JERZY GIZELLA
Czy zlo moze byc
wieksze lub mniejsze?
Andrzej Paczkowski to historyk, ktory z nieslabnaca pasja stara sie rozswietlic mroczne korytarze stanu wojennego i analizowac stan duszy generala Jaruzelskiego w momencie podejmowania nieodwracalnych decyzji o skutkach wazacych dla dziejow Europy i moze calego swiata. Jak sam pisze - nie jest mu latwo byc obiektywnym, skoro wyznaje system wartosci zgodny z dzialaniem tylko jednej ze stron konfliktu. Inna przeszkoda moze byc niepelnosc zrodel, do ktorych siega w swoich badaniach i analizach. Archiwa rosyjskie, z ktorych mogli korzystac historycy, otworzono tylko na krotko w latach 1991-1994, po czym ponownie utajniono. Mowa tu o historykach rosyjskich - obcy i tak nie mieli do nich dostepu. To samo dotyczy wojskowych i milicyjnych dokumentow polskich: dokumenty MON-u nadal sa niedostepne, archiwa MSW odslonily sie tylko czesciowo, a w materialach po bylej PZPR widac wyraznie luki i brak istotnych dokumentow. Tak wiec wiele hipotez czy faktow to szara sfera przypuszczen i domyslow, tak istotnych, ze powinny zniechecic najbardziej odwaznego i niekonwencjonalnego badacza. Byc moze w przyszlosci uzyskamy pelniejszy obraz lat 1980-1982, byc moze jednak - z powodu zniszczenia wielu dokumentow - nie poznamy nigdy istotnych szczegolow, a swiadkowie i uczestnicy zabiora sekrety ze soba do grobu. I biurokratyczne fundamenty swiezych jeszcze w ludzkiej pamieci wydarzen nie beda sie wcale roznic od znakow zapytania, jakie gnebia archeologow - specjalistow od paleolitycznych wykopalisk.
Praca historyka dziejow najnowszych przypomina wiec prace detektywa, ktory pobral odciski palcow na miejscu przestepstwa, ale ktore nie moga wskazac przestepcy, poniewaz nie zarejestrowano ich wczesniej w kartotece i nie wiadomo, do kogo naleza. Jedno zdaje sie tylko nie ulegac watpliwosci - i to wynika z drobiazgowej proby przesledzenia wydarzen lat 1980-1982: ani PZPR, ani inne agendy PRL-u nie mialy najmniejszej ochoty na dialog ze spoleczenstwem, a "Solidarnosc" od poczatku jej istnienia byla widziana jako proba demontazu komunizmu i smiertelne niebezpieczenstwo dla wladzy.
W tych ocenach sie nie mylono - ale proba odroczenia wyroku dala partii dodatkowa dekade, w czasie ktorej mogla sie ona zajac "stopniowa ewakuacja" ze sfery monopolu politycznego i pomyslec o "miekkim ladowaniu" (termin Gustawa Herlinga-Grudzinskiego) w sferze ekonomicznej i gospodarczej. Dzieki tym posunieciom - latwym do rozszyfrowania dla przecietnego obserwatora sceny polskiej - przefarbowana i odmlodzona PZPR mogla powrocic na scene polityczna jako SLD - i zajac mocna pozycje w milosiernych sercach i bogatych w objawy zaniku pamieci umyslach wyborcow.
