka doswiadczona i wyjatkowo inteligentna. Nie boi sie ryzyka tzw. trudnych sztuk. Tutaj potrafila sprostac wyzwaniu i sprawnie poradzila sobie z koniecznoscia zachowania podwojnej konwencji, gdzie realizm przelamuje sie z absurdem, nadania odpowiedniego tempa dla szybko zmieniajacych sie scen oraz wlasciwego wywazenia calosci tak, aby dobitny naturalizm nie zagluszyl nuty lirycznej.

Pod jej kierunkiem swietnie sprawdzily sie trzy aktorki: Jessica Hecht jako najstarsza Wiera, Marin Hinkle jako Katia i szczegolnie atrakcyjna Alicia Goranson jako mlodziutka Tania. Potrafily wyraziscie zarysowac indywidualnosc postaci, jednoczesnie zgrabnie wychwytujac wspolny im ton szczerosci i pewnej naiwnej wrecz niewinnosci, zachowanej pomimo wszelkich rozczarowan. Godnie dolaczyl do nich Jase Blankfort w trudnej, bo absolutnie pasywnej roli sieroty przygarnietego z ulicy, przemieniajac, w dziewczecym przebraniu, Czechowowskie trio w kwartet "siostr".

I tu mamy glowny problem sztuki. Wyraziscie zarysowane postacie, a niewiele maja na scenie do zrobienia. Wiele bowiem sie mowi, ale mowienie niczego nie zmienia. Ciagle cos sie dzieje, ale nic z tego dziania sie nie wynika. Epizod goni za epizodem. Obraz naklada sie na obrazie. Jedna komplikacja wywoluje nastepna. I po prawie trzech godzinach nieustannej akcji, gagow sytuacyjnych, mocnych uderzen wulgaryzmow i subtelniejszych przekomarzan jezykowych jestesmy w punkcie wyjscia. Trup na lozku. Babuszka i General pociagaja wodke.

Bezwlad ten sam. Chaos tak samo chaotyczny. Tylko beznadzieja jakby jeszcze bardziej beznadziejna. Nadal sie czeka, lecz juz nawet nie wiadomo, na co. Zycia sie nie zyje, zycie w Moskwie - w Polsce? w Nowym Jorku? - wylacznie sie zdarza. Spada bohaterom jak ciezki wor na glowe. Oglusza ich, powala brutalnie. A jak ktory wstanie, apiat, to samo od nowa. A my - coz, obserwujemy, smiejemy sie od czasu do czasu, podziwiamy kunszt artystow. Tylko jakos nie bardzo nas to wszystko obchodzi.

Glowacki wielokrotnie podkreslal w wywiadach i komentarzach, ze pisal te sztuke z rozpaczy i ze strachu. Po wizycie w Moskwie, ale swiadom, ze sytuacja - upadek wartosci i ogolny kryzys, zraca jak kwas wszechwladza pieniadza, eskalacja gwaltu i nastrojow niepokoju - nie dotyczy li tylko odleglej, prowincjonalnej Moskwy, ale blizszej jego sercu Polski, a takze Nowego Jorku. W jego zamiarach Czwarta siostra miala byc tragikomedia, rzecza wywolujaca smiech, lecz smiech przez lzy, "strasznie smieszna tragedia".

Smiech na widowni, owszem, slychac. Czesto brzmi on zbyt glosno i rubasznie, wydaje mi sie, jak na zamysl autora. (Ciekawe, ze sztuka zyskuje w czytaniu, tak jakby wizualna doslownosc przewazala szale w kierunku groteski, gubiac subtelniejsze sugestie zawarte w tekscie). Lez jednak brak - u autora dla stworzonych przez siebie postaci i u widza. Plakac nijak sie nie da. Na koniec co najwyzej obezwladnia poczucie ogolnej beznadziei. Serce twardnieje.

*

A ponadto: 4 grudnia do Nowego Jorku powrocila irlandzka wersja sztuki Eurypidesa Medea, w rewelacyjnej rezyserii Deborah Warner, z Fiona Shaw w roli okrutnie oszukanej i jeszcze okrutniej mszczacej sie Medei. Brzmi nadzwyczaj na czasie. (Przedstawienia do 22 lutego, w Brooks Atkinson Theatre, 256 W. 47 St. przy Times Square.)

W nadal wystawianej przy pelnej widowni sztuce Terrence'a McNally'ego Frankie and Johnnie in the Clair de Lune, w koncu miesiaca nastapi zmiana aktorow. Pojawia sie Rosie Perez (znana z filmowych rol w Do the Right Thing Spike'a Lee i Fearless) i Joe Pantoliano (The Matrix, Risky Business). (Belasco, 111 W. 44 St.)

Niestety, smierc zabrala mlodego tancerza, Williama Marrié, ktory przybyl do Nowego Jorku z Kanady, aby grac glowna role Eddiego w popoludniowych przedstawieniach w udanym musicalu Twyli Tharp do muzyki Billy'ego Joela Moving Out. Byla to jego wymarzona rola, w wymarzonym miescie. Marrié zginal dwa dni przed 34. urodzinami w wypadku ulicznym; jego motocykl zderzyl sie z taksowka. Jaka szkoda, ze nie mogl dluzej cieszyc sie sukcesem i mlodym zyciem. Jaka szkoda, ze nie mozemy go podziwiac.

W moich wedrowkach po teatrach off-off-Broadwayu w tym miesiacu, jak zwykle, spektakularne porazki przeplataja sie z zaskakujaco ciekawymi, bardzo dobrze zrobionymi przedstawieniami. Wspomne dwa zespoly szczegolnie warte uwagi. Grupa Elevator Repair Service wrocila do P.S. 122 z Room Tone, intrygujaco tajemnicza adaptacja tekstow dwoch braci Jamesow, gigantow w swoich dziedzinach - Henry'ego, pisarza, i Williama, tworcy nowoczesnej psychologii. Zas w malym ale bardzo aktywnym SoHo Rep, prowadzonym przez Daniela Aukina i Alexandre Conley, mozna jeszcze obejrzec do 14 grudnia udana, poetycka adaptacje powiesci Jima Crace'a Signals of Distress przygotowana przez grupe The Flying Machine, w rezyserii Joshuy Carlebacha. (SoHo Rep,46 Walker St., na dole Manhattanu.)

 


komentarze, opinie, sugestie - kliknij tu aby wyslac e-mail