Rozwoj sytuacji pomiedzy lipcem 1980 a styczniem 1982 r., opisany przez autora w najbardziej obiektywny, rzeczowy, chlodny, kronikarski sposob, nie pozostawia watpliwosci, ze wladze przygotowywaly sie do sytuacji takiej, jaka powstala w sierpniu 1980 roku, od dluzszego czasu. Zachodnie kredyty i zadluzenie, pozyczki, opustoszale sklepy i galopujaca inflacja prowadzily w coraz szybszym tempie do konfliktu ze spoleczenstwem i grozby konfrontacji ulicznej, czemu chciano oczywiscie zapobiec za wszelka cene. Analizowane w ksiazce akty i dokumenty oraz wypowiedzi najwazniejszych przedstawicieli partii, wojska i sil bezpieczenstwa swiadcza o tym, ze od poczatku roku 1980 myslano nad strategia zapobiezenia wybuchowi niekontrolowanego buntu i przygotowywano odpowiednie srodki. Istnienie opozycji politycznej (zwlaszcza KSS KOR, SKS, Wolnych Zwiazkow Zawodowych), pozacenzuralnych wydawnictw oraz wybor Karola Wojtyly na tron papieski i jego wizyta duszpasterska w czerwcu 1979 roku podgrzewaly atmosfere buntu i oporu spolecznego. Juz w styczniu 1980 rok MON wydal dyrektywe nr 001 "o wsparciu dzialan organow MO", na podstawie ktorej utrzymywano "stala gotowosc bojowa czesci jednostek". W szufladach biurek "silowych" ministerstw trzymano odpowiednie dokumenty, np. "Plan ramowy dzialan resortu spraw wewnetrznych w przypadkach ostrych sytuacji konfliktowych oraz zbiorowych aktow protestacyjnych" z 13 marca 1979 oraz "Zasady organizacji dzialan operacyjno-taktycznych Departamentu III i Wydzialow III KW MO na wypadek zaklocenia porzadku publicznego w formie nielegalnych demonstracji politycznych organizowanych przez grupy antysocjalistyczne" z 5 grudnia 1979 roku.
Bezposrednim impulsem wybuchu byla, tak jak w czerwcu 1976 roku i w grudniu 1970 roku, podwyzka cen "niektorych gatunkow miesa i wyrobow miesnych" z dnia 1 lipca. Gaszenie strajkow lipcowych (autor nie wspomina o wczesniejszych, majowych i czerwcowych, ktore wybuchaly na tle niekorzystnego, obnizajacego zarobki systemu premii) tradycyjnymi metodami (nagrody, podwyzki itp.), tym razem bylo malo skuteczne i fala sporadycznych "przerw w pracy" rozlewala sie po calym kraju, przybierajac najostrzejsze formy w Lublinie - przed 22 lipca strajkowalo juz w miescie 60 zakladow pracy, a 70 lokomotyw blokowalo wazna strategicznie trase tranzytowa ZSRR-NRD. W koncu podpisano z protestujacymi, glownie kolejarzami, porozumienia placowe. Strajki wygasly w regionie wschodnim, ale w calym kraju roslo napiecie i wybuchaly ciagle nowe. Taka sytuacja trwala do 14 sierpnia, do momentu, kiedy rozpoczal sie strajk w Stoczni Gdanskiej. Skonczyly sie "zarty", a wypadki toczyly w skali i tempie, ktore zaskoczyly wszystkie gremia i sztaby, rzekomo przygotowywane na taka sytuacje od paru lat.
Po stronie wladzy od poczatku strajkow scieraly sie ze soba dwie koncepcje - stlumienia sila lub dywersja glownych centrow strajkowych. Ale zaden z pomyslow nie zostal wybrany (np. napad na stocznie grupy komandosow czy desant od strony morza), nie poskutkowaly tez liczne zatrzymania znanych dzialaczy opozycji. Strajki zakonczyly sie pelnym sukcesem, mimo szykan i blokad milicyjnych oraz rosnacej irytacji partii i resortow silowych. Powstala "Solidarnosc", 10-milionowa organizacja, ewenement w skali obozu komunistycznego i swiatowego ruchu zwiazkowego. Ale gdy jedni sciskali sie z radosci i plakali ze wzruszenia, inni juz mysleli o tym tylko, kiedy i w jaki sposob unicestwic zdobycze spoleczne i przywrocic pelna dyktature komunistyczna, jak oslabic, rozlozyc i zniszczyc ruch, ktory wlal tyle nadziei w serca i umysly Polakow. Paczkowski sledzi glownie dzialania wladz i specjalnych gremiow, ktorych jedynym celem bylo spacyfikowanie spoleczenstwa. Tak wiec odslania tajemnice przygotowywania i wprowadzenia stanu wojennego. Dzialania te sa z jednej strony nacechowane chwiejnoscia w wyborze metod i srodkow, a z drugiej - zdecydowaniem i determinacja, jaka towarzyszy ludziom i grupom, ktore znalazly sie w skrajnie trudnej sytuacji.
Kiedy wlasciwie powstaly te plany i jak sie ksztaltowaly? Pracowano nad nimi od 1976 roku (lekcja z wydarzen radomskich - ach, ten liberal Edward Gierek...), a w lipcu 1980 przekazano je z MSW do Komitetu Obrony Kraju. Bylo to piec dokumentow, w tym rozporzadzenie o internowaniu. Na dobra sprawe mozna bylo wprowadzic stan wojenny juz w pazdzierniku lub w listopadzie, brakowalo tylko dekretu Rady Panstwa. W tym duchu trwaly naciski Moskwy i sasiadow, zwlaszcza zza Odry. Do konfrontacji przygotowywano sie na wypadek strajku generalnego grozacego z powodu "kryzysu rejestracyjnego" NSZZ "Solidarnosc" w Sadzie Najwyzszym. Poniewaz w koncu kryzys zostal zazegnany, "Solidarnosc" udala sie na msze dziekczynne i zlozyla kwiaty pod pomnikiem Nieznanego Zolnierza, a eksperci partyjni, milicyjni i wojskowi powrocili do biurek, aby doskonalic projekty i plany wprowadzenia stanu wojennego. Jedno z takich "dziel" wydostalo sie jednak na zewnatrz: instrukcja prokuratora generalnego Czubinskiego o sciganiu opozycji ("sprawa Narozniaka"), co postawilo w stan gotowosci "Solidarnosc" i KC oraz jej zbrojne ramiona. Jednak i tym razem Biuro Polityczne stwierdzilo, ze wladze ciagle nie sa przygotowane do konfrontacji (nauczka z 1970 roku) i musza - po dramatycznym glosowaniu czlonkow BP - jeszcze raz ustapic. Tymczasem nadciagnela groza w postaci cwiczen "Sojuz-80". Ruchy wojsk sowieckich na terenach przygranicznych zaniepokoily opinie swiatowa, w koncu Brezniew powiedzial: "No dobrze, nie wejdziemy". I nie weszli. Sytuacja z szantazem "manewrowym" powtorzyla sie trzy miesiace pozniej ("Sojuz-81" w czasie tzw. kryzysu bydgoskiego). Do tego czasu pracowano jednak intensywnie, wydajac szczegolowe instrukcje dla milicji (i zapewne wojska), jak chronic obiekty strategiczne, jak zorganizowac grupy samoobrony (przed kontrrewolucja), nawet w jakie rodzaje broni i amunicji wyposazyc partyjnych ochotnikow, gdzie rozmiescic rodziny funkcjonariuszy partyjnych, wojskowych i sluzb bezpieczenstwa. Od grudnia 1980 na internowanych czekalo juz 13 640 miejsc w 34 wiezieniach i specjalnych osrodkach, wydrukowano nawet formularze "Decyzja o internowaniu" itp.
Pierwszy sekretarz KC PZPR Stanislaw Kania dwoil sie i troil zapewniajac Kreml, sasiadow i wlasnych towarzyszy, ze wszystko jest na dobrej drodze, przygotowania w toku, a pretekstow nie zabraknie na pewno, bo sie je stworzy. Zamach na Papieza i smierc kardynala Wyszynskiego zdaje sie przypieczetowaly los Kani, ktory - takie mial zadanie - poslugiwal sie na uzytek propagandy sloganami o dialogu z Kosciolem, ale w gronach zaufanych z BP lub z towarzyszami sowieckimi uzywal slow zupelnie innych. We wrzesniu 1981 r. przetransportowano do Polski plakaty o obwieszczeniu stanu wojennego wydrukowane w zakladach poligraficznych KGB. Ten druk byl - jak sie zdaje - gwarancja, ze z obranej drogi nikt juz nie zejdzie.
Z punktu widzenia wladzy dalsze miesiace nie sa juz wazne. Od wrzesnia stan wojenny wisial na wlosku, Zjazd "Solidarnosci" czy kryzys radomski (posiedzenie Komisji Krajowej), strajk solidarnosciowy studentow w zwiazku z nominacja przez ministra rektorem Wyzszej Szkole Inzynieryjnej w Kielcach Michala Hebdy i ostatni strajk w Wyzszej Szkole Oficerow Pozarnictwa w Warszawie (wygladajacy na prowokacje SB) nie mialy juz wlasciwie znaczenia. Przygotowania byly ukonczone, wszyscy aktorzy znali swoje role na pamiec. Ponury swiat politrukow byl niedostepny dla naiwnych marzycieli. Ale dzieki nim Polska oddychala innym powietrzem niz miliony ludzi scisnietych totalitarna obroza. Nawet gdyby "Solidarnosc" sie rozwiazala lub zaprzestala dzialalnosci rewindykacyjnej - nic by jej nie pomoglo. Czekano na moment zmeczenia i znuzenia, a ten zima jest najpewniejszy. Wszystkie najwymyslniejsze kampanie przeciw zwiazkowi i opozycji nasilaly sie w TVP w czasie weekendow - to byla perfidna metoda. Ta sama metoda posluzono sie w dniu ogloszenia stanu wojennego - w niedziele 13 grudnia. Polak wymierzyl bron w innego Polaka, i slusznie - zdaniem niemal 50 procent spoleczenstwa. Te wyniki mowia bardzo wiele - tym bardziej ze sa niezmienne od dwudziestu juz lat.
Czy moglo byc zlo "wieksze"? Czyli sowiecka interwencja? Rosjanie nie musieli "wkraczac" do Polski, okupowali ja od 1944 roku, w Polsce byly ich spore garnizony rozmieszczone w schowanych przed ciekawskimi i pilnie strzezonych ustroniach. Ludowe Wojsko Polskie bez ich pomocy spelnilo swoja janczarska wysluge w sposob zaslugujacy na uznanie w oczach Kremla i jego potomnych. Paczkowski nie wymienia ani jednego nazwiska oficera i ani jednej nazwy czy numeru jednostki LWP, ktore by sie zbuntowaly. Zaskoczenie - mimo przeciekow i ostrzezen z roznych zrodel - bylo zupelne. Ostrozne slowa kardynala Jozefa Glempa o wyborze "mniejszego zla" staly sie natretna metafora w jezyku partyjnej propagandy, ktora uwiesila sie tego sformulowania jak tonacy brzytwy i tak dlugo wbijala je mieszkancom PRL-u do glow, az w nie uwierzyli bez reszty. Bo innej drogi oczywiscie nie bylo.
Po osmiu latach jednak okazalo sie, ze taka droga istniala - parlamentarna demokracja. Ale generalom i sekretarzom nie przyszlo to jakos wczesniej do glowy. Widocznie nie bylo rozkazu.
---------------------
Andrzej Paczkowski, Droga do "mniejszego
zla". Strategia i taktyka obozu wladzy lipiec 1980 - styczen
1982. Wydawnictwo Literackie, Krakow, 2002, s. 329, cena
16 dol. plus 8,25% NY tax i 6,50 dol. w przypadku zamowienia
z wysylka (do nabycia w Ksiegarni Nowego Dziennika).
komentarze,
opinie, sugestie - kliknij
tu aby wyslac e-mail |